Andrzej Lewandowski: Dziura w całym?5 min czytania

()

20.07.2022

ECHA WYDARZEŃ: Nie oceniam lekkoatletycznego dnia przed umownym zachodem słońca. Mistrzostwa świata trwają, więc bilansowanie niech poczeka.

Trwam w stanie niepokoju o skład i dyspozycję roztrzęsionej nerwowo sztafety pań 4 × 400; raduję się tym, co już zdziałali nasi lekkoatleci – płci obojga. No i mam nadzieję, że panie się dogadają, urazy schowają, a władza trenersko-pezlowska poleje oliwę na nastroje. W końcu- nie jest bez winy, bo spóźniona znajomość regulaminu to wada trudna do wytłumaczenia. Ale choćby „przepraszam” i rewanż w formie starań o poprawę nastroju – się należą, prawda?

Niezależnie od niepokoju (o którym jeszcze później, bo widzę w tym symptomy niedomagania całego sportu) powody do radości już i ja mam.

Młot – panowie Fajdek i Nowicki. Dwie lokaty na podium – złoto i srebro. Piękne obrazy.

Pan Fajdek – nim zdobył piąte mistrzostwo (i radosne opowiadanie, że do siódemki dociągnie), atleta pełen ekspresji w zachowaniu. Owszem – koncentracja w rozmowie samego z sobą, ale jakaż po niej eksplozja! Pan Nowicki – wzorzec spokoju; taki trochę pomnikowy… A w sumie – arcymistrzowie. W konkursie, w którym aż pięciu młociarzy dało radę osiemdziesiątce! Wielcy – klasą, gotowością mentalną, dobrą- bo sportową – agresją. Myślę, że tak się dzieje m.in. dlatego, że od dawna rywalizują o prymat w kraju, to napędza jeszcze lepiej niż największy konkurs zagraniczny. Nawet pewnie we śnie pojawiają się obrazy konkurencji z rywalem i kolegą.

Jeszcze jedno – pozornie tło, w rzeczywistości ważny akcent. Trenerzy – pana Fajdka sam wielki Szymon Ziółkowski, z panem Nowickim- Joanna Fiodorow. Też młotem sławni – osobiście. Jakże dokładnie musieli analizować własne kariery, jeśli potrafili przełożyć wnioski w sposób pracy z „dzisiejszymi”.

Niebywale udane te debiuty trenerskie, z tytułami zawodowymi- formalnymi (instruktor, trener klasy x”) zdobywanymi już w pierwszej fazie nowego miejsca pracy…

Dla przypomnienia: pan Szymon- mistrz olimpijski, z wykształcenia matematyk; na drodze społeczno- zawodowej jeszcze posłowanie; przed pierwszą trenerką…

Byłem pod wrażeniem marszu Katarzyny Zdziebło (Stal Mielec) – w srebrnym marszu.

Nadupał, a taktyka – zimna jak lód. Nerwy ze stali, plan osobisty – jaśniutki jak słońce… kapitalne. I znów w planie – trener. Pan Grzegorz nauczył mistrzowsko maszerować syna – już mistrza olimpijskiego, teraz dał się jeszcze poznać przez wicemistrzynię świata…

W ogóle – fajnych wrażeń wiele. Miejsca poza podium, a radujące- bo blisko medali, bo z rekordami polski, bo z życiówkami… Włącznie z tym panny Sofii–Zosi na mecie 1500 metrów: „uszczypnijcie mnie, żebym wiedziała, że to prawda”… po 20 miesiącach nieobecności na bieżni. Bo coś tam dolegało i trzeba było się leczyć…

A poziom mistrzostw, jak się spodziewałem – wysoki. Te wspomniane „80” w młocie. Aż pięciu dało radę granicy… wcale nie tak dawno, jeśli ktoś machnął „80” – był pewien podium, a teraz… panie na setkę – bez zejścia poniżej 11 sekund nie ma finału… panowie – nie ma rozmów bez pokonania bariery 10 sekund. Taki poziom, takie czasy…

Na deser zostawiam sobie zdania o czwartej wieloboistce – Adriannie Sułek. 23 lata, głodna sukcesów, już rekordzistka Polski… urodziwa, zgrabna umiejąca się skupić… to przepowiadanie programu przed każdą próbą… zobaczyłem „w niej” zarazem urodę i skomplikowanie sportu oraz rywalizacji…

Potem były… gorzkie słowa. Na adres związku – że zgrupowanie nie takie i głód w oczy zaglądał. A potem – lawina. Ocen, sprostowań, zapewnień, że było ok., a związek – jak matka. Teraz i zawsze… Wezwania do pokory itp. Itd.

Byłem to skłonny puścić w niepamięć, bo wiem, że sportowcy – perfekcjoniści bywają skłoni do przesady. Heroizm w rywalizacji, zmuszanie siebie do nadwysiłku, a w tle czasem nadwrażliwość. Zdarza się, że katarek problem… kiedy jednak przywołałem pamięć o olimpijskiej aferze z wysłaniem pływaków niemających prawa startu (sorry, rozmyło się?), o tym nieporozumieniu ze sztafetą, bo regulamin był obcy, jeszcze o tym i owamtym- widzę jednak sprawę. Zresztą fejsbukowe rozwinięcia słów wieloboistki też dają dodatkowe sygnały, że jednak „coś na rzeczy”, a nie tylko „szukanie dziury w całym”… sport jako zawód bywa jednak wezwaniem do innego rodzaju perfekcji niż dawny, niby amatorski. Wybory- wciąż wyborami, ale poza nimi jest jeszcze obraz. Którego nie da się skodyfikować przez normy – jakie stypendium za jaki wynik itd.

Kwestia dobrze rozwiniętego opiekuństwa, żeby mistrz sport nie był „do dekoracji”, lecz także do stawiania wymagań. Partnerstwo!

Nie rozwijam, ale zachęcam do myślenia. Żebyśmy nie utonęli w fascynacji wieściami za ile to mistrz futbolu będzie mógł sprzedać swoją willę (dwucyfrowo – w euro), lecz też… no właśnie, co? Wybrać do władz PKOl, to mało; dla dekoracji – ok., ale …

Tour de France trwa. Kolarstwo to potęga. Zwłaszcza, jeśli się ma Eurosport. Kto wygra? Wiem, kto już ma sukces. „Skoda”… sąsiedzi to posiedli wiedzę o produkcji, komercji i sponsoringu… uczyć się i nam… przez tour pewnie sprzedaż aut wzrośnie. A ile stacji paliw, poza naszymi granicami, uda się założyć za sprawą firmy w lekkoatletycznych mistrzostwach promowanych na kostiumach „w towarzystwie” orła?

Nie kpię, nie krytykuję – tak sobie myślę… bo wiem, bez sponsorów sportu dziś nie ma… nawet, jeśli się ma ministra…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.