03.02.2026
Za nami dwadzieścia pięć lat nowego tysiąclecia. Pamiętam ten moment gdy zmienialiśmy kalendarze i nastał nowy dwudziesty pierwszy wiek. To było dawno. Ktoś, kto się wtedy urodził jest już dorosły, czas jest nieubłagany, co było – nie wróci, a co jest – przeminie…
Te oczekiwania, że nowe tysiąclecie przyniesie poprawę okazały się, jak zwykle, bardzo naiwne. Świat pierwszej ćwiartki stulecia pokazał, że zawsze może być gorzej niż było i że skoro może, to tak się stanie…
No to może, chłodnym okiem, popatrzmy na nasz świat, tu i teraz i pomyślmy, czy naprawdę zmiana kalendarza to zmiana rzeczywista i czy te oczekiwania z końca tamtego wieku miały jakieś podstawy poza magią liczb – zmiany XX wieku na wiek XXI.
Nawet pobieżna analiza odpowiada, że nie było takich podstaw – pierwszy z brzegu przykład – w naszym europejskim świecie nadal kilka krajów ma porządek oparty na władzy króla, rodziny królewskiej, w tym tak ważny kraj jak Anglia. Władza króla, nawet symboliczna, jest nadal znacząca dla tych społeczeństw.
No to jak to jest – żyjemy w dobie wszechwładnych algorytmów, systemów AI, które w coraz większym stopniu determinują nasze myślenie, świat jest w rękach wielkich oligarchów mających coraz więcej pieniędzy, mających ich coraz więcej tak, że niebawem tych kilkunastu/kilkudziesięciu ludzi będzie miało więcej pieniędzy niż cała reszta wielomiliardowej ludzkości. I jednocześnie są kraje, gdzie mamy króla lub królową, dwory, protokoły, zamki i rezydencje – zupełnie tak, jakbyśmy żyli w starych czasach, czasach w których król był czymś oczywistym, a jego władza pochodząca od jakiegoś boga zupełnie naturalna.
Nadal władza utożsamiana jest zwykle z władzą jakiegoś człowieka, silnego człowieka, despoty lub tyrana, a jeśli nawet mającego władzę uzyskaną w wyborach, przekazaną przez wyborców, to realizowaną w sposób będący zaprzeczeniem tego demokratycznego mandatu. Silny człowiek, zwykle z zaburzoną osobowością, a czasem nawet człowiek szalony, jest nam znany z historii, tej starożytnej, ale i współczesnej. Nie będę wymieniał nazwisk, myślę, że każdy ma własne przykłady takich postaci. Zresztą nie są ważne nazwiska, ważne jest to, że system władzy realizowanej przez ludzi jest tak bardzo podatny na patologie.
To co charakterystyczne dla naszych czasów, to rosnące uzależnienie ludzi od medialnych narzędzi, które wpływają na opinie, a nawet je tworzą. To nie te czasy gdy do ludzi władca przemawiał głosem herolda, jakiegoś człowieka, który czytał jego decyzje zgromadzonym. Od trzystu lat ludzie czytają jakieś gazety, od dwustu lat słuchają radia, od kilkunastu lat śledzą media elektroniczne, w których są nie tylko odbiorcami treści, ale w coraz większym stopniu ich twórcami i nadawcami.
Ostatnie lata to eksplozja różnych platform, chińskich TIK-TOK-ów i ich amerykańskich odpowiedników. To wielki sektor rynku, wielkie pieniądze i wielkie możliwości formowania umysłów ludzi. Młode pokolenie żyje głównie w sieci, świat wirtualny jest dla nich ważniejszy niż świat realny – to się zaczęło i trwa, jaki będzie tego koniec nikt nie wie, ale nie będzie to koniec radosny.
W takim świecie najważniejsza staje się władza realizowana przez wpływ. Inne, te bardziej tradycyjne źródła władzy, są coraz mniej ważne, nie potrzeba przemocy, wystarczy manipulacja robiona w mediach społecznościowych, w których prawie wszyscy są rozpoznani, znane są ich preferencję, a nawet gusta tak by trafiały do nich tylko takie informacje, które będą się im podobały. Jeżeli ktoś uważa, że przesadzam, że tak nie jest, niech sprawdzi jak szybko jakieś narzędzie informatyczne po kliknięciu w jakąś informację, czy to z polityki, czy sportu, a nawet szeroko pojętej kultury, zacznie nam podsyłać inne, podobne do tej, którą wybraliśmy przed chwilą. To działa automatycznie, stoją za tym wielkie algorytmy i wielkie pieniądze.
Jeżeli tak to działa w sferach jak sensacje, sport czy nawet kultura, to jest oczywiste, że działa po wielokroć silniej w takich, od których zależy władza. To dlatego każdy tyran pierwsze od czego zaczyna, to cenzura w mediach – kto kontroluje media ten może być spokojny, że nie straci władzy. To dlatego rząd prezesa Jarosława rządził dwie kadencję, bo na prezesa TVP powołał Jacka Kurskiego – tego od znanego bon motu – „ciemny lud to kupi”. To dlatego na „Kurwizję” przeznaczano trzy miliardy z naszych pieniędzy rocznie. To dlatego rząd prezesa Jarosława upadł, bo stracił to narzędzie.
Tak było. A obecnie dowiadujemy się, że Donald Trump załatwił sobie wpływ na chińskiego TIK – TOK po to, by od zaraz ustawić cenzurę na niewygodne dla siebie treści przekazywane sobie przez amerykańskich użytkowników.
To pierwszy z brzegu przykład cenzury nakładanej przez władze na media społecznościowe. Cenzury zawsze wtedy, gdy dotyczy ona treści niewygodnych dla samej władzy i oporu przed jej zastosowaniem, gdy dotyczy ona treści społecznie szkodliwych. Wtedy słyszymy, że to nie dopuszczalne, że to zamach na wolność słowa i tym podobne…
Mogę tak długo, mogę tak bez końca, ale może to wystarczy…
No to co możemy zrobić, jak powstrzymać ten postępujący proces zniewolenia i zmiany wolnego człowieka w bezwolne narzędzie poddawane nieustannym wpływom narzędzi i algorytmów a w ostateczności woli tym oligarchom, którzy mają te narzędzia, którzy je kontrolują i czerpią z nich swoje krociowe zyski ?
Powiem na wstępie – możemy niewiele. W starciu z systemem jednostka może niewiele. Niewiele, to nie znaczy, że nic. Coś jednak możemy.
Powiem to własnym przykładzie – jestem użytkownikiem Internetu. Ale nie takich narzędzi jak TIK_TOK i podobne. Nie funkcjonuję na Facebooku, mimo że kiedyś moja młodzież założyła mi tam profil. Na wszystkie prośby o zgodę na przetwarzanie moich danych odpowiadam negatywnie nie chcąc wylądować w czyjejś bazie. Jeżeli ktoś uważa, że tak nie da się żyć w obecnych czasach, to odpowiadam, że da się. Zachowanie własnej podmiotowości jest możliwe i nie oznacza końca świata. Zdaję sobie sprawę, że tego nie da się upowszechnić, świat będzie pędził w swoją stronę – ale beze mnie!
Taka strategii daje wewnętrzne zadowolenie, większy spokój, że nie staniemy się przedmiotem ataku jakichś sfiksowanych ludzi. I to jest już coś…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
