
Napisał i wydał także podręcznik geologii i mineralogii oraz opis fauny polskiej o tytule „Zwierząt domowych i dzikich, osobliwie krajowych, potrzebnych i pożytecznych, domowych, chowanie (…)”. Musiał być bardzo pracowitym i dobrze zorganizowanym człowiekiem.
Pozostańmy przy roślinach. Weźmy taką soczewicę. Nasi przodkowie jadali ją częściej niż my dzisiaj. A szkoda. Jest wartościowa i zdrowa. Zawiera wiele mikroelementów (m.in. żelazo, magnez, potas), witaminy A, z grupy B, C i PP, białko roślinne, błonnik. Nie bez powodu połakomił się na jej miskę Ezaw, w zamian oddając Jakubowi mniej konkretne pierworództwo. Jest smaczna. A najbardziej smakuje zwłaszcza teraz, jesienią lub potem – zimą. Syci i rozgrzewa.
Ksiądz Kluk zestawił ją z grochem, nie bez przyczyny. Należą do jednej grupy roślin bobowatych. W kuchni w zasadzie można ich używać wymiennie.

Groch, Pisum, Erbse: (…) Grochy w codziennym używaniu wiadomo iak bywaią użvteczne. W karmieniu wieprzów wielki czynią pożytek. Grochowiny krowom i owcom wyśmienitą są paftwą na zimę.
Soczewica, Lens, Linse : (…) Ziarna do gotowania i używania zdatne są, a grochowiny młodemu bydłu, a osobliwie owcom, bardzo pożyteczne.
Ludziom, oczywiście, także. U nas najczęściej soczewica jest jedzona w postaci zupy. Bardzo ją lubię. Może stanowić posiłek jednogarnkowy, gdy ją wzbogacimy jakimś zestawem warzyw, a zwłaszcza gdy ugotujemy ją na kurczaku, kaczce czy gęsi (można obgotować przed pieczeniem), na kawałku wołowiny (na przykład na szpondrze), albo na wieprzowej wędzonce. W dawnej Polsce zupę z soczewicy podawano jednak najczęściej bez mięsa. Była bowiem daniem postnym. Dzisiaj powinni ją od czasu do czasu jadać wegetarianie, mięsa unikający. Dostarczy organizmowi białka.
Po raz kolejny zachęcam do kupowania wygodnych mieszanek różnych rodzajów soczewicy, różnie przyprawionych, przeznaczonych na zupę. Są bardzo wygodne, wystarczy je zalać wodą w podanych proporcjach i postawić na gazie. Gotujemy 30 minut. I mamy smaczny posiłek. Zupa będzie bardziej wartościowa, gdy do jej gotowania dodamy różne warzywa, a smaczniejsza, gdy doprawimy ją korzeniami i ziołami. No i tym sposobem nadamy jej indywidualnego wyrazu.

Zupa z soczewicy
- mieszanka na zupę grecką (dwa rodzaje soczewicy, ryż, przyprawy)
- bulion warzywny lub warzywno-drobiowy
- marchew, kawałek pietruszki, selera i pora
- pomidor świeży lub koncentrat pomidorowy
- cytryna
- czosnek
- natka pietruszki
- pieprz, papryka słodka i ew. ostra
na grzanki: pieczywo pszenne, oliwa, suszony majeranek lub oregano

Mieszankę soczewic i ryżu z przyprawami opłukać, odsączyć, zalać przygotowanym bulionem w podanej proporcji (jedna część mieszanki na cztery bulionu). Warzywa oczyścić, pokroić, dorzucić do zupy. Gotować pół godziny, od czasu do czasu mieszać, w razie potrzeby – dolać płynu.
Doprawić do smaku przyprawami sypkimi (pomijam sól, bo jest zwykle w bulionie), sokiem z cytryny i czosnkiem przeciśniętym przez praskę.
Przygotować grzanki: bułkę pokrojoną w kostkę lekko zezłocić w rozgrzanej oliwie, pod koniec smażenia wymieszać z ziołami. Grzanki postawić na stole oddzielnie, obok zupy. Przed podaniem zupę posypać natką i wrzucić kilka plasterków cytryny (bez pestek!).
Nie podaję proporcji przypraw, w tym soku z cytryny czy czosnku. Sami wiemy, co nam smakuje. Czy wystarczy jeden ząbek czosnku, czy chcemy wzmocnić smak papryką ostrą albo uczynić ją kwaskową dodając więcej soku z cytryny. Zamiast natki można dorzucić inne świeże zioła. Są tacy, którzy lubią na przykład lubczyk, ale inni go nie znoszą. Wśród przypraw może się także znaleźć cząber, pasujący do dań z roślin strączkowych. A może kminek lub orientalny kumin?
Ciekawe potrawy z soczewicy znalazłam w „Tygodniku Mód i Powieści” z roku 1912. Był to już pięćdziesiąty drugi rok ukazywania się tego pożytecznego pisma. Wtedy pomagało żyć paniom mieszkającym często na rubieżach nie tylko ziem polskich, ale i państw zaborczych. Dzisiaj jest dla nas źródłem cennych wiadomości o życiu naszych praprababek: co i jak myślały, jakie miały aspiracje i dążenia, a także jak organizowały życie codzienne swoje i swoich rodzin. W tym: co i jak gotowały. A więc i jak jadały ich rodziny.
Soczewicę (kwartę) wypłukać kilka razy w letniej wodzie i ugotować, wkładając ją we wrzącą, osoloną wodę. Oddzielnie ugotować w małej ilości wody 1/4 f. grzybów suszonych, pierwej wymytych. Soczewicę, gdy miękka, zalać smakiem grzybowym, wsypać grzybki drobniutko usiekane i zaprawić, cebulką, zasmażoną w maśle, z małą ilością mąki. Posolić. Bardzo smaczna i pożywna potrawa dla jaroszów.
Soczewica ze śliwkami.
Śliwki suszone oczyścić, osłodzić trochę i ugotować; gdy jeszcze niezupełnie miękkie dołożyć je do gotującej się soczewicy i razem gotować do miękkości. Podaje się do tego chleb.
Obie potrawy wyglądają na smaczne. Dzisiaj będą bardzo oryginalne! Można je podać jako ciekawe danie z kuchni praprababci… Przy tym właściwie nie ma różnicy między gęstą zupą z soczewicy a daniem zawierającym tylko nieco mniej wywaru. Jak napisano, do soczewicy pasuje pieczywo. Pajda chleba świeżego, tost lub grzanki. W zimny dzień to jest to.
Alina Kwapisz-Kulińska



alino, zainspirowany twoimi dygawacjami na temat soczewicy, zdołałem upichcić natychmiastowy prosty i smaczny żołnierski posiłek.
wiem że było to cokolwiek wbrew intencjpm, przyświecającym twemu niesieniu kaganka gastronomicznej oświaty. nie mialem wszelako czasu na długie celebrowanie zajęć kuchennych. kilkugodzinna wędrówka po mieście i rozwikływanie rozmaitych uciążliwostek sprawiło, że jąłem rozpamiętywać swój ostatni posiłek, wtrąbiony w sierpniu 1914.
nie mówię spożyty, ani nawet zjedzony, bo w tym stanie ciała i ducha elegancja wysławaiania się ma dość mizerny priorytet.
musiałem zjeść coś natychmiast…
na całe szczęście po po wczorajszej lekturze twych przepisów wrzucilem do garnka kubek zielonej soczewicy, żeby zmiękla pod osłoną nocy, bo miałem zamiar poeksperymentować we wkazanym przez ciebie kierunku. ale na żadne eksperymenty nie było już czasu, wrzucałem więc do garnka co tylko nawinęło mi się pod rękę…
miałem puszkę krojonych pomidorów – bęc! do tego skroiłem dwa czerwone strączki świeżego chili. wrzuciłem kostkę warzywnego bulionu. mialem w lodówce bardzo chudą mieloną wołowinę – bac! znalazłem też jakąś torebkę z tex mex – por qué no?!
wrzucalem również zioła jakie nawijały mi się pod rękę: miętę, (ale nie tą pieprzniętą jak w PL, tylko taką, jaką kupowałem w zaułkach starej jerozolimy od przykucniętych na chodnikach palestyńskich wieśniaczek, a teraz kupuję w arabskich sklepach), a też kolendrę i co się tylko nadarzyło.
dominowały jednak przyprawy meksykańskie, wyszło więc coś na kaształt chli con carne, tyle tylko, że dzięki soczewicy użytej zamiast kidney beans danie stało się wręcz wysublimowane w porównaniu z codzienną strawą meksykańskich peonów.
do tego opiekana razowa tortilla i wino – cabernet sauvignon z doliny maipo w chile.
alino, dziękuję. nie wpadłbym bez ciebie na tak prosty przecież sposób ulepszenia chili con carne…
pozdrawiam
Przyjemność z jedzenia ma jednakowoż trzy składniki główne: smak (co niektórzy dzielą na przedni, górny i tylny,a inni uważają, że są smaki pierwsze, drugie i trzecie, w zależności od czasu przebywania potrawy w pysku), zapach (co dla mnie nie do końca zbadany) ale też, pomijana przeważnie w opisach i przepisach kulinarnych przyjemność gryzienia, chrupania, rozcierania potrawy na podniebieniu, albo nawet siorbania i ciamkania. (są kultury, które to tolerują)
Dlatego ja w przypadku soczewicy, starając się ustalić za co Ezaw sprzedał swój przywilej, cofam się przed Mojżesza, z jego kaszrutem, gotuję sobie soczewicę (głupi kwadrans, jeśli namoczona przez noc, dłużej – jeśli bez tego). Odcedziwszy na durszlaku i dodawszy smalczyku ze skwarkami (Tory jeszcze nie było) konsumuję, rozkoszując się rozgryzaniem ziarenek, co przecież nasza przyjemność pradawna, po przodkach zbieraczach jeszcze. W tych eintopfach to niestety znika, bo ona mięknie i nie jest już „al dente”. To było moje votum separatum, teraz idę namoczyć Ją.
Smalec może być gęsi;)
Wszystkie warianty do zastosowania! Pasują do minus czterech za oknem. Soczewica rozgrzeje.