Marian Marzyński: Pałac ślubów (2)5 min czytania

()

marzynski 32015-01-23.

W podróż poślubną pojechaliśmy na festiwal filmowy do Krakowa, gdzie za „Powrót statku” dostaliśmy Grand Prix: ja za reżyserię, Grażyna za malowanie transparentów z nazwiskami zrozpaczonych pasażerów „Batorego”, którym nie udało się spotkać na nabrzeżu swoich rodzin. Był to nasz podwójny debiut: ja z dziennikarza telewizyjnego stałem się filmowcem, Grażyna, którą z filmowcami z Paryża, Rzymu, Londynu i Nowego Jorku, włóczyłem po krakowskich kawiarniach, weszła do nieznanego jej świata.

Nowy świat odkrywała też w domu moich rodziców. Jako pięcioletnia dziewczynka z okna mieszkania w Radomiu widziała mury getta, ale na pytanie: co było za tymi murami? – nigdy nie dostawała odpowiedzi. Temat żydowski był tabu: polscy rodzice nie chcieli straszyć nim dzieci, komuniści ukrywali obecność Żydów w rządzie, a pozostali przy życiu Żydzi dla spokoju kontynuowali wojenną konspirację. Gdy powiedziałem jej, że nigdy nie wyobrażałem sobie małżeństwa z Żydowką, bo w jednym związku dwoje Żydów to za dużo, nie wiedziała, o czym mowię. W Gdyni wujek Teodor odkrył tajemnicę naszego ślubu i jako protest przestał przychodzić do domu swojej siostry, matki Grażyny. Jej ciotka w Warszawie, na przyjęciu gdzie byli moi rodzice, nie kojarząc ich ze mną, podzieliła się z towarzystwem wiadomością: – Moja bratanica wyszła za mąż za Żyda, ale to bardzo porządny człowiek. W zaciszu domku fińskiego 1/6 na Górnośląskiej 45, na przeciwko Sejmu, Grażyna chłonęła historie, której nie uczono w szkołach.

Przez następne sześć lat robiliśmy telewizyjny „Turniej miast”: ja przed kamerą, ona projektując dekoracje: nad rynkami w Łowiczu i Sieradzu wieszała płócienne pajęczyny pomalowane w folklorystyczne motywy, miejscowi odnawiali fasady domów, reperowali jezdnie i chodniki, krawiec wygrywał z krawcem, stolarz ze stolarzem, śpiewak ze śpiewakiem, tancerz z tancerzem: dokumentalna rozrywka pobudzająca do śmiechu i refleksji; Polska, jaka mogłaby być w świecie konkurencji i wolnego rynku.

Jesienią 1967 roku przyjechałem do Karpacza i Szklarskiej Poręby z pomysłem na kolejny „Turniej miast’, który oglądała już wtedy cala Polska; przywiozłem trochę pomysłów, resztę oni zaproponowali, miasta miały cztery miesiące na zbudowanie dekoracji i przygotowanie konkursów.

30 grudnia 1967 roku Grażyna urodziła Bartosza, zadzwonił doktor Ślązak: – Proszę pana, to był elegancki poród, przez pięć godzin żona nie straciła uśmiechu na twarzy, a są kobiety, które przeklinają mężów w tych sytuacjach. Sięgnąłem po żubrówkę, wykręciłem numer centrali i do szpitala położniczego na Bielanach nadałem kilkanaście telegramów podpisując je nazwiskami rodziny i przyjaciół. Szpital chronił nowonarodzonych przed bakteriami, wiec ojcom nie wolno było odwiedzać, staliśmy na ulicy, matki pokazywały zawiniątka przez szyby zamkniętych okien, raz wskazując na nos („twój”) raz na oczy („moje”), przywiozłem ich do domu. Wkrótce wyjechałem do Karpacza i Szklarskiej Poręby, żeby zobaczyć jak idą przygotowania do Turnieju,

W Karpaczu coś się działo, w Szklarskiej nic: – Panie redaktorze, ludzie się nie wykazali, ale jest osoba, która na swoich barkach to wszystko poniesie. -To ja”. powiedziała Wanda Lechowicz, piękna kobieta po czterdziestce, po czym zadzwonił telefon, a w nim głos Grażyny:  – Natychmiast przyjeżdżaj, Bartosz umiera.

Po dwugodzinnej jeździe ze Szklarskiej do Wrocławia taksówkarz wjechał na płytę lotniska i zatrzymał się przed wieżą kontroli, wcześniej zadzwoniła ze Szklarskiej Poręby Wanda Lechowicz; wlazłem po krętych schodkach na górę, a gdy usłyszałem pytanie do pilota czy jest gotowy do startu, krzyknąłem: – Stop, umiera dziecko. Operator powtórzył do słuchawki: – Stop, mam jeszcze jednego pasażera”. Samolot wyłączył silnik, podjechaliśmy pod schodki.

W naszym fińskim domku Grażyna i moja matka zanosiły się płaczem: zakażenie krwi bakteriami salmonelli z zepsutego mleka, jest po operacji. Dziesięciodniowych leczy się tylko mlekiem matki, pojechaliśmy do szpitala, kropla za kroplą Grażyna pompowała mleko do butelki, Bartosz zasypiał, salowa w brudnym fartuchu trzymała w rękach inne chore niemowlę i tak do niego mówiła: – Boże ty Boże, po coś ty mnie przysłał na ten świat?”. Bartosz przeżył.

Znów znalazłem się w Karkonoszach. Szklarska Poręba ściągała zwały śniegu i oblewano je woda z hydrantów żeby powstały bryły, w których coś się będzie rzeźbić, Będą to pomniki przewodniczących rad narodowych obu miast, „miejmy nadzieje, że gdy przyjdą roztopy obaj będą mieli poczucie humoru”, mówili ludzie,.

Dopiero 25 lat później dowiedziałem się, co pisali o „Turnieju Miast”, moi koledzy telewizyjni, tajni współpracownicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych:

6 grudnia 1965. Doniesienie. Źródło: “Dziennikarz”. Przyjął: W. Madej. Tajne.

…Marzyński nie wie, w jakim kraju żyje i z jakiego pieca je chleb… Robi programy, które mogłyby być zaakceptowane przez każdą telewizję, bez względu na ustrój, albowiem są to programy wyprane z idei politycznej, niewpływające na postawę ideową człowieka.

…Uczynił z programu budę, przypominając cyrk: golenie brzytwą brody namydlonego faceta, łażenie po slupach, szukanie jajka w stogu siana… Marzyński tłumaczył: to przecież ludzie lubią. Np. trzech prowincjonalnych dostojników łapie fokę w szklanym basenie. Jeśli byk zaprezentowany przez Ciechanów waży o 5 kg więcej, czy dowodzi to, że hodowla stoi wyżej?.

…Dyrektor telewizji Bębenek, który pochodzi z rodziny chłopskiej i bardzo się tym szczyci tak kiedyś skomentował kolejną próbę zmian w TM: – Dobremu gospodarzowi nie radzi się, co i jak ma siać. Wysiłki podejmowane w celu upartyjnienia programu, załamały się; trudno wytłumaczyć ułatwienia jakie ma w pracy inaczej, jak kryteriami narodowościowymi.

Sporządził: st. inspektor wydz. III dept. III , pplk. Madej.

Marzyński Marian, narod. żydowska, zatrudniony jako starszy redaktor w Polskim Radio i Telewizja. Przebywał turystycznie i służbowo we Francji, W. Brytanii, Maroku, Gwinei, Italii, Jugosławii, ZSRR, Kanadzie, Izraelu, Finlandii. W związku z wyjazdem stałym do Izraela wraz z żoną (pochodz. polskie, architekt) i synem, został wpisany do indeksu oso niepożądanych w Polsce.

Marian Marzyński

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.