Szanowny Pan Prokurator Generalny Andrzej Seremet
List otwarty
Szanowny Panie Prokuratorze,
26 listopada 2014 roku opublikowałem w Studiu Opinii artykuł, a zarazem list do Pana, który dzień później wysłałem na adres biura podawczego Prokuratury Generalnej z adnotacją, iż proszę o traktowanie tego tekstu jako powiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Materiał ten przekazał Pan do Prokuratury Apelacyjnej a ta następnie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie i do Prokuratury Rejonowej dla Warszawy Śródmieście.
Sygnatury akt:
- w prokuraturze rejonowej: 1 Ds./1333/14
- w prokuraturze okręgowej: VI Ds./363/14
Pełny tekst tego powiadomienia oraz mojej korespondencji z prokuraturą, przesyłam dla przypomnienia w załączeniu.
W liście do Pana, z dnia 26 listopada 2014 roku, zadałem pytanie: czy zasada równości obywateli wobec prawa nadal obowiązuje? Zasada ta zawarta jest w art. 32 p. 1 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, brzmiącym: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”.
Bezpośrednio od Pana odpowiedzi nie otrzymałem, jednak z decyzji podległych Panu prokuratorów wnioskuję, iż zasada ta w przypadku przynajmniej jednego z obywateli, a konkretnie Jarosława Kaczyńskiego, obowiązywać przestała, oraz że jest on objęty jakąś pozaprawną klauzulą bezkarności.
Z czego to wnioskuję? Z faktów Panie Prokuratorze.
Zgłosiłem do prokuratury następujące sprawy:
- Ogłoszenia przez Jarosława Kaczyńskiego z trybuny Sejmowej w trybie kategorycznym, iż wie on o poważnym przestępstwie: sfałszowaniu wyborów. Jako poseł ma on obowiązek prawny powiadomienia organów ścigania o każdym znanym mu przestępstwie. Nie robiąc tego popełnia czyn karalny. Oczywiście można uznać za takie powiadomienie wystąpienie sejmowe (skoro powiadamia wszystkich, to organy ścigania też), ale w takim przypadku popełnia inny czyn karalny, jeśli powiadomił o przestępstwie, którego nie było.
W odpowiedzi Prokuratura Rejonowa odmówiła wszczęcia dochodzenia „w sprawie zaniechania powiadomienia organów ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa” (art. 231 par. 1 kk) „wobec braku znamion czynu karalnego”. Prokuratura nie przeczy, że powiadomienia zaniechano, że jest to karalne (wymienia art. kk), ale „znamion czynu karalnego” nie ma.
Szanowny Panie Prokuratorze, ja chyba uczyłem się jakiejś innej logiki. Czyn miał miejsce, kodeks karny mówi, że jest karalny, ale znamion czynu karalnego nie było (?). Rozumiem, że czyn był, ale jego znamion nie było? To co jest karalne, czyn, czy jego znamiona? Co to jest czyn bez znamion? W dodatku prokuratura w ogóle nie zajęła się drugą możliwością: powiadomienia o przestępstwie, którego nie było. Nie zaczekała nawet na ostateczne orzeczenie sądu o ważności wyborów, czyli o tym, czy były one, lub nie były, sfałszowane.
- Zatajenia przez Jarosława Kaczyńskiego w oświadczeniu majątkowym darowizny o wartości ok. 400 tys. złotych na honorarium jego adwokata w sprawie smoleńskiej. Prokuratura Okręgowa odmawia wszczęcia śledztwa z powodu (jak dowiedziałem się od rzecznika prasowego prokuratury) tego, że postępowanie w tej sprawie zostało prawomocnie umorzone w 2013 roku. To bardzo ciekawe, gdyż w 2014 roku za identyczny czyn (o znacznie mniejszej wartości, 17 tys. zł) został nie tylko oskarżony, ale i skazany, poseł Sławomir Nowak.
Szanowny Panie Prokuratorze, jeśli zestawienie tych faktów nie świadczy o stosowaniu podwójnych standardów, czyli złamaniu art. 32 p.1 Konstytucji RP, to o czym świadczy? Dość trudno wyobrazić sobie powody prawne umorzenia postępowania w takiej sprawie, jeśli w niedługim czasie później mniejszą sprawę z całą bezwzględnością kieruje się do sądu. Czyżby Jarosław Kaczyński nie miał rozeznania czynu i zdolności kierowania swoim postępowaniem? Poseł na Sejm, były premier, doktor prawa nie rozumie czynu? Trudno w to uwierzyć.
Czyżby szkodliwość społeczna zatajenia 400 tysięcy była znikoma, a zatajenia 17 tysięcy znaczna? Też trudno w to uwierzyć.
Szanowny Panie Prokuratorze, czy nie uważa Pan, że decyzja o umorzeniu tego postępowania, w świetle późniejszych faktów, była przedwczesna lub błędna? Czy nie należy coś z tym zrobić?
Prokuratura precyzuje, iż była to darowizna od Klubu Parlamentarnego PiS i przechodzi nad tym do porządku dziennego. Tymczasem ustawa o pełnieniu obowiązków posła i senatora mówi w art. 18 p. 2: „Kluby i koła otrzymują środki finansowe na pokrycie kosztów swojej działalności, w tym na pokrycie kosztów działalności biur klubów i kół, w wysokości i na zasadach określonych wspólnie przez Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu. Środki te nie mogą być wykorzystywane na inne cele niż określone w zdaniu pierwszym”. A więc klub parlamentarny nie ma prawa robić darowizn na rzecz osób prywatnych. Nie ma też prawa robić zbiórek publicznych. No i co? I nic? Czy organizator tej akcji aby nie podpada pod art. 231 kk?
- Zatajenia w oświadczeniu majątkowym darowizny w wysokości ok. 3,5 miliona złotych na koszty jego ochrony i wynajęcia sąsiednich posesji w celu zaspokojenia jego prywatnych potrzeb. Prokuratura określa to jako czyny z art. 233 par. 1 i 6 kk. Prokuratura odmawia wszczęcia postępowania z powodu braku znamion czynu zabronionego. Od rzecznika prasowego prokuratury dowiedziałem się, że prokurator uznał, iż „nie była to darowizna, bo nie doszło do przysporzenia majątkowego Jarosława Kaczyńskiego”.
Szanowny Panie Prokuratorze, definicja przychodu (czyli „przysporzenia majątkowego”) brzmi: przychód jest różnicą między wpływami a kosztami. Przychód można komuś przysporzyć także zmniejszając jego koszty. Zapłacenie za kogoś kosztów usługi wykonanej na jego rzecz w sposób oczywisty jest darowizną. Ponoszenie za kogoś kosztów nie tylko ochrony osobistej, ale i usług służby dworskiej (szoferowania, robienia zakupów itp.), wynajęcia sąsiednich posesji, by nie miał sąsiadów o innych poglądach, w sposób oczywisty jest darowizną. Jeżeli ktoś jest na cudzy koszt wożony, to odnosi korzyść, bo nie musi sam robić prawa jazdy i kupować samochodu. Jeżeli ktoś jest chroniony na cudzy koszt, to też odnosi korzyść, bo konsumuje usługę, za którą nie płaci. Twierdzenie, że tak nie jest, to absurd urągający arytmetyce na poziomie pierwszej klasy szkoły podstawowej.
Nie wymagałoby to wymienienia w oświadczeniu majątkowym (i opodatkowania), gdyby należało mu się z mocy prawa. Rzecz w tym, że otrzymuje to świadczenie nie od państwa (co mu się należy), lecz od partii politycznej. Zgodnie z art. 24 p. 2 ustawy o partiach politycznych „majątek partii politycznej może być przeznaczony tylko na cele statutowe lub charytatywne”. Wśród celów statutowych PiS nie ma pozycji: „opłacanie ochrony i życia w luksusie Jarosławowi Kaczyńskiemu”. Trudno też uznać to za cel charytatywny. Jest to więc całkowicie pozbawiona podstaw prawnych darowizna. Zaznaczam, iż Jarosławowi Kaczyńskiemu należy się ochrona z BOR i była mu oferowana. To, że z niej nie korzysta, jest wyłącznie jego prywatną fanaberią. Ale w państwie prawa za prywatne fanaberie płaci się samemu.
W swoim zawiadomieniu powołałem się na powszechnie znane doniesienia medialne. Prokuratura nawet nie chciała sprawdzić faktów (doniesienia medialne mogą być błędne). Odmówiła wszczęcia postępowania z góry, bez sprawdzenia. Nie zadała sobie nawet trudu zapytania Urzędu Kontroli Skarbowej o opłacenie, lub nie, podatków od darowizn, w końcu co tam drobne 760 tys. złotych. Nie zadała nawet pytania na jakiej podstawie prawnej partia PiS ponosi tak duże koszty na rzecz jednej osoby. Nie sprawdziła kto i dlaczego wynajął sąsiednie posesje.
Szanowny Panie Prokuratorze, ponieważ zostałem przez rzecznika prasowego prokuratury okręgowej poinformowany, że nie mam prawa odwołania się na drodze formalnej od powyższych decyzji, nie pozostaje mi nic innego, jak zwrócić się do Pana, jako zwierzchnika prokuratury o podjęcie stosownych działań wobec jawnego i oczywistego naruszania art. 32 p. 1 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, polegającego na stosowaniu prawa według nierównych kryteriów wobec różnych osób.
Ponieważ uważam, że sprawa jest bardzo poważna, a szkodliwość społeczna faworyzowania jednego z najważniejszych polityków jest wyjątkowo duża, zdecydowałem się na formę listu otwartego. Liczę, że nie zostanie on bez odpowiedzi. Jest to jeszcze o tyle ważne, że wrażenie stronniczości politycznej prokuratury jest nie tylko moje. Jest to opinia dość powszechna, a to podważa zaufanie obywateli do prawa i do organów państwa.
Z poważaniem
Krzysztof Łoziński
Dziennikarz, publicysta, były działacz antykomunistycznego ruchu oporu w latach 1968-1989. Wielokrotnie represjonowany, były więzień polityczny.
W załączeniu:
- Tekst mojego doniesienia wraz z korespondencją z prokuraturą
Do wiadomości:
- Prezes Rady Ministrów RP Ewa Kopacz
- Marszałek Sejmu Radosław Sikorski
- Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński
- Gazeta Wyborcza, Newsweek, Polityka, TVN, Studio Opinii
- Dziennikarze: Tomasz Lis, Monika Olejnik, Andrzej Morozowski, Konrad Piasecki.
- Prawnicy: Ryszard Kalisz, Roman Giertych

To tak jakby pisac na Berdyczow….
Czasami warto pisać na Berdyczów. W 1968 roku wyrzucono mnie ze studiów, wcielono karnie do wojska i nawet aresztowano za zbieranie podpisów pod listem do Sejmu. Mam nadzieję, że teraz za pisanie listów nie zamykają.
Nie zamykają, bo olewają. Zatem komuniści mieli do nas więcej szacunku, bo zamykali. Niech Pan pisze do Seremeta i walczy. Szacunek.
@jacek2, a jaka jest alternatywa? Siąść i płakać? Czy kiwać głową w poczuciu swej „wyższości” nad tym okropnym stanem Ojczyzny, który moglibyśmy poprawić, gdyby nam się chciało? Gdyby.
Nie tylko na Berdyczów warto pisać, ale konsekwentnie dalej. Wbrew pozorom droga prawna nie kończy się w naszym swojskim Berdyczowie.
To co dziś się dzieje w Polsce jest w pewnej mierze wynikiem także (nie tylko – także) tego, że nasi wielcy przyzwyczaili się, iż nic im nie grozi, bo komu by się tam chciało pisać na Berdyczów?
Pnie Krzysztofie – kropla drąży skałę!
Życzę dużo cierpliwości i uporu. I liczę, że się uda, jak nie uzyskać sensowną odpowiedź i zapowiedź działań, to przynajmniej zyskać rozgłos i potwierdzenie, że oto JK jest w Polsce świętą krową chronioną prawnie, a nie atakowaną, jak twierdzi.
.
Chociaż z drugiej strony, brak represji ze strony państwa on przecież uznaje za największą szykanę, gorszą niż internowanie w stanie wojennym.
Bardzo jestem ciekaw dalszego ciągu…
Trzymam kciuki, panie Krzysztofie!
Małe sprostowanie: To dochód jest różnicą między przychodem (łączną wartością netto sprzedaży usług, towarów i dóbr) a kosztami ich uzyskania.
Ustawa miała na celu zapobieganie korupcji, a bez trudu można skorumpować człowieka zarówno zapewniając mu gratisową ochronę wartą kilka milionów, podobnie jak można skorumpować człowieka zapewniając mu gratisową całoroczną obsługę seksualną, wypoczynkową, etc., które nie muszą wcale zwiększyć majątku. To dlatego prezes Kaczyński miał obowiązek ujawnić te dane w oświadczeniu majątkowym, a ocena, czy mogło dojść do korupcji nie należy do prezesa, który zatajając taką darowiznę, uniemożliwił interpretację tego faktu właściwym organom.
Smaku całej sprawie dodaje fakt, że w PiS-ie Kaczyński jest jedyn osobą, która podejmuje decyzje. Zdanie „partia mu płaci” należy interpretować „on kazał swojej partii sobie płacić”.
@Woland ma rację, firmy farmaceutyczne korumpują lekarzy fundując im pobyty w egipskich kurortach. Darowizną nie musi być danie gotówki lub rzeczy, może być podarowanie usługi.
A najciekawsze, że tak oczywistą sprawą nie zajął się żaden z naszych światłych posłów.
Pewnie podobnie jak „właściwe organy” mają to w organie.
O ile się nie mylę raz do roku Prokurator Generalny składa sprawozdanie Sejmowi. Może ono być przyjęte lub nie. Nie wiem jakie są konsekwencje nie przyjęcia, ale w każdym razie w przypadku dalszego milczenia PG w tej sprawie owa sejmowa debata może być dobrym miejscem by sprawę poruszyć.
No tak, ale poruszyć w Sejmie może tylko poseł. Ja posłem nie jestem. Niestety polska demokracja jest ciągle cienka, jak gumka od majtek. Pod pierwszym listem podpisałem się „emeryt” a adres mam na wsi, bo na wsi mieszkam. Prokuratura uznała, że można mnie olać, sprawę umorzyć po cichu, wobec mediów przemilczeć. Dopiero gdy napisałem do rzecznika jako dziennikarz zrobił się ruch na pokojach. W porządnej demokracji nie powinno się olewać emeryta ze wsi. Druga sprawa. Dwaj prezydenci USA, Nixon i Clinton mieli kłopoty bo złapano ich na kłamstwie. Nasi politycy kłamią do woli i nikt na to nie reaguje. To tylko dwa przykłady tego, co mamy jeszcze do odrobienia. Ale nie odrobimy niczego, jeśli bedziemy siedzieć cicho.
Mam nadzieję, że znajdzie się choć jeden poseł co spyta o tę sprawę.
Chętnie podpisałbym się własnym nazwiskiem pod jakimś publicznym listem poparcia dla dociekań pan Krzysztofa Łozińskiego.
Panie Krzysztofie, to co Pana napisal bardzo mi sie podoba. Tresciwie i przekonujaco. W USA to moglby byc poczatek sporej afery.
.
Obstawiam, ze zostanie Pan olany. Nastepnym krokiem powienien byc pozew sadowy. To dobrze, ze na liscie adresatow jest mecenas Giertych. Mam nadzieje, ze on nada tej sprawie wlasciwy bieg, o ile Pan go przekona. Podejrzewam, ze powinien Pan do niego zatelefonowac.
.
Zycze powodzenia.
@Woziwoda. mam podobne zdanie.
Można skorzystać z tego
http://www.petycje.pl/index.php
Krzysztof, poinformuj gdy nadejdzie odpowiedź od któregoś z adresatów. Czy jakieś medium, za przeproszeniem – niezależne – zainteresowało się twoim listem?
Wyglada to jak zabawa dzieci w gluchy telefon. Pamietam, sam sie w to bawilem. Wtedy bylo to bardzo zabawne. Takie glupoty wychodzily, plakalismy ze smiechu. Na tym tez chce sie plakac.
Piotrze, na razie za wcześnie na reakcję. Specjalnie zresztą na nią nie liczę, zwłaszcza na telewizję. Tam nie ma dziennikarstwa, tylko dziennipleciarstwo. Dla nich news byłby wtedy, gdyby pies jechał na rowerze i przejechał kurę. Gadali by o tym dwa tygodnie i zaprosili do komentowania Dziewulskiego. Liczę bardziej na internautów. Szanowni Państwo, jesli chcecie pomóc, rozkolportujcie to maksymalnie w Internecie. A telewizja? Onie plotąc na okrągło o „mamie Madzi z Sosnowca” nie zuważą wojny światowej.
@ Krzysztof Łoziński
”…A telewizja? Oni plotąc na okrągło o „mamie Madzi z Sosnowca” nie zauważą wojny światowej…”’
I chyba Panie redaktorze tu jest sedno.
Właśnie dlatego, że nie ma prawdziwego dziennikarstwa, to wszystko uchodzi na sucho.
„Afera” jest wtedy, gdy zainteresują się tym media… i tylko wtedy, niestety!
Odpowiednie służby dopiero reagują, gdy zajmą się czymś tzw. dziennikarze, a nasi dzielni dziennipleciarze (jak Pan to trafnie zauważył)nie lubią i nie tykają spraw niewygodnych, zwłaszcza teraz, przed wyborami, kiedy nie wiadomo skąd zawieje…
Mimo wszystko, trzymam kciuki, żeby się udało zainteresować media tym listem. Powodzenia!
Mam wprawdzie podejrzenie graniczące z pewnością, iż prokurator generalny zbędzie Pana okrągłymi słówkami o znamionach i niskiej szkodliwości, ale ma Pan rację – ktoś musi podnieść tę sprawę. Jeśli chcemy żyć w państwie prawa, nie możemy się zgadzać na traktowanie kogoś jak świętą krowę. Dziękuję i życzę wytrwałości.
I chyba powinien się Pan przygotować na lustrację drzewa genealogicznego do czasów Mieszka I włącznie oraz przyznanie tytułu rozpętywacza przemysłu nienawiści w stosunku do Naszego Najdroższego (5 tys. dziennie na samą ochronę) Prezesa, który jest przecież dobrem narodowym wszystkich Prawdziwych Polaków Patriotów.
@ petycje…
Znam ten adres; największą wymowę i oddźwięk miała by petycja umieszczona przez autora Listu. Do czego bym namawiał.
Dobry tekst. Trzymam kciuki!
Jeden z moich przyjaciół zadał mi pytanie: a co wtedy, gdy twoje starania nic nie spowodują? Odpowiedź jest prosta: Jak mówił poeta, spisane zostały czyny i rozmowy, a ci panowie nie będą mieli zawsze immunitetów i przychylnej prokuratury. Powinni o tym pamiętać.
Panie Krzysztofie, a może jednak po wyczerpaniu się terminu ustawowego zainteresować się tymi petycjami?
My zrobimy co się da, by zwiększyć liczbę podpisów pod nią.
Możemy atakować mailami poczty elektroniczne posłów.
Mamy rok wyborczy, może nie wszyscy pozostaną obojętni? Wielu z nich nie ma pomysłu na kampanię. No to mu go podpowiedzmy.
No i zostaje Strasbourg. Mówię serio, nie odpuściłbym.
Dziś, 2 marca, dostałem pocztą pismo, że Prokuratura Generalna przekazała mój list do Prokuratury Okręgowej w Warszawie „celem stosownego rozpatrzenia”. No comments…
P.S. Myślałem, że tylko baron Munhausen rozpatrywał sam siebie.