Długo i ciężko chorował… Przetrwał tę trudną chorobę, z gotowym wyrokiem, jak żołnierz na posterunku. Cały czas interesował się. jak szło naprzód wszystko to, czym się zajmował. Nie bał się, że padnie. Dochował się cennych współpracowników i mógł na nich polegać – choć nie brakowało takich, co by chętnie utrupili dzieło Jego życia, wielką reformę samorządową. Nie był jej „współtwórcą”, jak się dzisiaj pisze. Owszem, nie brakowało współtwórców, jak choćby Jerzy Stępień. Ale pionierem i motorem był On, Jerzy Regulski.
Dziesięć lat przed zmianą ustroju, której rzeczywiście był współtwórcą, wybitny urbanista, doszedł do wniosku, razem ze swymi przyjaciółmi z Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”, iż jutro wolnego państwa zależy od przyszłości jego społeczeństwa. I że zobowiązać społeczeństwo do działania na swoją własną korzyść można tylko poprzez organizację samorządu. I to nie samorządu darowanego przez władze centralne państwa, ale wyrastającego z uprawnień lokalnej społeczności.
Wielka przemiana lat 1989-1990 przyniosła dwie zasadnicze reformy, zmieniające nie tylko nasz świat – Balcerowicza „skokowe” przejście od gospodarki planowej do gospodarki rynkowej i mniej głośną, ale równie doniosłą reformę samorządową Regulskiego. Lata dyskusji w czasie „opozycyjnych knowań” przydały się, projekty reformy powstały błyskawicznie, ale za to wzbudziła ona mniej oporów – zwłaszcza, że stanęli za nią dwaj przyjaciele Jurka, ze swą wspólną z Nim polityczną wizją przyszłości: Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek. W latach 1989-1991 był pełnomocnikiem ich rządu do spraw „reformy samorządu terytorialnego”. Tylko tyle, ale jak się okazało – aż tyle, by – stworzyć ustrojowy fundament lokalnych demokracji.
Poświęcił tej reformie czas i zdrowie. Ze skutkiem – reforma zgodnie z oczekiwaniem pobudziła wyobraźnię i aktywność wartościowych i ciekawych ludzi w środowiskach lokalnych.
Mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę, jak wielki był to przełom – Polska nie cieszyła się żadnym dziedzictwem ani praktycznym, ani intelektualnym po czasach przedwojennych, żadnymi doświadczeniami. Pierwsze koncepcje rodziły się dopiero w latach 1978-1980 w Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość, którego Regulski był jednym ze współtwórców. Nasi przyjaciele z ojczyzny samorządu w środkowej Europie, Czesi, oduczeni samorządu w minionym reżimie, sami przyjeżdżali uczyć się go u nas od nowa. Powodzenie więc niosły przyszłym reformom dopiero przygotowania pod wodzą Regulskiego. Zajęło to dziesięć lat do roku 1989. Niezbędne ustawy dały się potem opracować zdumiewająco prędko, bo dołączyli posłowie sejmu „kontraktowego”, zapaleni do wielkiej reformy. Jurek potrafił pozyskiwać ludzi nawet obojętnych. Niemożliwe stało się możliwe.
Ruch samorządowy mógł ruszyć w pełnym wymiarze. Przyszedł czas wielkiej pracy nad wszczepianiem zmian. Jurek – człowiek pełen uroku i energii nie starał się błyszczeć ani towarzysko, ani politycznie. Ku Jego satysfakcji samorządy rozwijały się sprawnie, mimo wszelkich przeszkód, nawarstwianych przez centralną biurokrację. Założył centrum informacyjno-edukacyjne pod bezpretensjonalną nazwą Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Pracuje ona już całe lata, oznaczała i Jego pracę, Jego wysiłki: praca popularyzatorska i naukowa, książki i artykuły, wykłady i spotkania z terenowymi działaczami, słowem – niestrudzona aktywność, bez reklamy i wypinania piersi do odznaczeń, choć mało kto tak na nie zasługiwał, jak On ze swoją Fundacją. Wysyłano Go na znaczące stanowiska, choćby – ambasadora przy Radzie Europejskiej, ale przy wszystkich pełnionych funkcjach naprawdę interesowało Go, co dzieje się z samorządem – w kraju. Na urzędowych karierach i wyróżnieniach Mu nie zależało, nigdy nikomu nie musiał się podobać. Współpraca z Nim była i satysfakcją, i przygodą. Nie będzie przesadą, jeśli napiszemy, że mało kto w Polsce już wolnej oddał jej bezinteresownie tyle swego czasu i pracy. I nigdy nie spasował – do ostatnich dni. Jeszcze w ostatnim dniu życia miał podpisać pochwałę lekceważonej pionierki z pewnego małego miasta… Już nie zdążył. Ale zdążył w swym życiu zrobić wszystko, co miał najważniejszego do zrobienia. Nie stracił czasu – aż po swoją śmierć. Dziękujemy Ci, Jurku. Nasz Jurku.
Stefan Bratkowski i wszyscy przyjaciele ze studioopinii.pl



Pracowałem razem z Nim na jednym Wydziale UŁ. Cześć Jego pamięci!
Wielcy odchodzą…
Czemu nie karły?
Bo karły „zdychają”.