ECHA WYDARZEŃ: Miał się wpis zacząć inaczej, ale los podyktował inne zdania. Kopiuję część tego, co przekazałem na Facebooku:
– O czym myślę? O tym, że w dziennikarstwie sportowym dziś zamknęła się pewna epoka. Odszedł redaktor Bohdan Tomaszewski. Wikipedia: „ur. 10 sierpnia 1921 w Warszawie, zm. 27 lutego 2015 tamże.”
Wiek piękny, wyrwa ogromna, dorobek nie do przecenienia. Człowiek bardzo aktywny, barwny przez głoszone słowo oraz szczegóły życia i zawodu. Kilka epok sportu (i wizji jego romantycznego wydania), kilka epok kroniki narodowej… Elokwentny, elegancki, przystojny, wytworny w mowie i zachowaniu. Dziś media nadużywają określeń „legenda, legendarny”…. Wobec Pana Bohdana „legenda” pasuje jak ulał. Opowiadał, opisywał piórem; przekazywał nam, co wie, co widzi. „Jego sport” był zawsze kolorowy, urzekający, czysty. I taki pieszczony – słowem, przenośnią, skojarzeniem.
Mikrofon, pióro, kamera… Kawał historii. Barwnej.
Znałem. Nie współpracowaliśmy ramię w ramię, ale „obsługiwaliśmy” te same imprezy.. Drogi się zbiegały, krzyżowały, przecinały. Ostatni raz – przed laty w PKOl, podczas spotkania Rodziny Olimpijskiej. Pamiętam – wciąż mieliśmy o czym i o kim mówić, a Pan Bohdan mimo upływu lat wciąż w sporcie oraz profesji jakby dopiero zaczynał być seniorem…
Kiedyś napiszę o tym felieton. Jest w pamięci i na dysku wiele materiału… Tak, napiszę. M.in., o tym jak Pan Bohdan recenzował – niedawno – pracę komentatorów tenisowych…
…Skok do rozdziału z podtytułem: „SPROWADZENI NA ZIEMIĘ”.
- Narciarskie skakanie podczas mistrzostw świata. Duża skocznia – duże nadzieje – duża wpadka. Jakże nudne się robią konkursy, gdy komentatorom zostaje podniecanie się nie naszymi, a tuzami z innych reprezentacji. I gdy – jeszcze – recenzenci uciekają od najbardziej interesującej nas analizy. A może – po prostu – czują, że wcześniej za bardzo dmuchali w balonik aspiracji? Bo Soczi, bo Stoch, bo prezes zaprzyjaźniony, więc…
I tak sam potem – tradycyjnie strojem dopełniając powinności „ słupa reklamowego” bąknie, że może trzeba było tak nie obciążać treningiem mistrza olimpijskiego, gdy zdecydowano, że po operacji nogi ( i długiej przerwie w treningach) wraca na skocznię…
Przepraszam, ale średnio akceptuję mądrość po szkodzie. To nawet ja, dziennikarzyna wcześniej w felietonie stawiałem pytanie, czy takie gonienie czasu jest bezdyskusyjnie mądre? Prezes, z zawodu przecież trener nie widział problemu, a teraz widzi? Że jesteśmy „po prostu” sprowadzeni na ziemię?
Ja nie myślę mieć czegoś za złe panu Kamilowi. Jak był – tak wciąż jest wielkim sportowcem. Tyle, że dziś nie w stanie pełnej gotowości do potwierdzania mistrzostwa. Nie szuka słów, żeby tłumaczeniem opisać bieżący stan spraw. Poza refleksją, że świeżości brakuje; a przecież wprawdzie tzw. głód startu jest stanem psychiki, to wiąże się on z treningiem i szkoleniem. O czym – być może – zapomniano. Wedle wiary w poolimpijski automatyzm i w „ jakoś to będzie”… Nie było, a konkurs drużynowy wrażenia, że w skakaniu „lepiej, to może już było” raczej w zachwyt nie przekształci… Coś już zazgrzytało w sezonie poolimpijskim. A co – to niech Prezes opisze… Żeby następnej zimy było… bliżej poprzedniej. Da się? Mam nadzieję…
- Analiza to wielka umiejętność. Sukcesy uczą, ale błędy – też, Jeśli są dobrze umiejscowione. Przekonuje o tym też doświadczenie piłkarzy Legii bezradnych, gdy… wydawali się faworytami. W Holandii wprawdzie przegrali (rozgrywki europejskie) z Ajaksem, ale tylko 0:1, i po świetnym natarciu w drugiej połowie meczu. Rewanż – u siebie. Przy pustych trybunach ( decyzja UEFA), ale w swoich czterech ścianach oraz w nastroju owej drugiej części pierwszego meczu.
I co? 0:3. I nawet ewentualny samobój też by losów nie odwrócił. Sprowadzeni na ziemię. Przykre, ale jeszcze bardziej przykra jest refleksja, że to sztab szkoleniowy oraz sami piłkarze Ajaksu, staranniej i lepiej „ przeczytali mecz”, który wprawdzie dał im punkty, ale też zasiał jakiś niepokój. I awansowali… mądrzejsi…
Andrzej Lewandowski



„Szkoda, że Państwo tego nie widzą…” – to chyba kultowe słowa Bohdana Tomaszewskiego, z czasów kariery radiowej. Jeszcze niedawno z przyjemnością słuchałem jego komentarzy z Wimbledonu. Był już po 90-tce i nie dało się tego w głosie ani w jakości komentarzy zauważyć. Szkoda.
„…w dziennikarstwie sportowym dziś zamknęła się pewna epoka…”
Mimo wszystko myślę, że on swoją epokę przeżył. Sport się zmienił, on nie. I dlatego był taki wyjątkowy.
Wspaniały sprawozdawca sportowy, miłośnik tenisa którego to tenisa sam w młodości uprawiał a kochał i komentował do końca. Przeżył kilka epok, znał wszystkich lub prawie wszystkich, którzy w tych epokach dawali Polakom powody do radości, satysfakcji i dumy. A kiedy ucichł sport walczył o niepodległość po to by znów móc kochać sport i dzielić się z nami tą miłoscią. Uczył nas tego co w sporcie najpiękniejsze – humanizm i fair play. Sam o pewnym sprawozdawcy przed 1939 r.mawiał, z nastepny tak wielki trafi sie w Polsce za sto lat. To samo chciałoby się dzisiaj powiedzieć o Panu Bohdanie.