Parę kilometrów za Rohe Tang, zbocza gór nie są już strome, pojawiają się pierwsze domy mieszkalne, zbudowane z gliny i sieczki; wyglądają jak jaskółcze gniazda przylepione pod strzechą. Wszystkie są odbudowane. Za i przed murami domostw rosną młode drzewa i nadają miejscu świeżość oraz upiększają skalisto-gliniany pejzaż. Rzadki drzewostan pojawia się na niższych wzgórzach, liczy sobie maksimum 12 lat, gdyż w czasie wojen z Sowietami, domowej i z talibami cała roślinność uległa zniszczeniu.
Patrząc przez okno samochodu pomyślałem, że życie podobnie jak zieleń odradza się w dolinie.
DOLINA ZA ROHE TANG
Ponieważ zrobiło się południe, postanowiliśmy zatrzymać się przy przydrożnej czajhanie i zjeść dobry miejscowy posiłek. Łakte nane czoszt , czyli czas na obiad jest w całym kraju świętością i nikt nie odważy się go zakłócać czy też zmieniać jego pory.
Czujne oko Nika oraz jego doświadczenie życiowe pozwoliło mi na odprężenie się i zdanie się na jego wybór. Po kilku kilometrach dojechaliśmy do restauracji pod chmurką, położonej nad brzegiem rzeki w cieniu młodych topól i akacji.
Był to rozkoszny „bankiet w krzakach” z tradycyjnym kebabem, ryżem, sałatką jarzynową i zieloną herbatą
KUCHNIA


