Marian Marzyński: Żona jako hobby3 min czytania

()

marzynski 32015-04-03.

– A buty? – zapytał strażnik federalny na lotnisku. –75 – odpowiedziałem, bo powyżej tego wieku nie jest się już podejrzanym o posiadanie wybuchowej podeszwy i butów zdejmować nie trzeba – Nie wierzę – uśmiechnął się federalny, dałbym ci 65. – A żonie? – przyłożyłem jej twarz do swojej. – 55.

Będąc w naszym wieku, moja matka, Broneczka, tak odpowiadała, gdy mówiono jej, że młodo wygląda: – No i co z tego?

W pamiętnikach kompozytora Zygmunta Mycielskiego i pisarza Mariana Brandysa znalazłem opisy ich życia po siedemdziesiątce: znów spałem tylko dwie i pół godziny – dzień zmarnowany, wydawnictwo nie dzwoni od miesiąca, czy cenzura ciągle na tym siedzi? Zaprosili mnie do Kalifornii – nie pojadę, za późno, S. narzeka, że przestałem go widywać i że jest samotny – ja też, przeczytałem rękopis – nie podoba mi się, jak długo można być pisarzem? Nikt nie chce zagrać mojej IV symfonii – wyszedłem z obiegu? W dzieciństwie poznawałem świat zbierając znaczki, potem zająłem się opisywaniem go, praca stała się moim jedynym hobby, nie wiem, co zrobić z wolnym czasem…

Psychiatrzy palestyńscy, z którymi koresponduję od pół roku na temat filmu „Psychodrama w Gazie”, mojej próby dostania się do palestyńskiego “katharsis”, chcą filmowanie seansów psychodramy zastąpić polityką: wywiady z nimi i ich psychiatryczny protest przeciwko izraelskiej okupacji. Moje ambicje twórcze wydają się przegrywać ze światem medialnym. Napiszę im, że mam bóle w krzyżu i wrócę do tematu jak lekarz pozwoli mi na podróżowanie.

Miami Beach. W kuchni Grażyna piecze „piernik jerozolimski”, same migdały, bez odrobiny maku, a w przerwach zagląda do i–pada ze wzorami zlewów kuchennych i lamp ściennych w stylu art deco. – Zapomnij o tych gazownikach, pojedziemy załatwiać drobiazgi.

Przechodząc wzdłuż shopping mall, katem oka widzę wietnamski salon–spa, gdzie pedicure w skórzanych fotelach z masażem kosztuje połowę. – Przechodziłam wiele razy, ale nigdy tego nie zauważyłam, przydaje się oko filmowca, wpadnę tu kiedyś – mówi królowa drobiazgów, z którą zamiast rozwiazywania konfliktu izraelsko–palestyńskiego resztę dnia spędzę, jako poczatkujący hobbysta.

Ona wybierze cztery donice do przesadzenia kwiatów, ja załaduję na wózek osiem worków ziemi, z trzech finałowych wzorów lamp wybierzemy ten, który mnie się spodobał, hurtowego łososia zakupimy w Costco (ćwierć ceny innych sklepów), koreańskie przyprawy do sałaty znajdziemy obok gotowych rosyjskich sałatek w nowo otwartym Europa Market, (jeżeli coś ma w nazwie Europę, musi być rosyjskie), w salonie Apple założą mi nowy MacOS, w sklepie Verizon przypomną Grażynie jak wysyłać mejle z Samsunga, w nowo otwartym kinie niedaleko naszego domu kupimy bilety na operę “Elixis Amore” Donizettiego, transmitowaną z Paryża.

Gdy wrócimy do domu nowa kamienna dachówka, której kolor przez kilka dni wspólnie wybieraliśmy, będzie już położona. – A jednak ta w dwóch odcieniach byłaby lepsza – zmartwi się Grażyna, na co ja jej powiem: – Zapomnij o wczoraj, nawet dzisiaj się nie liczy, ważne, co będzie jutro. A przekręcając klucz w drzwiach, tak ja do niej: – Co ty właściwie we mnie widzisz? A ona:  Jak to, co?, Mądralka jesteś.

Marian Marzyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.