ECHA WYDARZEŃ: Okres wiosennej radości wypada zacząć wypada od miłych wieści. Kalendarzowo i zwyczajowo. Los jednak czasem dyktuje inny początek.
Odszedł Leszek Rylski. Lat 96! Nadużywane w mediach określenie „legenda”, do tej Osoby pasuje jednak na ulał. Legenda piłki nożnej, człowiek historia, zawodnik, działacz, dzielny konspirator w najcięższym czasie, członek Komitetu Wykonawczego UEFA. Jedyny w historii naszego futbolu.
Widziałem Go ostatni raz rok, może półtora temu. Gdy Tomek Jagodziński, dyrektor Muzeum Sportu, zaprosił darczyńców sumując kolejny okres działalności placówki. Pan Leszek wspierał Muzeum systematycznie; nie samym dobrym słowem.
Zasłużony, pracowity, nie dbał o reklamę własnej osoby, za to dbał o porządek w piłce oraz o jej historię; młody duchem nawet po „90”… Zresztą, po co samemu opisywać, co już pięknie przez red. Stefana Szczepłka opisane. Kilka zdań zacytuję:
„…Podczas ostatniego spotkania noworocznego w związku Zbigniew Boniek wręczył mu koszulkę reprezentacji z jego nazwiskiem i numerem 95. Tyle lat Leszek Rylski skończył 6 grudnia. Kiedy zwracano uwagę, ze jest rówieśnikiem PZPN, mówił: nieprawda, jestem dwa tygodnie starszy. Nigdy nie był stary. Do końca zachował wigor, charakterystyczny dla ludzi, którzy maja plany. Do niedawna, kiedy miał jeszcze rówieśników, unikał ich towarzystwa. – Nie mogę już chodzić na spotkania tego Kola Seniorów PZPN… Wolał towarzystwo młodszych. Kazał sobie mówić po imieniu, miał poczucie humoru i bystrość umysłu, za którą nie zawsze można było nadążyć…”
„… Stal się legendą PZPN, którym faktycznie kierował przez trzynaście lat (1959 – 1972) jako sekretarz generalny… … Za czasów Rylskiego w PZPN był porządek. Oprawione protokóły z posiedzeń zarządów i komisji, sprawozdania, dokumenty, biuletyny FIFA i UEFA. Wszystko można było znaleźć. Jeden z jego następców w gabinecie sekretarza generalnego kazał to wszystko wywieźć na makulaturę…”
Przez litość nie wspomnę, kto był tak niełaskawy dla historii. Zresztą coś podobnego poznałem w swojej redakcji. „Nowa władza”, niby młoda, postępowa oraz wykształcona w podobny sposób rozprawiła się ze wspaniałą biblioteką oraz archiwum… Było – przestało być. Zajęli się sobą…
Dalej: …”. UEFA uhonorowała Leszka Rylskiego Rubinowym Orderem. Tylko dwaj Polacy dostąpili tego zaszczytu: On i pośmiertnie Kazimierz Gorski.” …
” Leszka Rylskiego wiek się nie imał. Kilka lat temu, na czwartym piętrze dawnej siedziby PZPN przy Alejach Ujazdowskich umówiliśmy się na spotkanie. Windy tam nie ma, pietra wysokie, przedwojenne. Pan Leszek jak zwykle pokonał 143 stopnie schodów, robiąc przerwy, ale tym razem zmęczył sie bardziej niż zwykle. Zrobiło mu się słabo, zbladł, •trochę sie przestraszyliśmy i postanowiliśmy wezwać pogotowie. Wtedy on się ocknął: – żadne pogotowie – krzyknął – przecież oni tu nawet nie wejdą. Dajcie mi koniaku… Minął kwadrans i Leszek był jak nowy. – No, możemy zaczynać zebranie – powiedział. Miał wtedy 92 lata.”
… „ Mieszkał na Grochowie. Z okien gomułkowskiego bloku miał widok na jeziorko Kamionkowskie, Park Skaryszewski i Stadion Narodowy. Kiedy wspólnie ustawialiśmy tam wystawę piłkarską powiedział: – Doczekałem się stadionu, doczekam się i muzeum piłki. Ma tam być, powinno nosić imię Leszka Rylskiego.”
Gorąco popieram pański apel Redaktorze Stefanie! …
Puchar Polski w piłce. W półfinale daleko – ligowy (trzecia klasa rozgrywkowa) zespół Błękitnych ze Stargardu pokonał 3:1 Lecha z Poznania, drużynę bardzo firmową. 9 bm. rewanż, jeśli obronią się – będzie sensacja nad sensacjami, ale sensacja to już jest. Dwa gole strzelił Tomasz Pustelnik, z zawodu nie piłkarz, lecz… strażak. Czytam, że pracujący w zawodzie, nie tylko przychodzący po treningu do kasy Z „mundurowych” najbardziej ostatnio wyróżniają się w sporcie strażacy – ten, o którym mowa, podczas Igrzysk panczenista Bródka…
… PZPN ma kłopot. Nie tylko PZPN, bo, jeśli się potwierdzi, że prezes Podkarpackiego okręgu handlował w Dublinie biletami, to wstyd będzie nam wszystkim. A zanosi się, że jednak tak było – policja, areszt, sąd (łagodny w decyzji, wyrozumiały), reprodukcja zaaresztowanych biletów, opisy… to wszystko podpowiada, że rzeczywiście było źle.
Dobrze, że prezes Boniek natychmiast zareagował, związek zaczął zbierać informacje i wdrożył – publicznie – swoje postępowanie. Wprawdzie wcześniejsze oświadczenie, że pan KG nie był w oficjalnej ekipie mogło zapowiadać, że PZPN nie uważa, by się musiał spieszyć, ale stało się, jak się stać powinno. Reakcja jak należy. Co nie sprawi, że głupio nam być przestanie… Ale jednak ciut mniej.
Relacja: trudna sprawa a postępowanie związku sportowego nie zawsze prowadzi do pochwał. Dostałem niedawno emaila od prezesa ciężarowców. Pytałem, jak wypadła analiza próbki „B” sławnego sztangisty, któremu wynik próbki ”A” postawił zarzut stosowania dopingu. Prezes odrzekł, że teraz związek nie jest stroną, a jedynie z przecieków wie, że … Zresztą zacytuję, tylko pominę personalia, bo dziennikarzowi wypada poczekać, jeśli związek nie ma zdania:
„W sprawie (personalia) PZPC nie jest stroną postępowania i tylko dzięki decyzji zainteresowanego dostajemy do wiadomości wymieniane pomiędzy IWF a Adwokatem (personalia)….pisma. Z nich wynika, że w czerwcu odbędzie się przesłuchanie Pana (personalia) przed komisją IWF. Nie wiemy, jakie plany dot. dalszego postępowania ma IWF. Proszę nas zrozumieć i być pewnym, że po zakończeniu postępowania PZPC poda wynik postępowania wyjaśniającego, do tego czasu jednak nie możemy więcej nic komentować.”
Przepraszam, ale to, że związek nie czuje się stroną tylko mnie zadrapało. To, kogo to dotyczy – człowieka spoza, kogoś obcego, poza wpływami, kontrolą związku przyznającego licencję? A jeśli np. miałoby się okazać, że alarm był na wyrost (nie wygląda, żeby tak było, i nie uwierzę, że nie ma wyniku analizy drugiej próbki) – to, kto krzywdzonego ma bronić?
Panie Prezesie, kieruje Pan związkiem, który nazywa się Polskim Związkiem Podnoszenia Ciężarów, a już przez to jest „stroną” w każdej sprawie, która tego sportu dotyczy. PZPN umiał wyczuć, że aktywność jest obowiązkiem, a nie przesadą…
… Pani minister edukacji ogłosiła 30-dniowe konsultacje projektu zmian w sposobie oceniania młodych ludzi w procesie wychowania fizycznego. Pani Minister odkryła Amerykę:
„– Znamy sytuacje, że dziecko ze wszystkich przedmiotów ma szóstki, a z WF tróję, więc sami rodzice proszą o zwolnienie z lekcji, żeby słabsza ocena nie psuła mu średniej. Nie jest winą dziecka, że fikołki robi wolniej albo gorzej. Dlatego tak przygotowujemy to rozporządzenie, żeby doceniany był wysiłek, chęci, a nie sposób zrobienia tego fikołka. To mają być zajęcia, do których dzieci przystępują chętnie. To nie mają być zajęcia eliminujące fizycznie słabszych – mówiła minister.”
Rozbawił mnie i zezłościł ten opis oczywistości (od dziesiątków, może i setek lat, od Komisji Edukacji Narodowej) intencyjnych. Ale jakoś wciąż ani słowa, jak zajęcia prowadzić, by było ich tyle, ile wynosi norma biologiczna; żeby były ciekawe; żeby nauczyciel nie bał się posądzenia o molestowanie, gdy wykonuje niezbędną asekurację (dziś albo zarzut, albo prokurator, jeśli wypadek z braku asekuracji) i tak dalej. Sprowadzanie problemu, który wciąż wywoływać powinien rumieniec wstydu do stopnia oraz fikołka jest dla mnie kolejnym gestem obchodzenia sprawy dookoła. Jakże bardziej przekonywał mnie bardzo dawny minister, który mówił, że jego marzeniem jest, by na świadectwie dojrzałości były informacje: umie pływać, ma prawo jazdy… Nie udało się wspominanemu tego osiągnąć, ale był przynajmniej cel strategiczny. Bliżej współczesnej cywilizacji.
Wesołych Świąt! Słońca – dosłownie i w życiu.
Andrzej Lewandowski

