2015-04-11. Jak to było pięć lat temu? Prawie każdy potrafi sobie przypomnieć okoliczności, w jakich w sobotni poranek się dowiedział o katastrofie prezydenckiego samolotu. Co wtedy myślał, co przypuszczał, co czuł.
Wielu mieszkańców Warszawy prawie natychmiast ruszyło na Krakowskie Przedmieście. Jedni, by się czegoś wiarygodnego dowiedzieć. Inni instynktownie chcieli podzielić z ogółem przerażeniem po tak szczególnej stracie. Jeszcze inni dzielili się potrzebą zobaczenia na własne oczy czegoś, czego nigdy nie widzieli i mieli nie ujrzeć. Nigdy w życiu mieli nie odczuć takiej żałoby po tylu osobach znanych sobie z ekranów telewizorów prawie tak dobrze, jak się zna rodzinę. Ale ci, co tu przychodzili, to przecież nie byli Wszyscy, jak media wmawiały i do dziś wmawiają.
Ludzie na Krakowskim zbiorowo płakali albo połykali łzy. Milczeli we wspólnotowym smutku. Bolesnym, lecz do wytrzymania, bo dzielonym z innymi. Stawiali znicze na ulicy, przed Pałacem Prezydenckim. Znosili kwiaty. Rychło pojawili się sprzedawcy z naręczami tulipanów i kartonami zniczy. Obok nich stawiali fotografie wycięte z kolorowych gazet, zwłaszcza wyretuszowane zdjęcia pary prezydenckiej. Przynosili odręcznie napisane wiersze.
Niektórzy przychodzili z dziećmi. Dzisiaj te dzieci mają pięć lat więcej. Niektóre z nich to nastolatki, ubrane na czarno, które pojawiły się wśród babć i dziadków pod prezydenckim pałacem. One nawet nie pamiętają, że jest utracony. Jednak żałoba przezywana we wspólnocie, pod pomnikiem księcia Poniatowskiego, stała się dla nich historią i zarazem ich historią. Albo – histerią. To zależy od temperamentu, duchowej potrzeby i – poglądów oraz wyborów politycznych. Stało się to jasne już na trzeci, czwarty dzień po katastrofie. Gdy rozmodleni ludzie – bo krzyże pojawiły się dość szybko – potrafili burczeć na młodych śmiejących się ze swoich spraw lub jadących rowerami. Kto się beztrosko śmiał, od razu był podejrzewany, że się wyśmiewa.
W mojej pamięci
widok tłumów przybywających pod pałac prezydencki nie tylko z Warszawy, ale z jej okolic i stron dalszych, splótł się z doświadczeniem osobistym. Bardzo bliska mi osoba znalazła się nieoczekiwanie w szpitalu. Wyniki badań były coraz bardziej niepokojące. Lekarze mówili o tym charakterystycznymi, przyciszonymi głosami. Przemykałam się do szpitala przez zatłoczone Krakowskie Przedmieście, ślizgając na stearynie z wypalonych setek zniczy. Gdy szłam z dużym plecakiem, przenosząc rzeczy chorej osoby –a komunikacja z powodu tłumów nie jeździła – nie mieściłam się w ściśniętym tłumie. Obrzeża Placu Piłsudskiego były luźniejsze. Ludzie przebiegali przez plac i stawiali w szpalerze na palcach, aby zobaczyć karetki przywożące do pałacu ciała z katastrofy. Ale szło się szybciej niż przeciskając przed pałacem prezydenta – tragicznie, nikt tego nie neguje, opuszczonym przez jego mieszkańców.
W szpitalu siedziałam na korytarzu obok rodziny, której ktoś zmarł. Trójka czy dwójka dorosłych połykała łzy i miała martwe twarze ludzi dotkniętych osobistą stratą. Nam lekarz miał zawyrokować, czego możemy się spodziewać. Wracałam przez Krakowskie Przedmieście wypełnione takim samym żałobnym tłumem, jaki był do południa. Panowała już wtedy atmosfera pikniku. Przy Placu Zamkowym, do którego sięgała kolejka chcących obejrzeć trumny w pałacu prezydenckim, czy „oddać hołd poległym”, jak zaczęto mówić, sprzedawano zapiekanki, lody, a nawet balony. Żałoba zwielokrotniona uzyskała siłę polityczną. Tak jakby nie zginęli przedstawiciele wszystkich opcji, ale tej jednej, walczącej bohatersko i w efekcie męczeńsko z całym złem niegodziwego świata. W mojej pamięci ta żałoba tłumów pozostaje w kontraście do tej prawdziwej, osobistej, widzianej w szpitalu, po najbliższym.
A jak jest po latach pięciu?
W charakterze głównego żałobnika, wielkiego mistrza ceremonii odprawianych przez pięć lat co miesiąc występuje oczywiście Jarosław Kaczyński. Opuszczony nieszczęśliwy brat, za sprawą spisków (a nie po prostu kolejnych wyborów) odsuwany od wpływu na tworzenie zrębów „Prawdziwej Polski”. Aby stworzyć tę prawdziwie prawdziwą, przez te lata żyje razem ze swoimi wyznawcami w nieprawdziwej, alternatywnej. Tam jest premierem. Ma tam swoich ministrów. Swoje telewizje, rozgłośnie, prasę, portale internetowe. Swoją Kasę, czyli bank. Nieruchomości. Studia graficzne, redakcje i drukarnie. Hurtownie zniczy, balonów i kwiaciarnie. Swoich wiernych. Nigdy go nie opuszczą. Im bardziej przegrywa, tym bardziej wygrywa. Bo jest taki sam, dokładnie tak samo nieszczęśliwy jak oni.
Przez te lata chętnych do uczestniczenia w tych ceremoniach siłą rzeczy robiło się coraz mniej. Był czas zbiorowych modłów, bo rychło żałobnicy odkryli moc symboli religijnych, które zamienili w przydatne akcesoria, dzięki którym może się wygra tę Wielką Grę. Grę o władzę. Głównym, za najwięcej punktów, jest krzyż. Przepraszam, był Krzyż.
Jarosław Kaczyński wspomniał walkę o niego w mowie podsumowującej te minione pięć lat. Mówił o „prawdziwej eksplozji nienawiści do polskiej tradycji katolickiej i wolnościowej, niepodległościowej, którą odnawiał w polskim życiu publicznym prezydent Kaczyński”. O czymś, co tyle genialnie, ile tandetnie jakiś jego „pijarowiec” nazwał „przemysłem pogardy”. Chyba nie pamiętając, jak było, skoro z estrady rzekł słowa, przyjmowane z aplauzem: „Nie odbył się jeszcze pogrzeb pary prezydenckiej, a zaczęły się ataki. Zaraz później wznowiono przemysł pogardy i rozpędził się on z całych sił. Zaatakowano krzyż, zaatakowano modlących się, doszło do niesłychanych aktów profanacji, fizycznych ataków na tych, którzy tutaj byli. Podeptano wszystkie elementarne zasady naszej, europejskiej kultury”. Przecinek znamienny? To w końcu nasza czy europejska? A gdzie patrzył, gdy tzw. obrońcy krzyża atakowali księży po niego idących, chcących zapobiec oczywistej profanacji? Chyba w bok.
Nie bez powodu z mowy Prezesa-Premiera padają i wpadają w ucho frazy rodem z ducha propagandy z lat 50. Są słowa-klucze są i rekwizyty-klucze. W swojej mowie, tak przecież wyczekiwanej, oczywiście nie mógł nie wspomnieć o tej sztandarowej „walce z krzyżem”. Już kilka dni po wymuszonym przeniesieniu tego wystawionego przez harcerzy krzyża do pobliskiego kościoła św. Anny, mało kto go odwiedzał. A właściwie nikt, gdy tam zaglądałam. Czy oglądał go tam sam Jarosław Kaczyński? Czy się kiedykolwiek tam pomodlił? Chciałabym, aby ktoś go o to zapytał.
Ten krzyż, jak i ten nowy, przenośny, wtaczany na kółkach, służy Ludowi Smoleńskiemu, jak z dumą nazywa się to plemię. Podobnie jak znicze, wieńce stawiane przed koniem księcia Józefa, służą upamiętnianiu. Ale właściwie kogo i czego? Poległych 96 osób, czy dwóch, najważniejszych mieszkańców pałacu, do którego Jarosław aspirował, ale nie został wpuszczony? Utraconej rodziny, czy straconych nadziei na objęcie władzy? Odpowiedź jest oczywista, ale niegrzecznie albo niewygodnie ją artykułować. Lepiej brzmią słowa: zamach, zdrada, prawda, walka.
Po pięciu latach wiernych jest jednak coraz mniej.
Przez Krakowskie Przedmieście przechodziłam dwa razy. Bez specjalnego przeciskania się. O godzinie dwunastej w południe był nawet luźno. Starsi ludzie obsiedli okoliczne ławki. Zmógł ich upał. W rękach trzymali narodowe flagi, w klapy ubrań mieli wpięte bardzo różne znaczki, na rękawach rozdawane za darmo biało-czerwone opaski „Katyń pamiętamy”. Niektóre flagi opatrzone były kotwicą Polski Walczącej, inne – a takie są nie flagi państwowe, lecz bandery marynarki – orłem. Jakby samej bieli z czerwienią było za mało. Na innych były stosowne napisy o zdradzie, pomszczeniu itp. Mnie one bolą. Uważam je za bezczeszczenie tej flagi, najpiękniejszej na świecie.
Starsza pani pytała panią oferującą opaski katyńskie czy smoleńskie: po ile będą? Pewnie by zapłaciła, ile trzeba. W płaszcz miała wpięty znaczek z podobizną prezydenckiej pary (o urodzie Angeliny Jolie i Brada Pitta), na szyi zawieszkę z napisem „prawdy nie da się pogrzebać”, oprócz zwiniętej wokół patyczka małej flagi trzymała – rozdawany także za darmo – „Nas Dziennik” i jakąś książkę. Te można było kupić na rozłożonym stoisku. Panowie je obsługujący co rusz wypakowywali z toreb nowe egzemplarze „Przemysłu pogardy” i „Przemysłu pogardy 2”, tytułu „Demokracja – opium dla ludu”, „Zamachu na prawdę”, książki Andrzeja Zybertowicza „Pociąg do Polski, Polska do pociągu”, zbioru homilii „Prawda zwycięży” (wiadomo, jaka i czyja prawda!)… Książki łączy poszukiwanie prawdy rzekomo zabronionej, obnażanie i piętnowanie Układu, związków „elit” z „ruskimi”… No, wiadomo co, zwłaszcza tym, którzy czytają odpowiednie gazety i zaczynają dzień od lektury odpowiednich portali.
Pod kościelną z urody flagą stoją młodzi ludzie w czarnych garniturach, pod krawatami. Podsuwają do podpisu listę pod petycją „do papieża Franciszka, w obronie rodziny”, jak mówią. Starsi państwo ochoczo podpisują, co im podsuwają. Jest i grupa harcerzy prowadzona przez eleganckiego pana w ciemnym nobliwym płaszczu o wyglądzie młodego księdza. Są Kluby „Gazety Polskiej” z różnych miast, nawet z… Amsterdamu. Jest więc Polska powiatowa, jest i światowa. Czyżby „Zamach Smoleński” miał zostać naszym wkładem w dziedzictwo europejskie? Pewnie są tacy, którzy o tym marzą. W Polsce nie wygrają, to może w jakimś innym kraju? Składając w obce ręce śledztwo dotyczące polskich obywateli? Przecież to, łamiącymi się głosami wdów, postulują.
Przez tłum przedziera się energiczna blondyna w sile wieku, rozdająca – znów za darmo – karteczki o urodzie klepsydry. W żałobnych obwódkach zdjęcie Tuska, Komorowskiego i Kopacz. Pogrzebali Polskę. Każdy chętnie wyciąga rękę, gdy pojawia się pani w odblaskowej kamizelce z napisem „Służba porządkowa PiS-u”. Napada na blondynę, że to prowokacja, po co to tu rozdaje?! Ludzie patrzą zdezorientowani. Panie udają się do namiotu „Solidarnych 2010” dla wyjaśnienia sprawy. Można się domyślać, że partyjna służba porządkowa ma za zadanie skłaniać do nieeksponowania treści obrażających imiennie władze państwowe. Przy okazji kolejnych rocznic czy miesięcznic tak chętnie pokazywane – jako mocne kurioza – w mediach. Lud Smoleński lubi piętnować, ostro obrażać i karcić zdrajców, jak się da. Ale na razie – ciszej z tym. Przyjdzie na to czas po Zwycięstwie. Bo przez Żałobę lud ma iść do Zwycięstwa. Jarosław Kaczyński nie traci nadziei, albo przynajmniej udaje że nie traci. Czy widzi że Ludu jednak ma chyba coraz mniej? W co sam wierzy? Bo wierni, jak to wierni. Wierzą. We wszystko, co trzeba.
Alina Kwapisz-Kulińska
[print_gllr id=115617]


„Przemysł pogardy” to kalka Zaremby z Finkelsteina „Przedsiębiorstwa Holokaust”.
Można zatem, idąc tym tropem, uznać, że mamy do czynienia z korporacją Smoleńsk (to ta alternatywna Polska, o kt. pisze Autorka). I to ten drugi naród, z jego nienawiścią, instytucjami i funkcjonariuszami.
Przepraszam, Pani Alino, że trochę „z boku” tematu, ale to też wpisuje się ten „żałobny biznes”.
Proszę spojrzeć. Wieniec przy sarkofagu L. Kaczyńskiego na Wawelu.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/dudawieniec.jpg
Takt i elegancja na każdym kroku.
Nie wiem co to miało być? Rezerwacja miejsca na Wawelu, czy zwykła zagrywka propagandy wyborczej?
Tak czy owak, na miejscu Jarosławpolskęzbawa uznałbym to za profanację grobu jakże ukochanego przez niego brata.
@j.Luk A jaka tam profanacja, taki napis. Jaro od 5 lat profanuje pamięć brata. Nawet wczoraj, gdy dziękował Rydzykowi. Zapominał o czarownicy i szambie.
@wejszyc, e tam. Teraz szambu i czarownicy składa się chołdy. Tak, chołdy. Patriotyczne to i słuszne.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/chold.jpg
@ j.Luk He, he… a gdzie to takie piękne, gdzie?
Co zaś do sprawy, o której pisze pani Alina (te dwie panie, co się pokłóciły), to nie chciałbym wyjść na cynika, ale czy w tle tego sporu nie leży zwyczajny biznes? Pani, która przyniosła nowszy towar jest konkurencją.
Jestem na to uczulony od czasu, kiedy w latach 70tych pewien ksiądz z oficerem politycznym WP zaczęli bić medaliki z 20groszówek sprzedając je na Jasnej Górze po 1 zł. 5-krotne przebicie – to było coś!
@wejszyc, Ostrów Wielkopolski.
Powinni jeszcze dopisać „hałwa bochaterom”.
@j.Luk He, he… Bóg zapłać. Rozsyłam linka znajomym.
Czy do ludu smoleńskiego,oskarżającego tego Tuska,tego Komoruskiego /w porozumieniu z Putinem-oczywista oczywistość/i innych nieprawdziwych Polakówo o zamach na najlepszego prezydenta dotrze kiedykolwiek to,że:
-prezydencki lot do Katynia to było ściganie się na popularność z Komorowskim w ramach zbliżającej się kampanii wyborczej-pomysł wyszedł z kancelarii prezydenckiej ;
-ustalając listę uczestników przekroczono wszystkie obowiązujące przepisy i zwykłe ludzkie granice rozsądku-listę ustalano w kancelarii prezydenckiej;
-nastąpiło opóźnienie startu co sprawiło,że lądowania na zapasowym lotnisku nawet nie brano pod uwagę-spóźnił się prezydent.
Katastrofa smolenska dzieli ludzi. Czesc to ci ktorych ona dotknela osobiscie. Bo znali kogos kto zginal, bo szczegolna wrazliwosc nie pozwala im byc obojetnym wobec tego wydarzenia. Niestety, to nie ja. Druga czesc, to ci co chca wiedziec co sie stalo. Poznac cale wydarzenie, jak ja. No i jest ta reszta, co jak walnelo to urwalo. Tak dobrze wiedza, ze az sie boja o tym mowic.
Słuchając wystąpień polityków PiSu odczuwam podobne zażenowanie jak w czasach PRL z okazji przemówień na rocznicę Rewolucji Październikowej czy śmierci Lenina. Dobrze oddawało to określenie „drętwa mowa”. Wierzyć się nie chce że ludzie wierzą w tyle bzdur.
I ten żenujący, infantylny szczebiot dziennikarzy. To tłumaczenie (dziś coraz rzadsze) że „Jarosław mści się za śmierć swego brata”. Takie jednoczesne wyjaśnienie w duchu Macierewicza i wytłumaczenie że przecież katolik ma prawo się mścić.
Obłąkańcy są wszędzie, motocykle też..
Etnologia ma kolejny, jakże stereotypowy, przedmiot badań – tzw. lud smoleński. Zapewne badania są prowadzone, może kiedyś przeczytamy o jakiś nietypowych(?) cechach tej formacji żerującej na zbiorowej głupocie, archetypicznej potrzebie mitu i jej cynicznego politycznego wykorzystywania przez pis, a oddawania pola przez demokratyczne władze państwa, celowo albo z nieudolności.
.
Potrzeba nieskalanego mitu narodowego jest głęboka.
.
Nb. Dziś (12 kwietnia 2015, TokFM, Wybory w toku) Paweł Kowal, ten racjonalny(?) wiceminister MZS (pod Fotygą) tak żarliwie bronił tez głoszonych przez wspomniany przedmiot badań, że nie pozwalał dojść do glosu adwersarzom. Żaden poziom intelektu i wiedzy nie pomoże, gdy ideologia przesłania obraz świata. Jedynie słuszna, bo nasza.
Nikt go nie zapytał, czy to on podsunął pomysł wawelskiego pogrzebu, chyba pierwszego poważnego poliycznego aktu dzielącego opinię publiczną i jak teraz to ocenia.
@jureg , ale to oznacza, że potrzeba istniała i nikt nie potrafił jej zaspokoić. Badania zacząłbym więc od pytania o źródło tej potrzeby.
Dopiero potem kto i w jaki sposób dał sobie z nią radę.
@j.Luk
Masz rację, istnieje ona w tym romantycznym archetypie mesjasza narodów. Psychologicznie, to kompleks niższości, braki wiary we własne siły (Jak w tym dowcipie, w Polsce rzeczy mogą się dziać normalnie – Matka Boska zsyła z nieba zwycięstwo, albo w sposób cudowny – bierzemy się do sensownej pracy). Nie da się chyba, w perpektywie życia człowieka, tego zmnienić. Powodem nasza historia, większościowa religia etc.
.
Obrzydliwość budzi jedynie cynizm politycznych graczy, umiejętnie (to trzeba przyznać) działających w interesie SWOJEJ władzy, rozwój społeczeństwa i obywateli mając za nic.
@jureg, no i tu pełna zgoda. Ten archetyp wciąż ma się dobrze. Do psychologii dodałbym jeszcze miałkość naszych polityków, którzy nie potrafią pokazać pozytywnych efektów metody „cudownej”. Przez nich to potrwa jeszcze dłużej.
Pani Alino, dzięki za mądry tekst. Ciekawa dyskusja. Ale pora zmienić temat. No cóż, mamy rok wyborczy, PiS wypuścił ze smyczy swoje brytany z Macierewiczem i Kaczyńskim na czele. Następny sabat czarownic za przynajmniej pięć lat, ten sznur krzyży, odlotowych haseł, żądań i sprofanowanych polskich flag będzie coraz cieńszy, jak to już zauważyła autorka powyżej.
.
Idą kolejne wybory i w sumie nie ma co Kaczyńskiemu przeszkadzać. To co robi to stała hucpa i chocholi taniec. Odkrywa się cyklicznie na kolejne wybory, ufając, że ktoś to kupi, co ON ma do zaoferowania. To jego kolejny błąd. W PiSie jest ON i nic więcej. Lud polski nie jest głupi, czeka go kolejna przegrana. To że paru się daje nabrać, to nic nowego.
.
Czas zmienić retorykę przedwyborczą. Dudę trzeba rozliczyć z przeszłości, a kampania prezydencka powinna się skupić na tym, co kandydaci na prezydentów mają rzeczywiście do zaoferowania Polsce w ramach swoich prerogatyw, a nie w ramach tego co im ślina na język przynosi. Zatem dobrze by było, aby solidni dziennikarze, a są tacy, zaczęli zadawać kandydatom poważne pytania.
@ jureg i reszta.
Ja juz mam ten problem z panem Koraszewskim. Nic na tym swiecie nie da sie wytlumaczyc bez idiotow. Idotami byli szefowie obrony powietrznej USA, i inni idioci zalatwili im WTC. Idiota Bush uwierzyl w BMR i zginelo prawie milion Irakijczykow. Nastepny idiota obalal dyktatore w Syrii i mamy ISIS. Kolejni idioci, poniesli demokracje do Libii i nie ma co liczyc dzisiaj, poczekajmy az sie skoncza mordowac. Idiota Blasik z drugim idiota Protasiukiem wygladali z kokpitu, nic nie widzieli, ale ladowali w tej mgle, bo inny idiota stal im za plecami. Idioci z ludu smolenskiego, nic nie rozumieja, ale sa usprawiedliwieni. Ci w PANie nie lepsi. Jacys idioci na Ukrainie, zestrzelili drugiego idiote, co to polecial wprost na ich rakiety. No i Niemcy tez doczekali sie wlasnego idioty. Kiedys stworzono pojecie eteru by moc zrozumiec kosmos, my potrzebujemy idiotow.
ktoś powie „dwa razy trzy” – są tacy… co mu przyklasną.. bo porachują, niezależnie od systemu liczenia….
są Tacy co powiedzą, bo nie wiedzą….. „sosna + aluminium” ….nie wierzę….
jak daleko jest od przekonań, do przeświadczeń, do doświadczeń…
ale Ci sami wierzą w Niepokalane poczęcie i ect….
Chciałbym Panstwo zmartwic. Z moich przemyslen, lektur, i obserwacji wynika, ze gatunek ludzki tak ma, ze idzie za psychopatą, jesli sie taki pojawi w zyciu publicznym. Wezmy taki kulturalny narod jak Niemcow. Jak w kazdym kulturalnym kraju, w Niemczech po pierwszej wojnie na pewno było sporo antysemityzmu, ale zeby tak wyjsc na ulice i kijami rozwalac głowy, to ja bym ich o to nie podejrzewał. Moze tu i owdzie tak, ale nie wszedzie i nie zawsze. Mineło kilka lat i kulturalni architekci planowali, jak najlepiej rozprowadzac gaz w pomieszczeniach, zas kulturalni inzynierowie projektowali wydajne metody palenia swiezych zwłok. Ci sami ludzie, ktorzy kilka lat wczesniej nie rozbiliby noworodkowi czaszki, nawet jesli był to zydowski noworodek. A po kilku latach jak najbardziej. Co ich do tego doprowadziło? Otoz pojawił sie psychopata i przez kilka lat bombardował ich swoimi wizjami. I krok po kroku dali sie przekonac i nawet stali sie zarliwi w rzemiosle. Nie wszyscy, ale wystarczajaco wielu.
.
To nie był jedyny taki przypadek. Hutu wyrzynający Tutsich, Turcy Ormian, Serbowie juz sam nie wiem kogo. Czy Panstwo myslicie, ze Polacy nie daliby sie przekonac i podprowadzic w tym kierunku? Na jakiej podstawie myslicie, ze Polacy sa inni albo lepsi od wielu innych kulturalnych narodow?
.
Polske ratuje tylko to, ze niejaki Jarosław Polskezbaw jest po prostu dosyc nieudolny. On jest niby taki sprytny, ale jego spryt jest raczej niskiego lotu. Ma wszelkie kwalifikacje na wodza, czyli daleko posunietą paranoje i psychopatyczny brak przyzwoitosci. Jednak brakuje mu wyobrazni dla sformułowania wizji, ktora porwie narod. Ciągle usiłuje ten narod napompowac swoimi osobistymi urazami, i nawet jakis tam procent udaje mu sie wyprowadzic na ulice. Ale to ciagle nie jest to. Tym czyms byłoby „grabic zagrabione” albo „rozwalac głowy innowiercom”. Tylko nie tak od razu, bo kulturalny narod trzeba prowadzic umiejetnie i cierpliwie we własciwym kierunku. Jarosław tego nie potrafi. Jemu sie spieszy, on chciałby juz. Poza tym jego pociąga małe dranstwo wykonywane osobiscie. Bedąc premierem tracił czas na planowanie, jak skuc i wywlec z domu jednego człowieka. A prawdziwy wodz planuje, jak zgnoic miliony. Jarosław nie ma takiej wyobrazni. Poza tym, ze dosc odrazająca, to jednak w koncu jest to poczciwina. Narobił duzo smrodu, i pewnie narobi jeszcze wiecej, ale brakuje mu prawdziwego wodzowskiego talentu.
Oto jak najlepszy prezydent oddawał hołd pomordowanym w Katyniu.Poniższa lista dobitnie świadczy o jego wybOrczym patriotyźmie.
*
10 kwietnia 2006 r. – nieobecny
17 września 2006 r.- nieobecny
10 kwietnia 2007 r. – nieobecny
17 września 2007 r. – obecny (wybory do sejmu )
10 kwietnia 2008 r. – nieobecny
17 września 2008 r. – nieobecny
10 kwietnia 2009 r. – nieobecny
10 września 2009 r. – nieobecny
2010 – miał być w kwietniu… (wybory prezydenckie i samorządowe )
„nieobecny”
.
Nieobecny gdzie? Bo obecnosc to rzecz wzgledna. Ja to pamietam ze szkoly. Marian moze tez pamieta cos podobnego. Bedąc nieobecnym na lekcji, w tym czasie bylem obecnym zupelnie gdzie indziej i zupelnie z kim innym, niz reszta kolegow i kolezanek. Co ciekawe, ta druga osoba takze byla nieobecna na lekcji. Moze byla w tym jakas regula, ktora nalezaloby zbadac.
.
Tak wiec Prezydent nie byl tak po prostu nieobecny. On byl nieobecny tam, gdzie zdaniem Mariana powinien byc obecnym, a nie byl. Pojawia sie wiec pytanie: gdzie jest to miejsce wyznaczone Prezydentowi przez Mariana, i dlaczego Prezydent mialby sie Mariana sluchac? Byc moze Prezydent mial swoje wlasne zdanie na temat tego, gdzie, jak, i z kim chce spedzac ten czas. Byc moze Marian nie jest akurat tą osobą, ktora dyktuje harmonogram Prezydenta. Nie wiem, czy nalezy Prezydentowi stawiac zarzuty z tego akurat powodu.
Ależ… W życiu nie ośmielę się dyktować publicznie mojego harmonogramu komukolwiek.Moje szczęścieczko ślubne oduczyło mnie tego.
A to co wkleiłem powyżej to nie harmonogram tylko taka-powiedzmy-retrospekcja,która ma być przykładem na wybiórczy, pardon:wyborczy patriotyzm najlepszego prezydenta…
POzdrowionka łączę i zapewniam:to nie ja stawiałem te kciuki w dół-jak bumcykcyk to nie ja.
@ narciarz2↗
Przed dojsciem Hitlera do wladzy, ludzie w Niemczech popelniali samobojstwa z nedzy. Rodzice oddawali dzieci w adopcje bo nie mogli ich wyzywic ( prawie jak dzisiaj w Polsce – wysoka liczba samobojstw i dzieci odbierane rodzicom niezdolnym zapewnic im wystarczajacych warunkow do zycia) A pana czyta te swoje lektury, przemysliwuje i wychodzi jak zwykle – PIS i Jaroslaw. Ja docenie nawet absurd, byle orginalny.
@W. Bujak:
czyli Polska A.D. 2015 jest mniej więcej w takim stanie nędzy i rozkładu, jak Niemcy po przegranej wojnie i w czasie wielkiej depresji? Aha, nie wiedziałem. Zawsze miło jest dowiedziec się czegos, czego gołym okiem nie widac. A nawet przez mikroskop.
A poza tym, to moj wpis mial jednak zupelnie inny temat. Nedza akurat nie byla tym tematem.
Marian. pisze: 2015/04/14 o 13:49
„zapewniam: to nie ja stawiałem te kciuki w dół-jak bumcykcyk to nie ja.”
.
To pewnie dlatego, ze napisałem „osoba” a nie „kolezanka”. Jak bumcykcyk to była kolezanka. Teraz mi sie nalezy kilka plusikow dodatnich w górę.
.
A jesli chodzi o Prezydenta, to czy Pan nie pomyslał, ze on ma zwyczajnie dosyc? Bo ja mam dosyc tego przypominania, napominania, i swiętowania tragedii tak, jakby to było jakies zwycięstwo narodowe. O tragedii najlepiej jest głosno milczec, ze się tak wyrazę. Moze Prezydent ma podobne odczucia, poza rzadkimi wyjątkami wynikajacymi z wiadomych okolicznosci. W sumie dałbym mu za to plusik, a nie odwrotnie.
Oooo,to my nie o tym samym prezydencie mówimy.
Moja wina. Nawet nie spojrzalem na daty, za co bardzo przepraszam. Rzeczywiscie powinienem napisac w czasie przeszlym. Mimo to podtrzymuje poglad, ze zbrodnia katynska jest naduzywana do biezacych celow politycznych.
narciarzu,
.
„A jesli chodzi o Prezydenta, to czy Pan nie pomyslał, ze on ma zwyczajnie dosyc? „.
.
Jeśli pytanie dotyczy tego samego prezydenta, którego pielgrzymki katyńskie wyliczał Marian, to wydaje się, że ma dość. Spoczywa na Wawelu i się nie rusza.
Przypuszczam że tym bardziej ma dość politycznych tańców nad jego i jego małżonki trumną.
.
Pozdrawiam
Jesli idzie o sama katastrofe, to wlasnie sie okazalo, ze piloci ani nie mieli uprawnien, ani szkolen. Po prostu nie wiedzieli, co robic i dlaczego.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17760668,Katastrofa_Smolenska__TVN24__Piloci_TU_154M_nie_mieli.html
Właśnie się okazało?
To było wiadome, zanim samolot wyruszył z lotniska.
narciarz2↗ & Mr E
„…piloci ani nie mieli uprawnien, ani szkolen. Po prostu nie wiedzieli, co robic i dlaczego…”
Ktos ta zaloge skompletowal i zatwierdzil na ten lot. Dlaczego wiec ten ktos, nie jest pociagniety do odpowiedzialnosci za to.
„To było wiadome, zanim samolot wyruszył z lotniska.”
.
Było wiadome, ale tylko im samym i Błasikowi. A teraz jest oficjalnie wiadome. To duza roznica, ktora boli niektorych. Kaczynski i Macierewicz własnie stwierdzili, ze stenogramy sa sfałszowane. Bardzo sie boja konca swojego mitu. Zreszta mozna ich pocieszyc: mit sie nie zakonczy. Zawsze bedzie wystarczajaco wielu wiernych motywowanych albo głupota, albo własnym interesem.
„Dlaczego wiec ten ktos, nie jest pociagniety do odpowiedzialnosci za to.”
.
Z tego samego powodu, dla ktorego funkcjonariusze obecni przy smierci Barbary Blidy nie zostali pociągnieci do odpowiedzialnosci za wycieranie sladow scierką.
Dlaczego wiec ten ktos, nie jest pociagniety do odpowiedzialnosci za to.
.
Polityka wlasnie przypomina artykul Grzegorza Rzeczkowskiego z 1 lutego 2011 „Polska szkoła spadania”. W tym artykule jest napisane: „Ciąg katastrof w polskim lotnictwie wojskowym: Powidz, Toruń, Mirosławiec, w końcu Smoleńsk. Podobne przyczyny, przebieg, wnioski. Wojsko nie robiło nic, by przerwać koszmarny efekt domina.”
.
Jacek Fedorowicz napisał wiekopomne zdanie na temat PRL „winien jest system”. Tym razem jest dokladnie tak samo, co opisano w artykule. Potrzebne sa reform systemowe. Znalezienie winnego nie załatwia sprawy. To własnie PiS usiłuje znalezc kozła ofiarnego i zapobiec zmianom systemu. Dlaczego PiS tak robi? Moim zdaniem, jest to odbicie sposobu myslenia dwu paranoikow, ktorzy tam rzadza. Kaczynski zawsze wietrzył spiski i zmowy jako głowny składnik rzeczywistosci. To było widac na przykład w jego wywiadzie z Toranska. Natomiast Macierewicz jest albo chory umysłowo, albo jest agentem Rosji. Jedno zreszta nie wyklucza drugiego. Obaj razem probuja rozkrecic polityczne polowanie na czarownice.
@ W. Bujak
1. Głównodowodzącym był gen. Błasik.
Ciężko nieboszczyka Błasika do odpowiedzialności pociągnąć. Może IPN w jakiejś swojej mutacji będzie ekshumował i zarzuty stawiał.
.
2. Obawiam się, że narciarz ma rację, i ani odpowiedzialni w kancelarii prezydenta, ani ze strony MON nie będą pociągnięci do odpowiedzialności, aż się sprawa przedawni. Dlaczego – to jest dla mnie zagadka. Tak jak nieskuteczność apelu K. Łozińskiego w sprawie zeznania majątkowego J. Kaczyńskiego.
.
3. Ale jest nadzieja – Kamiński za korumpowanie ludzi skazany został surowiej niż się tego prokuratura domagała. Może coś drgnie?
@narciarz2
Tu nie system zawinił…
Warto przypomnieć,że po katastrofie CASY minister Klich zamierzał odwołać gen.Błasika.Z pałacu prezydenckiego w imieniu zwierzchnika PSZ p.p.Szczygło i Stasiak powiedzieli NIE.
http://polska.newsweek.pl/klich-chcial-odwolac-blasika-po-katastrofie-casy–ale-prezydent-sie-nie-zgodzil,71398,1,1.html