Na 18. piętrze wieżowca z widokiem na atlantycką plażę i otaczające ją kanały wodne prowadzące do panoramy Miami odbywa się remont mieszkania, któremu architekt – Grażyna nadaje nowy kształt: marmur na podłogach, pamiętająca lata siedemdziesiąte kuchnia, teraz otwarta do living roomu, i zakończona granitowym barem, zamiast wanny – kabina prysznica, trzy nowe ściany ubraniowe, elektryczność z nową generacją żarówek LED, które palić maja się wiecznie, wszystko to wymagało rozebrania mieszkania do naga i wywiezienia stert śmieci.
Marcos ma to wszystko zbudować, na ścianach, podłogach i suficie, Grażyna rysuje mu swój design, a gdy obijając się po wypatroszonym mieszkaniu obgadują co gdzie ma być, Marcos zauważa budowlanego hobbystę, opalającego się na balkonie i tak do mnie: – Może byś wywiózł na wysypisko ten ostatni van ze śmieciami?
Zjeżdżam windą do parkingu, wsiadam do vana i jadę przed siebie nie wiedząc nawet gdzie jest to wysypisko, ale co widzę? Budynek z napisem “Bednarski Publishers”, a przed budynkiem kilka vanów wypełnionych budowlanymi śmieciami; Bednarski musi wiedzieć gdzie się to wysypuje.
Z ciężkim polskim akcentem znajoma mi twarz rozmawia przez telefon i oko do mnie puszcza, żebym poczekał, a ja już wiem skąd go znam: 50 lat temu partia przysłała do telewizji towarzysza Stanisława Bednarskiego, który w Ministerstwie Przemysłu Mięsnego i Mleczarskiego zajmował się eksportem, a teraz został Naczelnym Redaktorem Programów Publicystyczno-Informacyjnych; o telewizji nie miał pojęcia, ale mówiło się, ze studiował anglistykę, co wśród ludzi z partyjnego klucza było rzadkością.
To był ten, który pod pseudonimem tajnego współpracownika „dziennikarz”, publikował w mojej teczce SB, analizy mojej antypartyjności, dochodząc do wniosku, że tylko moim żydowskim pochodzeniem można było tłumaczyć to, że towarzysze z wyższych szczebli pozwalali mi popisywać się na ekranie telewizyjnym pogardą dla ludzi pracy. Prezes Radia i Telewizji w mojej obecności rwał jego donosy na kawałki, zapewniając mnie, że każdy musi coś robić: Bednarski robi swoje, ty rób swoje i Bednarskim się nie przejmuj.
Bednarski miał zeza i wciąż go ma; znalem go, gdy miał 40 lat i na tyle teraz wygląda, wiec albo mamy do czynienia z reinkarnacją Naczelnego Redaktora, albo Grażyna z Marcosem dalej rysowali na ścianach i podłogach, gdy ja przysnąłem na balkonie 18 pietra z widokiem na Atlantyk i żadnych śmieci wywozić nie miałem.
Bednarski skończył rozmowę i tak do mnie: – Wyjechałem, jak ty, do Ameryki, przydał mi się angielski, wydajemy katalogi komercyjne, biznes się rozwija, rozbudowujemy magazyny, śmieciami się nie przejmuj, wiem jak je wywozić.
Marian Marzyński


