podobnie jak cheronea z forum SO przeczytałem jednym tchem tekst andrzeja koraszewskiego „niemiec tobi ogląda świat”. autor zwierza się z kierowanych pod jego adresem zarzutów, że ma obsesję na punkcie izraela. to nie ja mam obsesję, mówi autor, to świat ją ma – i na dowód przytacza omówienie książki „Allein unter Juden” („Catch the Jew” w anglojęzycznym wydaniu)
jej autor tuvia tenenbom, amerykański publicysta, pisarz i dyrektor teatru urodził się w izraelu w rodzinie niemieckich imigrantów. mówi bezbłędnie po niemiecku, co pozwoliło mu przez pół roku udawać niemieckiego dziennikarza.
nie czytałem książki, ale z omówienia jej wynika, że w centrum zainteresowania autora tego omówienia jest autodestrukcyjna postawa żydów, nienawidzących własnego kraju. jednym z nich jest gideon levy, czołowy publicysta dziennika „haaretz”.
„Jerozolima jest stolicą upiorów, w Yad Vashem opłacony przez Unię Europejską specjalny przewodnik opowie ci… o izraelskiej okupacji, Gideon Levy, naczelny publicysta Haaretz i ulubieniec europejskich ultraortodoksyjnych humanistów opowiada o żydowskich zbrodniach i o swojej trwającej przez dziesięciolecia miłości do Arabów. Tenenbom chce wiedzieć, czy nauczył się arabskiego. Nie, Gideon Levy nie nauczył się arabskiego, Gideon Levy nie zniża się do zauważenia, że Arabowie są ludźmi, żyje opowieściami o żydowskich zbrodniach.”
rozumiem gideona levy, kto wie czy nie bardziej niż rozumie go koraszewski, bo izrael jest normalnym krajem. tę normalność bardzo ładnie zdefiniowała moja niegdysiejsza redakcyjna koleżanka z radia noemi bogusławska: żydowski policjant bierze za hals żydowskiego złodzieja i odprowadza go do żydowskiego aresztu, by postawić go przed żydowskim sędzią.
z całym szacunkiem dla andrzeja, którego teksty czytam z niezmiennym zainteresowaniem, nawet gdy nie całkiem zgadzam się z argumentacją, wydaje mi się że idealizuje on izrael i przyjmuje każdą krytykę pod jego adresem jako przejaw antysemityzmu. nie neguję jego istnienia, jest on bardzo obecny w dzisiejszym świecie, ale jego rozpowszechnienie nie rozgrzesza żydowskiego państwa ze wszystkiego. prowadziłem na ten ten temat dziesiątki rozmów na przestrzeni wielu lat.
kiedy po raz pierwszy byłem w izraelu w połowie lat osiemdziesiątych, militarystycznie nastrojeni weterani wojenni zagrozili wysadzeniem w powietrze meczetów na wzgórzu świątynnym. na polityków padł strach, bo zrealizowanie tej groźby wywołałoby wojnę z arabskimi sąsiadami izraela, nawet z jordanią, z którą jak mi to później powiedział pewien izraelski pisarz mieszkający w kibucu, izrael od lat miał „zimny pokój”.
przed zwiedzaniem meczetów i muzeum na wzgórzu musiałem się poddać niezwykle skrupulatnej rewizji. podczas mego pobytu w izraelu żołnierze obezwładnili uzbrojonego terrorystę. skutego już kajdankami okładano kolbą od karabinu. znana działaczka na rzecz pokoju, z zawodu prawnik, shulamit aloni złożyła w knesecie interpelację w tej sprawie, a gazety z zaniepokojeniem pisały, że armia wychowuje swych żołnierzy na degeneratów i sadystów.
izaak l. , osiedlony w izraelu mój niegdysiejszy kolega z radia był pełen niepokoju o przyszłość kraju. izrael, mówił, który zrodził się z wolnościowego zrywu i który musiał się później bronić, od dziesięcioleci jest okupantem. młodzi ludzie dostają karabin do ręki i każe się im patrolować arabskie dzielnice, bo jest to jedyna propozycja, z jaką państwo może wystąpić wobec swych młodych obywateli. jeżeli sytuacja ta będzie dalej trwała, zniszczona zostanie idea, która legła u podstaw utworzenia państwa żydowskiego. przedłużająca się w nieskończoność okupacja zniszczy duszę izraelskiego społeczeństwa i zmiażdży jedyną jak dotąd demokrację w regionie. już teraz coraz częściej słyszy się narzekania, że demokratyczne reguły gry przeszkadzają w zaprowadzeniu porządku z arabami, mamy jednak na szczęście dwa silne filary demokracji: wolną prasę i niezależne sądownictwo z wysoką kulturą sądzenia…
motyw brutalności żołnierzy izraelskich wielokrotnie pojawiał się od tamtego czasu w rozmowach, jakie wiodłem na temat sytuacji na bliskim wschodzie. arnold, mój polski sąsiad z kopenhagi wykrzykiwał:
– dlaczego wszystkim innym wolno mordować, a jak zrobi to we własnej obronie żyd w mundurze izraelskiej armii, to zaraz rozlega się wrzask na cały świat?…
opowiedziałem to memu palestyńskiemu przyjacielowi hussajnowi, którego znam od niepamiętnych czasów.
– wiesz, powiedział, te relacje na temat brutalności żołnierzy izraelskich w gazie są bardzo prawdopodobne. to nie jest już ta armia, którą ja pamiętam, ani nawet ta, w której służył twój kuzyn w latach osiemdziesiątych. teraz jest ona zdominowana przez drugie pokolenie imigrantów z ZSRR, nic więc dziwnego, że najchętniej zachowywaliby się oni tak jak armia czerwona w polsce i w niemczech w czterdziestym piątym roku…
kiedy zatem czytam te pisane ze swadą i temperamentem filipiki w obronie izraela, który nawet gdyby popełniał jakieś błędy, to winę za nie ponosi antysemicki obłęd reszty świata, mam przed oczyma reakcje na krytykę niektórych zachowań polaków. dysputa o jedwabnem nigdy nie sięgnęła istoty zbrodni. dyskutowano o szkalowaniu polaków. to samo było z pozostałymi książkami grossa, z opisami pogromu kieleckiego, a ostatnio z nagrodzonym oscarem filmem „ida” każda krytyczna uwaga wywołuje zbiorową histerię na temat szerzącej się w świecie polonofobii. jest ona tak groźna, że zainfekowała nawet niektórych rdzennie słowiańskich, mieszkających w kraju rodaków…
natan gurfinkiel



Nie wiem czy to obsesja, czy natura współczesnego świata, która tak zubożał, że mogą istnieć tylko dwa poglądy, dwa stanowiska, dwa obrazy. Pomiędzy nie ma niczego. Nie ma prawa być.
A to, że takie podejście skazuje nas na popełnianie wciąż tych samych błędów (i popełnimy je w przyszłości, spokojna głowa) jakoś nikomu snu z powiek nie spędza.
Moj kolega w pracy, Libanczyk opowiedzial mi wiele historii ze swego zycia w Libanie. Takie dwie. W czasie interwencji izraelskiej w Libanie, jego dom zostal poddany rewizji nocnej. Zolnierze izraelscy przeprowadzali ja dosc brutalnie. Wyrzucili go z lozka a materac przekuwali bagnetami w poszukiwaniu broni. Byl do wyrzucenia potem. Mlodzi zolnierze, mowili miedzy soba po angielsku. Gdy sie wtraci do ich rozmowy, natychmiast zmitygowali sie w swoim postepowaniu, chociaz byl tylko kilkuletnim chlopcem. Jego kuzyn w czasie zabawy doznal bardzo ciezkiego urazu glowy. W ogniu toczacych sie walk, izraelski helicopter bojowy, przewiozl go wraz z matka do izraelskiego szpitala.
Natku, książka na kindle kosztuje 11 dolarów, stać cię. Przeczytaj, napisz swoją recenzję. Przeczytam z zainteresowaniem. W przeciwnym przypadku pozostajesz w kręgu „jedna pani drugiej pani”. Moim zadaniem była próba zainteresowania książką. Jeśli moja recenzja zainteresowała cię na tyle, że wystraszyłeś się, czy aby nie naruszy twoich poglądów, to przynajmniej nie wydawaj opinii w oparciu o samą recenzję.
andrzeju, nie miewam obaw, że coś mogłoby naruszyć moje poglądy, bo musiałbym zakładać własną nieomylność, a odkąd pamiętam zawsze dopuszczałem możliwość popełnienia błędu i dawałem się przekonać,jeżeli argumenty były rozsądne, a argumentacja nie mijała się z regułami naukowej poprawności.
książkę sprowadzę sobie i chętnie przeczytam.