ECHA WYDARZEŃ: Zebrało się, zebrało…
PIŁKA W PUCHARZE: Pan Boniek, PZPN nareszcie zebrali pochwały. Za widowisko pt. Finał Pucharu Polski. Na Narodowym. Legia wygrała, ludziska się zebrali w wielkiej liczbie, zachowywali – jak należy; było głośno, kolorowo sympatycznie. I porządnie. Granie – jak granie; średnie – na miarę rodzimych możliwości – ktoś oczekiwał cudu? Toż ani Legia, ani Lech to nie Barcelona, ani „nawet”, (bo właśnie przegrał w Pucharze z Barceloną aż 0:3!) Bayern… Tak namalowany obraz staje za tezę, że Puchar Polski odzyskuje (zyskuje?) rangę przynależną tytułowi. A sportową wartość zweryfikują rozgrywki europejskie…
Jedyny – poza marną trawą, (ale przecież żużel też był do luftu!) minus imprezy, to kolejny supeł komunikacyjny. Ale dziś mało się da ulepszyć, bo organizacja (zawsze może być lepsza i „mądrzejsza”) nie zastąpi lokalizacji. Coraz częściej wypada przyznawać rację tym, którzy postulowali, by już w fazie pomysłu obiekt umiejscowić inaczej. Nie przepadam za nimi, ale z innych powodów, w tej sprawie za często mają prawo głosić: A nie mówiliśmy?
Pochwały – pochwałami, ale żeby się za łatwo w głowach z zadowolenia nie poprzewracało – mamy Knurów. Też z futbolem w tle. Z awanturą, śmiercią, dramatem, aresztowaniami. Bolesnym dla nastroju społecznego dalszym ciągiem. Komentować? Raczej popłakać…
SPORT TO SAMO ZDROWIE? Wspomniałem, że Bayern został sprowadzony przez Barcelonę do parteru. Na szczytach tak bywa, że nawet bardzo sławni od też sławnych biorą czasem bańki. Mnie tu jednak bardziej interesuje przypadek Roberta Lewandowskiego. Grał, ale w masce, bo parę dni wcześniej został bardzo uszkodzony.
„Gdyby normalny człowiek po takim zdarzeniu i rozpoznaniu zgłosił się do lekarza, dostałby orzeczenie o niezdolności do uprawiania sportu czy pracy na jakiś czas. Najczęściej na 4 tygodnie – powiedział na antenie TVN24 dr Robert Świerczyński”. I dalej: „Biologia jest dla wszystkich taka sama. Jeśli coś jest złamane i goi się 4 tygodnie, to nawet u najlepszego sportowca będzie goiło się 4 tygodnie – tak lekarz odniósł się do pytania ile powinien wynosić odpoczynek po złamaniu szczęki. – Po wstrząśnieniu mózgu jak Kowalski potrzebuje kilku dni by sprawdzić, że nie ma niebezpiecznych następstw tego wydarzenia tak samo bezpiecznie musi być prowadzony nawet najlepszy sportowiec. Nie można na podstawie faktu, że on kojarzy, i podaje, iż czuje się świetnie, wyciągać wnioski, że może pozwolić sobie na bezpieczny wysiłek”.
Rozwlekam, ale… Odbieram sygnał o lekceważeniu niebezpieczeństw oraz ryzyku ponad wiedzę i rozsądek. Cytowany lekarz zna medycynę, ale zna też sport, rozmiar wysiłku; wie, co mówi. Ale władni nie za bardzo. Że boleśnie „dotknięty” sportowiec chojrakuje – rozumiem, ale że przełożeni mają gdzieś wskazania medyczne – nie pojmuję. Często dobrze się kończy, ale bywa też, że tragicznie (niedawne zasłabnięcie na boisku i pożegnanie ze światem) – a drugie za łatwo puszcza się w niepamięć. Jeśli mowa dziś o niebezpieczeństwach w sporcie – to jedno z ważnych widzę w pospiesznym leczeniu, lekceważeniu biologii, zbytniej i za łatwej wierze, że nadopieka medyczna (w Funduszu nawet namiastka nam nie przysługuje!) prawdziwie zastąpi terapię… Bo obowiązki, bo kasa, bo… Rozwijam sygnał z nawiasu: „Belg Gregory Martens nie żyje. Piłkarz Lokeren zasłabł w poniedziałek podczas meczu rezerw i był w stanie krytycznym. Zmarł w czwartek po południu. Miał 24 lata.
BOKS: Wiele wydarzeń. Kliczko młodszy obronił pozycję mistrza. Ponieważ tym razem na punkty a nie przez nokaut parę portali i kilku fachowców wywiodło wniosek, że pretendent mistrza pogonił. Tylko mimochodem okazało się, że wygrana na punkty była jednak jednogłośna i wyraźna. Że to nużące? Fakt, od lat, co start – to zwycięstwo. Czas biegnie, jeden Kliczko nie dał się w ringu pokonać i „poszedł w politykę”, młodszy też kiedyś odda prowadzenie. Może za sprawą porażki, może dzięki decyzji o odejściu, teraz jednak wciąż jest w fazie trzymania losów – własnych i pasów mistrzowskich – w garści.
Jest jeszcze jedna wieść związana z dzisiejszym boksem ukraińskim: „Dwukrotny mistrz olimpijski Wasyl Łomaczenko obronił tytuł mistrza świata federacji WBO w kategorii piórkowej.”. Celowo podkreślam wcześniejsze osiągnięcia w boksie zwanym olimpijskim. Kliczko też wcześniej był mistrzem igrzysk – Atlanta 1996. A jako tzw. amator kiedyś nawet zasilał warszawską Gwardię – bilans walk tamtych czasów to 112 wygranych i tylko 6 porażek…
Czyli – jak na dłoni widać tezę, że wielkość w pięściarstwie zawodowym wciąż jakoś się wiąże z drogą przez boks olimpijski. Kiedy mieliśmy ostatni medal z Polski rodem? W Barcelonie – 1992! Dzięki panu Wojtkowi Bartnikowi… To gdzie dziś fundament i realna podstawa marzeń o największych sukcesach zawodowych? Aspiracje mamy wielkie, nadzieje nadzwyczajne, portale huczą od buńczucznych obietnic – też, ale… mistrzami to jednak są inni, solidniej sportowo przygotowani. Krajowe pięściarstwo na marginesie, PZB jakiś peryferyjny; największy rozgłos daje wieść, że dwóch tuzów profi pobiło się poza ringiem – jeden ma śliwę, drugiego przyszło zacerować… Dziękuję za taką medialność.
DO PRZEMYŚLENIA:
- A) Hokeiści pierwszego rzutu grają o mistrzostwo świata. Nasi walczyli o awans na drugim planie, ale nie wyszło. O jeden mecz za daleko… Ale ważne, że Polska organizowała ten turniej; może stanie się bodźcem dla tego ciekawego i w świecie bardzo kasowego sportu. Taki zimowy futbol. Ciekawe, mamy tyle sztucznych lodowisk, a hokej drzewiej bywał chwilami bliżej elity. Także łyżwiarstwo figurowe – jako całość. Toru pod dachem nie ma – a łyżwiarstwo szybkie jest. Lodowiska są – klasowego figurowego nie ma. Hokej się przebije?
- B) Nasza lekka atletyka dzielnie się spisywała w spotkaniach sztafetowych światowej elity. Były medale, był awans do igrzysk, próby mało typowe, ale ważne, jako sprawdzian przed sezonem oraz zapewne, jako „spotkanie integracyjne” – sztafeta to przecież zespół, a zespół buduje się z indywidualistów. W ogóle widzę ruch w la. Nie wiem, jak to robi prezes Jerzy Skucha (i zespół), skąd bierze kasę, ale do związkowej kieszeni nie zaglądając wyrażam uznanie, Jeżdżą po świecie, trenują w wymarzonych warunkach, startują niezależnie od strony Wielkiej Wody. Trzeba kunsztu organizacyjnego oraz dyplomatycznego…
- C) Czesław Lang wciąż rozpędza Tour de Pologne. I bardzo dobrze, niech się koła kręcą, a „noga podaje” – jak mawiają kolarze. Cieszy mnie też, że do kolejnej prezentacji zaprosił Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majkę. Może osobiście przejadą też Tour, ale nawet jeśli nie, bo sił lub czasu nie stanie, to zawsze fajnie, jeśli najlepsi reklamują, co dobre. Nie np. pastę do zębów…
- D) Ze zdumieniem czytam, ze łyżwiarz – olimpijczyk ma chęć zmienić barwy narodowe. Ma prawo, oczywiście, ale żeby motywem był tzw. stosunki międzyludzkie, że z trenerem kadry nie przepadają za sobą…?
Andrzej Lewandowski


