Marian Marzyński: Markiza ukrywa Żydów

marzynski 32015-05-08.

W lecie 1974 roku bylem z grupą moich studentów filmowych w Rzymie żeby zapoznać się z włoskim przemysłem filmowym; spotykaliśmy się z filmowcami: DeSantis, Passolini, Lattuada, byliśmy na planie “Casanovy” Felliniego, dla młodych Amerykanów było to odkrycie nieznanego świata. Mieszkaliśmy koło dawnego getta rzymskiego. Któregoś dnia 20-letni Oren powiedział mi, że jest synem protestantki i lewicowego Żyda nowojorskiego, ale temat żydowski nie jest w domu poruszany – na co ja opowiedziałem mu swoją historię ucieczki z getta warszawskiego.

20 lat później Oren zrobił nominowany do Oscara film “Sister Roses' Passion” o sędziwej przełożonej zakonu w New Jersey, która cale życie walczyła z antysemityzmem w Kościele katolickim i Watykanie. Drugim znakomitym filmem Orena był “Constantine’s Sword”, opowieść o znanym pisarzu amerykańskim, byłym jezuicie, który wyruszył po świecie śladami zrodzonego w starożytnym Rzymie – antysemityzmu.

Kilka la temu grupa nowojorskich Włochów – milionerów zebrała 800 000 dolarów i zaproponowała Orenowi, żeby nakręcił dokument na motywach książki, która wychwalała heroiczne wysiłki Włochów w ratowaniu Żydów w czasie Holokaustu. Oren podzielił się ze mną swoim wątpliwościami: czy można zrobić uczciwy film na ten temat nie mówiąc o antysemityzmie Mussoliniego i dwuznacznej roli Piusa XII, który nie użył swoich wpływów w Berlinie, żeby uchronić kilkanaście tysięcy włoskich Żydów od śmierci w Auschwitz?

800 000 dolarów to niespotykana oferta w świecie filmu dokumentalnego. Oren wziął pieniądze pod warunkiem, że inwestorzy pozwolą mu odkryć fakty, o których nie wspomina propagandowa książka.

Wczoraj 53-letni Oren pokazał w Bostonie swój najnowszy film “My Italian secret”. Film wprowadza nas w urodę włoskiego krajobrazu i w antyczne wnętrza arystokratycznych pałaców, klasztorów i kościołów, dokąd filmowiec wprowadza sześć starych kobiet uratowanych z zagłady, wtedy małych dziewczynek. Ich zamożnym rodzicom pomagali najczęściej księża i zakonnice, dysponujący dobrymi kryjówkami, znalazła się również pewna markiza o urodzie Grety Garbo, która przygarnęła rodzinę swoich żydowskich partnerów biznesowych. Wnuczek markizy, która zmarła 50 lat temu, oprowadza po pałacu dziś 80-letnią dziennikarkę angielską, wtedy pięcioletnią dziewczynkę żydowską.

Pomagał również słynny włoski kolarz, zwycięzca olimpiady w Berlinie, który pod pozorem treningu kolarskiego był łącznikiem, przewożąc ukryte w ramie roweru fałszywe dokumenty dla ukrywających się Żydów. Od jego syna dowiadujemy się, że ojciec do późnych lat swojego życia utrzymywał tę działalność w wielkiej tajemnicy mówiąc synowi, że prawdziwymi bohaterami byli Żydzi, którym nie udało się przeżyć, a to, co on robił – było tylko obowiązkiem przyzwoitego człowieka.

Zabrzmiało to na ekranie wzruszająco, a jednak w dyskusji po filmie powtarzało się pytanie: dlaczego dopiero 70 lat po wojnie opowiada się o losie włoskich Żydów? Niektórzy widzowie nie mogli wybaczyć Orenowi, że nie znalazł nikogo, kto mógł mu opowiedzieć o kościelnym antysemityzmie, i “niemieckim papieżu”; na co Oren, że szukał, ale udało mu się dogrzebać tylko do jednego zdarzenia: w odpowiedzi na odrzucone zaloty do żydowskiej dziewczyny włoski chłopak wydaje ją Niemcom.

Gdy ktoś z widowni zarzucił Orenowi, że jego film fałszuje historię, wstałem i tak powiedziałem: film żywi się przeżyciami widza; twórca nie ma obowiązku sfilmować wszystkiego co wie o rzeczywistości czasów, których świadkowie wymarli, najwyżej swoim obrazami może nas wzruszyć – i to udało się Orenowi, który idyllę włoskiej przyrody skonfrontował z tragicznymi obrazami archiwalnymi włoskiego faszyzmu i niemieckiej okupacji. Za powrotami starych kobiet, które nie znały mechanizmu swojego przeżycia, krył się żal za tymi, co nie przeżyli i to wzruszenie przeszło na nas.

A wracając do pytania, dlaczego tak długo trwał ten włoski sekret – myślę, że zarówno dobro jak i zło wobec żydowskiego losu owiane jest wciąż antysemicką stygmą: chroniąc się przed światłem dnia sprawcy zła zmuszają sprawców dobra do milczenia. We włoskiej bajce Orena jest jednak morał: można było coś zrobić.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com