W “Trans-Atlantyku” Gombrowicza wyzwolony ze starych doktryn syn walczy z ojcowskim patriotyzmem. Gdyby Duda, który mógłby być synem Komorowskiego, przeciwstawił jego konserwatyzmowi swoją młodzieńczą postępowość, motyw Gombrowicza mógłby się powtórzyć.
Ale w dzisiejszym pojedynku prezydenckim wszystko jest na opak: stary Komorowski reprezentuje polską postępowość, wolną od doktryn i kompleksów, a młody Duda chce Polskę osadzić w przeszłości z jej gnuśnym patriotyzmem i religianctwem. W dodatku to, co u Komorowskiego wydaje się być szczere, choć często nieudolne, u Dudy, z jego parodią amerykańskich kampanii wyborczych (młoda kochająca się rodzina prezydencka w Belwederze), jest sztuczne.
Marność Dudowego teatru politycznego wynika z wypełniania przez Dudę jego namiestnikowskiej roli wobec skompromitowanego polityka starej generacji; gdyby sam Kaczyński stanął do wyborów, Komorowski nie miałby z nim kłopotu. Ale ojczyźniany dziadek-generał wysłał do boju swojego młodego żołnierza, żeby ta jego poplątana „synczyzna”, zamieszała wyborcom w głowach.
Mimo intelektualnych słabości obu kandydatów (ile jeszcze razy jeszcze usłyszymy o ojcowskim umiarkowaniu i synowskiej miłości do ojczyzny?), ten oglądany w telewizji spektakl jest jednak przyszłościowo – twórczy, bo uświadamia konieczność generacyjnego przełomu, ale nie w marionetkowym wydaniu Andrzej Dudy, jego żony i córki.
25 lat temu, kręcąc film o polskiej transformacji, znalazłem się na zamku w Pułtusku, gdzie amerykańscy eksperci od kampanii wyborczych dzielili się swoimi doświadczeniami z przyszłymi szefami sztabów w wolnych wyborach do Sejmu. Na pytanie “jak wygrać wybory?” jeden z Amerykanów powiedział, że decyduje logika i precyzja programu kandydatów i ich szczerość. Ktoś z sali tak to skomentował: – To my akurat jakbyśmy już wiedzieli; opowiedz nam, jakich tam tricków używacie w kampaniach, żeby wygrać?
Marian Marzyński



Ciekawe, czemu program wyciął mój komentarz do Twojego Poprzedniego, mimo że nie było tam żadnego obsceniaka. Może oni tu kasują też błędy orto, czyli – np. moje neologizmy.
Z kolei po tym twoim wpisie przypomniał mi się stary amerykański dowcip o adwokacie, co podpisuje ten cyrograf . „wieczna młodość, aha, żelazne zdrowie, uroda, powodzenie u pań, gwarancja 100 lat, dusza twoja jest moja… To gdzie tu są te haki ?!!!
To jest ciekawe podejscie do konfliktu pokolen. Starsze pokolenie niesie ciezar zdrady, slugusow obcej wladzy. Mlodsze wsiaklo w kulture okupowanego narodu. Rodzi to takie paradoksy, ze odwraca sie od postepowactwa rodzicow. Nie bede zaskoczony, gdy za pare lat Izraelczycy odwroca sie od holocaustu. Dzisiejsi nastoletni w dynamicznie rozwijajacym sie Izraelu, nie beda chcieli, by ktos im przypominal o czasie kleski.