W tym odcinku opowiadania 12-letniego autora z roku 1949, Jacek Tarkowski, uczeń warszawskiego gimnazjum dla chłopców, który marzy o tym, żeby przyjęto go do ZMP, spotyka się z przewodniczącym zarządu szkolnego.
… – Bardzo mnie cieszy, koledzy, zaczął przewodniczący, że podjęliście słuszny czyn w waszej klasie. Zależy nam na łączności z klasami 8a i 8b, dlatego postanowiliśmy założyć w tych klasach koło ZMP. Na twarzy Jacka pojawił się uśmiech. Ale stworzyć koło, jak powiedział przewodniczący, to znaczy najpierw dokładnie poznać ludzi, potem przyjąć ich do organizacji i kierować nimi. Długo jeszcze rozmawiali z przewodniczącym na temat Wojtka Czubiaka i innych. Wychodząc, Jacek powiedział do kolegów: – Ale ten ZMP to mocna organizacja, wszystkim się interesuje, nawet takim Wojtkiem.
…W domu Jacka zdrowie matki poprawiało się. Jacek, mimo pracy społecznej, uczył się bardzo dobrze, był najlepszy w klasie. Rodzice mieli z niego naprawdę pociechę. Niestety jego koledze Kowalczykowi powodziło się dużo gorzej. Ojciec Mietka był chory na gruźlicę już od 10 lat. Ostatnio stan się pogorszył. Pewnego dnia, po odrobieniu lekcji, Jacek i Stasiek poszli do Mietka. Tam rozmawiali długo o przyszłości. – Ja bym chciał, powiedział Jacek, żeby wysłali mnie na jakiś kurs ideologiczny. Tam bym się uczył zawzięcie.
…Na zebraniu zarządu szkolnego przewodniczący Borowski odczytał porządek dzienny: 1/ sprawa przyjęcia nowych członków w klasach ósmych, 2/ sprawa zorganizowania pomocy w nauce. – Mimo że pracujemy z tym klasami od niedawna, mówił przewodniczący, znaleźli się już tam ludzie godni przyjęcia do naszej organizacji, tacy jak Tarkowski czy Falkowski. Wyniki ich pracy były niezłe. Wygrali walkę z bumelanctwem i poprawili poziom nauki. Jednak szereg rzeczy jeszcze kulało, na przykład zachowanie niektórych uczniów na lekcjach. Z tymi jednostkami chłopcy musieli walczyć i przezwyciężać ich. Pracując dalej w samorządzie szkolnym, Jacek przygotowywał się do pracy w ZMP.
31 października 1949 roku, Jacek, Mietek, Stasiek, Wojtek in 5 innych chłopców zostali wyznaczeni do pełnienia warty przy miejscu straceń na ulicy Piusa, zaś przedtem do uporządkowania tego miejsca. 1 listopada, Jacek wraz z Mietkiem stali już na warcie. Wyglądało to czarująco. W świetle lampek i znicza chłopcy wyglądali jak dwa posagi. Ludzie w spokoju przechodzili. Niektórzy płakali.. W tym miejscu zginęli najlepsi synowie narodu polskiego. Może niejedni z przechodzących to krewni poległych – myślał Jacek. Współczujemy wam i przyrzekamy, że my w przyszłości staniemy w obronie naszego kraju. Tak jak wasi bracia i siostry, staniemy na straży pokoju i postępu. Słowa te, gdyby mogły, wyrwały by się z ust chłopców.
W następnym odcinku: współzawodnictwo w nauce i pracy społecznej.
Marian Marzyński



