„marzenie” – młodzieńcza opowiastka mariana marzyńskiego o jego latach szkolnych jest w moim przekonaniu czymś szczególnie cennym. dzieje się tak z kilku powodów. po pierwsze przyznawawanie się nawet do młodzieńczego zaczadzenia komunizmem uchodzi za coś do tego stopnia nie comme il faut. że już samo zaprezentowanie czegoś takiego staje się aktem odwagi cywilnej. o wiele bardziej gładko wydobywają się z krtani współczesnych polaków rojenia o genetycznym patriotyzmie.
termin ten, o ile pamięć mnie nie zawodzi, został wykreowany przez ś. p. prezydenta lecha kaczyńskiego. zetknąłem się z nim przy okazji autolustracji zyty gilowskiej po jej podaniu się do dymisji z powodu pogłosek na temat jej kolaboracji z funkcjonariuszem SB. została ona oczyszczona z zarzutów na ten temat, ale ta rehabilitacja bardziej była wynikiem braku niezbitych dowodów, niż niezłomnego przekonania sądu o niewinności od samego początku.
komentując przebieg rozprawy, ówczesny prezydent kaczyński poczynił uwagę, że przy okazji odstąpienia od napiętnowania gilowskiej została ona zmieszana z błotem w uzasadnieniu orzeczenia sądowego. zdaniem prezydenta stało się tak, ponieważ sędzia małgorzata mojkowska, która prowadziła sprawę jest córką niegdysiejszego redaktora naczelnego „trybuny ludu”, stanisława mojkowskiego.
sędzia mojkowska została więc obarczona zarzutem genetycznego braku patriotyzmu. nonsensowność tej enuncjacji jest szczególnie widoczna na tle faktu, że ta sama pani sędzia zasiadała w rozprawie sądu drugiej instancji, który uznał józefa oleksego za kłamcę lustracyjnego.
moda na odcinanie się od przeszłości i opowieści jak straszliwe kuku robiły brzydkie komuchy personalnie każdemu z nas sprawiło, że z sadystyczną schadenfreude informowałem wszystkich znajomych o mojej genetycznej polucji. rodzice moi należeli bowiem do KPP. moje skażenie komuchizmem było szczególnie dotkliwe. mogłem do niego dodać wypreparowaną w czystej postaci żydokomunę.
moja mama miała czterech braci. dwaj spośród moich czterech wujków byli bliźniakami i to właśnie dzięki nim byłem rzadkim okazem chemicznie czystej żydokomuny, bo jeden z bliźniaczych wujków był komunistą, a drugi ortodoksyjnym żydem. dziwnym zrządzeniem losu jako jedyny wojnę przetrwał nawrócony na ateizm i komunizm wujek szymon. pan bóg, niechętny pono ateizmowi i komunizmowi ocalił właśnie jego, najwidoczniej w celu oddalenia pojrzeń o stronniczość – niezbadane są wyroki boże….
marian zaprezentował w swoim – jak to sam nazywa – młodzieńczym grafomaństewku – modelowy wzór socrealistycznej prozy. nie było w niej żywych postaci. zostały one zastąpione nazwiskami, wygłaszającymi tytuły z gazetowych artykułów. martwe od narodzin postacie bohaterów uczestniczyły w pseudoakcji, utkanej z kilkunastu propagandowych haseł.
ten typ literatury mógłby być z powodzeniem wystawiony w galerii sztuki socrealistycznej pałacu zamoyskich w kozłówce, gdyby prócz malarstwa. grafiki i rzeźby ekspozycja obejmowała również prozę.
charakter tej prozy sprawia, że jej żywot okazał się znacznie trwalszy od formacji ustrojowej, dzięki której taka maniera pisania się upowszechniła. przystaje ona jak ulał do naszych czasów, zaprezentowany wzór prosperuje więc w najlepsze w dydaktycznych opowiastkach o charakterze bogoojczyźnianym i narodowo-patriotyczno-martyrologicznym.
ponadto, w czasach upadku czytelnictwa, kiedy najważniejszą sprawą jest nieprzemęczanie czytelnika, wydawnictwa chętniej niż artystyczną prozę wypuszczają na rynek gumę do żucia dla oczu…
kozłówka osadziła się głęboko w sercu każdego z nas…
natan gurfinkiel


Musisz zgłosić ten pomysł panu dyrektorowi Kornackiemu w Kozłówce. To człowiek o dużym poczuciu humoru, więc może stworzy ekspozycję literacką 🙂
A Ty pilnie obserwuj kampanię w Danii 🙂
„Og hvad pokker har seksualitet at gøre med evnen til at passe godt på sine børn? Svaret er simpelt: absolut ingenting.
Nej til fordomme. Ja til kærlighed.
PS. Og der er da vist for øvrigt flere homoer, end der er kristendemokrater.”