Marian Marzyński: Odgrzane listy do Palikota

marzynski 32015-06-25. Cytowanie siebie pobudza mnie do śmiechu, ale robię to wyjątkowo, bo moje myśli sprzed pięciu lat wciąż pasują do polskiej sceny politycznej. Było tych listów siedem (odsyłam do archiwum), tutaj drukuję pierwszy i ostatni:

Panie Januszu, mam nadzieję, że list ten zastanie pana zaszytego w Puszczy Białowieskiej albo gdzieś pod Suwałkami, ale nie za blisko daczy prezydenckiej,  żeby stara przyjaźń nie utrudniała panu zadania jakim powinno być teraz napisanie książki:  „Plan dla Polski”.

To pierwsza rada pańskiego samozwańczego doradcy politycznego, który przeżył sześciu amerykańskich prezydentów. Żaden z nich nie wygrałby wyborów bez napisania co najmniej jednej dobrej książki o tym kim był i co miał krajowi do zaproponowania. Jeżeli pisaniem swoim zdobędzie pan serca i umysły Polaków, którzy dziś przygotowują się do matur, studiują, zakładają rodziny i rozpoczynają życie zawodowe, za cztery lata nie tylko będą oni na pana głosować, ale do urn wyborczych zaciągną swoich rodziców, aby wspólnie wybrać pana następnym prezydentem RP. Taki dokładnie był scenariusz wyborczy Baraka Obamy.

„Pisz pan, panie Fiszman”, (nie wiem skąd zapamiętałem to przedwojenne powiedzenie, Tuwim?), kieruję to do pana, bo jest pan na Wiejskiej jedynym pisarzem politycznym, dowodzą tego zdania, które budował pan bez odrobiny tremy przed kamerami telewizyjnych myśliwych gdy był pan ich zającem, podziwiałem pana w tej zabawie. Wiedząc , że życie poza kamerowe nie istnieje, udowodnił pan swoją wiedzę, inteligencję, dar mówienia o tym co się myśli, a nie o tym co powinno się powiedzieć, doświadczenie człowieka, który w parlamencie nie musi się dorabiać, a ponad wszystko swoja troskę o ludzi tego kraju. Gdy słowa nie wystarczały, sięgał pan po rekwizyty, brawo, to znaczy, że czuje pan ten medialny wiek.

Słyszy pan te komplementy od starego wygi, który przed i za kamera spędził ponad pół wieku. Dzieli nas mała epoka, ale łączy, to o czym pisałem już w tym blogu, którego na pewno pan nie czyta, bo ma pan swój: wspólna nasza fascynacja Gombrowiczem, myślicielem, który jak nikt inny rozumiał Polaków beznadziejną walkę z tradycją kraju przejściowego, gdzie nigdy nie narodziły się oryginalne prądy, gdzie „polskość” zawsze przeszkadzała w wielkości.

Nie liczę na pańskie odpowiedzi na te listy, na razie będę strzelał do pustej bramki, może kiedyś ktoś panu to moje pisanie podrzuci.

*

Panie Januszu, zajrzałem do pańskiego blogu i już wiem co się z panem dzieje. Nie napisał pan jeszcze książki, o którą prosiłem, ale ruszył pan w Polskę. Dziś jest pan w Wałbrzychu, a potem odwiedzi Kłodzko, Zielona Górę, Jelenią Górę, Gliwice i Radom. Odbędą się w tym miastach z pana udziałem panele o nowoczesnym społeczeństwie, naprawie polityki, rozdziale państwa od kościoła, końcu biurokracji, silnym i skutecznym obywatelstwie. A może z tych paneli narodzi się pana „Plan dla Polski”?

Pisząc swoje listy, nie myślałem nawet przez moment, że poza moim uznaniem dla wybitnego talentu politycznego, jaki pan ma, w czymś konkretnym panu pomogę. Czytając pańskie blogi, mam wrażenie, że to o czym pisze, od dawna pan wie. Ale wiedzieć to jedno, a znaleźć sile do wprowadzenia tego w rzeczywistość? To drugie wymaga poparcia innych, “cheering up”, jak mówią u nas.

A więc będzie to mój ostatni do pana list, szczególnie, że głupio bym się czuł wypisując te swoje mądrości w czasie zimowego wylegiwania się na słońcu Florydy, gdy pan będzie brnął przez polskie śniegi i lody, również polityczne.

Napisał pan: „Nie ma żadnego testamentu Lecha Kaczyńskiego, on po sobie niczego nie zostawił, był marnym politykiem, nie rozmawialibyśmy o nim gdyby nie katastrofa smoleńska. Mam nadzieje, że razem z nim została pochowana na Wawelu polska polityka historyczna i rola kościoła w kraju”.

Amen.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. dawniej_kuba 2015-06-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com