Stefan Małecki-Tepicht: Po co nam sprawiedliwość społeczna – rozważania Kołakowskiego i innych22 min czytania

()

Leszek Kołakowski nadając pojęciu „sprawiedliwości społecznej” konotację moralną odwołał się do tradycji Kanta. Ową tradycję kantowską odbieram odmiennie niż Leszek Kołakowski. Immanuel Kant w swej niezwykle zwięzłej rozprawie Uzasadnienie metafizyki moralności” odnosi się do osoby ludzkiej – nie do ludzkości jako bytu „samego w sobie”. Imperatyw kategoryczny dotyczy osoby rozumnej i dysponującej „wolną wolą”.

Kategoryczny imperatyw jest więc tylko jeden i brzmi następująco: postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz chcieć, żeby stała się powszechnym prawem[8]

– powiada nam Kant i używa drugiej osoby w liczbie pojedynczej, i sądzę, że czyni to świadomie. Immanuel Kant powiada więcej i znacznie zaostrza wymagania imperatywu moralnego twierdząc, że „ogólny imperatyw obowiązku mógłby brzmieć następująco: postępuj tak, jak gdyby maksyma twojego postępowania przez wole twą miała się stać prawem przyrody[9]. Tak określone prawo powszechne byłoby nie tylko prawem stanowionym, ale więcej – byłoby ogólnym prawem przyrody. Tak ogólnym jak Izaaka Newtona – prawo ciążenia. A od takiego prawa nie ma odwołania. W tym momencie swych rozważań Kant odwołuje się do szczególnego przykładu

ktoś komu się dobrze wiedzie, widząc, ze inni (którym mógłby przecież dopomóc) muszą walczyć z wielkimi trudnościami, myśli sobie: co mnie to obchodzi? Niech każdy będzie tak szczęśliwy, jak Bóg zechce, albo jak sam potrafi; niczego mu nie odbiorę ani nawet niczego nie będę mu zazdrościł, nie mam tylko żadnej chęci przyczyniać się do jego powodzenia lub wspomagać w biedzie![…] Jednak chociaż jest możliwe, że według owej maksymy ogólne prawo przyrody mogłoby istnieć, to jednak nie jest możliwe chcieć, żeby taka zasada posiadała wszędzie znaczenia prawa przyrody.[…] ponieważ może się zdarzyć niejeden taki wypadek, w którym człowiek ten potrzebuje miłości i współczucia drugich, a w którym przez takie prawo, wynikające z jego własnej woli, pozbawiłby sam siebie wszelkiej nadziei pomocy, której sobie życzy”[10].

Wydawać by się mogło, że ów przytoczony fragment rozumowania Kanta z całą mocą przemawia na rzecz pojęcia „sprawiedliwości społecznej” wedle, której ten któremu się powodzi winien wspomóc tego, który jest w biedzie. Pojęcie „sprawiedliwości społecznej” miałoby zatem swoje zakorzenienie w kategorycznym imperatywie moralnym Kanta. Ale sądzę, że jest przeciwnie. Toż Kant powiada, że ów, któremu teraz się powodzi może sam się znaleźć w sytuacji biedy. Gdy sam będzie potrzebował pomocy –zgodnie z „prawem przyrody, które sam ustanowił” – nikt nie będzie zobowiązany do udzielenia mu tej pomocy ani wsparcia. Końcowe uzasadnienie rozumowania Kanta odwołuje się w pełni do „zasady tradycyjnej sprawiedliwości”, do formuły prawa rzymskiego „do, ut des” – daję, byś ty dał w zamian”. Jest to po prostu formuła wzajemności.

Otóż ów imperatyw kategoryczny, podstawowa zasada moralna jest adresowana do „osoby rozumnej”. Kant nic nie orzeka, ani o tym czy ludzkość (jako zbiór rozumnych indywiduów – co można mniej lub bardziej zasadnie przyjąć) jest moralna, ani też czy ludzkość – ma obowiązki. Z kategorycznego imperatywu, wynikają powinności konkretnej osoby ludzkiej – a nie ludzkości jako odrębnego bytu. Tak też rozumiem Immanuela Kanta, gdy powiada

Przez państwo zaś pojmuję systematyczne powiązania różnych rozumnych istot przez wspólne prawa […] Moralność polega więc na odnoszeniu się wszelkiego czynu do prawodawstwa, dzięki czemu jedynie jest możliwe państwo celów […] .Jeżeli maksymy jako powszechnie prawodawcze już z natury swej nie zgadzają się koniecznie z tą obiektywną zasadą istot rozumnych, to konieczność czynu według owej zasady nazywa się praktycznym przymusem, tj. obowiązkiem. Obowiązek nie ciąży w państwie celów na zwierzchniku, ale na każdym członku państwa, i to wszystkich w równej mierze[11] [podkreślenie –S.M-T].

Nigdzie zatem u Kanta nie znajdujemy pojęcia „solidarności społecznej”. A nawet gdybyśmy przyjęli, że jest tak zwana „solidarność społeczna” obowiązkiem, to z ostatniego przywołanego przeze mnie zdania wynika, iż obowiązek taki nie ciąży na zwierzchniku państwa (czyli mówiąc inaczej na instytucji państwa). Przeciwnie, obowiązek ów ciążyłby na każdym obywatelu z osobna i wszystkich w równej mierze – tak jak każde prawo. Ważniejszą jest jednak konkluzja, że to nie państwo ma być „społecznie sprawiedliwe”, to każda istota rozumna winna przyjąć, jako maksymę swego działania, obowiązki z tytułu „sprawiedliwości społecznej”. Cokolwiek by to miało znaczyć – a jedyne co znaczyć może w indywidualnym działaniu to bądź dobroczynność i miłosierdzie, co nie jest przedmiotem rozważań Kanta, albo „zasady tradycyjnej sprawiedliwości”, w tym zasada wzajemności – jako podstawa wzajemnych świadczeń między rozumnymi osobami. Tyle i tylko tyle.

Jest to zatem taki przypadek, w którym indywidualne powinności moralne osoby rozumnej nie przekształcają się w żaden sposób, ani w „moralność ludzkości”, ani też w „obowiązki ludzkości”. Nie jest prawdziwa implikacja, która uzasadniałaby twierdzenie, że: „jeżeli osoby rozumne są moralne (a bardziej prawidłowo – powinny być moralne), to moralność poszczególnych członków ludzkości tworzy taką metakategorię, jak „moralność ludzkości”. Jakkolwiek prawdą jest, że człowiek „sam w sobie” jest kategorią moralną – to nie wynika z tego prosta konsekwencja, że „ludzkość jest kategorią moralną”. I także dalej, jeśli z zasady moralnej – kategorycznego imperatywu – wynikają powinności osoby rozumnej, to z tego tytułu indywidualnej powinności nie wynika żaden „zbiorowy obowiązek ludzkości”, jako „zbiorowa powinność’. Na marginesie warto zauważyć, że między „zbiorową powinnością”, a „zbiorową odpowiedzialnością” – przebiega niezwykle cienka granica, o czym dalej. I to jest to wielkie niebezpieczeństwo, gdy konsekwencje przypisane do „małego kwantyfikatora” przenosi się na „wielki kwantyfikator”.

Być może – mimo wyrażonych przeze mnie wątpliwości – należy przyznać rację Leszkowi Kołakowskiemu, że „sprawiedliwość społeczna” jest kategorią moralną, to trudno jej uzasadnienia poszukiwać w „kantowskiej tradycji”. A jest to taki rodzaj sprawiedliwości, który – jak powiada sam Kołakowski – „gwałci tradycyjną zasadę sprawiedliwości”. Pozostaje zatem do rozstrzygnięcia pytanie, czy jeśli „tradycyjna zasada sprawiedliwości” jest zasadą moralną – jak sądzę tego, na gruncie tradycji kantowskiej, nie można poddać w wątpliwość – to czy jest również moralny jest taki szczególny przypadek „owej sprawiedliwości” zwany „sprawiedliwością społeczną”, który – z definicji – narusza, „gwałci tradycyjną zasadę moralną”? Trudno jest zatem, na mocy „praktycznego rozumu” uzasadnić moralne podstawy „sprawiedliwości społecznej”.

Leszek Kołakowski pisze, że „[…] nie ma żadnego prawa, mocą którego, im więcej równości, tym lepiej się żyje ludziom, zwłaszcza tym socjalnie upośledzonym. Gdyby równość była dobrem samoistnym i zwierzchnim, należałoby uznać, że trzeba ją popierać również wtedy, gdy wynikiem będzie pauperyzacja wszystkich, włączając najuboższych”. I tu jest pełna zgoda. Nieograniczona równość nie jest i nie może być żadną cechą konstytutywną „sprawiedliwości społecznej”, a prób jej społecznej aplikacji doświadczaliśmy przez blisko pół wieku, czego – jak słusznie autor podkreśla – efektem była „pauperyzacja wszystkich, włączając najuboższych I konsekwentnie Leszek Kołakowski zasadnie powiada, że sprawiedliwości społecznej” zdefiniować w kategoriach ekonomicznych nie ma sposobu”.

Jeżeli jest zatem tak, że równość nie jest cechą konstytutywną sprawiedliwości społecznej, jeżeli jest tak, że sprawiedliwość społeczna nie daje się zdefiniować w kategoriach ekonomicznych – to zasadna jest konkluzja Leszka Kołakowskiego który powiada, że „progresja, skoro już raz została wprowadzona, jest niesłychanie trudna do usunięcia […] gdyż nacisk społeczny, wynikający nie z racjonalnych rachub, lecz z zawiści („dlaczego tamci mają tak dużo, a ja mało?”) będzie zawsze silny”. Otóż okazuje się zatem, że jedynymi tytułami „podatku progresywnego” – ekonomicznego instrumentu wymuszającego tak zwaną „sprawiedliwość społeczną” – są „prawa nabyte” i czysta zawiść ludzka. I tu wracamy do „przypadku Kaina i Abla”.

Oba stwierdzenia zarówno dotyczące równości, jak również zawiści jako źródła podatku progresywnego stoi w zupełnej sprzeczności z dalszym opisem „sprawiedliwości społecznej” L. Kołakowskiego, gdy stwierdza, że „progresywna stopa podatkowa […] przyczynia się w sposób znaczący do polepszenia losu upośledzonych”. Czy tak jest rzeczywiście – tego należałoby dowieść, a nie wolno tego zakładać. Nie ma żadnego empirycznego dowodu na to, że progresywna stopa podatkowa przyczynia się do polepszenia losu upośledzonych. Trudno jest też uznać „prawa nabyte” i zawiść jako moralne źródła sprawiedliwości społecznej i jej ekonomicznego narzędzia – podatku progresywnego.

W tym momencie Leszek Kołakowski stawia nas w mało komfortowej sytuacji. A być może jest tak, iż to samo pojęcie „sprawiedliwości społecznej” stawia nas w szczególnym dyskomforcie. Ale też nikt nigdy nam nie obiecywał – że mamy się znajdować w sytuacji komfortowej.

Leszek Kołakowski odwołał się do zasady równości, przyjmijmy tę zasadę. Tym bardziej, że w pośród zasad demokratycznego społeczeństwa – równość jedną z jego cech podstawowych. W Rozdziale II – Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela” artykuł 32 Konstytucji Rzeczpospolitej Polski stanowi w ustępie 1, że „Wszyscy są równi wobec prawa. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”, a dalej ustęp 2 powiada „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny[12]. W przeciwieństwie do zasad moralnych Kanta, które odnosiły się do osoby indywidualnej (mały kwantyfikator), ustawa zasadnicza używa odmiennej formuły „wszyscy są równi wobec prawa…, nikt nie może być dyskryminowany… z jakiejkolwiek przyczyny”. Konstytucja nadając równe prawa wszystkim obywatelom musi odwoływać się do wielkiego kwantyfikatora. W tym samym Rozdziale II suweren – czyli naród – ustanowił obowiązki każdego obywatela i w artykule 84 stwierdza, że „Każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie.”[13]

Ale jeżeli tak jest, że „wszyscy jesteśmy równi wobec prawa”, oraz jeżeli państwo ma z mocy prawa nadane dwa monopole; monopol przemocy i monopol ściągania danin, to świadczenie podatkowe jest prawem obowiązującym każdego obywatela. Konstytucyjna równość wobec prawa wymaga, żeby wszyscy w równym stopniu uczestniczyli w daninach społecznych. Oznacza to, że najbardziej „sprawiedliwa społecznie” – spełniająca równocześnie warunki; „każdy jest równy wobec prawa”, „nikt nie może być dyskryminowany w życiu społecznym i gospodarczym” i „każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych”– jest formuła podatku liniowego. Przede wszystkim Konstytucja RP stanowi, że każdy jest zobowiązany do płacenia podatków – rolnicy również. Natomiast jest tak, że podatek progresywny już ze swej natury narusza podstawową zasady demokracji – „równości wszystkich obywateli wobec prawa” oraz wyróżnia grupy „dyskryminowane w życiu społecznym i gospodarczym”. Podatek progresywny wyodrębnia „nierówne grupy społeczne” i nierówne przypisuje im obowiązki podatkowe. Podatek progresywny – jest w pełnej sprzeczności z zasadami demokratycznego państwa prawa.

Podatek progresywny jest również w sprzeczności z „prawami Boskimi”, jeżeli za takie uznać Torę, w której Najwyższy w Księdze Kapłańskiej stanowi; „15. Nie czyńcie krzywdy w sądzie, nie uwzględniaj osoby biednego ani uszanuj osoby możnego; sprawiedliwie sądź bliźniego twego” i na końcu czytamy „ 30. Wszystkie też dziesięciny z ziemi, z wysiewu rolnego, z owocu drzew – do Wiekuistego należą” i „32. Także wszystkie dziesięciny z rogacizny i trzód […] poświęcone będzie Wiekuistemu”[14]. Z zapisów owych bezsprzecznie wynika, że „każdy jest równy wobec prawa” i „każdy musi płacić dziesiątą część swojego produktu”. Nakazana „prawem Boskim” dziesiąta część produktu przekazywana Wiekuistemu – toż jest to właśnie podatek liniowy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. Magog 30.09.2012
  2. PK 01.10.2012
  3. sikor 01.10.2012
  4. sikor 01.10.2012
  5. SAWA 01.10.2012