Gdy dzisiaj powraca się do napisanego – przez wybitnego filozofa – przed laty tekstu, to zwraca uwagę, że termin „sprawiedliwość społeczna” jest pojęciem pustym. Każde pojęcie, któremu chcemy nadać jakiekolwiek znaczenie w nauce, bądź też w rzetelnym, racjonalnym opisie życia codziennego, musi być terminem „definiowalnym”. Winno ono posiadać pewne określone desygnaty oraz pewne określone cechy konotujące owe desygnaty. Jest natomiast tak, że nikt nigdzie nie określił desygnatu „sprawiedliwości społecznej”. Idąc śladem myśli Leszka Kołakowskiego starałem się wyżej wykazać, że: (a) nie jest „sprawiedliwość społeczna” pojęciem moralnym wywodzącym się z tradycji Kantowskiej. I (b) nie jest również – jak słusznie powiada sam autor – pojęciem ekonomicznym. „Sprawiedliwość społeczna” (c) gwałci zasady tradycyjnej sprawiedliwości, a przede wszystkim (d) narusza podstawową zasadę demokratycznego społeczeństwa – równości wobec prawa.
„Sprawiedliwości społecznej” nie da się zatem uzasadnić, ani na gruncie nauk moralnych, ani na gruncie prawa, ani też na gruncie ekonomii. Jedyną podstawą, z której daje się wywieść „sprawiedliwość społeczna” – to prymitywna psychologia, psychologia zawiści – „dlaczego on ma tak wiele, a ja tak mało?”. I znów powracamy do Kaina i Abla. Zabijając brata swego Abla z zawiści – Kain wykreował pewien stan „praw nabytych” do prawa dysponowania przez tych, którzy mają mało – dorobkiem tych, którzy mają więcej. I ta właśnie zawiść i z niej wynikające „prawa nabyte” – stanowią jedyne „moralne źródło” tak zwanej „sprawiedliwości społecznej”.
Jest paradoksem historii, że to ludzie Oświecenia, humaniści i filozofowie stworzyli podwaliny pod realizację tak właśnie pojmowanej „sprawiedliwości społecznej”, biorącej swój początek od zbrodni bratobójstwa Kaina. Po raz pierwszy, gdy 14 lipca 1789 roku, po zburzeniu Bastylii, Wielka Rewolucja Francuska pod hasłami humanizmu „Wolności, Równości, Braterstwa” objęła swym krwawym terrorem całą Francję. A jak wiemy z historii tej rewolucji, hasło „równości” – a szczególnie jego realizacja z pomocą gilotyny, rzeczywiście zrównywała wszystkich, od głowy Ludwika XVI i Marii Antoniny, po głowy księży, chłopów i członków ich rodzin w Wandei i z innych obszarów Francji – ewidentnie naruszając dwa pozostałe człony i „wolności” i „braterstwa”. Toż właśnie w imię tak pojmowanej „sprawiedliwości społecznej” bolszewicy Lenina 7 listopada 1917 roku w Rosji – pod hasłem „grab zagrablionnyje” – krwawo rozprawiali się z tym wszystkimi, którzy inaczej od nich pojmowali „sprawiedliwość społeczną”. Zarówno Lenin, jak też Stalin, a po nich ich następcy – odwołując się do tradycji oświeceniowych i humanistycznych – posługując się terrorem i przemocą zaaplikowali nam wszystkim swoistą, a jakże realną „sprawiedliwość społeczną”.
Obie te rewolucje: francuska i rosyjska są świadectwem jak odwoływanie się do „rozumu ludzkości”, do „obowiązków ludzkości” staje się bezpośrednim tytułem egzekwowania „zbiorowej odpowiedzialności” od tych wszystkich, którzy zdaniem „oświeconych rewolucjonistów” nie wypełniają narzuconych im przez rewolucję wymagań.
Pozostaje mi odwołać się do tekstu „O sprawiedliwości” Kazimierza Ajdukiewicza, z 1939 roku, w którym odwołując się do „zasady równej miary” powiada on „Zaprzecza ona [zasada równej miary] temu, aby jakakolwiek określona grupa społeczna posiadała jakieś osobne uprawnienia z tego tytułu, że to ona właśnie, i twierdzi, że wszelkie wyróżniające ją uprawnienia zawdzięczać może każda grupa jedynie temu, że posiada pewną zaletę, którą mogłaby w zasadzie posiadać każda inna grupa. […] Zasada równej miary dostarcza nam metody, która w wielu wypadkach pozwala rozpoznać, że nie słusznie sądzimy jakoby nam się coś należało, czyli niesłusznie przyznajemy sobie pewne uprawnienia. Wystarczy mianowicie rozważyć, czy te uprawnienia, które sami sobie przyznajemy, bylibyśmy skłonni przyznać komukolwiek innemu[…][15]”. I – jak sądzę – ta formuła „zasady równej miary” w pełni wpisuje się w treść kategorycznego imperatywu moralnego Immanuela Kanta.
Wracając do „stanu zastanego” Kaina i Abla – do trwałej w dziejach ludzkości sytuacji, w której są biedni i bogaci – odwołam się do słynnego zdania Peryklesa, który nad mogiłami żołnierzy Aten powiadał „przyznanie się do ubóstwa nie przynosi nikomu ujmy, jednakże jest ujmą, jeśli ktoś nie stara się z niego wydobyć”[16].
I dlatego też odwołanie do starych rzymskich formuł: Ulpiana „suum cuique” – „każdemu, to co mu się należy” oraz zasady wzajemności „do ut des” – „daję byś dał w zamian” stwarza podstawy najbardziej sprawiedliwych zasad wszelkiej „tradycyjnej sprawiedliwości”. Można zaś zasadnie pytać skąd się bierze tak powszechna aprobata dla „sprawiedliwości społecznej”? Odpowiedź jest jedna z braku stosowania przez państwo i wymiar sprawiedliwości powszechnie uznawanych „zasad tradycyjnej sprawiedliwości” – i przestrzegania norm uczciwości i przyzwoitości; nie kłam, nie kradnij, nie pożądaj. Nie tak wiele.
***
PS. Leszek Kołakowski w rozmowie w „Rzeczpospolitej” – po dziesięciu latach od swojego poprzedniego tekstu – powiada
„Ale co to znaczy sprawiedliwość społeczna? Czym się różni od tego, co obejmuje łącznie państwo prawa, swobody obywatelskie, wolność słowa i różne instytucje państwa opiekuńczego, które mogą zapewnić ludziom minimum godziwego życia? […] Równość całkowita jest możliwa tylko za pomocą środków totalitarnych […] Równość pełna jest, więc hasłem wewnętrznie sprzecznym”.[17]\
- [1] Leszek Kołakowski, Po co nam pojęcie sprawiedliwości społecznej?” Gazeta Wyborcza, 6-8 maja 1995, s.8 i 9.
- [2] Ibidem,
- [3] Ibidem,
- [4] TORA Pięcioksiąg Mojżesza, Exodus XX, Tłumaczenie Izaak Cyklow, Kraków 1895, Wydawnictwo Austeria, Kraków 2006, s.91
- [5] John Rawls, Liberalizm polityczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, 1998, s.35.
- [6] Ibidem s. 122.
- [7] TORA Pięcioksiąg Mojżesza, Genesis IV, Tłumaczenie Izaak Cyklow, Kraków 1895, Wydawnictwo Austeria, Kraków 2006, s.91 Ibidem s. 19
- [8] Kant, Uzasadnienie metafizyki moralności, przełożył Mścisław Wartenberg Wydawnictwo ANTYK, Kęty 2001, s.38.
- [9] Ibidem, s.38
- [10] Ibidem, s 40 i 41
- [11] Kant, Uzasadnienie metafizyki moralności, przełożył Mścisław Wartenberg, Kęty 2001, Wydawnictwo ANTYK, s.50 i 51.
- [12] Konstytucja Rzeczpospolitej Polski, art. 32.
- [13] Konstytucja Rzeczpospolitej Polski, Rozdział II, art. 84
- [14] TORA Pięcioksiąg Mojżesza, Leviticus XXVII, Tłumaczenie Izaak Cyklow, Kraków 1895, Wydawnictwo Austeria, Kraków 2006, s.149 i 150
- [15] Kazimierz Ajdukiewicz O sprawiedliwości, Kultura i Wychowanie, 6, 1939 s.119
- [16] Tukidydes, Wojna peloponeska, Czytelnik, Warszawa 1957, s.107
- [17] Rozmowa Leszek Kołakowski „Przez odwróconą lornetkę”, Rzeczpospolita 24-25 września 2005, Plus Minus nr 38(662)


http://wyborcza.pl/1,75248,12577196,Zygmunt_Bauman__bramy_intymnosci_rozwarto_na_osciez.html
przeczytałem.. hmm.. prekariat, prekariusze, bardzo interesujący tekst, mądry, dający wiele do myślenia.
Matrix ma wiele postaci.
Dziękuje za link.
Powołując się na powyższe proponuje więc aby dokonać syntezy uzasadniając zasady organizacji wspólnoty identyfikowane z krytykowanym tu pojęciem tzw. w niej sprawiedliwości (lecz nie poprzez nie tą definiując..) empirią współczesnych społeczeństw. Tą zmierzoną jednak nie cokolwiek demagogicznym przywołaniem artykułu na egalitaryzm , lecz przecież możliwą do przewidzenia konsekwencją zaniechania wobec dynamiki procesów, które właśnie nam określają baumanowski prekariat.
Chcąc natomiast pozostać z takim kontekstem poza nawiasem poglądu społecznego odwołajmy się do zasad emergentności – procesy społeczne określające indywidualny byt daleko nie pozostają sumą tworzących je indywidualnych działań. Stąd tylko krok do uzasadnienia potrzeby zasad, które indywidualny byt chronią. Uzasadnienie znajdziemy choćby w pragmatyce efektywności rozwoju, a i już znajdujemy się właśnie przy wyprowadzeniu tzw. sprawiedliwości społecznej z zasad funkcjonowania społecznego, no i gdzie tu chciwość..
Tzw. tradycyjna sprawiedliwość, odwołując się do Kołakowskiego, to raczej pożądana przez niego obecność prawa naturalnego budowanego wokół godności jednostki. Wywodzić je można także konsekwencją kantowskiego Rozumu. Lecz tu już nie wydedukujemy żadnej, takiej bądź innej, konstytucji dla działań społecznych, a więc także i ich krytyki.
„sprawiedliwość społeczna Rawls’a ? Kazdy moze patrzec na sprawe pod swoim katem i tez miec jakas czaske racji. Moim zdaniem Kain za duzo myslal co bog mysli, wiec tracil czas, na czym cierpiala jego efektywnosc. Nikt nie pisze jak wygladaly relacje przy wymianie produktow miedzy bracmi. Watpie ze jeden jadl tylko mieso bez warzyw, a drugi odwrotnie.Jezeli nastepowala wymiana to Kain powinien lepiej cenic swoj czas pracy-wyprodukowanie ziemniaka kosztuje wiecej pracy niz wyhodowanie kozy.Kain powinien zadac tym samym wiecej za swoj trud pracy (wieksza koze czy kure) o tyle zeby moc podzielic sie z Bogiem.
Niestety na to nie wpadl bo: za duzo mylal co ktos myli (Bog), jadl malo miesa wiec nie mylal racjonalnie bo byl ciagle glodny;-), byl zawistny bo sobie nie radzil bo jadl malo miesa bo nie myslal.
Jezeli Bog rzeczywiscie cieszyl sie bardziej z darow Abla to tez on zagmatwal sytuacje faworyzujac go. Powinien sie cieszyc jednakowo, bo obydwoje sie starali i dawali co mieli. To bardzo wazne, ze obydwoje umieli dzielic sie z nim owocami swojej pracy.
Skoro Rawls uwaza, ze Kain wyeliminowal niedostosowana spolecznie jednostke, to zabojstwa naleza do tej sprawiedliwosci spolecznej akceptowanej przez niego?
Stad jestesmy w genach po Ablu zawistnymi zazdrosnymi mordercami? hmmmm.
Moim zdaniem powinno sie przytoczyc wiecej slow Kolakowskiego. Ten Mistrz juz chyba prawie wszystko wyjasnil, wytarczy tylko poczytac. Wielki dla niego SZACUNEK.
ps sorki za pisownie
Stad jestesmy w genach (sorki mialo byc po Kainie)niezaradnymi, zawistnymi, zazdrosnymi, mordercami?
Dla przeciętnego czytelnika czytanie takich filozoficznych traktatów jest trudne. Jednak przebrnęłam i jako laik w filozoficznych dysputach nie mogę się pozbyć wrażenia przewrotności tego tekstu. Ani nie przekonało mnie, że „tradycyjna sprawiedliwość” jest lepiej definiowalna od „sprawiedliwości społecznej”, ani też wcale nie jest takie proste sprowadzenie problemu do stosowania „tradycyjnej sprawiedliwości” , czyli „przestrzegania norm uczciwości i przyzwoitości; nie kłam, nie kradnij, nie pożądaj. Nie tak wiele.” – pisze autor. Oj chyba właśnie wiele!!! Prawo własności, prawa nabyte mają być naturalnie respektowane. A jeśli te prawa to owoce zatrutego drzewa. Co na to mówi „sprawiedliwość tradycyjna”? – Nie kradnij mu tych owoców. On nabył już do nich prawo. Czy w obecnym świecie prawo własności czegokolwiek jest niesplamione choćby w minimalnym stopniu trucizną z takiego drzewa? I to już nie chodzi o poszczególne jednostki – wykorzystywaną siłę roboczą, ale całe regiony po kolonialnym wyzysku.
A gdy się weźmie pod uwagę jeszcze uzasadnienia (np. podatku liniowego zamiast progresywnego) na podstawie zapisów Konstytucji o równości wobec prawa, to wybaczcie państwo filozofowie, można prowadzić takie teoretyczne dysputy, ale odrobinka szacunku dla logiki by się tu zdała. Bo ja już nie wiem w takim razie o jakich prawach ta Konstytucja mówi? – o stanowionym prawie w tym kraju, czy może o prawie Hammurabiego?
Ps. Dziękuję za link do ciekawej wypowiedzi Zygmunta Baumana.