Andrzej Lewandowski: TOUR – tourów5 min czytania

()

Tour_de_France2015-07-03.

ECHA WYDARZEŃ: Emocje sportowe teraz przyjeżdżają na rowerach. Były mistrzostwa krajowe. Ciekawe. Dla jednych – cel sam w sobie, najważniejszy w sezonie; dla części – w miarę ostra próba treningowa przed ważniejszym ściganiem. Tak już bywa, że nie każdy as w każdym wyścigu daje z siebie wszystko…

Jest dyskusja, że TVP sknociła przekazy, dając prymat pustemu gadaniu przed barwnym obrazem. Pewien dżentelmen z telewizyjnej władzy publicznie rzekł, że i tak powinniśmy być jego firmie wdzięczni. Bo mogła – albo tak, albo wcale… Funduszy brak, naród nie spieszy z abonamentem, więc… jest jak jest. Jakby – samiście sobie winni…

Ja bym takiego rzecznika pogonił, ale przecież TAM rządzą inni… I delegują do wypowiedzi. Przykro. Widać przyzwyczajeni do dyktatu, nie zauważają, że ten czas minął.

Kiedyś za sprawą kolarstwa (Wyścigu Pokoju) TVP rozwijała się technicznie. Kamery na motocyklu, helikopter, przekazy z pędzących aut. Gdy było bardzo zgrzebnie, a komórki z laptopami może się dopiero śniły – ludziom wyobraźnią. Tomaszewski, Tuszyński, Walter (z filmem), Biega, Cergowski, Weiss, Hopfer, Urbaś, Pawliczak; Szaranowicz i Szpakowski – ale obaj z tamtych czasów, nie dzisiejsi… A teraz, gdy technika kwitnie – albo namiastka przekazu, albo wcale? Nawet biust pannie Mani opada! Na szczęście są Jaroński z Wyrzykowskim (też kolarsko- wychowankowie „tamtych czasów”) i jest Eurosport już powszechnie dostępny. Rzecznik – sobie, telewizor – sobie…

Od soboty czas Tour de France. Tour – tourów, bo przecież wyścigów etapowych „dookoła” urodziło i utrwaliło kolarstwo wiele.

Włącznie z Tour de Pologne (teraz dyrektora Czesia Langa), ale… wedle stawu grobla. Nasz – fajny i coraz lepszy, lecz Tour de France to szansa nobilitacji na miarę mistrzostwa świata. Może nawet więcej, bo egzamin z klasy wyszkolenia i przygotowania wielodniowy…

Trzy tygodnie ataków oraz obron! I góry przeogromne, i samotna walka z czasem, i rywale „grający” drużynowo na sukces swego lidera. Trzymający nad nim opieką matczyną. Wyprowadzający w końcówce na pozycję do ataku, likwidujący wcześniej, „za niego” groźne akcje rywali; obowiązkowo zostający do pomocy, gdy się zdarzył defekt; albo kraksa… Trzeba zostać – zostaje, trzeba wspomóc bidonem – wspomoże, oddać rower – odda. Z założenia przedstartowego podporządkowując własne ambicje i aspiracje przodownikowi drużyny.

Z tradycji tej imprezy wzięło się przecież powiedzenia „woziwoda” – nie pejoratywne, lecz dobitnie określające strategię i taktykę. Dopiero, gdyby lider musiał się poddać – można pokazywać ile jesteś dziś wart…

Tak przecież było z naszym Rafałem Majką. Gdy Hiszpan Contador powiedział „pas”, Polak został „pierwszym góralem” imprezy, błyszcząc kapitalną jazdą…

Teraz mamy w stawce kilku rodaków. Rafał Majka, Michał Gołaś, Michał Kwiatkowski i Bartosz Huzarski. Każdy w ciut innej pozycji w swojej drużynie; pan Michał już mistrz świata, ale pan Rafał znów ma „jechać na Contadora”, czyli być podporządkowany żelaznej dyscyplinie taktycznej.

„Czekam na góry w Tour de France. Kibice będą ze mnie zadowoleni. Wiadomo, że nie będę mógł wygrywać etapów, ale będę z przodu z naszym liderem. Będę cały czas koło Contadora …”

O Kwiatkowskim:.”– Dla Michała wymarzony jest pierwszy tydzień. Wygrany etap? Koszulka lidera? Wszystko jest możliwe. Nasz mistrz świata wydaje się być przyczajony, a jego prawdziwą dyspozycję poznamy na pierwszym etapie – twierdzi Tomasz Jaroński.”

21 etapów, ponad 3300 kilometrów. Początek w holenderskim Utrechcie. Szybkie płaskie etapy; potem Alpy, Pireneje… Bruk, wąskie drogi, potworne podjazdy (w tym 21 – kilometrowy), karkołomne zjazdy…

”7 górskich odcinków i tylko jedna, krótka jazda indywidualna na czas. Tak w skrócie przedstawia się program 102 edycji „Wielkiej Pętli”. Meta, oczywiście w Paryżu, na Polach Elizejskich, Trzy tygodnie po starcie…

Od myślenia aż…”odwrotna strona” pobolewa; tyle dni na wąskim siodełku… Ach, ta wyobraźnia…

Tour – wprawdzie wciąż „de France” od wielu, wielu lat przyzwyczaja się do odwiedzin w innych państwach. Kolejka chętnych jest długa… Kiedyś, start odbył się nawet Berlinie, zwanym wówczas – z uwagi na polityczno-geograficzne uwarunkowania tamtych czasów – zachodnim. Pamiętam, jak „druga strona muru” zabiegała – skutecznie – by start Wyścigu Pokoju, „z kalendarza” planowany chyba w Warszawie, przenieść do Berlina. Miał wtedy Berlin dwa największe w świecie wyścigi wieloetapowe w jednym roku.

Będzie co oglądać i czym się emocjonować. Z nadzieją na kolejne „polskie wpisy” w kronikach Touru – tourów.

Dla informacji oraz jako materiał do indywidualnych przemyśleń dwie wklejki. Dodatkowa wiedza o realiach:

Primo: „Legia Warszawa to jedyny spośród polskich klubów rodzynek, który przekroczył przychód w wysokości 100 mln złotych rocznie. Drugi na liście najbogatszych polskich klubów Lech Poznań uzyskał 65 mln zł przychodu, a taki Everton, czyli dwudziesty klub w Europie wg. rankingu Deloitte, uzyskuje przychód w wysokości prawie 150 mln euro”.

To tak żebyśmy mocno stali na gruncie realiów, formułując oceny i aspiracje. Kto ma dużo – gra lepiej… I buduje sport nie gadaniem… I samymi westchnieniami do przeszłości.

Secundo: „W minionym sezonie ligi NHL w co najmniej jednym meczu wystąpiło 974 hokeistów. Aż 243 z nich urodziło się w Europie, co stanowi blisko 25 proc. Amerykanów na lodowisko wyjechało 237 (24,3 proc.) . Wciąż dominują Kanadyjczycy, których było 494 (50,7 proc.).

Od sześciu lat Europę najliczniej w NHL reprezentują Szwedzi. W rozgrywkach 2014/15 było ich 77. Kolejne miejsca zajmują Czesi – 39, Finowie i Rosjanie – po 35, Słowacy i Szwajcarzy – po 13, Niemcy – 10, Duńczycy – 8, Austriacy – 3, Białorusini, Francuzi i Łotysze – 2. Po jednym reprezentancie miały Chorwacja, Litwa, Norwegia oraz Słowenia. Polaka w NHL nie ma od dziewięciu lat. Najwięcej spotkań rozegrał Mariusz Czerkawski – 745. Zdobył w nich 215 goli i miał 220 asyst. Krzysztof Oliwa ma na koncie 410 występów (17+28) i Puchar Stanleya zdobyty z New Jersey Devils w 2000 roku.”

Tak to jest w dzisiejszym sporcie bez granic… Także za Wielką Wodą, gdzie przecież bogaciej. Nie tylko w naszych ligach i liżkach…

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.