Andrzej Lewandowski: SuperLECH4 min czytania

()

Lech2015-07-11.

ECHA WYDARZEŃ: Sportowe lato jak się patrzy!

  • Znów mamy lekkoatletyczne medale. Znów Paweł Fajdek miotnął młot dalej niż 80 metrów. Wygrał trzecią uniwersjadę – Boh trojcu lubit… A pan Paweł, to ma zdrowie i formę sportową…

  • Rozwija się młode pokolenie. Już mistrzów, a metrykalnie wciąż kandydatów na mistrzów. Kulomiot Bukowiecki, pisałem o nim wielokrotnie – bo zwycięża i bije rekordy w różnych kategoriach wiekowym. Liczę, że kiedyś, jako utrwalony senior zadomowi się za granicą 22 metrów. Takie jest wymaganie, by dziś być w ekstraklasie.

  • Sofia Ennaoui biega. Tata Marokańczyk, mama Polka. „Lipiany to niewielka miejscowość w powiecie pyrzyckim w południowej części woj. zachodniopomorskiego. W roku 2008 mieszkało tam 4159 osób. W mieście znajduje się remiza Ochotniczej Straży Pożarnej, komisariat policji, urząd pocztowy, dwa banki i piekarnia. Ważnym miejscem na mapie Lipian jest otwarta niedawno hala sportowo – rekreacyjna. To właśnie tutaj trenuje na co dzień Sofia Ennaoui, córka Polki i Marokańczyka, jedna z najlepszych młodych lekkoatletek w naszym kraju. Polska nadzieja na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio…”

    Co dodać do tej wizytówki? Chyba tylko odpowiedź młodziutkiej mistrzyni: „Biegam od kiedy… umiem chodzić”.

  • Rozdziału „lekka atletyka” ciąg dalszy: Wraca do wielkiej formy tyczkarz Paweł Wojciechowski, kiedyś po kontuzji miewał problemy – teraz znów się marzy skok 6 – metrowy. Ostatnio najpierw skoczył 5, 84, atakował bez powodzenia 5, 92, ale Diamentową Ligę i tak wygrał. Elita „sześciometrowców” była za nim. Obiecujące.

    Tomasz Majewski, pomału staje się weteranem, ale wciąż z ambicjami. Ostatnie zawody: „Podwójny mistrz olimpijski z Pekinu i Londynu pchnął kulę na odległość 20,64 m i zajął przy tym 7. miejsce. Wynik ten szczęśliwy jest jednak pod względem tego, iż gwarantuje Polakowi prawo startu na sierpniowych mistrzostwach świata w Pekinie. W zawodach zwyciężył Niemiec David Storl (22,20)”.

    Rezultat pana Tomka potwierdza wolę powrotu na szczyt (po operacjach i rehabilitacjach), wynik Niemca sygnalizuje, że punkt wielkiej szansy znów się przesunął. Niby granice jakieś są, ale czasem – jakby ich nie było…

  • Tour de France. Trochę nudno. Nawet błyskotliwi sprawozdawcy „Eurosportu” chwilami trochę gubią koncept. Peleton wciąż długo zgodny, bardzo ostre końcówki, (ale to przecież ledwie minuty); kraksy. Kraksy są jakby seryjne i wywołują już dyskusję – nie za wielu kolarzy w stawce; nie za tłoczno? Może zmienić limit przyjęć.

    Góry peleton porwą i rozrzedzą, ale, co było – było. Pewnie zmienią coś w regułach. Jak np. bardzo dawnymi czasy UCI zaniepokojona tendencją do ponad 200 – kilometrowych etapów dla ówczesnych niby amatorów – wprowadziła limit. I obowiązkowo jeszcze wyznaczała dni odpoczynku – na regenerację.

    A sportowo? Wciąż bardzo szybko, choć pewnie wolniej niż na początku. Ale na dobrą sprawę, co ważne – dopiero przyjdzie. Chcę mieć nadzieję, że także z polskimi akcentami. Południowi sąsiedzi już takowe zapisali, więc i na naszych czas. Aktywność „dla innych”, to jedno, opieka nad liderem grupy – też, ale …

    Nawiasem: Kiedyś zarzucano Wyścigowi Pokoju, że klasyfikacja drużyn (narodowych) zabija ochotę do wyczynów indywidualnych. Przepraszam, a czym w Tour jest strategia i taktyka gry na grupę, w której się jedzie? Nie to samo, ale czy zupełnie coś innego? Bo – solówki wciąż tylko w orkiestrze…

  • Panna Isia Radwańska nie przeszła w Wimbledonie przez półfinał, ale dobre wrażenie zrobiła i zostawiła. I bez sensu są medialne sensacje, że na finiszu porada z boksu mogła mieć znaczenie decydujące. Mnie się spodobało, że sama tenisistka nie skarżyła się na los oraz rady, mówiąc, że to wyłącznie ona decyduje na korcie; nikt za nią. A przegrała, bo piekielnie dynamiczna konkurentka była lepsza od brylantowej techniki tenisistki z Krakowa. I przestańmy szukać dziury w całym – półfinał to dużo, a gra toczy się dalej… Będą wygrane, będą porażki, byle proporcja była jak należy.
  • Na koniec coś, od czego dziś każda rubryka sportowa zaczyna. Piłka nożna. Czyli – poznański Lech ma Superpuchar. Jako mistrz ligi pokonał Legię (Puchar Polski). 3:1, a i 3:0 nie byłoby dla drużyny stołecznej krzywdą. Tak dobrze (agresywnie i z pomysłem) grał Lech, tak kiepsko Legia, najbogatszy klub piłkarski w Polsce.

    Stołeczny zespół nie tylko poniósł dotkliwą porażkę, ale też odebrał zasłużoną lekcję pokory. Po co było wcześniej publicznie lansować opinię: że nie Oni wygrali ligę, tylko Myśmy ją przegrali?! Teraz widać jak na dłoni – na boisku jednak wygrywają lepsi, nie bardziej wygadani. A z innymi ocenami – poczekam do weryfikacji klasy w rozgrywkach europejskich.

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.