ECHA WYDARZEŃ: Uznaję, że pan Jerzy Skucha zasługuje na miejsce na podium. Bo jest prezesem PZLA, a lekkoatleci i ławą idą po zaszczyty. Czytaj – po medale i rekordy. Jest ruch w interesie:
Młodzieżowe mistrzostwa Europy – 12 medali, w tym 4 złote.
Uniwersjada – suma taka sama – złota – trzy, w tym kolejny ponad 80-metrowy rzut Pawła Fajdka (jedyny w sezonie taki na świecie); na dobre zawojował rzutnię młotem.
Teraz są mistrzostwa Europy juniorów – już z medalami. Ewa Swoboda najszybszą sprinterką, Konrad Bukowiecki (ur. 17 marca 1997) – 22 m 62 cm w kuli (juniorskiej, 6-kilogramowej) = mistrzostwo kontynentu. Teraz czas na próbę „zawojowania” kuli seniorskiej – cięższej – 7,26 kg.
Do powyższych sum dochodzą jeszcze świetne wyniki z innych imprez (Włodarczyk, Wojciechowski, średniodystansowcy, i inni), a wszystko zaczyna się składać na tezę, że… w perspektywie olimpijskiej nie powinno być źle. Młodzi sportowo dorośleją, uznani mistrzowie wciąż są mistrzami. I nie dać brawka prezesowi?
Wiem – nie prezes rzuca, skacze i biega, ale ktoś przecież musi ten teatr urządzać. A w dzisiejszym sporcie nawet detale mają znaczenie. Jak np. – tu odskok do siatkówki –(właśnie znów podlega wielkim sprawdzianom) kwestia niby prościutkiej organizacji wyprawy. Gdy siatkarze ruszali w świat ukazał się kłopot. Kilkanaście godzin w samolocie, chłopy długaśne, a bilety w klasie dla takich z krótszymi nogami… Gdzieś wyczytałem, że zdarzało się nawet, iż tuzy siatkówki (mistrzowie świata) sięgali do własnych kieszeni (poza związkowym portfelem), by… dać odnóżom szansę. Po podróży przecież trzeba dobrze grać! A nie narzekać, że człowiek – zawodowiec zmordowany, bo wojażował z nogami pod brodą…
Wracam do lekkiej. Też będzie o nogach. Z licznych wypowiedzi po udanych startach długo będę pamiętał słowa dziewczyny z Lipian – Sofii Ennaou. Była druga w mistrzostwach Europy swej kategorii wieku. I co – nie chciała skakać z radości, choć sukces ogromny i życiówką wsparty. Bo… chciała wygrać, i o to walczyła. Twardo, do końca. Medal srebrny uznała za porażkę… „No, nie wyrobiłam ze swoimi malutkimi nóżkami …”
Filigranowa, a jak waleczna oraz ambitna. Ona jeszcze sobie, rywalkom i nam pokaże… Jestem pewien!
Tour de France. Czyli – Rafał Majka (n/z), Michał Kwiatkowski w towarzystwie („euro – sportowym”) Tomasza Jarońskiego z Krzysztofem Wyrzykowskim. Wiem, łatwiej gaworzyć sprawozdawczo niż na rowerze walczyć z czasem, przestrzenią i rywalami, luz recenzentów nijak się ma do wysiłku tuzów welocypedów. Nawet na kawkę da się wyskoczyć, a TAM trzeba kręcić nogami i kręcić.
Wyznam, że były godziny, kiedy trochę współczułem kolegom po zawodzie. Bo jak długo można się podniecać innymi a swoich przyjmować jako ludzi spętanych programami „stajni”, w roli pomocników liderów grup? Czuję, że wspólnie odetchnęliśmy z ulgą, gdy „plan taktyczny” najpierw pozwolił Rafałowi Majce wykonać przewspaniały atak zakończony zwycięstwem, a dzień później wywiódł też Michała Kwiatkowskiego na czoło stawki. W końcu –przegrał, ale atakował, wojował, nie asekurował. A kto nie atakuje – nie wygrywa, jak sam mówi… A że się nie obawia ryzyka – też chwała mu za to..
Dzięki tym dwóm akcjom Tour nabrał dla mnie barwy. I daje nadzieję, że to nie finał udziału rodzimego kolarstwa. A przy okazji – refleksje i komentarze przywołują mi w pamięci tezy z dawnych, też sławnych i nobilitujących Wyścigów Pokoju. Pamiętam, jak wtedy ukształtowała się teza, że w imprezie światowej rangi już zwycięstwo etapowe, bądź klasyfikacji górskiej itp. trzeba zapisywać jako sukces historyczny. Nie tylko godzien poklasku dnia.
Piłkę zostawię w spokoju. Wrócę, gdy się bardziej rozkręcą europejskie rozgrywki z udziałem naszych klubów. Z nowości – jeszcze tylko „echo” stadionowe. Narodowy ma patrona komercyjnego. Będzie w nazwie: „ PGE Narodowy”, do października 2020 roku. Podobno sponsoring za 40 milionów. Tyle ma mieć Narodowy, a ile, za co – i w jakiej formie – „energetyka”? Tego nie wiem oraz jako ignorant w kwestiach komercji głosu nie zabieram. Na chłopski rozum myślę tylko, że jeśli „Skoda” lansuje się w Tour de France, to jakoś łatwo domyślam się, na czym sąsiedzi robią biznes…
Andrzej Lewandowski


