Gdy pojawiliśmy się tu 43 lata temu, niektórzy przywódcy polonii amerykańskiej próbowali opowiadanie „polish jokes”, objąć kodeksem karnym. Nas one bawiły, bo nawiązywały do własnych odkryć cywilizacyjnych. Klasykiem był dowcip o siedmiu Polakach wkręcających żarówkę, z których jeden ją trzyma a reszta obraca domem, albo ten o rozmowie polskich pilotów w czasie lądowania: „zobacz jaki krótki jest ten pas”, mówi jeden, „tak, ale za to jaki szeroki”, zauważa drugi. Etniczność postaci tych żartów zmieniała się w zależności od potrzeby opowiadającego, ale jedno pozostawało: w nowym kraju różne rzeczy robi się inaczej.
Nawet dzisiaj, gdy nowoprzybyli mają już za sobą życie w Polsce zmodernizowanej, wciąż istnieje potrzeba zasięgania opinii miejscowych. Pisze do nas przyjaciółka:
Mam dwa pytania do Gagusi mojej, wszystkowiedzącej. Kupiliśmy krzesła i ławeczkę do ogrodu. Są z żelaza, czymś pomalowane na czarno, mam wrażenie, że po deszczu zaczną rdzewieć, bo jak się je zarysuje, to wychodzi kolor metaliczny. Czym je posmarować żeby zabezpieczyć przed rdzewieniem? Chciałam upiec w slowcookerze kawałek cielęciny, kupiłam taką już zawiniętą w sznurek. Obsypałam ja ziołami, czosnkiem itd. i chce tak pomarynować z dzień, dwa. W mięsie jest taki dziwny guziczek, a w środku od niego w głąb mięsa idzie bolec, co to może być? Jakiś jednorazowy termometr? Co z tym robić? Przyszło mi do głowy, że może jak wyjdzie, to znaczy, że mięso gotowe… Po marynowaniu zawsze obsmażałam na patelni, żeby pieczeń była potem soczysta i wkładałam do pieca i podlewałam co pewien czas. A teraz, jeśli do slowcookera, to co? Dodać trochę wody, ile? I po prostu niech się dzieje wola nieba? Jak długo?
Na co odpowiada jej moja żona:
Meble są posmarowane farbą żeby nie rdzewiały, chyba że się je pozostawi na zimę na zewnątrz, gdyby zaczęły po jakimś czasie rdzewieć, to pomaluj czarnym sprayem „no rust”. Do pieczenia cielęciny slowcooker się nie nadaje, bo może wyjść bez smaku i rozgotowana. Rozgrzej piekarnik do 450 F (200 C), posmaruj mięso masłem, posyp czosnkiem i ziołami, wsadź do wysmarowanej masłem formy, po włożeniu do piekarnika zredukuj temperaturę do 300F (150 C), piecz 30 minut na funt mięsa, albo tak długo aż wyskoczy czerwony termometr.
Od wielu już lat mówimy naszym Amerykanom, że „polish jokes” to relikt dawnych czasów, a Polska wkroczyła do rodziny narodów wolnych i nowoczesnych. Wczoraj jednak zjeżyły mi się resztki włosów, gdy na pasku w TVN24 przeczytałem: Polska przyjmuje 2,000 uchodźców, a rząd zastanawia się nad przepisami utrudniającymi nowoprzybyłym odprowadzanie ich zysków za granice.
Widzę już obraz w głowie jakiegoś rządowego mądrali: wylądowali Syryjczycy, a może nawet Afrykanie (jeszcze gorzej) i trzeba będzie im dawać zasiłki. Zamiast uczyć się polskiego i szukać pracy mężczyźni zaczną kraść i gwałcić Polki, kobiety, tak zwane „chuściary”, na nasz rachunek będą rodzić dzieci, a każde zaoszczędzone 100 złotych posłane będzie do Syrii albo do Afryki na pomoc rodzinom, które tylko czekają, żeby legalnie lub nie dostać się do Polski, bo będą mieli do kogo.
Przyjąć ich musimy, bo inaczej Europa będzie nas wyzywała od ksenofobów, ale przynajmniej niech cenne złotówki wzbogacają nasz kraj. Możemy zabronić bankom przyjmowania pieniędzy od ludzi pewnego wyglądu z notatka w dowodzie, że nie mogą pieniędzy trzymać w banku, ale co zrobić że złotówkami w listach, albo z polskim znajomym, który wpłaci je na własne konto i wyśle do Damaszku albo Trypolisu?
A gdyby w takiej głowie rządowej powstał inny obraz? Młodzi Syryjczycy i Libijczycy uczą się polskiego, szlifują angielski, dostają pracę, a na uniwersytetach pojawiają się piękne „chuściary”. (Nawiasem mówiąc w Londynie i Paryżu, chustki na głowę stały się tak modne, że prawdziwą „chuściarę” odróżnić trudno).
Kłopoty z wyobraźnią mają nawet odpytywacze w TVN24. W jednym z programów mój przyjaciel-filmowiec Sławek Grunberg opowiadał o Janie Karskim, o którym robi film i tak się wychylił: – Myślę, że 99% Polaków nie zdobyłoby się na odwagę Karskiego. Na to odpytywacz przestaje zajmować się Karskim i bierze te 99% w obronę: – A przecież wiadomo – prowokuje Grunberga, który pochodzenie ma wątpliwe – że rządy zachodnie, a nawet bogaci nowojorscy Żydzi (czy spotkał ich na wakacjach w NY?)- nie reagowali.
Grunberg potwierdził to uśmiechem, a przechodząc do dnia dzisiejszego powiedział, że po przykładzie Karskiego i tragicznym losie Polaków w czasie wojny, Polska powinna być pierwszym krajem wyciągającym rękę do uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu.
– Zgoda, powiedział odpytywacz, ale tu chodzi o dwie odmienne kultury, a tam chodziło o bogatych nowojorskich Żydów… – Mogę pana zapewnić, przerywa mu Grunberg, że rządowi amerykańskiemu i bogatym nowojorskim żydom kultura warszawskiego getta była również obca. Od tego czasu rozmowa przestała się kleić.
Czy rzeczywiście – zastanawiam się – trzeba jak Grunberg, ja czy Gurfinkiel, którzy sami byliśmy uchodźcami, spędzić pół życia poza Polską, żeby rozumieć dzisiejszy świat?
Coś mi się wydaje, że temat uchodźców w rozmowach z Amerykanami będę musiał przemilczać, żeby nie wracać do „polish jokes”, które dawno już mnie znudziły..
Marian Marzyński


