Marian Marzyński: Mały świat3 min czytania

()

marzynski 32015-08-02.

Lądujący na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie ma dwie możliwości dostania się do Jerozolimy: za 100 dolarów taksówką, lub za 20 dolarów szejrutem. Taksówkarze są w większości żydowskimi Izraelczykami, szejrut jest biznesem palestyńskim, dowożącym turystów do Ziemi Świętej i pod mur, za którym jest West Bank.

Czekanie na 10 pasażerów, bo tylu potrzeba, żeby szejrut ruszył, mnie zajęło godzinę, ale Turczynce z Istambułu, przy której siedzę, prawie dwie; za nami jest dwóch Chińczyków, jeden drugiemu bardzo głośno tłumaczy podstawy judaizmu, które studiuje w Hebrew University, inna para to amerykańscy Żydzi, którzy rok temu wyemigrowali do Izraela, obok nich brytyjski pastor, jego placówka na Ziemi Świętej jest tak odległa, że będzie musiał wziąć jeszcze dwa autobusy; za nim małżeństwo, udające się do osiedla żydowskiego pod Jerozolimą, a na przodzie hinduska para z małą dziewczynką. Turczynka opowiada mi o wojnie, jaką jej rząd wydal mniejszości kurdyjskiej, jednocześnie zakazując demonstracji przeciwko tej akcji; będzie wysiadała jako ostatnia, ja, jadący do hotelu we wschodniej Jerozolimie, tuż przed nią.

Jak długo zajmie nam ta podróż, zależeć będzie od tego, ilu pasażerów ile ukradnie nam czasu na zboczenia z szosy prowadzącej do Jerozolimy. Pierwsza odbije para jadąca do żydowskiego osiedla, wbitego w West Bank; pojawią się przed nami nowo zbudowane synagogi i kondominia z białego kamienia jerozolimskiego, od którego jak w czarno-białym filmie odbiją się garnitury i brody nabożnych Żydów; zanim ich wysadzimy, pół godziny pęknie.

Mamy już wjeżdżać do Jerozolimy, gdy szofer skręca z głównej drogi i wśród drzew cyprysowych pnie się w górę do coraz bogatszych, w zieleni ukrytych izraelskich domów; uliczki są coraz węższe, zatrzymujemy się przed jedna z takich willi, a przed nią właściciel czeka na Hindusów. Układa mi się teraz w głowie, że była to jedna z tych rodzin azjatyckich, którym rząd izraelski udziela specjalnych wiz na wieloletnie zajmowanie się zamożnymi Izraelczykami, aby w ten sposób nie płacić za pielęgnowanie ich w domach starców. Ci zarobkowi emigranci mogą przyjeżdżać w parach (on do transportu i zajmowania się ogrodem), dziecko mogą posłać do szkoły.

Gdy przychodzi czas na mnie dowiaduje się, że Turczynka wysiądzie przed check-pointem do West Bank, będzie na nią czekał brytyjski przyjaciel, który przyleciał na budowę zdemolowanego za brak permitu od władz okupacyjnych palestyńskiego domu. To właśnie tam jutro rano, Nayev, mój palestyński operator i ja będziemy kręcić sekwencję do filmu Next Year in Jerusalem, z którego miałem kiedyś zrezygnować, ale ostatnio się odrodził. „Male światy” bywają różne, ale ten jest rzeczywiście mikroskopijny.

Marian Marzyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. W. Bujak 02.08.2015