Marian Marzyński: Wolne wybory 2015

marzynski 32015-08-09.

25 lat temu tygodnik „Solidarność” wydrukował rozmowę ze mną pod tytułem: „Czy Mister Marzyński zrobi nam pierwsze wolne wybory?”. O wolnych wyborach nic się wtedy w Polsce nie wiedziało, ale było się pewnym, że czegoś takiego nie ma. Gdy na zorganizowanej przez amerykański Instytut Demokratyczny konferencji polskich sztabowców wyborczych były szef kampanii Eda Kennedy’ego na pytanie „jak wygrać wybory?” odpowiedział, że należy kandydata tak długo w sztabie maglować, aż wszystko o czym ma zamiar mówić będzie brzmiało logicznie i mądrze, rękę podniósł jeden ze sztabowców: „To co pan mówi, to my jak gdybyśmy już wiedzieli, nas interesują tricki, jak się kupuje wyborców”?

125 000 dolarów w sprzęcie i honorariach, które udało mi się zdobyć w Departamencie Stanu na projekt szkolenia niezależnych dziennikarzy pod nazwa „Telewizja wyborców” od początku budziło podejrzenie: nikt nie wierzył, że żaden z tych dolarów nie trafia do mnie, że robię to z wdzięczności wobec koszmarnej telewizji PRL, w której jednak nauczyłem się zawodu. Byli moi koledzy nie rozumieli dlaczego to nie im a dziennikarzom, którzy nie skończyli 25 lat życia, przypadną te honoraria. (W 22-osobowej ekipie, która zaczęliśmy szkolić, byli Tomasz Lis i Monika Olejnik, ale wytrzymali tylko kilka dni, już wtedy zapatrzeni w gwiazdy).

Od pierwszej rozmowy z prezesem TVP Marianem Terleckim, entuzjastą tego projektu, na który uzyskać miał aprobatę prezydenta Wałęsy, czuło się, że z “Telewizją wyborców” będzie krucho. Prowadziliśmy jednak zajęcia zakończone programem reportaży/ wywiadów z kandydatami i formatem transmisji wyborczej. Na kilka miesięcy przed wyborami senator Romaszewski, działacz „Solidarności”, który przez ambasadę odbierał kiedyś koperty z zapomogami amerykańskich związków zawodowych, powiedział na posiedzeniu Senatu: – Podobno w kopertach z ambasady amerykańskiej przychodzą do telewizji gotowe scenariusze programów wyborczych.

I tak przestałem „robić” Polakom wolne wybory.

Ćwierć wieku później producent z 50- letnim doświadczeniem telewizyjnym w Polsce, Danii, Szwecji, Francji i USA, Mister Marzyński ogląda w swoim domu w Bostonie, republikańską debatę wyborcza, pisze o tym blog „Amerykanie wybierają prezydenta”, idzie spać, a rano, w wannie, dochodzi do wniosku, że „Telewizja Wyborców 2015” jest dziś do zrobienia bez jego udziału i bez amerykańskich pieniędzy. Wystarczy skopiować format FOX polegający na tym, że bez ograniczeń czasowych, bez podziału na strefy tematyczne, bez wzajemnych ripost zamieniających debatę w farsę, kandydaci odpowiadają na „uszyte na miarę” dla każdego z nich, ostro prowokacyjne pytania, co utrudnia manipulowanie dziennikarzami i zmusza do konkretów.

Debatę otwierającą sezon wyborczy organizują trzy stacje: TVP, TVN i POLSAT pod okiem niezależnego producenta; odbywa się ona poza studiem, w sali z publicznością; pula pytań rodzi się w zespole złożonym z dziennikarzy tych 3 stacji, po jednym z każdej – tak, aby na końcu tego procesu każdy z nich miał do zadania tę samą liczbę pytań, kandydaci mieli po tyle samo odpowiedzi, a czasy przeznaczone kandydatom – zrównały się. Po debacie każda że stacji oddzielnie ja komentuje i ocenia. Moja alfabetyczna obsada polityków: Kopacz, Kukiz, Mikke, Miller, Palikot, Petru (jeżeli się utrzyma), Piechociński, Szydło.

Po debacie wyborczej amerykańskich republikanów dziennikarz pyta grupę wyborców, ilu z nich miało przed debatą pozytywną opinię o jednym z kandydatów: podnoszą się prawie wszystkie ręce; a ilu miało taka opinie po jej zakończeniu? Podnoszą się zaledwie trzy. W ten sposób rodzą się myślący wyborcy i myślące media.

Obawiam się jednak, że z polskich debat telewizyjnych dalej będziemy pamiętać nowe meble w studiach i ubiory prezenterek, nowe tricki wizualne i nowe efekty świetlne. Wybierać dalej będzie się na oko, a nazajutrz budzić się z dudą pod kołdrą.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. W. Bujak 2015-08-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com