Marian Marzyński: Do you speak Chopin?3 min czytania

()

marzynski 32015-08-12.

Komu jest dziś potrzebny Chopin? Z pewnością Prezydentowi RP, Prezesowi Rady Ministrów, Ministrowi Spraw Zagranicznych i Ministrowi Kultury, którzy w ostatnim dziesięcioleciu zainwestowali poważne miliony w Polskę Chopina. Małym inwestorem bylem także ja, któremu Chopin potrzebny jest wyłącznie do słuchania; w czasie konkursu chopinowskiego 2005, nakręciłem krótki film Serce Chopina. Obejrzało go pól miliona Amerykanów, a w Internecie ma już ponad ćwierć miliona odsłon. Wydając pieniądze na ten film, amerykańska seria telewizji publicznej „Frontline”, nie miała pojęcia do czego się zabiera, bo chociaż motywy chopinowskie od lat przeciekały do kompozycji muzycznych filmów fabularnych, słowo Chopin znane jest tu tylko garstce miłośników muzyki klasycznej.

Po zachwyceniu się Sercem Chopina młody dziennikarz w Chicago, który z muzyką nie miał wiele wspólnego, postarał się o prace w WTMT, największej amerykańskiej stacji muzyki klasycznej, po latach został jej dyrektorem programowym, po czym zadzwonił do mnie i podziękował mi za film, który ukształtował jego karierę zawodową, pytając czy nie chciałbym być jednym ze sprawozdawców jego ekipy radiowej, która w październiku tego roku będzie konkurs chopinowski nadawała na żywo z Filharmonii Narodowej w Warszawie. Chciałbym.

A gdyby z tego mojego amerykańskiego debiutu radiowego (w wieku lat 19 miałem swój polski debiut w Polskim Radiu na Myśliwieckiej) – zrobić dokument filmowy i nazwać go Do you speak Chopin? Byłoby to kolejne odkrycie 19-wiecznego geniusza muzycznego, którego smutek, nostalgia, wzruszenie, a czasem nawet radość (chociaż Fryderyk wesołym kompozytorem, jak Mozart, nie był) – ukształtowało emocjonalnie pokolenia Polaków Motyw Chopina był przez ponad pół wieku sygnałem Polskiego Radia.

Ale skąd wziąć pieniądze na coś co w epoce fejsbuka zamieniło się w key word? Co skłoni młodego Amerykanina, który kliknie w Serce Chopina, żeby pozostał tam całe piętnaście minut i dowiedział się więcej o muzyce nie z jego ajpoda rodem, która tak łatwo wpada w ucho? A może nawet o kraju, który tego swojego największego pół-Polaka, lansuje z taką energią? Paulina Kapuścińska, konsul generalny RP w Chicago była pierwszą, której opowiedziałem o tym pomyśle. Gdyby nie to, że termin składania wniosków o dofinansowanie na popieranie polskiej kultury właśnie upłynął, popchnęłaby do MSZ moja prośbę o 10 000 dolarów; czy nie można by za rok?

Nie, bo następny konkurs chopinowski jest za pięć lat.

Drugim rozmówcą był prezes WTTW, stacji telewizji publicznej w Chicago, największej w kraju. – Znam wszystkie twoje filmy w PBS, to zaszczyt, ze się do nas zwróciłeś, mamy olbrzymią polską widownię telewizyjną, byłoby to dla nas znakomite; nie mamy ani grosza na własne produkcje, ale jak ci się uda to zrobić, nadamy w czasie dużej oglądalności.

W środku amerykańskiego boomu ekonomicznego w mieście, które każdego dnia przerabia miliardy dolarów, nie znalazło się 10 000 dolarów na film, którego temat trafił już do publiczności.

Zapnijmy pasy i czekajmy na crash: użytkownicy fejsbuka doskonale dadzą sobie radę bez literatury, muzyki i sztuki poprzednich wieków; liczy się to, co gra się dziś..

Film zrobię z pieniędzy własnych i żony. Będę o nim pisał w SO – w październiku

Marian Marzyński

lifeonmarz.com

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Magog 13.08.2015