Marian Marzyński: Nie drzemać3 min czytania

()

marzynski 32015-08-26.

Jako niepoprawny uzdrawiacz ludzkości podzielę się z nią dzisiaj swoimi odkryciami w dziedzinie bezsenności. Doktor White z Centrum Snu szpitala uniwersyteckiego Harvardu nazwał mnie insomniakiem psychologicznym, który tym się różni od insomniakow anatomiczno-neurologicznych, że o swojej bezsenności zdecydował sam i gdyby chciał, sam mógłby ją zlikwidować.

Przy wzrastającym tempie egzystencji człowieka niepotrafiącego utemperować swego romansu z komputerem, leczenie bezsenności snu stało się nową specjalizacją medyczną, do której należą neurolodzy, ale przyłączają się też interniści. Po spędzeniu nocy w szpitalnym laboratorium snu, z głową w zwojach przewodów elektronicznych podłączonych do komputera, bezsenny wychodzi z diagnozą prowadzącą albo do leczenia farmakologicznego z zamiarem czegoś tam w mózgu narozrabiania, albo z mniejszym lub większym aparatem kosmonauty pompującym do gardła powietrze, żeby coś tam trzymać otwarte, a w przypadkach krańcowych – w czasie snu nie umrzeć.

Moj przypadek związany jest z sytuacją rodzinną. Mam żonę, która część swego życia przesypia w czasie gdy ja jestem czymś zajęty, inną jego część spędza pracowicie – gdy ja śpię; Grażyna znika z lóżka przed szóstą rano, a po ostatnim posiłku o szóstej wieczorem, jej dwunastogodzinna szychta zaczyna się wyciszać na kanapie, w formie telewizji połączonej z drzemaniem, prowadzącym ja do lóżka – około północy. Daje jej to 6 godzin snu, co według doktora White, w jej wieku wystarcza. – Zejdź że mnie, powiedziałaby w tym momencie Grażyna…

Ja, po krótkiej telewizji „panie pośle”, jak się u nas nazywa TVN24, na ogół w środku „Mai w ogrodzie”, gdy ktoś zbyt długo piłuje pieniek, zasypiam w łóżku o 10:00 wieczorem, żeby obudzić się o północy, a po spotkaniu na schodach Grażyny idącej spać – zejść do studia i zacząć pisać. Około trzeciej nad ranem mam już tyle napisane (dzieje się to w tym momencie), że mogę przystąpić do następnego snu, który trwa do piątej rano, po czym otwieram „pana posła”, żeby o szóstej znów przespać dwie godziny. O ósmej wracam do pisania, ale sen zmaga mnie przed klawiaturą, więc wędruję do pustego lóżka na najlepsze godziny mojego snu: 9-11 rano, po których zaczyna się mój dzień pracy, przerwany godzinną drzemką miedzy czwartą a piątą po południu.

Słucha tego wszystkiego doktor White i podliczając godziny mojego snu (wychodzi mu 6 plus drzemka; ale nie wie, że czasem są dwie takie drzemki) – tak mówi: do łóżka masz iść o dziesiątej wieczorem, ale opuścić go masz prawo dopiero o szóstej rano, żadnej pracy w nocy, żadnej drzemki w ciągu dnia. Na początku będzie ciężko, potem się przyzwyczaisz. Masz tu tabletkę na noc, może ci pomoc, ale jak nie przestaniesz drzemać w ciągu dnia nic się nie zmieni i żadne testy ci nie pomogą, bo decyzja o bezsenności powstała w twojej głowie, a głowy są uparte…

Marian Marzyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.