To, co pan Duda wyprawia ze swoim urzędem prezydenckim, przypomina mi 13-letniego mnie. Nasza klasa była na niskim parterze. Zmęczony zanudzaniem nas przez jakiegoś nauczyciela, co jakiś czas, ja lider, wyprowadzałem klasę na wagary: stając na parapecie okna, dawałem znak, a po zeskoczeniu na trawę, wyskakiwała ze mną reszta klasy. Wagarowicz Duda, dzień po dniu , z nienawiści do PO, skacze z parapetu, ciągnąc za sobą swoja klasę polityczną, całą tą zgłodniałą władzy zgraję. Wśród nich pewnie wielu wartościowych ludzi, którzy postawili na niewłaściwa kaczkę…
Będąc filmowcem nauczyłem się interpretować słowa i akcenty na nich kładzione, każdą strukturę zdania, której towarzyszy ruch ciała (body language) i grymas twarzy; patrząc na ekran TVN24, czuje się jak casting agent. Oczywiście: słucham co mówią, a również oceniam ich uczesania, bluzki i spódnice, garnitury, a nawet obuwie, bo politycy polscy poza swymi lepszym lub gorszymi myślami, obnoszą również osiągniecia polskiej konfekcji, tej części kapitalistycznej demokracji, która rozwija się bez przeszkód.
Kobieta o nazwisku Szydło wydaje się ostatnio spędzać czas w salonie kosmetycznym, mając na podglądzie lekarkę Kopacz, która swoja żywiołowością i autentyzmem niedbałego ubierania się dawno już ją zdystansowała. Fascynuje mnie to, że podczas gdy jej partia ma podobno tonąć – liderka PO z tygodnia na tydzień, „robi coraz więcej sensu”, jakby to zabrzmiało po przetłumaczeniu z angielskiego.
Z komicznym prezydentem-agitatorem i przemalowaną kandydatką na premierkę PiS jeszcze nie wie, że buduje sobie małego “Titanica”. Orkiestra wciąż gra, ale woda zaczyna już powoli przeciekać do kadłuba. Co za bzdury! – powie jakiś polityczny analityk – z ich wzrastającymi słupkami?
Tak, bo ta woda chluśnie dopiero wtedy, gdy miliony wyborców, którzy, (jak ja w USA), nigdy dotychczas nie głosowali – 25 października (będę wtedy w Krakowie) – ogarnie strach, że szydło wyszło z worka.
Powstanie skomplikowany rząd koalicyjny, kierujący Polskę lekko na lewo, ale na pewno nie jarosławski.
Marian Marzyński



A Jarosław na Putywlu… Gdzie to jest?