Marcin Makowiecki: Raport gęgaczy (2)

EPSON DSC picture

2015-10-02.

Raport gęgaczy – o kłamstwach, manipulacjach i prawdziwych zamiarach środowiska PiS

Liczący ok. 180 stron raport, zawierający analizę słów, czynów i dokumentów w/w środowiska, ukaże się drukiem i w Internecie za kilka, najdalej za kilkanaście dni. Wcześniej będziemy zamieszczać w Studiu Opinii, ku zachęcie czytelników, niektóre wybrane fragmenty. Raport demaskuje liczne kłamstwa, intrygi oraz ujawnia, na podstawie dokumentów, prawdziwy program tego środowiska, jakże inny od publicznie głoszonego w kampanii wyborczej.

Autorzy raportu (w porządku alfabetycznym): Waldemar Kuczyński, Krzysztof Łoziński, Marcin Makowiecki, Piotr Rachtan przy współpracy Antoniego Miklaszewskiego, Sławomira Popowskiego i Pawła Wimmera. W redakcji pomagała Agata Czarnacka.

Okładkę (jeszcze – pokażemy ją za parę dni) rysuje Andrzej Barecki.

Wydawnictwo – nakładem własnym.

Dziś fragment drugi – o rolnictwie.

Czytaj także: Piotr Rachtan: Raport gęgaczy

______________________________________________________

Wieś i rolnictwo (według Beaty Szydło)

Prawo i Sprawiedliwość musi usilnie zabiegać o głosy mieszkańców wsi. W wyborach

prezydenckich właśnie na wsi, niespodziewanie, zdobyło przewagę (może z powodu słabości kandydata PSL?), i to także zadecydowało o sukcesie Andrzeja Dudy.

Prezes Kaczyński pamięta też na pewno lekcję, którą odebrał w czasie ostatnich wyborów samorządowych, kiedy duża część mieszkańców wsi poparła PSL (choć, jak twierdzi prezes PiS, „te wybory zostały sfałszowane”). Taka sytuacja może się powtórzyć i PiS robi wszystko, aby do tego nie dopuścić. Dlatego tak często w mediach widzimy kandydatkę na premiera Beatę Szydło „buszującą w zbożu” w towarzystwie czołowych aktywistów i ekspertów partii, np. sędziego Janusza Wojciechowskiego czy Marka Suskiego, zmagających się z kosami. Można ją było też zobaczyć w innych miejscach: w oborze lub na lokalnym pikniku.

Na spotkaniu z mieszkańcami wsi Odrzywół na Mazowszu 18 lipca Szydło mówiła o kryzysie w rolnictwie, biedzie na wsi i o projektach naprawy, gdy PiS wreszcie wygra wybory.

Jednym z ważniejszych punktów tej wyborczej agitacji jest krytyka Unii Europejskiej oraz wspólnej polityki rolnej (WPR). PiS nie chce rezygnować z unijnych dotacji, ale z wielką nieufnością podchodzi do polityki Wspólnoty. Według relacji PAP, Szydło mówiła w Odrzywole, że “przyszły rząd PiS zniweluje zróżnicowanie na polskiej wsi i doprowadzi do tego, że polscy rolnicy będą otrzymywać dopłaty w takiej samej wysokości jak rolnicy w innych krajach UE. Polski rolnik – mówiła – za swoją pracę będzie otrzymywać godne wynagrodzenie, nie będzie oszukiwany, nie będzie wyzyskiwany, tylko będzie mógł i będzie w stanie utrzymać się ze swojej pracy na roli.”

Państwo według Beaty Szydło „powinno stanąć po stronie polskich rolników, polskiej wsi i bronić, również na arenie międzynarodowej (…) naszych interesów.

Nie wolno nam oddawać pola innym, którzy narzucają takie standardy i takie rozwiązania, które są w interesie ich narodowych gospodarek. Nie łudźmy się, przecież w UE każdy walczy o swoje”.

Z przykrością odbieram takie opinie. Trzeba chyba zapytać, czy kandydatka na premiera dobrze zrozumiała, czym jest Wspólnota Europejska i po co powstała? W 2004 r. w referendum duża część rolników i mieszkańców wsi, zwłaszcza z biedniejszych rejonów wschodnich i południowych, głosowała przeciw wejściu do UE.

Uwierzyli w głoszone wtedy hasła: „Zaleje nas żywność z Unii”, „Obcy wykupią polską ziemię”. Nic takiego się nie stało. Dla polskiej wsi i producentów wejście do UE w 2004 r. okazało się nie tylko szansą na uzyskanie pomocy finansowej, ale przede wszystkim otwarciem na świat, na dorobek współczesnej cywilizacji i możliwością włączenia się w europejski system społeczno-gospodarczy. Dziś przytłaczająca większość na wsi (ok. 85 proc.) jest zadowolona i widzi korzyści z przynależności do Unii i nie czuje się „wyzyskiwana” i „oszukiwana”, jak twierdzi Beata Szydło.

Trzeba również zdementować ciągle powtarzane kłamstwa o dopłatach bezpośrednich.

Wydano na nie 55 procent wszystkich funduszy z unijnych programów przeznaczonych dla rolnictwa, których ogólna suma w latach 2002-2013, wyniosła 171 mld zł (wliczając w to pomoc otrzymaną jeszcze przed akcesją). Z dopłat bezpośrednich, niezależnych od produkcji, co roku korzystało i nadal korzysta około 1,36 mln gospodarstw (tj. 92% gospodarstw o powierzchni powyżej 1 ha).

Co najważniejsze – o czym, zdaje się, nie wiedzą politycy PiS – wyrażona w euro płatność dla polskich rolników wzrastała w latach 2004-2013, zgodnie z traktatem akcesyjnym, z poziomu 25% do 100% średniej stawki w krajach UE-15. Od początku polscy rolnicy otrzymywali dodatkowo 30 procentową dopłatę z budżetu krajowego. W 2010 r. stawka płatności w Polsce została zrównana ze średnią UE-15. Różnice w poszczególnych latach wynikały z wahań kursu euro. W 2011 r., gdy 1 euro kosztowało 4,40 zł, średnia dopłata na jedno gospodarstwo przekraczała 9000 zł. Gdy kurs euro zmieniał się, wysokość dopłat także. Ponieważ PiS nie chce przystąpienia Polski do strefy euro, musi brać pod uwagę ryzyko kursowe i zmienną wysokość dopłat.

Dodajmy jeszcze, że subwencje unijne, jak wynika z badań ekonomicznych, miały znaczny wpływ na sytuację gospodarstw rolnych: ich udział w dochodach w 2011 r. wynosił około 50 procent.

Warto więc pamiętać i doceniać, co rolnictwu i gospodarce żywnościowej dała przynależność do Unii. A także nie zapominać w kampanii wyborczej, że znów będziemy korzystać z unijnej wspólnej polityki rolnej. W latach 2014-2020 mamy otrzymać ponad 32,1 mld euro. Będzie to ostatni tak wielki program pomocy. Dobrze więc byłoby, aby została ona jak najlepiej wykorzystana.

Nie można także przejść do porządku dziennego nad tym, że zarzuty pod adresem Unii Europejskiej są nie tylko fałszywe i niesprawiedliwe, ale wręcz szkodliwe, naruszają polską rację stanu. Korzyści z obecności w UE czerpie cała gospodarka żywnościowa, a nie tylko gospodarstwa rolne. Największym sukcesem ostatnich lat jest rozbudowa i modernizacja przemysłu spożywczego i rozwój eksportu. Najlepiej spośród nowych krajów UE wykorzystaliśmy szansę jaką było otwarcie wielkiego europejskiego rynku.

Efekty? W 2014 r. eksport produktów rolno-spożywczych miał wartość 21,35 mld euro, a import – 14,79 mld euro. Od 10 lat mamy dodatnie (i wzrastające) saldo obrotów tymi towarami z zagranicą. Mimo rosyjskiego embarga polscy eksporterzy potrafili znaleźć inne rynki zbytu.

Ponad 35% wyrobów naszego przemysłu spożywczego jedzie w świat. Przede wszystkim (w 80%) do krajów UE. Prognozy na ten rok były także optymistyczne. Nie wiadomo jednak w jakim stopniu zaszkodzi nam klęska suszy. Dla propagandy PiS te sprawy nie są interesujące, bo sukces – niewątpliwy – nie pasuje do czarnego scenariusza. Jak wynika z opublikowanej relacji z pobytu Beaty Szydło w Odrzywole, uważa ona, że dochody rolników spadają (według PiS, o 14% od 2012 r.) i przez to trudno się utrzymać rodzinom z małych gospodarstw.

To prawda, że dochody gospodarstw rolnych spadały. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w ubiegłym roku – o 5,6 proc. w porównaniu z 2013 r. To niemało, ale Polska nie była wyjątkiem w Europie. Ekonomiści wiedzą, że ceny produktów i dochody gospodarstw rolnych nie są stałe, bo zależą od wielu czynników: od koniunktury na rynkach światowych, wielkości produkcji, urodzaju, zapasów oraz od tzw. nożyc cen produktów rolnych i środków produkcji nabywanych przez rolników. W ostatnich 3 latach relacje te były dla rolnictwa niekorzystne.

Sytuację komplikuje dodatkowo nasza struktura agrarna. Dlatego trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy mamy liczyć dochody wszystkich gospodarstw, które występują co roku o unijne dopłaty bezpośrednie (około 1,36 mln), czy tych (ok. 700 tys.), które mają jakikolwiek kontakt z rynkiem, czy tych najlepszych (ok. 300 tys.), od których zależy nasze wyżywienie i eksport?

O sytuacji ekonomicznej mieszkańców wsi możemy dowiedzieć się więcej z publikacji GUS, które podają skąd pochodzą dochody gospodarstw domowych na wsi. Miesięcznie, w przeliczeniu na osobę miały w ostatnich latach największy udział dochody z pracy najemnej, na drugim miejscu były emerytury i renty, a dopiero na trzecim dochody z pracy w gospodarstwie rolnym. Charakterystyczną tendencją w tej strukturze jest malejący udział pracy w gospodarstwach rolnych w ogólnych dochodach mieszkańców wsi. Wchodzą oni coraz aktywniej na inne obszary rynku pracy.

Według danych GUS (z 2013 r.) miesięczne dochody w przeliczeniu na osobę w gospodarstwie domowym na wsi wzrosły w latach 2000-2011 dwukrotnie (z 483 zł do 975 zł), a więc rosły w tempie porównywalnym do wzrostu dochodów ludności miejskiej. Mimo to utrzymuje się duża różnica. W miastach dochód na osobę w tym samym czasie wzrósł do 1384 zł. Trzeba jednak te różnice oceniać sprawiedliwie, pamiętając, jaka była sytuacja na wsi w pierwszym okresie transformacji ustrojowej.

Pod koniec lat 90. dochody rolników, w przeliczeniu na 1 zatrudnionego w porównaniu z przeciętnym dochodem w gospodarce, szacowano na poziomie 38-40%. Najpoważniejszym problemem w tamtym okresie, zwłaszcza na wsi, był brak pracy. Na wieś wracali zwalniani pracownicy upadających zakładów przemysłowych.

Na terenach wiejskich żyło wówczas ponad 40% (ok. 1 mln) ogółu zarejestrowanych w kraju bezrobotnych. Ponadto tzw. bezrobocie ukryte dotykało na wsi około 900 tys. osób. Trudno oczekiwać, że propagandyści PiS będą mówić w kampanii wyborczej, że wieś polska zmieniła się na lepsze, jest teraz bogatsza i zadbana. Natomiast poczucie satysfakcji mogą mieć ci, którzy się do tego przyczynili. Raczej nie są to współcześni działacze partii prezesa Kaczyńskiego. Z informacji IERiGŻ wynika, że w Polsce spożycie żywności pod względem ilościowym i jakościowym systematycznie się poprawia. Ale są to dane ogólnokrajowe, więc nie można wykluczyć różnic regionalnych lub środowiskowych. Wydatki na żywność w 2013 r. w przeliczeniu na 1 osobę w gospodarstwie domowym wynosiły miesięcznie średnio 264,36 zł. W rodzinach rolników to 246,99 zł, pracowników – 248,81 zł, a najwięcej jedzą emeryci i renciści – za 314,88 zł. Zmniejsza się udział żywności w ogólnych wydatkach, w 2014 r. wynosił 24,4%. M. in. dlatego, że produkty te w ostatnich latach taniały, a dochody ludności rosły. Wzrósł popyt na artykuły o lepszej jakości i wartości odżywczej, wygodne w użyciu, ale droższe. Na wsi także zmniejszyło się znaczenie konsumpcji naturalnej, a wzrosły zakupy żywności przetworzonej. W konkluzji ekspertów IERiGŻ, zmiany te są zgodne z tendencjami występującymi w wysoko rozwiniętych krajach UE. Trzeba  jednak dodać, że nawet w takich państwach są ludzie żyjący w biedzie. Ważne, czy potrafimy im pomóc.

Pani Szydło pojechała na wieś i zobaczyła obraz straszny, o którym „trzeba bardzo głośno i  wyraźnie mówić”. A przede wszystkim trzeba działać. W kryzysie jest nie tylko gospodarka rolna,  ale życie społeczne na wsi – twierdzi. Mieszkańcy wsi martwią się, że niedługo ich gospodarstwa  zostaną bez gospodarzy. Młodzi ludzie wyjeżdżają, bo muszą pracować zagranicą lub w dużych  miastach. Często zostawiaj ą swoje dzieci, ich rodziny są rozbite.

Muszę zmartwić panią poseł. Specjaliści PiS przygotowali złą ekspertyzę. Nie będę tu podawał  powszechnie znanych danych o awansie cywilizacyjnym wsi, o wzroście poziomu wykształcenia jej mieszkańców, dostępie do Internetu i o innych wskaźnikach pokazujących poprawę kapitału społecznego na wsi. Posłużę się za to argumentami z pracy socjologicznej dr Barbary Fedyszak-Radziejowskiej z Polskiej Akademii Nauk, do której opinii działacze PiS mogą mieć na pewno zaufanie, została wszak doradczynią prezydenta Dudy. Praca została opublikowana w raporcie

„Polska wieś 2014”, wydanym przez Fundację na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa. Autorka, przytaczając dane z „Diagnozy społecznej” stwierdza, że w 2013 r. deklarację „zadowolony z życia” złożyło 89 proc. mieszkańców wsi utrzymujących się z pracy w gospodarstwie rolnym i 91 proc. pracujących poza rolnictwem na własny rachunek. I to pomimo że swoje warunki materialne jako dobre określiło tylko 35 proc. rolników i 50 proc. pracujących na własny rachunek. W konkluzji dr Fedyszak-Radziejowska pisze: rolnicy jako grupa społeczno-zawodowa plasują się powyżej średniej (w tych badaniach) zarówno swoją obywatelską aktywnością oraz poczuciem zadowolenia z życia, jak i stosunkowo wolną od patologii sytuacją życiową i dobrostanem psychicznym. Gorzej pod tym względem wyglądają inne grupy mieszkańców wsi.

Wzrasta atrakcyjność wsi i rolnictwa. Dr Fedyszak-Radziejowska przytacza wyniki badań CBOS z 2013 r. Aż 58% Polaków deklaruje, że gdyby mieli wybierać miejsce do życia, to woleliby mieszkać na wsi niż w mieście. Zdecydowana większość (86%) mieszkańców wsi i rolników deklarowała, że gdyby musieli wybierać, to pozostaliby na wsi. Te postawy przekładają się na realne zmiany demograficzne. Pochodzący z miasta nowi mieszkańcy wsi to obecnie około 8% całej wiejskiej ludności.

Mieszkańcy wsi i rolnicy znajdują się w gronie zdecydowanych zwolenników naszej obecności w Unii Europejskiej. Sprzeciw wobec integracji nie przekracza 15 procent. Pod tym względem polska wieś nie różni się już od metropolii, a rolnicy nie odbiegają w swoich poglądach od robotników czy przedsiębiorców.

Dzisiaj stosunek do obecności Polski w unijnych strukturach łączy a nie dzieli Polaków. Pani Szydło widzi to inaczej. Trudno. Szkoda jednak, że na użytek kampanii wyborczej upowszechnia fałszywy obraz polskiej wsi. Taka ocena krzywdzi rolników, pracowników przemysłu spożywczego, handlu i wszystkich pozostałych, którzy przez lata pracowali w samorządach, organizacjach zawodowych i administracji.

To, oczywiście, nie służy porozumieniu społecznemu, ale cel PiS jest inny. Wyborcy mają otrzymać przekaz, w którym jasno i dobitnie są sformułowane ważne, a może nawet główne przesłanki przyszłej polityki rolnej PiS.

Prawda, ocena ekonomicznych i innych skutków rzucanych haseł pozostają na dalekim planie.

Trzeba jednak tę taktykę traktować poważnie, choć pod względem merytorycznym i intelektualnym nie powinna zasługiwać na uwagę. Jej skutki mogą być groźne. PiS żywi się konfliktem. Cele polityczne zastąpiły rzeczową dyskusję nad trudnymi problemami zróżnicowanej i podzielonej polskiej wsi i rolnictwa.

Kolejne rządy koalicji PO-PSL realizowały program rozwoju rolnictwa i gospodarki żywnościowej, którego główne zasady powstawały jeszcze na początku transformacji ustrojowej. PiS, będąc stale w opozycji, nie wspierał politycznie tych działań, mimo że dla ich powodzenia potrzebny byłby szeroki konsensus społeczny ponad podziałami. Dotychczasowy przebieg kampanii wyborczej też nie zapowiada przełomu. PiS zamiast debaty wybiera wiecowanie, zamiast merytorycznych  propozycji – totalną krytykę. Czy ktoś zastanawia się, co pozostanie na polu tej bitwy po wyborach?

Marcin Makowiecki

[box title=”Prośba redakcji” border_width=”2″ border_color=”#0568bf” border_style=”solid” icon=”bolt” icon_style=”border” icon_shape=”circle” align=”center”]Studio Opinii prosi swoich Czytelników o jak najszersze upowszechnianie niniejszego tekstu oraz w ogóle kolejnych odcinków “Raportu gęgaczy”.[/box]
Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Kipi 2015-10-02
  2. W. Bujak 2015-10-03
    • andrzej Pokonos 2015-10-03
    • andrzej Pokonos 2015-10-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com