Andrzej Koraszewski: Duszna duchowość intelektualnych błaznów10 min czytania

()

2015-10-14.

Dowiedziałem się właśnie, że wydawnictwo „Fronda” wydało nową książkę pod intrygującym tytułem: Kto się boi prawdy? Walka z chrześcijańską cywilizacją w Polsce? Książkę rekomenduje Jadwiga Staniszkis, duchowa druga połówka Antoniego Macierewicza, którą dziesiątki lat temu znałem jako specjalistkę od młodego Marksa przepełnioną głęboką miłością do spiskowych teorii.

Tytuł tego dzieła (po które raczej nie sięgnę), przypomniał mi słowa współczesnego egipskiego filozofa, który zauważył, że cywilizacja ludzka jest tylko jedna i różne lokalne kultury mają czasem swoją wielką chwilę, kiedy przyczyniają się do jej rozwoju, a kiedy odpadają od czołówki, żyją tandetnymi snami o wielkiej przeszłości. Filozof nie wspomina o żadnej cywilizacji chrześcijańskiej, ani islamskiej, chociaż zauważa, że w świecie islamu był czas tolerancji, co pozwoliło na ocalenie przez muzułmanów spuścizny greckiej przed jej ostatecznym zniszczeniem przez ówczesnych chrześcijańskich barbarzyńców, których potomkowie, przejęli pałeczkę, kiedy islam przestał być środowiskiem pozwalającym na rozwijanie cywilizacji i zaczął ją prześladować. Dziś filozof chciałby, żeby mieszkańcy muzułmańskiego świata zaczęli korzystać z tego, co ludzie z świata chrześcijańskiego ocalili i rozwinęli.

Europejski Renesans nie oznaczał, że to chrześcijaństwo zaczęło tworzyć jakąś własną cywilizację, przeciwnie osłabienie władzy papiestwa i polityczne rozdrobnienie spowodowało, że w różnych miejscach niektórzy władcy pozwalali na więcej swobody, a nawet okazywali się mecenasami nauki i sztuki;  cywilizacja, gdy tylko ma trochę oddechu od totalitarnego przymusu, natychmiast zaczyna kwitnąć.

Dziś biedna „chrześcijańska cywilizacja” najwyraźniej czuje się w zrujnowanej Polsce kompletnie zaszczuta, siedzi w katakumbach biskupich pałaców i rozwija swoją duchowość pomroczną, łkając nad losem ubogich, których rozpasany konsumeryzm z każdym dniem bardziej oddala od duchowego ubogacenia i cywilizacyjnych rozkoszy chrześcijańskiego cierpienia na rzecz lepszego życia na drugim świecie.

Duchowość jest ważna, a duchowość sczezła nam kompletnie. Nie duch to, a duszek zaledwie migoczący w opierających się herosach. Gdzie nam do duchowości naszych młodszych braci w wierze, którzy i wysadzić się potrafią jak trzeba, i zgodni są, że nie ma Boga nad Allaha, i do królestwa bożego na ziemi dążą, odważnie czyszcząc własne szeregi z heretyków, w środkach żadnych nie przebierając.

Apostatą będąc boję się prawdy przekazanej przez autorkę wspomnianego dzieła, Stanisławczyk Barbarę, o tej naszej walce z „cywilizacją chrześcijańską”. Ukazuje ona, jak sama twierdzi: Dwie wizje cywilizacyjne: chrześcijańską i liberalno-lewicową, oraz spór, między nimi, który doprowadził do głębokiego podziału społecznego. W ramach tego podziału istnieją dwa rodzaje przywództwa duchowego oraz dwa rodzaje wspólnot z różnymi systemami wartości i odniesień, z różnym stosunkiem do państwa, narodu, rodziny,  i patriotyzmu.

No proszę, okazuje się, że mamy nie jedną, a wręcz dwie cywilizacje. I to nawet jedną lepszą od drugiej, a różnią się wartościami.

Przyjaciel przeglądał właśnie wyniki badań na temat stosunku do różnych wartości w społeczeństwach i społecznościach muzułmańskich. Tytuł jego doniesienia: ISIS zabija kolejnych czterech gejów, zrzucając ich z dachu. W imię wierności tradycji islamiści nie tylko zabijają homoseksualistów, ale robią to w sposób zapisany w świętych tekstach. Islamiści to ekstremiści, a ekstremiści, jak sama nazwa wskazuje, to ludzie wyznający jakieś skrajne poglądy i z definicji zaledwie margines całej populacji.  Jerry A. Coyne sięga do najnowszych badań na temat wartości w społeczeństwach i społecznościach muzułmańskich (Pew Survey of worldwide Muslim beliefs). Tam gdzie islam jest religią państwową, poparcie dla szariatu wynosi między 99 a 56 procent społeczeństwa.

Najwyższy poziom poparcia dla szariatu ma Afganistan, najniższy Tunezja. Ta ostatnia rażąco odstaje od pozostałych, przedostatnia jest bowiem Jordania z poparciem dla szariatu na poziomie 71 procent populacji.

Obraz w krajach z muzułmańską większością, w których islam nie ma statusu religii państwowej, jest zupełnie inny, chociaż nadal niepokojący. (Poparcie dla szariatu w Kirgistanie 35 procent, w Libanie, 29, w Tadżykistanie 27, w Kosowie 20, w Bośni-Hercegowinie 15, w Albanii 12, w Turcji 12, , w Kazachstanie 10 i w Azerbejdżanie 8.)

Jakie elementy prawa szariatu są najsilniej popierane? Religijne sądy rodzinne (poparcie w krajach południowej Azji 78 procent muzułmanów, w krajach Bliskiego Wschodu 78 procent, w środkowej Azji 62, wśród muzułmanów z krajów bałkańskich 41 procent); kary za przestępstwa kryminalne w postaci chłosty i okaleczenia – 81 procent w południowej Azji, 57 na Bliskim Wschodzie, 36 w krajach europejskich; zabijanie apostatów – 76 procent Azja Południowa, 56 Bliski Wschód, i 13 Europa.

Wśród wysoko cenionych wartości „cywilizacji muzułmańskiej” jest całkowite podporządkowanie kobiety mężczyźnie, powszechne potępienie homoseksualizmu, aborcji, eutanazji. Powszechne jest tu również przekonanie, że „cywilizacja islamska” jest prześladowana przez „cywilizację liberalno-lewicową”, która w gruncie rzeczy jest „cywilizacją judeo-chrześcijańską”, materialistyczną, zdeprawowaną i pozbawioną wszelkich wartości i duchowości.

Drastycznie silniejsze poparcie dla wartości „cywilizacji muzułmańskiej” w krajach, w których islam jest religią państwową wskazuje na skuteczność indoktrynacji przekazywanej za pomocą szkoły, mediów i instytucji religijnych stanowiących w tych krajach narzędzie polityki państwowej.

Ciekawym, przyczynkiem jest tu niedawno opublikowana analiza programów szkolnych w Iranie. Jest to obszerny, ponad 80-stronnicowy dokument pod tytułem Imperial Dreams pod redakcją Eldada Pardo, przygotowany przez Instytut for Monitoring Peace and Tolerance in School Education i opublikowana w maju 2015 roku. We wstępie do tej analizy czytamy:

Niektórzy będą czytać o irańskim curriculum z mieszanymi uczuciami. Z perspektywy budowania narodu, nie można zaprzeczyć, że Iran podjął próbę stworzenia alternatywnego w stosunku do Zachodu sposobu życia. Autorzy tego curriculum dostarczają irańskim uczniom szerokiego zestawu narzędzi, którymi mają się posługiwać w dorosłym życiu. Zawierają one wiele z tego co wszędzie jest uważane za dobre w edukacji – zachęcanie uczniów do rozwijania różnych umiejętności, dobrych obyczajów, pewności siebie, czystości oraz kreatywnego i analitycznego myślenia. Szczególny nacisk kładzie się na oryginalność myślenia, wspartego na dziedzictwie perskiej kultury i szyickiego islamu, ze szczególnym naciskiem na poezję i mistycyzm.

Bardziej konkretnie jednak, irańskie curriculum ma wiele niepokojących aspektów. Poczynając od manichejskiej, dychotomicznej wizji świata walki dobra ze złem; ambicji narzucenia światu irańskiej hegemonii, kultury militaryzmu i dżihadu, paranoicznej wrogości wobec cudzoziemców. Irańska młodzież, którą najwyraźniej otacza się opieką, jest równocześnie wychowywana na wzorach setek tysięcy dzieci, które zostały męczennikami lub kalekami w niedawnej burzliwej historii Iranu. Dżihad jest wojną nieustającą. Kreatywność i krytyczne myślenie ma zastosowanie na ograniczonym obszarze. Jeśli idzie o całą resztę obowiązuje posłuszeństwo i poświęcenie. Wdrożone zaufanie do mistycznego (a więc w tym kontekście irracjonalnego) myślenia może być akceptowalne w jakichś regionach prywatnego życia, ale założenie, że Najwyższy Przywódca i inni duchowi pasterze posiadają jakieś paranormalne moce i tym samym, mogą podejmować decyzje ponieważ mają stałe kontakty z aniołami, Prorokiem, Mahdim i Bogiem, wywołuje delikatnie mówiąc niepokój. Jeszcze bardziej może niepokoić dążenie do ostatniej, kończącej historię „straszliwej bitwy”, przez nieustający dżihad. Wszystko to ukazuje całkowitą obojętność ojców rewolucji dla jednostkowego życia.”

Lektura tego raportu budzi silne reminiscencje zarówno nazistowskiego jak i radzieckiego systemu edukacji, cywilizacjami trudno je było nazwać, ale wartości totalitarnego systemu wdrażane były intensywnie i na tyle skutecznie, że (przynajmniej w pewnych okresach) miliony gotowe były umierać za ideę podboju. Kiedy czytamy, że irańskie programy szkolne wpajają w młodych ludzi przekonanie, iż Iran prowadzi totalną wojnę o sprawiedliwy świat, przeciwstawiając się nieustającej agresji Stanów Zjednoczonych i innych państw zachodnich, trudno nie wracać myślą do stosunkowo niedawnej historii nazizmu i komunizmu. Tu fanatyzm ideologiczny podbudowany jest mistyką – od przedszkola do studiów młodzi są uczeni, że ta walka będzie trwała aż do przyjścia szyickiego mesjasza Mahdiego, a wtedy powstanie Sprawiedliwy Światowy Rząd.

Chwilami odnosi się wrażenie, że znaczna część zachodnich intelektualistów patrzy z pewną zazdrością na te sukcesy muzułmańskiej duchowości. Wydaje się, że znamienny jest tu artykuł znanego publicysty „New York Timesa”, Davida Brooksa  pod tytułem The Big University (6 października 2015).

David Brooks pisze z sentymentalną łezką w oku, że większość amerykańskich uniwersytetów powstawała jako instytucje religijne, nastawione na duchowy i moralny rozwój studentów. Niestety – pisze – wiek XX był wiekiem oficjalnej i faktycznej sekularyzacji. Zaniechano religijnych praktyk, w postaci obowiązkowych mszy w uniwersyteckich kaplicach. “Badania naukowe i nauczanie zastąpiło formowanie charakterów jako centralną misję uniwersytetów.”

Publicysta NYT rozpacza, że profesorowie porzucili język duchowości i moralnych wskazań, albo nie wiedząc co mają mówić, albo nie chcąc zniechęcać zróżnicowanej publiczności. Wydziały humanistyczne stały się mniej ważne, ponieważ rodzice naciskają na kształcenie zawodowe.

„Uniwersytety stały się bardziej profesjonalne i wspaniałe niż kiedykolwiek, ale w jakiś sposób przenika je pustka. Studenci uczą się jak mogą zrobić różne rzeczy, ale wielu nie dostaje informacji po co je mają robić i dlaczego tu jesteśmy. Mają więcej możliwości wyboru zawodowej kariery, ale pozostają zostawieni samym sobie jeśli idzie o kryteria rozstrzygające co jest powołaniem prowadzącym do pełni życia.”

Szczęśliwie, pisze Brooks, to się dziś zmienia, powstają centra medytacji i duchowego, a nie tylko intelektualnego rozwoju.

David Brooks nie pisze o jakiej to duchowości marzy, ani jakiej filozofii chciałby uczyć studentów. Może tu trochę niepokoić przywołanie Nietzschego i zanurzenie w sentymentalnej słodyczy:

“Kiedy student spędza cztery lata na regularnym i silnym kontakcie z pięknem – z poezją i muzyką, spędzając czas w katedrach, pomagając dzieciom z syndromem Downa, spacerując z ukochanymi przyjaciółmi w górach – jest szansa, że wyniknie  z tego coś transcedentalnego i aktywującego wyobraźnię.”

Egipski filozof mówiąc o ludzkiej cywilizacji postrzega jej początki w początkach rolnictwa. To wtedy dostęp do nadwyżek żywności zaczął pozwalać na robienie innych rzeczy niż tylko walka o przetrwanie kolejnego dnia. Cywilizacja jest jednak wyzwalaniem się zarówno z nędzy jak i okrucieństwa, poszerzanie sfery wolności nie tylko dla elit, ale dla wszystkich.

Wiek XX zmienił uniwersytety w kuźnie rozwoju nauki, innowacje otworzyły możliwość likwidacji głodu, wielu chorób i problemów, które trapiły ludzkość od zarania dziejów. Nie, nie nastąpił koniec wieku ideologii. Przeciwnie, gdziekolwiek widzimy uporczywe cierpienie, któremu można by zaradzić powodem jest ideologia, poezja duchowości religijnej lub parareligijnej.

Promocja książki pani Barbary Stanisławczyk o straszliwej walce z cywilizacją chrześcijańską ma się odbyć ni mniej ni więcej tylko na warszawskim uniwersytecie w Audytorium Maximum. Nowe wraca po raz kolejny, kusząc duszącym pięknem ucieczki od rzeczywistości.

Andrzej Koraszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. Obirek 14.10.2015
  2. jureg 15.10.2015
  3. Humanozerca 15.10.2015
  4. Magog 16.10.2015
  5. Therese Kosowski 18.10.2015
  6. Therese Kosowski 18.10.2015