Gimnazja istnieją od czasów starożytnej Grecji. W Polsce zlikwidowane zostały, gdy rozpoczęły się czasy stalinowskie (1948). Przywrócono je, gdy upadła PRL. Teraz planuje się ich ponowne rozwiązanie.
W epoce Odrodzenia zwanej Renesansem, w której zakwitła literatura, malarstwo, sztuka, muzyka, wszystko co mądre i piękne – celem był harmonijny rozwój umysłu w oparciu o spuściznę kulturową antyku, poprzez studiowanie i znajomość łaciny, greki, języka hebrajskiego.
Za pierwsze gimnazjum w Rzeczpospolitej może uchodzić szkoła humanistyczna w Poznaniu, założona przez biskupa Jana Lubrańskiego w 1519 r. Byliśmy jednymi z pierwszych w Europie. Jednak pierwsze klasyczne gimnazjum założył polemista kalwiński, niemiecki humanista Johannes Strum w Strasburgu. Królowały w nim greka i łacina, język hebrajski, dzieła starożytne oraz retoryka.
Oto stojące na europejskim poziomie pierwsze klasyczne gimnazja polskie:
- Gimnazjum Mariackie w Szczecinie ( XIII wiek)
- Gimnazjum Akademickie w Gdańsku ( powstało w 1558 r.)
- Gimnazjum Akademickie w Toruniu (założone w 1568 r., zakres nauki rozszerzono w 1793).
Jak wyglądały, jak uczono w gimnazjach w okresie zaborów – dowiadujemy się nieco z „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego. Pod koniec XIX w. gimnazja nazywano szkołami realnymi.
Odzyskanie niepodległości w 1918 r. otworzyło nowe perspektywy przed szkolnictwem. Zaczęły funkcjonować gimnazja 8-klasowe. Uczęszczali uczniowie w wieku od 10 do 18 lat. 11 marca 1932 r. Sejm przyjął nową strukturę nauczania. Wprowadzono małą maturę (po ukończeniu VI klasy). Pełną, dużą maturę otrzymywało się po ukończeniu VIII klasy gimnazjalnej.
W PRL przedwojenny system oświatowy trwał do 1948 r. Od tej daty wszystko to, co było przedwojenne, stalinowscy komuniści zwalczali zajadle i skutecznie. Jednych wsadzano do więzień, torturowano i zabijano, innych zmuszano do życia – także uczenia się – według wskazówek Chorążego Pokoju – Józefa Wissarionowicza Stalina.
Gimnazja zostały zniesione.
Przywrócono je 1 września 1999 r.
Z kiepsko czytelnych powodów mają być ponownie zlikwidowane. Tak zapowiedzieli liderzy wygranych w październiku br. wyborów.
Jerzy Klechta



Będą mieli na pewno wielu sprzymierzeńców wśród „belfrów”. (Po niemiecku „belfern” znaczy szczekać.) Dziś w telewizji (Polonia) zobaczyłem Panią Nauczycielkę, jak zachwalała dwujęzyczność, dowodząc, że takie dziecko będzie miało doskonały handicap. Przypomniał mi się Pan Rybczak, znakomity szofer tłumaczył mi w 1962r że Humber „supersnipe” ma na prawdę dobre wady. Ale on nie uczył w szkole.
*
W naszej oświacie od lat wiadomo, że jeśli jakieś zmiany są na gorsze i powody ich są niezgłębione, to one są kościelne. Więc Bóg raczy wiedzieć. I oczywiście to tylko początek oddziaływania ich wadliwej dobroci.
Szanowny Autorze, temat historii gimnazjów znakomicie ujęty.
Ale na miłość Wszechmocnego, żyjemy tu i teraz, a edukacja narodowa jest do bani co na SO było wielokrotnie przedstawiane.
To co należy zrobić?
Brnąć dalej w bagno czy wycofać się jak najszybciej?
Jeśli PiSowi starczy samozaparcia to jest szansa na poprawę za ćwierćwiecze.
Nie pytam Pana o pomysły co i jak zrobić, bo nasze pesele nie dają szans..Pracuję jako edukator prawie 60 lat i czarno to widzę.
Ta wstrętna stalinowska edukacja w wydaniu polskim wymagała jedynie kosmetyki historycznej. Nic Pan nie osiągnął w życiu?
Obaj otrzymaliśmy to stalinowskie wykształcenie. Pan został publicystą a ja muzykiem i nie wstydzę się swojej podstawówki, liceum i uczelni.
Zostałem nieźle wykształcony i zobaczyłem to pracując na obczyźnie.
Zero kompleksów w kontaktach ze światem.. a Pan?
Szanowny autorze,
Ja zupełnie nie rozumiem, o co Panu chodzi?
Pan opisuje szkoły, które kończyło się maturą. Nikt, nawet PiS, ich nie chce likwidować.
Likwidacji ma według planu PiS ulec szkoła będąca nie wiadomo czym: ani placówką kształcenia podstawowego, ani formowania w kierunku matury.
Dla samej nobliwej nazwy „gimnazjum” ma koniecznie pozostać? Czy życzyłby Pan sobie, żeby przemianować obecne licea ogólnokształcące na gimnazja i wtedy byłoby ok?
Od mieszania herbata nie robi się słodsza, ani przesolony bulion nie stanie się mniej słony. Czy to będzie układ 6+3+3, czy (4+4)+4, to absolutnie wszystko jedno. Natomiast nie jest wszystko jedno kto uczy, czego uczy, i jak uczy.
Czy to będzie układ 6+3+3, czy (4+4)+4, to absolutnie wszystko jedno. .
………………………………………..
To nie tak hazelhardcie. Jest to niezwykle ważny czynnik integrujący szczenięta ludzkie. Dojrzałość seksualna a raczej jej początki to pierwsza forpoczta dezintegracji grupy dziecięcej. Wiek 14-15 powinien decydować o przejściu do kolejnej grupy dziecięcej-młodzieżowej, gdzie element seksualny jest bardziej istotny. Jednak stale sa to dzieci, które budzą się do życia w społeczeństwie, nie mają prawie żadnych osobistych doświadczeń w kontaktach personalnych, są dalej pod kontrolą rodziców, uzależnieni finansowo nawet po dwudziestym roku życia a obecnie ta zależność trwa dalej. Dzieci moich rówieśników nie mają ochoty do zakładania rodzin, te dzieci są po czterdziestce, to patologia!
Wróćmy do szkoły, obecnie ośmioletni cykl nauczania byłby optymalny. Dalej powinno być przygotowanie do zawodu, lub do uzupełniania wiedzy w szkole dającej przepustkę na studia, mające być kuźnią dla elity intelektualnej Polski. Egzamin na studia ma być bezlitosny a zdają wtedy zdają wtedy dziewiętnastolatkowie którzy mają już przybliżoną wizję swojej przyszłości, wiedzą co ich interesuje. Oczywiście są wyjątki które zainteresowania mają dawno sprecyzowane, takich należy odławiać najwcześniej!
Student obecnie powinien być uczony bez taryfy ulgowej, jeśli uwala egzaminy bo… nie ma szans na kontynuację.. Obecnie egzaminy dodatkowe są płatne a ilość tych nieprzydatnych do studiowania decyduje o losie uczelni. A uczelnie których jest bez liku dają chałtury pracownikom dydaktycznym z profesorami włącznie, bo potrzeba pieniędzy, itd.
Pecunia non olet, więc mamy płatne egzaminy poprawkowe, płatne studia trwające dwa trzy lata dłużej, kierunki studiów o kant d.. potłuc i narzekanie kadry uczelnianej, że pierwsze dwa lata zastępuje nauczycieli licealnych.
Moja propozycja jest następująca, drodzy profesorowie zacznijcie kształcić elity usuwając zbędne kierunki studiów do techników.
Usuwając matołów, aby nie otrzymali nawet licencjatu który obecnie jest furtką dla nich aby mówili iż skończyli studia.
Dawne technika to są obecne licencjaty!
Ukończone elitarne studia mają być gwarancją pracy!
Dla nielicznych!
Wtedy o absolwentów będą zabiegać wszystkie firmy, bo będzie ich mało! i tak ma być! Mało, ale już kompetentnych!
I płace wtedy będą odpowiednie i nikt nie będzie pętał sie po obczyźnie i pozycja społeczna ich będzie odpowiednia, i będą nareszcie szanowani! I zdarzy się, że niektórzy zaczną uczyć w liceach i technikach, najpierw dodatkowo, bo to szkoły będą o nich zabiegać.
A potem kto wie?
Może wychowamy kadrę pedagogów z prawdziwego zdarzenia..
Pozdrawiam
ps. ponoć ryba psuje się od głowy.. a..?
Polecam, Janusz Zajdel LIMES INFERIOR, tam jest znakomicie o studiach powszechnych….
Przeanalizujcie kochani konkurs szopenowski, młoda elita pianistyczna ze świata, poczytajcie jak wyglądał nabór.. jakie kryteria obowiązywały.. i nikt nie płacze nad tymi co nie przeszli do ostatniego etapu. Sam fakt zakwalifikowania się do konkursu już jest sukcesem! Zero miłosierdzia w zawodzie muzyka, aktora, plastyka, reżysera itp. Tu aby przetrwać, trzeba tyrać przez całe życie! Sukces jest dziełem zbiegów okoliczności ale trzeba być zwyczajnie bardzo dobrym, non stop. Dlaczego w innych profesjach ma być inaczej?!
rzecz w tym od czego rozpoczyna się ta reforma edukacji, od likwidowania poprzedniej, natomiast rzeczywiście nie jest wszystko jedno jak, czego i kto uczy, można jedynie dopowiedzieć, że o ile nie chodzi jedynie o kasę, to niestety nie wiadomo o co chodzi, a kasy powinno być w szkołach więcej, nie mniej.
Jeśli idzie o mnie starego nauczyciela, to popieram ten pomysł reformy administracyjnej szkoły przez PiS całkowicie. Wiadomości i związana z nimi wiedza nie ulegnie zmianie, bo niby jak? Wyjątkiem jest historia a ta ma to do siebie że zawsze zaspakajała bieżące zapotrzebowanie władzy.
Zmieni się sposób przyswajania wiedzy przez uczniów z linearnego na powtórzeniowy z rozszerzeniem w każdym poziomie edukacji.
Stare porzekadło, repetitio mater studiorum est.
Dotyczy to wszelkiej wiedzy i umiejętności.
Do końca edukacji podstawowej uczniowie powinni nabyć zunifikowaną wiedzę ogólną pozwalającą im na komunikowanie się ze sobą we wszystkich sprawach. Dalej są specjalizacje oparte na tej jednakowej wiedzy ogólnej, czyli elitarne studia.
Amen.
Życzę PiSowi samozaparcia, a nie będzie łatwo.
III RP popełniła błędy wynikające z rewolucji edukacyjny, administracyjny wprowadzając powiaty i likwidując małe województwa. Najzabawniejsze że ten sam ekspert co pomagał Gierkowi w usuwaniu powiatów za III RP przekonywał do dobrodziejstw wynikających z rozbuchanej administracji i uzasadniał ich odbudowę.
Włos mu z głowy nie spadł bo dal sie pożywić tysiącom urzędasów.
Podobnie w edukacji, co rok nowe podręczniki do wszystkich poziomów, ktoś zarobił całkiem całkiem… a teraz będzie podobnie?
Oby nie!