Andrzej C. Leszczyński: Znowu?13 min czytania

()

faszyzm2015-12-03.

  1. Faszyzm. Mit zinstrumentalizowany

Oto, co znaczy etymologia i związana z nią „prawdomówność” języka. Fascinātor – ten, kto urzeka, czaruje. Fascinus  – członek męski (fallus). Fasciō – wiązać, obwiązywać. Fascis – wiązka, pęk (faszyna). Wiązkę rózeg nieśli liktorzy przed najwyższymi władcami dla oznaczenia ich władzy. Czyli: charyzmatyczny, uosabiający samą męskość przywódca, który wiąże, skupia wokół siebie zbiorowość uznającą jego władzę – to kwintesencja faszyzmu. Gdyby odwołać się do prawa rzymskiego, do Digesta Iustiniani, trzeba by członków takiej zbiorowości uznać za niewolników; taki jest bowiem w rzymskiej wykładni status każdego, kto podlega arbitralnej władzy.

W wielu opracowaniach wskazuje się na charakterystyczne właściwości tego systemu. Jest dyktaturą. Opiera gospodarkę na urzędniczych dyrektywach. Poprzez społeczną inżynierię – propagandę, zideologizowaną kulturę, cenzurę prewencyjną – trwale mobilizuje masy. Odwołuje się do pierwiastków irracjonalnych – mistyki narodu, ziemi, krwi łączącej z rasą (stąd opozycja: My – Obcy). Instrumentalizuje świadomie wywołane lęki. Sakralizuje wodza urzeczywistniającego konieczności dziejowe i wolę Opatrzności („Gott mit uns”). Nakazuje działania wyzbyte pułapek intelektualizmu i samowiedzy moralnej (czyn, akcje bezpośrednie). Dąży do stworzenia nowej klasy rządzącej. Wzmacnia znaczenie silnego  aparatu wojskowego i policyjnego. Joseph Goebbels tak oto określał zadania mediów: „Idea i tym samym egzystencja prasy polega po prostu  tylko na tym, że stanie się ona środkiem do wychowania i prowadzenia narodu w służbie państwa. Stanie się ona tym samym środkiem walki i oddziałem bojowym w rękach kierownictwa w walce o pozyskanie duszy poszczególnych obywateli i towarzyszy partyjnych”. Adolf Hitler zamawia u Leni Riefenstahl filmy gloryfikujące idee NSDAP (Triumf woli, 1934). Zakazana jest twórczość „zdegenerowana”, osłabiająca ducha walki. Siłę ducha wyrażał marsz, a nie improwizacja jazzowa; durowa rześkość – nie przygnębiający moll; wzorce figuratywne, nie zaś malarska abstrakcja; piękno cielesnej tężyzny, nie zaś erotyka czyniąca z człowieka ofiarę pożądań i uczuć.

Podstawową figurą faszystowskiej struktury jest dyktator – wódz, władca charyzmatyczny. Opisuje go Roger Caillois w eseju pt. Władza charyzmatyczna (w: Żywioł i ład, 1973): „Nie podlega on żadnej kontroli. Władzę zawdzięcza względom, jakimi darzy go lud; podstawą władzy jest urzeczenie, z jakim wodza przyjmuje społeczeństwo. Wybrany przez aklamację, wódz taki utrzymuje się dzięki entuzjazmowi, jakim lud go darzy, a który on sam starannie podsyca. Wódz rządzi samowolnie, a uchodzi za kogoś, kto ucieleśnia losy danej grupy, za jej mistycznego wyraziciela. Ten rodzaj władzy jest znamienny dla społeczeństwa w ruchu, to jest dla stowarzyszenia ludzi zjednoczonych pewnym wspólnym celem, do którego dążą”. Francuski myśliciel odnosi swe uwagi do jednej z najbardziej wyrazistych personifikacji władcy charyzmatycznego, do Adolfa Hitlera. Dodaje jednak, że ten typ przywódczy bynajmniej nie zaniknął – odgrywa wciąż istotną rolę w życiu współczesnych partii politycznych. Bez trudu można dziś znaleźć stosowne egzemplifikacje, partię, „[…] w której obowiązuje surowa dyscyplina idąca w parze z absolutną wiernością wobec przywódcy partii, partię,  której wmawia się, że jest powołana do wielkich dzieł. […] Nie toleruje się żadnej odmiany pluralizmu. Nawet obojętność wobec systemu staje się czymś podejrzanym: jeśli ktoś trzyma się na uboczu, dowodzi, że jest wrogiem”.

Ernst Cassirer – znany niemiecki (urodzony we Wrocławiu) neokantysta i badacz form symbolicznych, od 1933 roku chroniący się przed faszyzmem na emigracji – jeszcze podczas trwania II wojny światowej pisał o jej mentalnych źródłach, o zwycięstwie w Niemczech narodowego socjalizmu (nazizmu) przy całkowitej bierności i indolencji umysłowej weimarskich elit intelektualnych. „Towarzyszyło im przekonanie, że całe życie społeczne i polityczne uzależnione jest wyłącznie od warunków ekonomicznych. Wychodząc z takiego założenia czynili desperackie wysiłki celem polepszenia sytuacji ekonomicznej mas oraz uniknięcia niebezpieczeństwa inflacji i bezrobocia. Jednocześnie ich trzeźwy, empiryczny, »rzeczowy« sposób myślenia i wydawania sądów pozostawał ślepy na wybuchową moc mitów politycznych”. Rychło okazało się, że ówczesna „ciepła woda w kranie” połączona z jałowością aksjologiczną nie wytrzymuje konfrontacji z najbardziej paskudnymi mitami, przystosowanymi do konkretnych potrzeb i celów politycznych.

Obecność mitu w kulturze, twierdzi Leszek Kołakowski, wyrasta z doświadczenia kruchości, czasowości i przypadkowości istnienia. W ten sposób człowiek „[…] unika zgody na świat przypadkowy, wyczerpujący się każdorazowo w swej nietrwałej sytuacji, która jest tym, czym jest teraz, i do niczego nie odsyła”. Mit zaspokaja „realną potrzebę oswajania świata doświadczenia przez jego rozumiejąca interpretację, odnoszącą go do nie uwarunkowanego bytu”. Wprowadza w świat sens, porządek, celowość. Ta uniwersalna, utrwalona w kulturze mądrość została w Niemczech Hitlera ożywiona i przysposobiona na rozkaz przywódców politycznych tak, by zakorzeniać się w świadomości (i podświadomości) mas. Cassirer: „Mit przestał być wolną i spontaniczną grą wyobraźni. Ujęto go w zasady i zorganizowano, przystosowano do potrzeb polityków i użyto do konkretnych politycznych celów”. Powtarzająca się w mitologiach idea kozła ofiarnego (opisał ją George Frazer w Złotej gałęzi) zostaje przez nazistów odniesiona do Żydów. Wyzwalane w ten sposób najbardziej nikczemne instynkty zyskiwały status uniwersalnych konieczności i cnót patriotycznych. Szczególnie przydatna dla ideologicznych manipulantów okazywała się aktywna postać mitu, jaką jest – oparty na posłuszeństwie i ścisłym respektowaniu zasad – rytuał, obrzęd o charakterze zbliżonym do kultu religijnego. Może nim być wiec, pochód czy miting wyborczy.

  1. Naród. Masa

W antycznej Grecji przeciwstawiano liczbę pojedynczą i mnogą uznając, że właściwa bytowość przynależy bytom indywidualnym. Naród jest zbiorem (agregatem) jednostek, podobnie jak las jest zbiorem drzew. Odwrócenie tej relacji, czyli prymat całości nad częścią, oznacza totalizm społeczny w klarowny sposób wyrażony przez Włodzimierza Majakowskiego („Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą”). Victor Klemperer w języku nazistowskiej propagandy (Linqua Tertii Imperii – język III Rzeszy) widział źródło zaniku poczuć osobowych: „Ty jesteś niczym, twój naród jest wszystkim […]. LTI zmierza do całkowitego pozbawienia jednostki jej indywidualnej istoty, do uczynienia z niej bezmyślnej i powolnej sztuki w stadzie, które się pędzi w dowolnym kierunku, atomu w toczącym się kamiennym bloku”.

Adam Zagajewski zalążki podobnego zagrożenia dostrzegał w masowym ruchu Solidarności, czemu dał wyraz w głośnym eseju Solidarność i samotność (1983). Wyjaśniał: „[…] Wcale nie chcę odwrócić się od zbiorowości, coraz bardziej jednak pociąga mnie inne jej pojmowanie. […] Składa się ona bowiem z ludzi pojedynczych, samotnych […], którzy, jeżeli pochłania ich takie czy inne poszukiwanie duchowe, nie muszą doprawdy sprawdzać co chwila, czy przypadkiem nie zerwał się postronek, łączący ich z resztą społeczności”. Ewa Szumańska w tym samym okresie (1983) wspomina sierpień`80 pozbawiony kolektywistycznych zagrożeń: „Niezapomniane ulice tamtych dni. Wtedy po raz pierwszy dostrzegłam na nich ludzi, pojedyncze twarze, spojrzenia, tłum nagle rozpadł się na jednostki”. I jeszcze jedna wypowiedź, także z 1983 roku, Andrzeja Kijowskiego, który pisze o szczególnej antynomii widocznej w polskiej świadomości. „Wizja jedności. To jest podstawowy rys polskiej utopii. Rys paradoksalny: polskie umiłowanie wolności idzie w parze z pewną niechęcią do pluralizmu, albowiem w odmienności poglądów czy wierzeń Polacy instynktownie dopatrują się zdrady. Polacy chcą być wolni i jednomyślni; ten paradoks wyjaśniały kiedyś instytucje szlacheckiej rzeczpospolitej i one zapewne ją zgubiły. W istocie bowiem nie jest to ideał polityczny, lecz religijny, a figurą jego jest Kościół – nie państwo. […] Utopia polska jest rodzajem egzorcyzmu: rojąc złoty sen o narodzie wolnym i jednolitym jak dawne Koło Rycerskie, skupionym w swych instytucjach politycznych i religijnych jak pod wspólnym namiotem, Polacy wypędzają ze swego wnętrza demony zdrady, prowokacji, przekupstwa, dezinformacji, wszystkie demony swej historii politycznej i chronią się w głąb historii idealnej, mitycznej, świętej”.

Naród zdepersonalizowany staje się masą. W 1930 roku José Ortega y Gasset publikuje pracę, która powstaje w wyniku napawających go grozą obserwacji zjawisk związanych z wejściem na scenę wielkich, anonimowych rzesz społecznych. Praca nosi tytuł Bunt mas i – podobnie jak prace Karen Horney o społecznym neurotyzmie – z czasem zaczęła nabierać coraz większej aktualności. Owszem, Ortega y Gasset odróżnia masę od zbiorowisk określanych jako tłum, tłuszcza czy gawiedź (ma na względzie jakąkolwiek tyranizującą elity większość), lecz w jego opisach łatwo dostrzec cechy charakterystyczne właśnie dla motłochu. Bunt mas, to początek ochlokracji. Masy zdobywają pełnię władzy we wszystkich dziedzinach życia społecznego: „[…] współczesny człowiek masowy jest faktycznym prymitywem, który bocznymi drzwiami wśliznął się na starą i szacowną scenę cywilizacji”. Udało mu się to z jednego w gruncie rzeczy powodu: poczuł się bezpieczny i zwolniony od odpowiedzialności; zyskał pewność, że świat jest na tyle prosty, że poradzi sobie w nim bez trudu kształcenia się, oraz bez rad ludzi wykształconych. „Masy zhardziały w stosunku do mniejszości; nie są im posłuszne, nie naśladują ich ani nie szanują; raczej wprost przeciwnie, odsuwają je na bok i zajmują ich miejsce”.

Można wskazać trzy rodzaje norm określających ludzkie postępowanie: naturalistyczne, aksjologiczne i statystyczne. Naturalista stara się poznać siebie i żyć zgodnie z tym, co wynika z tej wiedzy. Aksjologista – przeciwnie – nie zgadza się na siebie, dąży do wartości, których w sobie nie znajduje. Umasowieni ludzie kierują się trzecią normą, statystyczną, która wyznacza to co średnie, przeciętne, dominujące ilościowo. „Umysły przeciętne i banalne – czytamy w Buncie mas – wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają dziś czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym”. W taki sposób kształtuje się kanon społecznej psychiatrii, opartej na zaimku MY i identyfikującej normalność z typowością oraz swojością. Nienormalna jest jakakolwiek inność – synonim świata nieczytelnego, zbyt złożonego, nieprzyswajalnego, wymykającego się spod kontroli. „Masa – pisze Ortega y Gasset – miażdży na swej drodze wszystko to, co jest inne, indywidualne, szczególne i wybrane. Kto nie jest taki sam jak wszyscy, kto nie myśli tak samo jak wszyscy, naraża się na ryzyko eliminacji”.

Ogłuszający zgiełk motłochu w państwach totalitarnych świadczy o epidemii, której oprzeć się mogą nieliczni. Willy Brandt po dojściu do władzy Hitlera emigruje do Norwegii (1933), potem do Szwecji. Tomasz Mann w 1933 roku podejmuje decyzję o pozostaniu za granicą, w Szwajcarii. Marlena Dietrich opowiada się przeciwko III Rzeszy i występuje na frontach dla amerykańskich żołnierzy. Niemieckiej epidemii nie wygasiła encyklika Piusa XI Mit brannender Sorge (Z palącą troską) – jedyna opublikowana w języku niemieckim 14 marca 1937 roku i odczytana tydzień później w tamtejszych kościołach. Potępia bałwochwalstwo, jakim jest ubóstwianie rasy, narodu, ustroju, państwa i przedstawicieli władzy (II, 12). Siedemdziesięcioletni Tomasz Mann, w trakcie wykładu, jaki wygłosił w waszyngtońskiej Library of Congress w maju 1945 roku, wspomniał o przedwojennych Niemczech, do których nie chciał wracać; o kraju, „[…] gdzie słowo »międzynarodowy« od dawna już stało się obelgą, a pełen buty prowincjonalizm stwarzał złą, zatęchłą atmosferę”. I o niemieckim narodzie, który szukał wolności zewnętrznej, będąc zniewolony wewnętrznie. „Naród, który nie jest wewnętrznie wolny i sam za siebie odpowiedzialny, nie zasługuje na wolność zewnętrzną; nie może mieć o wolności nic do powiedzenia”.

  1. Było?

Friedrich Meinecke, niemiecki historyk, wydawca i redaktor „Historische Zeitschrift”, tuż po wojnie zastanawiał się, czy przeżyta dopiero co tragedia może się powtórzyć (Czy hitleryzm ma przyszłość?, 1946). „Czy hitleryzm, jakkolwiek teraz pokonany, w końcu jednak, dzięki demagogicznej wyższości swej metody opanowywania mas, mógłby jeszcze stać się panującą formą życia na Zachodzie?”. Na pytanie to odpowiada przecząco. To, że „spółce przestępców” z „osobowością demoniczną” na czele udało się zniewolić na kilkanaście lat niemiecki naród i wmówić mu, że realizuje wielką „ideę”, było zdaniem autora sytuacją wyjątkową i jednorazową.

Bardzo chciałbym podzielać ten pogląd, jednak powstrzymują mnie przed tym zjawiska, jakie obserwuję na co dzień. Timothy Snyder (Czarna ziemia – Holokaust jako ostrzeżenie) pisał o Austrii, której obywatele natychmiast po przyłączeniu do III Rzeszy ujawnili niewidoczne dotąd (nieobecne? skrywane?) stany mentalne świadczące o tym, że można łatwo, nieomal z dnia na dzień, zainfekować się faszyzmem, jeśli tylko pojawią się sprzyjające warunki. Pal licho polityka, który w polskim sejmie mówi o wyższości dobra narodu nad prawem. Jeśli jednak czytam o polskim duchownym chrześcijańskim, który wykrzykuje słowa mówiące o tym, że „Jesteśmy kościołem walczącym, jesteśmy wojownikami wielkiej Polski” i skanduje „Duma, duma, narodowa duma” – ogarnia mnie bezradność. To są przecież słowa, które byłyby jak najbardziej na miejscu w Zadrudze Jana Stachniuka, antykatolickiej i nacjonalistycznej organizacji mającej jednoczyć Słowian i przywracać ich pierwotne wierzenia. Nie oceniam Zadrugi, mówię o wykluczaniu się obu tych, chrześcijańskiego i nacjonalistycznego, systemów wartości.

Niepojęte wydają mi się też odwołania chrześcijan do patriotycznych normatywów Romana Dmowskiego, który w Myślach nowoczesnego Polaka pisał, że podstawą patriotyzmu ma być „[…] niezależny od woli jednostki związek moralny z narodem, związek sprawiający, że jednostka zrośnięta przez pokolenia ze swoim narodem, w pewnej, szerokiej sferze czynów nie ma wolnej woli, ale musi być posłuszną woli zbiorowej narodu, wszystkich jego pokoleń, wyrażającej się w odziedziczonych instynktach. Na tych przede wszystkim instynktach opiera się właśnie etyka narodowa”. Człowiek – osoba podobna Bogu i obdarowana wolnością – ma postępować niezależnie od swej woli?

Renzo de Felice (Interpretacje faszyzmu, 1976) pisze, że faszyzm pojawia się wtedy, gdy widoczny jest kryzys tradycyjnych wartości, a także tam, gdzie podważana jest prawomocność systemu parlamentarnego i demokratycznego podziału władz. Powaby faszyzmu nie straciły na sile. Hamed Abdel-Samad, były członek Bractwa Muzułmańskiego, pisze (Moje pożegnanie z niebem) o faszystowskich cechach radykalnego islamu (przekonanie o własnej wyższości i prawie do panowania nad światem, hierarchiczna organizacja z nieomylnym przywódcą na czele, pogarda dla „niewiernych”, wrogość do idei humanitarnych itp.). Prof. Piotr Balcerowicz (filozof, orientalista) mówi o zwycięstwie ideologicznym uosabiającego powyższe cechy Państwa Islamskiego: jego obecność i terror, jaki sieje, powodują rozkwit w Europie podobnego myślenia. „[…] za sprawą PI Europejczycy stają się ksenofobami, będą głosować na partie populistyczne, narodowosocjalistyczne, mówiące o podziale dóbr, o kontroli państwa nad koncernami, dążące do scentralizowania władzy, podporządkowania systemu sprawiedliwości politykom. Mamy już taką oś Ankara – Budapeszt – Warszawa, ale to dopiero początek”.

Andrzej C. Leszczyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. wejszyc 07.12.2015