Ernest Skalski: Rojenia manifestanta11 min czytania

()

kod 22015-12-26.

W takiej Wielkiej Brytanii manifestują na ulicach ci, którzy nie maja realnej siły pozwalającej na skuteczne osiąganie swych celów. Tak jest i w Polsce – przypomniało mi się gdy już minęła frajda uczestnictwa w manifestacji KOD, w sobotę, 19-go grudnia. Bo faktycznie, PiS po naszej demonstracji nie oddał władzy i jak miał się rozprawić z Trybunałem Konstytucyjnym to się rozprawił. Już się bierze za służbę cywilną, a za chwilę się weźmie za media.

A wieczorem tego dnia zadzwonił do mnie zaprzyjaźniony pan Janek, usługodawca wykonujący fachowo różne potrzebne prace. Był wyraźnie zdenerwowany. Po dzisiejszym – t.j. sobotnim – dniu nie będzie już mógł wykonywać żadnych prac. Nie, bynajmniej nie z powodu różnicy poglądów między nami. Znamy się i nadal się szanujemy z naszymi przeciwstawnymi poglądami. Lecz po tym co zobaczył w telewizji, nie ma już czasu, energii i głowy do zajmowania się tym czym się dotychczas zajmował. W obliczu zagrożenia musi działać, bronić, choć jeszcze chyba nie wiedział czego i jak.

Argumenty, że przecież wygrał wybory, ma swego prezydenta i premiera z rządem, prezesa który faktycznie rządzi, ma Kościół, który choćby ustami jego proboszcza do tych zmian wzywał i je popiera… to wszystko nie zadziałało na pana Janka. Pierwszą demonstrację, tę 12 stycznia jakoś przetrzymał, lecz gdy w tydzień później demonstrację się rozlały po Polsce, poczuł, że ktoś mu kradnie jego zwycięstwo,  na które czekał przez osiem lat.

Takich panów Janków jest więcej. Czy ich reakcja to pożądany skutek naszej demonstracji siły? Zapewne. Nasze poczucie, może nawet nie siły, lecz tylko pozbycie się bezsilności też jest coś warte.

Na manifestacje nie chodziłem jakieś trzydzieści lat. Na tej, ostatniej, nie było jak za stanu wojennego. Poczułem coś jakby z atmosfery pielgrzymek papieskich, Sierpnia 1980 w stoczniach; imienia Lenina w Gdańsku i Warskiego w Szczecinie i z pierwszej tury Zjazdu Solidarności w roku 1981. To coś to był pogodny charakter zgromadzenia. Mimo że była to demonstracja protestu, był luz i była życzliwość pomiędzy uczestnikami.

To istotne, bo mściwa zaciekłość prezesa i jego ludzi, wliczając szerokie rzesze pisowskiego elektoratu, jakoś nie wywołała podobnej kontrreakcji manifestantów. Nie wiemy jeszcze czy i jak KOD, wraz z innymi podmiotami, przeprowadzi ten ruch, z jego pogodną atmosferą przez długie cztery – a może i dłużej – lata, ale byłoby dobrze gdyby się to nam udało.

Bis dat qui cito dat

Wspomnienia bywalca. Jak ktoś chce w knajpie pokazać gest, to pierwszy zamawia kolejkę dla wszystkich. Następni już nie osiągną efektu. Czy to można jakoś przełożyć na sprawy publiczne? Jakoś można, uważam.

Gdyby nie ta mściwa zaciekłość,  czy zaciekła mściwość prezesa, która każe w pierwszym rzędzie nasycić się upokorzeniem przeciwnika, sytuacja wyglądała by zgoła inaczej.

Facet z rozmachem i polotem, stojąc na czele PiS, pierwszą ustawą w opanowanym parlamencie zrobiłby natychmiastowe przyznanie tych pięciuset złotych miesięcznie na wszystkie polskie dzieci w kraju i zagranicą. Jak leci, bez względu na stan majątkowy rodziny, bez względu na ilość dzieci, a więc i na jedynaki. I tak, żeby już pierwszą wypłatę wszyscy dostali przed Gwiazdką.

Z kilkakrotnie wyższą kwotą wolną od podatku rozliczalibyśmy się już za rok 2015. A w następnym już by się pracowało na niedawną emeryturę 60/65. Darmowe leki – wszystkie! – seniorzy mieliby otrzymywać  gratis już od pierwszego stycznia 2016. A że na dziadka kupowała by cała rodzina? Nie bądźmy drobiazgowi. Rzeczpospolita zapłaci.

Ciekawe ilu by nas wtedy wyszło na demonstrację w sprawie jakiegoś tam trybunału…Przecież te wszystkie posunięcia nie naruszałyby konstytucji i nie podlegałyby zaskarżeniu do TK. Można go było chwilowo nie ruszać. A mając takie efektowne wejście Kaczyński, dobroczyńca biedny i obrońca uciśnionych, przy nikłym oporze, jak zawsze określonych, wrednych, środowisk, mógłby się potem w miarę spokojnie zająć zmianą demokratycznego państwa prawa w autorytarne państwo starego typu.

Popularne podręczniki prakseologii krytycznie opisują zachowanie kogoś, kto przed przystąpieniem do ważnej roboty czyni nazbyt staranne przygotowania. Szykuje pole pracy, gromadzi narzędzia, sięga po instrukcje. Nieraz załatwia jakieś mniej ważne sprawy, by ich nie mieć na głowie kiedy się już weźmie za swoje główne zadanie. Ale kiedy już ma się za nie wziąć, to okazuje się, że się już zmęczył, opuścił go zapał i co ważniejsze, minęło już wiele czasu. Może się nawet zmieniły warunki i efekt byłby inny niż zamierzony.

Wielki twórca rzuca się na swoje zadanie, nie bacząc na okoliczności. W bałaganie, z tym co ma pod ręką i powstaje dzieło na miarę jego geniuszu. Albo nie. Oba te podejścia mają swe wady i zalety. Jak wszystko. W tym przypadku możemy oceniać skutki. Odwlekając obiecane  benefity, co już nieco niepokoi oczekujących, PiS rozpoczyna spektakularną wojnę o stworzenie sobie warunków do przyszłej pracy. Oczyszcza przedpole i już na samym wstępie wywołuje atak na siebie ze strony poważnych instytucji i wybitnych autorytetów, tak w kraju jak i zagranicą. Ma też – najważniejsze – wielki zorganizowany opór społeczny. Usłużni komentatorzy ubolewają, że rządowi nie dano spokojnie porządzić przynajmniej przez pierwsze sto dni. Rozumiem zaskoczenie i gniew pana Janka.

Rzeczpospolita ma z czego płacić

Charles de Gaulle, charyzmatyczny mąż stanu, historyczny przywódca nie znał się ponoć na gospodarcze, a na pewno demonstrował, że jest ponadto. Zajęcie się ”tym” powierzył premierowi Pompidou i gospodarka nie najgorzej na tym wyszła. Rewolta 1968 roku miała głównie kulturowy charakter.

Jarosław Kaczynski, obejmując władzę w roku 2005 nic lub niewiele mówił o gospodarce. Stała się ona domeną Zyty Gilowskiej, zdecydowanie liberalnej, do niedawno zresztą w PO, skąd odeszła w wyniku miałkiego konfliktu. I gospodarka nienajgorzej na tym wyszła. Koniunktura wokół Polski była dobra, wzrost PKB w kraju był prawie tak samo wysoki jak za rządów koalicji SLD-PSL w latach dziewięćdziesiątych. PiS za IV RP nie bazował na obietnicach socjalnych, a polityka gospodarcza jego rządu była taka jak innych rządów przed nim i po nim.  (Po transformacyjnym rządzie Mazowieckiego, rzecz jasna.) Wedle zasady; tak krawiec kraje…

Teraz, za drugim podejściem, prezes ma Mateusza Morawieckiego z dobrą metryką biznesową. Jego pozycja pozwalała oczekiwać,  że i tym razem PiS odpuści gospodarce z dobrym dla niej skutkiem. A z obietnic socjalnych będzie się jakoś wykręcał. Tenże Morawiecki  zapowiadał, że  owszem, będzie się je realizować, lecz etapami w miarę pojawiania się odpowiednich środków. Potrafił też potem przyznać, że lepiej by było się wstrzymać, lecz otwarcie zsyła się na zdanie Kaczyńskiego, zapowiadając wypłatę datków  na dzieci. Prezes się zaparł, bo użył tych 500 zł. jak mocnego argumentu na wiecu. Inne obietnice mają być wypełniane, lecz trudno powiedzieć w jakim zakresie i w jakim czasie. Efektu szerokiego gestu na wejściu nie było, czyli ten cios został demokracji oszczędzony. Koszty zostały, nieco tylko rozłożone  na raty.

Pieniądz dla państwa może nie być problemem kiedy ma ono pilny wydatek. Zawsze może zwiększyć deficyt co właśnie robi. By to sobie ułatwić, znosi klauzulę powstrzymującą nadmierne zadłużenie. Większy deficyt to mniejsze zaufanie i wyższe odsetki, które trzeba będzie zapłacić przy wykupie obligacji. Ale to jeszcze nie teraz.

Można przerzucać środki z jednych zadań na inne. Czy przypadkiem ograniczenie, zostawionego przez rząd PO-PSL, programu budowy dróg i autostrad nie ma z tym związku?

W Radzie Polityki Pieniężnej właśnie nadchodzi termin wymiany części jej członków. Swoi ludzie w RPP poluzują. Skończy się dokuczliwa deflacja, a niewielka inflacja ożywia gospodarkę i przyczynia się do zwiększenia wpływów do budżetu. Problem w tym, że znaczące wyprzedzenie wydatków w stosunku do efektywności gospodarki sprawia, że inflacja nie zatrzymuje się na niskim poziomie. Dalej może być różnie. Najczęściej źle. Ale to wszystko to rachunki z odroczoną płatnością. Do kolejnych wyborów jeszcze może być znośnie i chyba o to chodzi.

Wiosna nasza. Która?

Aby się nie powtarzać ośmielam się odesłać PT Czytelników do  mojego – przepraszam za autoreklamę – tekstu w SO z 14-grudnia: Ernest Skalski: Nie bać się. Nie pomstować. Pomyśleć!; a konkretnie do rozdzialiku ”Res sacra miser?” w tym tekście.  To o tym jak można rządzić przy pomocy biedy, co chyba zaplanował, lub odruchowo wybiera Kaczyński.

Rządzenie biedą jest jednocześnie rządzeniem przy pomocy nudy. Tak było przy drugim podejściu Gomułki, po stłumieniu demonstracji z powodu zamknięcia tygodnika ”Po prostu” w roku 1957 do Marca w 1968. Tak było w ZSRR od momentu kiedy w roku 1957 skończyły się przetasowania po śmierci Stalina do pierestrojki za Gorbaczowa. I to jest uniwersalny sposób na trwanie autorytarnej dyktatury. Nudnie było w Portugalii za dyktatury Salazara i w sąsiedniej Hiszpanii gdy już przewaliła się fala rozpraw po wojnie domowej, a jeszcze nie umarł dyktator Franco.

To, że coś się powtarza w historii oznacza, że w zbliżonych okolicznościach może powtórzyć się jeszcze raz. Może ale nie musi. Nudne dyktatury izolowały się w miarę możności od Europy i świata w ogóle. Dyktatorzy lubili być sam na sam z rządzonymi przez siebie. Żeby im nikt się nie mieszał. Gomułka nawet wykazywał pewien stopień niezależności od Moskwy. Ale też nudne reżimy starały się coś od tego świata uzyskać.

Teraz czasy są inne. Glob zglobalizowany, Europa zintegrowana i Polska znajduje się w tym zintegrowanym układzie. Trzeszczy on, ale raczej się nie rozpadnie. Na razie mogę dać na to słowo, niebawem postaram się pokazać dlaczego tak myślę. I o ile poprzednia  ekipa była zdecydowanie proeuropejska, o tyle obecna chciałaby z tej Europy ile się da brać, ale na krzywy ryj. Tak się jednak nie daje na dłuższą metę.

W bloku kierowanym przez Moskwę poddani byli glebae adscripti, jak chłopi na feudalnym folwarku. Na wyjazdy władza dawała każdorazowe zezwolenie po uważaniu. Dyktatury w Jugosławii i na Półwyspie Iberyjskim, skąd można było wyjeżdżać, w miarę spokojnie dotrwały do śmierci dyktatorów. Reżim Kaczyńskiego, Ziobry, Kamińskiego i Macierewicza nie zamknie granic. Najwyżej prokuratorzy będą stosowali ten zabieg w stosunku do osób przeciw którym będzie się toczyło postępowanie.

Inne niż w czasach zgrzebnych dyktatur są społeczeństwa w Europie. Polskie jest najbardziej prounijne w Unii Europejskiej. Posługuje się – chyba już w większości – Internetem, ma dostęp do wszelkiej możliwej telewizji, może podróżować i podróżuje. Niezbyt to precyzyjne określenie, że funkcjonuje ono na luzie, ale wiadomo o co tu chodzi. Ten luz większości pozwolił opanować władzę polityczną przez zdecydowaną mniejszość… reakcyjną. Rany boskie, lecz ten groźny przymiotnik z czasów stanowienia komunistycznej władzy pasuje do aktualnej sytuacji.

Teraz moja osobista opinia, z którą się  odwołuję do równolatków. Czy to co obecnie lansuje ten reżim nie zaczyna wam, panie i panowie, przypominać zgrzebnej gomułkowszczyzny? Z jej nużącą liturgią, która stopniowo coraz mniej ludzi przejmuje? Z jej szarzyzną i obojętnością ogółu, przy wymuszonej gorliwości aparatu władzy? Wreszcie z osobowością lidera. Pociechą może być  przypomnienie sprawdzającej się maksymy Marksa  o dramacie, który powtórzony w  historii  pojawia się jako farsa. Pocieszyć się można też tym, że teraz, od samego początku funkcjonuje duży i zorganizowany ruch oporu. Przy czym będzie się on musiał zmierzyć może nie tyle z policyjną opresją ile z nudą i zniechęceniem.

Na manifestacje nie da się chodzić zbyt często. Między nimi jednakże  warto będzie pochodzić do kabaretów, które się powinny pojawić. STS, Bim Bom, Owca, Pod Baranami, Stodoła były jasnym promykiem w gomułkowskiej szarzyźnie.

Ernest Skalski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. jotbe_x 26.12.2015
    • A. Goryński 27.12.2015
      • jotbe_x 27.12.2015
      • jotbe_x 27.12.2015
    • jagna 28.12.2015
  2. narciarz2 27.12.2015
    • jotbe_x 27.12.2015
  3. otoosh 27.12.2015