2015-12-31.
czytałem kiedyś opis rozmowy między churchillem a stalinem podczas konferencji jałtańskiej, w lutym 1945 roku. wymiana zdań odbyła się podczas wspólnego posiłku głównych uczestników w przerwie między obradami.
– panie marszałku (dopiero po skończonej wojnie stalin nadał sobie rangę generalissimusa) jest pan znakomitym mówcą. zawsze słuchałem pana z podziwem i zainteresowaniem. ponieważ tak się składa, że również uchodzę za nienajgorszego oratora, chciałbym podzielić się z panem bardziej fachowymi obserwacjami.
otóż, przy całej swej kunsztowności, przemówienia pańskie mogą niekiedy wydawać się nieco monotonne. wygłasza je pan z tym samym wyrazem twarzy przy niezmieniającym się natężeniu głośności. a przecież dobrze jest ściszyć niekiedy głos, by następne zdanie zabrzmiało głośniej i dobitniej. dobrze jest poddać się nieco do tyłu, by w następnej chwili wysunąć się do przodu. nieźle jest również walnąć czasami pięścią w pulpit, by utrzymać zainteresowanie słuchaczy.
stalin, pykając fajkę, spoglądał na swego rozmówcę z pobłażliwym uśmieszkiem
– panie premierze, wiem że jest pan o wiele lepszym mówcą i nie mam szans, by panu dorównać. mimo to mogę panu zaręczyć, że mój parlament słucha mnie za każdym razem w o wiele większym skupieniu, niż izba gmin kiedykolwiek słuchała pana…
kiedy spoglądam na przemawiającego dudę, widzę nerwowe ruchy rąk bez żadnego związku z treścią wypowiadanych słów. te ułożone są w gładkie zdania, ale mimo pozorów lakoniczności jest ich za dużo i za bardzo widoczna jest troska o to, by brzmiały ładnie. mówca często podnosi głos, by wielomilionowe audytorium słuchaczy, bo przemówienia są transmitowane przez telewizję, odniosło wrażenie, że przemawiający jest człowiekiem o silnej woli i wielkiej stanowczości.
jego obiekt podziwu i – prawdziwego bądź odgrywanego – uwielbienia mówi cichym, monotonnym głosem, bez dbałości o dykcję i gramatyczną poprawność. oplata słuchaczy pajęczyną efektownych półprawd, zawieszonych w powietrzu insynuacji, efektownie brzmiących haseł i wprowadza tych, którzy dobrze o nim myślą w stan rozgorączkowania. mistrz nie ma zwolenników, ma wyznawców, bo ci, którzy myślą, w ogóle go nie słuchają. nie ma to jednak dla niego znaczenia, bo nie musi mieć zwolenników, nie zabiega o to, by go kochano, wystarczy mu, że się go boją…
prezes przy calym intelektualnym tandeciarstwie swego przekazu znakomicie wyczuwa nastroje dużego odłamu wyborców i sprawia wrażenie wizjonera. jego słowa są pamiętane, a po ich wypowiedzeniu przerabiane są na hasła, potrafiące rozpalić duże odłamy ludzi
prezes może mówić rzeczy straszne, ale za tą strasznością kryje się jakaś myśl, nawet jeżeli jest aberracyjna. za słowami prezydenta nie kryje się nic. wszystko co mówi jest zwykłą watą. wygłaszający swe komunały czuje chyba nienaturalność sytuacji i swoją małość, dlatego co rusz eksponuje siebie: pomyślałem, zdecydowałem, postanowiłem, dałem, odebrałem, uwolniłem od. zobowiązałem do…
gdy odcedzi się gładkie zwroty treść ulatnia się bezpowrotnie, bo nigdy przecież naprawdę nie istniała.
a kiedy pozostaje już tylko JEDNO WIELKIE NIC – wszystko staje się widoczne jak na dłoni. prezydentem jest jarosław kaczyński, który sprawuje swój urząd per procura.

natan gurfinkiel
Piękny opis 🙂
Te dziwne ruchy to ciężka praca tzw. trenerów od marketingu politycznego, w tym specjalistów od gestykulacji właśnie. Nie mnie oceniać ich pracę jako taką, ale jak widzę „produkt” wypuszczony z ich rąk, to mam wrażenie, iż mam przed sobą egzemplarz z zerową inteligencją (vide Ziobro – kolejny „wyuczony”, przyjrzyj się jego publicznym wystąpieniom), który nawet prostych lekcji nie umie dostosować do własnych warunków fizycznych, tylko bezmyślnie powtarza wyuczone gesty.
Trzeba być idiotą bez wyczucia, by mówić samemu o sobie, że się jest „niezłomny” i nie widzieć w tym nic śmiesznego.
Kiedyś, gdyby ktoś palnął „jestem fantastyczny”, to by się ludzie pukali w głowę, a dziś stanie takie coś i twierdzi, że jest „niezłomne”. No ale jego niezwyczajne łono nosiło i ssał niezwyczajne piersi. Może to dlatego. Taka skaza na całe życie.
Na szczęście jeszcze nie ma obowiązku oglądania dudusia w telewizji. Zwłaszcza gdy nie można nadążyć za sylwestrowymi koncertami z Monachium, Drezna i Berlina.
Ale i mnie zdarzyło się kiedyś trafić na coś nazwanego „orędziem”. Popatrzyłem przez chwilę i wyobraziłem sobie, jak zamachałby łapkami, gdyby ktoś wyłączył mu promptera?
A kiedy Prezydent RP (..) przemawiał.
Jakoś mi to umknęło, chyba zaczynam cenić własny upływ czasu.
Jej Bohu, próbowałem słuchać tego bęcwała, ale nie dało się…
A te jego ruchy… lata ćwiczeń ze „specjalistami PR” nic nie dały. Gość powtarza pewną sekwencję ruchów wyuczoną na blachę i nie mających nic wspólnego z treścią…
Żałosny jak większość wytrenowanych przez 8 lat „urlopu” frontmanów PiS…
Mowa ciała u nich wyraźnie tłumaczy: nie wierzę w to co mówię, ale muszę mówić, bo prezes to ułożył…
@ j.Luk – it goes without saying, że nad wizerunkiem państwowego nr 1 pracuje cały sztab upiększaczy i wygładzaczy zewnętrza. może, posługując się ostatnimi zdobyczami wiedzy w dziedzinie gestykulacji, zrobili ze swego klienta wzorowego spastyka, ale w innych dziedzinach nie udalo się powielić sukcesu.
błekitnawe garniturki, nienagannie gładkie na kadłubie mają pofałdowane rękawki i za ciasne pachy. przy każdym radośniejszym geście łapkami w górę klapy marynarki otulają twarz. spodenki też opięte w fałdach, tam nie tam gdzie trzeba i dopełnione długonosymi butami, tworzą wdzięczną postać kukiełki – nic, ino się wzruszać z ukontentowania ślicznpścią świeżego pomazańca polskiej nacji.
Super komentarz, chłoptysie w wypożyczonych ubrankach..
…”błekitnawe garniturki, nienagannie gładkie na kadłubie mają pofałdowane rękawki i za ciasne pachy. przy każdym radośniejszym geście łapkami w górę klapy marynarki otulają twarz. spodenki też opięte w fałdach, tam nie tam gdzie trzeba i dopełnione długonosymi butami, tworzą wdzięczną postać kukiełki”
@ j.Luk – it goes without saying, że nad wizerunkiem państwowego nr 1 pracuje cały sztab upiększaczy i wygładzaczy zewnętrza. może, posługując się ostatnimi zdobyczami wiedzy w dziedzinie gestykulacji, zrobili ze swego klienta wzorowego spastyka, ale w innych dziedzinach nie udalo się powielić sukcesu.
błekitnawe garniturki, nienagannie gładkie na kadłubie mają pofałdowane rękawki i za ciasne pachy. przy każdym radośniejszym geście łapkami w górę klapy marynarki otulają twarz. spodenki też opięte w fałdach, tam nie tam gdzie trzeba i dopełnione długonosymi butami, tworzą wdzięczną postać kukiełki – nic, ino się wzruszać z ukontentowania ślicznością świeżego pomazańca polskiej nacji.
Nie da się słuchać ani „prezydęta” ani premierki. W przypadku oracji tych państwa najlepszym narzędziem jest pilot telewizora. Ci ludzie nie mieli, nie mają i prawdopodobnie nie będą nam mieli nic do powiedzenia. Nie wystarczy mówić – jeszcze każde przemówienie musi mieć treść o co tutaj bardzo trudno. Przywoływanie na tym tle Ziobry jest o tyle nie na temat, że tamten z kolei gada od rzeczy i to raczej treści marnego kabaretu, opartego o naiwne łgarstwa. Najważnmiejsze, że ci państwo wszyscy będą odpowiadali za swoje działania tak jakby je sami wymyślili. Ale kto nie ma w głowie….