Andrzej Lewandowski: Trochę nasza, trochę – nie…4 min czytania

()

Angelique Kerber2016-01-31.

ECHA WYDARZEŃ: Pani Isia Radwańska szła jak burza przez startową fazę sezonu tenisowego. Zatrzymała ja dopiero – w australijskim superturnieju nr 1 Serena Williams, ale dobre wrażenie zostało…

Teraz zainteresowanie imprezą mamy odnowione. Już nie za sprawą Panny Isi, lecz dzięki Angelique Kerber. Bo stając do finału z dalekiej pozycji klasyfikacyjnej pokonała Williams i sensacyjnie wygrała turniej wielkoszlemowy. A jeszcze bardziej z racji swojego – życiowego i sportowego CV. Jak trafnie podsumował na Facebooku pan Jerzy Ciszewski (tata – Powstaniec Warszawski, a potem także dziennikarz sportowy, w warszawskim ”Ekspresiaku”): „Można powiedzieć – trochę ta Andżelika jest nasza, a trochę nie…”

Gra „dla Niemiec”, ale korzeniami i życiem w dniu powszednim oraz rodzinnie związana jest z Polską. Urodziła się w Niemczech, ale ma podwójne obywatelstwo. „Jej oboje rodzice są Polakami, ojciec Sławomir grał w tenisa w barwach Olimpii Poznań… Gram dla Niemiec, ale serce mam też w Polsce. Mieszka tutaj moja rodzina, a w moich żyłach płynie polska krew – podkreśla za każdym razem pytana o stosunek do naszego kraju, Andżelika Kerber.”

W Polsce – czytam – płaci podatki. „Dziadkowie, pani Maria i pan Janusz mieszkają pod Poznaniem, w Puszczykowie, gdzie ich wnuczka jest zameldowana. To właśnie tam szykowała się do startu w Australian Open. A warunki miała do tego znakomite, bo dziadek zrobił wszystko, by powstało tam prawdziwe centrum tenisowe, nazwane „Angie”” … Z lektur dowiaduję się też, że „jako juniorka reprezentowała Polskę. W barwach poznańskiej Olimpii była nawet mistrzynią naszego kraju do lat 14”. Potem jednak przyszły jakieś nieporozumienia w pertraktacjach ze związkiem tenisa i ciąg dalszy jest taki, jaki jest…

Piłkarze ręczni skończyli mistrzostwa Europy na dalekim, bo siódmym miejscu. Na koniec pokonali Szwedów, choć graniem serc nie podbili. Ale – jak mawia jeden z tuzów – lepiej mało pięknie wygrać, niż pięknie przegrać… Prawda!

Obiecywano medal, nie wyszło. Krytyki są coraz bardziej oględne, dymisja trenera jakby rozwiązywała problem, wersal w dysputach, przy przyszłości olimpijskiej wciąż znak zapytania. Mam nadzieję, że nastrój nie ukoi żalu oraz nadto nie stępi ostrza analizy we wnioskach przydatnej dla ciągu dalszego.

Mam jeszcze jedną refleksję. Niosą ją trybuny. W grach pełne, żarliwe, kolorowe, jednak wierne „swoim”… Sport zawsze daje kibicowi okazję do wyżycia się, ale gry zwielokrotniają ten atut.

Od gier w dużej mierze zależy opinia o stanie sportu. Niby wiemy, a jakbyśmy nie do końca wiedzę wykorzystywali. Siatkówka – wspaniała widownia, olimpijski znak zapytania. Damska – w ogóle w czasie przeszłym. Koszykówka – jakby tylko pan Gortat i to gdzieś daleko. Żeńska – w ogóle była. Hokej – drugi rzut. Piłka nożna – dawno (i nie wiedzieć, dlaczego) pogrzebała olimpijską okazję – jakby kiedyś nie od takiej zaczęła się sława. Teraz piłka ręczna – wciąż niby mocna, ale jednak taka słabosilna… Coś nam ta wielka szansa nie bez reszty niesie satysfakcję…

…Kończę kolarstwem. „Kwiato” efektownie zaczyna sezon – miło. Słowak Peter Sagan, w towarzystwie Polaków z tej samej grupy zawodowej wizytował trasę olimpijską w Rio. I… mistrz świata oświadczył, że po medal nie pojedzie, bo nie widzi dla siebie szansy, więc z góry pasuje. „Widziałem miasto Cristo Redentor z odległości. Wygląda wspaniale, jest pełno zieleni, gór i plaż. Przyjechałem tutaj jednak do pracy, ale może kiedyś wrócę jako turysta. Trasa Igrzysk nie jest dla mnie, jest dla typowych górali. Nie zdobędę tutaj medalu…”. Czyli – nawet mistrzowie kombinują jak nie przegrać. I że czasem może lepiej… nie ryzykować. A że wyścig olimpijski bez mistrza świata z góry staje się jakiś inny, niż z mistrzem…

Jeszcze to: Belgijska kolarka Femke Van den Driessche jest podejrzana o doping technologiczny. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) zatrzymała do kontroli jej rower po wyścigu przełajowych mistrzostw świata. „UCI stwierdziła oszustwo technologiczne. Możemy potwierdzić, że chodzi o rower Femke Van den Driessche” – poinformowała belgijska federacja w komunikacie. Według państwowej telewizji belgijskiej w ramie roweru był ukryty mały silnik”.

O rany – do czego to doszło!!!??? Nie tylko szpryca, piguła, lecz jeszcze „doping technologiczny… Świat prawdziwego sportu się kończy?

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. Marian. 31.01.2016
  2. jmp eip 01.02.2016