Janusz Kotarski: Przed kołchoźnikiem, filmem dvd, z ukraińską nianią, przestraszeni przez psa3 min czytania

()

kod 12016-02-10.

Komitet Obrony Demokracji stanął w obliczu poważnego dylematu: Czy ograniczyć się do – wyrażanej demonstracjami i skakaniem na mrozie – pokojowej perswazji, aby obecna władza nie łamała demokratycznych standardów, czy zapobiegać widocznym już, mającym nastąpić niebawem i łatwym do przewidzenia skutkom owych poczynań?

Mówiąc obrazowo sytuacja rozwijała się tak. Na początku Jarosław Kaczyński i jego świta, za aprobatą prezydenta, zachowywali się jak przygotowujący skok włamywacze. Dorabiali klucz do tych pomieszczeń wspólnego domu, zwanego Polską, które zostały urządzone według konstytucyjnego projektu i miały konstytucyjny zamek. Nie ukrywali przy tym, że chcą je przemeblować i urządzić po swojemu Twierdzili, że obrabiarkę do dorabiania klucza otrzymali od większości członków spółdzielni mieszkaniowej. Fakt, że owa większość nie uczestniczyła w Walnym Zgromadzeniu, kompletnie ich nie interesował.

KOD starał się im się wyperswadować taką interpretację, ale oni perswazję mieli w głębokim poważaniu. Zaczęli przyklejać członkom KOD-u na czołach całą galerię nalepek: „ludzie gorszego sortu”, „komuniści”, „złodzieje”, „resortowe dzieci” „lemingi”. A gdy już pomysłów zabrakło. to dodali jeszcze: rowerzystów i wegetarian, przypisując – wzorem mistrzów radzieckiej propagandy – pojęciom z natury pozytywnym – konotacje negatywne.

W końcu ubrali wszystkich „koderów”- jak leci – w futra z norek. Uznali, że ciepło im i komfortowo, więc niech nie podskakują.

Klucza wprawdzie nie dorobili, bo ślusarze z nich kiepscy, wobec tego wyłamali zamek i zaczęli chałupę urządzać. Najpierw wyrzucili wielozakresowe radio, zastępując je „kołchoźnikiem”. Telewizor wyłączyli. Do ekranu podpięli DVD i zaczęli puszczać „słuszne ideowo” filmy ze swych zasobów. Psa – dotąd życzliwego praworządnym domownikom – uczą kąsać wszystkich, którzy rano i wieczorem nie odmówią pokornie obowiązkowego paciorka i wściekle ujadać na sąsiadów z lewa i z prawa.

Dobrali się do sejfu i wspólnych oszczędności. Z dumą oświadczyli, że zaciągną jeszcze pożyczki i urządzą jadłodajnię dla ubogich rodziców, którzy mają jedno dziecko i dla wszystkich, którzy postarali się o dwa, albo więcej. Z wyszynkiem oczywiście.

Uznali, że polskie sześciolatki nie są dostatecznie zdolne, aby gremialnie zaczęły czytać elementarz i uczyły się liczyć do stu. Więc – jeśli rodzice zechcą – to dzieci nie muszą.

Wcześniej pojechali do siedziby Centralnego Związku Spółdzielni Mieszkaniowych i z dumą oświadczyli, że u nas wszystko w porządku, nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Najlepiej, aby dali nam święty spokój i kasę na remont.

A co na to komitet domowników, zwany Komitetem Obrony Demokracji? Ano ma problem. Trwają dyskusje, czy nadal prosić, aby nie dorabiali klucza na obrabiarce, którą dostali w majestacie prawa, czy zrobić coś, aby przestali buszować po pomieszczeniach, do których się włamali.

Problem w tym, że buszować przestaną, gdy się ich wywali. A wywalić nie można, bo obrabiarka się im demokratycznie należy, wiec mogą sobie dorabiać, co chcą, Wszak nie można im tego zabronić w demokratyczny sposób, a Komitetowi inaczej nie wypada, bo jest przecie Demokratyczny.

Dyskusje są ożywione i mają tę zaletę, że pozwalają wyładować emocje mieszkańcom pozbawionym wielozakresowego radia, telewizora, oszkalowanym publicznie i pokąsanym przez psa.

Nie biorą w dyskusjach udziału tylko ukraińskie opiekunki sześciolatków, które idąc do szkoły. nie zdążyły do przedszkola. No, ale dzięki temu mamy z głowy problem syryjskich uchodźców. Wszak przyjęliśmy ukraińskich… i chwatit’.

Janusz Kotarski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. A. Goryński 12.02.2016
    • A. Goryński 12.02.2016