ECHA WYDARZEŃ: Nie żyje Zbyszek Rusin. Poufałość uzasadniona, bo znaliśmy się kilkadziesiąt lat, a kilkanaście współpracowaliśmy przy organizacji Wyścigu Pokoju.
Lekarz – chirurg, trener – na szczeblu reprezentacji, długo prezes Polskiego Związku Kolarskiego, do końca Prezes Honorowy. Działacz olimpijski i medyk kolejnych wypraw po medale. 85 lat, szmat aktywnego życia. Osoba barwna i aktywna.
W medycynie sportowej niejako sam sobie zostawia pomnik. Nowoczesna przychodnia na Wawelskiej, świetnie urządzona, wyposażona, z blokiem operacyjnym i szpitalem, z fachowcami wysokiej klasy. To – w przenośni – dziecko Rusina. Wychodził, miał wielki udział w wymyśleniu; pilnował, by roślinka rosła, a wreszcie długo jej dyrektorował…
Obrazki? Pamięć podpowiada mi m. in. jeden etap jednego z Wyścigów Pokoju. Rusin szefował ekipie w sanitarce „S – 1”. Wtedy urzędowo był lekarzem, jak kiedy indziej trenerem reprezentacyjnej szóstki, albo prezesem – dyrektorem imprezy. W pewnej chwili usłyszeliśmy straszny krzyk. Bólem wywołany. Kraksa dotknęła Czesława Langa. Ręką jakoś nienaturalnie wykrzywiona, staw barkowy jakiś inny niż normalny. Podjechała karetka, Rusin jednym ruchem ręki „przywrócił porządek”, kolarz ucichł, bo przestało tak boleć…
Wyścig się dla Langa skończył, ale dobra, szybka interwencja oraz leczenie dały piękne skutki. Potem Czesław został wicemistrzem olimpijskim oraz gwiazdą kolarstwa zawodowego…
Szarapowa i doping farmakologiczny. Więcej – nie tylko Szarapowa, i nie tylko incydent. Wielu jest pod zarzutem, a dyskurs staje się denerwujący. Bo to z jednej strony – jakimś półusprawiedliwieniem ma być „nie przeczytałam emaila” (Panna Isia też nie czytała, ale – na szczęście podobno uznaje za bezpieczną jedynie aspirynę), to ja przepraszam. Takie sztaby, takie pieniądze, tylu zarabiających na opiekuństwie nad złotodajnym asem kortu i nie ma takiego, kto śledzi sprawy tak ważne, jak lista anty?
Z drugiej strony obrona w sferze… dyplomatycznej (jeden ze wschodnich sąsiadów), co wprowadza złą praktykę sportu w orbitę polityki, a to niepotrzebne ani sportowi, ani polityce… I tyle „odkryć” nibytłumaczących. Że ten środek stosowano w wojsku, podczas „wyprawy do Afganistanu”, że podwodniacy używają itp. Bo zwiększa wydolność, odporność itp. I co z tego? Czytałem, że chyba atropinę stosowano by w czasie wojny poprawić ostrość oka myśliwców nocnych, a w przeróżnych „pakietach przetrwania” też były specyfiki farmakologiczne pomagające walczyć o przeżycie… Toż to żadne usprawiedliwienie dla ruchu sportowego, w nim jednak cel jest inny…
A dewiacje są nawet, gdy się walczy. Od dziesiątków lat. „Pan mi da coś na dzikość”, „ Co to za zagadka – mały ptaszek, duża klatka” i inne podobne uproszczenia. Wyrażane jednak w sztucznym wspomaganiu w wyścigu po większą muskulaturę, nadzwyczajną odporność, waleczność, wytrzymałość, szybkość; zdejmą naturalne zmęczenie itp.
Pan Zbigniew Bródka, mistrz łyżew niedawno powiedział PAP-owi o swoim podwórku: „W ostatnich sezonach poziom rosyjskich zawodników był i jest niewiarygodnie wysoki. Wygrywali znacząco poszczególne zawody lub poprawiali z łatwością rekordy świata. Wiele osób zastanawiało się, jak to możliwe, że są tak nadzwyczajnie mocni. I dopóki nikt nie zostanie złapany na dopingu, można było jedynie spekulować. Dziś już nie… Obawiam się tylko, że może to być jedynie wierzchołek góry lodowej. Mam nadzieję, iż sprawa zostanie szybko całkowicie wyjaśniona, a procedury antydopingowe znacząco ulepszone”
Co z tym fantem zrobić? Nie wiem.
Może jeszcze ostrzej walczyć, choć bez okularów widać, że mimo przeogromnych kosztów jednak wynalazczość daje sobie radę z przeciwdziałaniem. Więcej – zdarzają się publiczne prognozy, że lista anty… szkodzi zdrowiu! Przykład: „Wynalazca Meldonium, Łotysz Ivans Calvins uważa, że wpisanie go na listę substancji zakazanych będzie miało tragiczne konsekwencje. – Ten lek był na rynku przez 32 lata, a teraz nagle został zakazany. To sprawia, że sportowcy, którzy go używali, nie będą chronieni – powiedział Calvins w rozmowie z BBC. – Nie mam wątpliwości: będziemy świadkami wielu zgonów podczas wydarzeń sportowych. Na boiskach będą umierać ludzie – dodał.
Może powiedzieć: róbcie, co chcecie, wasze zdrowie, wasze życie, wasze ryzyko. Ale takie stanowisko to złamanie podstawowej dla sportu zasady – reguły równego startu. Bo kto nie weźmie – przed startem przegrywa, a kto jest lepszy „wynalazczo” – z góry ma więcej atutów.
Jedno tylko już wiem – metodą „ ja panu nie powiem – tak; ja panu nie powiem – nie; ja panu powiem – azaliż” już się daleko nie zajedzie…
Co jeszcze?
Że mam uznanie dla dr Justysi Kowalczyk, iż walczy i walczy, choć przecież wie, że dziś to ONA stara się gonić, a czas, kiedy JĄ gonili raczej już przeszedł do przeszłości.
Że – bardzo mi żal Kamila Stocha, który trwa w sportowym kryzysie, a media często odn15:19:36otowują w tytułach, że był w konkursie za kolegami z reprezentacji. Rozumiem zależności od umów, ale gdybym był na stanowisku prezesa Apoloniusza Tajnera, to bym pogadał ze sponsorami i przekonał ich zapewne, że zdrowiej – także dla marketingu przyszłości – byłoby dziś dać mistrzowi olimpijskiemu więcej spokoju… On się odbuduje – jestem pewien, ale nie seria porażek to sprawi.
Andrzej Lewandowski


