27.06.2026
[Z ANDRZEJEM POCZOBUTEM rozmawia Waldemar Piasecki]
Wróciłeś właśnie ze Strasburga, gdzie odebrałeś z rąk Roberty Metsoli
Nagrodę Parlamentu Europejskiego imienia Andrieja Sacharowa. Za co,
twoim zdaniem?
– Nie traktuje tej nagrody jako czegoś personalnego, uważam ją za uhonorowanie wysiłku wszystkich ludzi ze Związku Polaków, którzy od wielu lat w skrajnie trudnych warunkach prowadzą na Białorusi działalność na rzecz polskiej oświaty i kultury, zajmują się ochroną miejsc pamięci. Moją osobistą historie należy rozpatrywać właśnie w tym kontekście. No i oprócz tego zawdzięczam nagrodę polskiej drużynie w Europarlamencie. Posłowie z różnych partii, w tym wypadku, mówili jednym głosem lobbując decyzje w swoich grupach. Ta wielka praca przyniosła swój efekt. Jestem im wszystkim bardzo wdzięczny.
Co ta Nagroda może zmienić w Twojej sytuacji i sytuacji Polaków na Białorusi, których jesteś liderem i nadzieją?
– Nagroda zademonstrowała, że nie zważając na lata, które upłynęły od momentu mojego aresztowania o mnie się pamięta, był to dowód na to, że nie da się „przeczekać” tej historii. Nie da się jej zamieść pod dywan. To jest ważne doświadczenie i buduje ono przekonanie, że polska mniejszość na szanse na przetrwanie, bo właśnie o to chodzi w tym całym konflikcie wokół Związku Polaków na Białorusi.
Przemawiałeś także w Europarlamencie. Jakie element Twego wystąpienia uważasz za najważniejsze? Co miały one zmienić w postrzeganiu sytuacji Polaków na Białorusi przez eurodeputowanych?
– Mówiłem o wielu rzeczach, ale najważniejsze dla mnie były oczywiście kwestie Polaków na Białorusi. Sytuacja z nauką języka polskiego, zdawałem sobie sprawę, że przemawiam do europosłów z różnych państw wiedza których na temat Polaków na Białorusi jest różna. Dlatego tak szczegółowo tłumaczyłem naszą sytuacje i kwestie historyczne. Mam wrażenie jednak, że udało mi się naświetlić naszą sytuacje, ten wniosek zrobiłem po rozmowach które miałem z różnymi europosłami.
Czy oni rozumieją sytuację, kiedy Polacy na Grodzieńszczyźnie uważają, że są w swej polskiej ojczyźnie? Trwają w niej wiernie i nigdy z niej nie wyjechali, tylko Polska od nich „wyjechała”?
– Właśnie to było trzeba wytłumaczyć, że nie my wyjechaliśmy, tylko Polska wyjechała, że jesteśmy u siebie. Zawiłość kwestii historycznych pomnożona na brak wiedzy stwarza możliwości do szerzenia różnych dezinformacji, co wykorzystuje i rosyjska i białoruska propaganda.
Apelowałeś o europejskie zaangażowanie na rzecz uwolnienia więźniów politycznych na Białorusi. Co Europa powinna zrobić?
– Przede wszystkim nie można zapomnieć o sytuacji w jakiej znajduje się białoruskie społeczeństwo, o losach więźniów politycznych. To nie jest wcale takie łatwe. Parlament Europejski to przedstawiciele różnych państw, siłą rzeczy uwaga jest koncentrowana faktycznie na całym świecie. Białoruś już zniknęła z czołówek światowych mediów, są tam inne tematy, inne problemy… dlatego utrzymanie uwagi szeroko rozumianego Zachodu na problematyce białoruskiej wcale nie jest takie łatwe. Przypominanie w kolejnych rezolucjach, wystąpieniach sytuacji więźniów politycznych powoduje, że ten problem nie znika z międzynarodowej agendy. To jest też sygnał dla reżimu, że o losie konkretnych ludzi pamięta się. To potrafi złagodzić represje, w warunkach kiedy reżimowi należy zależeć na kontaktach z Zachodem. Zresztą należy pamiętać, że nie ma prostej recepty na białoruski reżim. Sytuacja na Białorusi trwa od dziesięcioleci, testowane były różne rodzaje polityki, i to zademonstrowało, że potrzebna jest wytrwałość i konsekwencja, wspólna polityka prowadzona przez kolejne rządy oparta na rzeczowej analizie – to jest to co przyniesie efekt. Niestety na Białorusi zachodni politycy, którzy w najlepszym razie myślą kategorią jednej kadencji zderzają się z dyktatorem, który myśli kategoriami wieczności! Jeżeli spojrzeć na działania Łukaszenki właśnie w takim kontekście, z punktu widzenia kogoś, kto ma zamiar rządzić do końca swojej egzystencji. Pamiętajmy, że Aleksander Łukaszenka się nie zmienia, zmieniają się za to kolejne rządy w demokratycznych państwach i to zawsze było wykorzystywane przez stronę białoruską do rzekomego „nowego otwarcia”, za którym nie szły żadne konkrety. Mam nadzieje, że wnioski z tego zostały wyciągnięte i kiedy po zakończeniu wojny na Ukrainie – a jest to obowiązkowa umowa – pojawi się popyt na dialog z Mińskiem o tych wcześniejszych doświadczeniach nie zapomni się.
Prognozowałeś w Strasburgu, że kiedy pozycja Putina się załamie, Białoruś wydostanie się z objęć Rosji, bo tak naprawdę Białorusini mają z Rosjanami niewiele wspólnego. Możesz ten wątek rozwinąć?
– Mówiłem dokładnie, że jedyną szansą by Białoruś poszła w stronę demokracji i Zachodu jest głęboki kryzys w Rosji. Tak już było w historii Białorusi. Pierwsza, nieudana zresztą próba proklamowania niepodległości Białorusi to rok 1918 – czyli czasy wojny domowej w Rosji, jej pogrążenie się w niebywałym kryzysie i skoncentrowanie się na swoich wewnętrznych problemach. Kolejny tym razem udany zryw to rok 1991 czyli rozpad Związku Radzieckiego. Dlatego uważam, że szanse na demokracje na Białorusi pojawią się dopiero w sytuacji kiedy Rosja się pogrąży w kryzysie. Bez tego warunku niemożliwy dzisiaj jest jakikolwiek pozytywny scenariusz, wydarzenia na Ukrainie wyraźnie to zademonstrowały.
Czy myślisz, że Łukaszenko, w sprzyjających warunkach politycznych, związanych chociażby z postawą Ameryki, mógłby wymówić „braterstwo” Putinowi?
– Nie, nie wierze i nigdy nie wierzyłem w możliwość zerwania przez Aleksandra Łukaszenki więzi z Rosją, chodzi nie tylko o zależność gospodarczą, chodzi o jego mentalność. Jego poglądy są znane i niezmienne od lat, uważa Białorusinów za część narodu ruskiego, jest wyznawcą ideologicznego kierunku, który nazywa się zachodni rusizm i jest jedną z podstaw postrzegania i opisywania historii Białorusi poprzez pryzmat nierozerwalnych więzi z Rosją. Łukaszenka wie, że głównym założeniem polityki Zachodu przez lata było wspieranie niepodległości Białorusi, dlatego często wykorzystywał do szerzenia dezinformacji i graniu na zachodniej chęci wzmocnienia niepodległości Białorusi. Zachód powinien pracować z białoruskim społeczeństwem by wzmocnić proeuropejskie i generalnie prozachodnie nastroje i postawy, a nie ulegać dezinformacji i rozpoczynać grę z Łukaszenką w której nie ma żadnych szans na wygraną.
Jak myślisz, Twoje wystąpienie strasburskie spodoba się Łukaszence?
– Szczerze mówiąc nigdy nie myślę w podobnych kategoriach, zawsze dążę do zrozumienia sedna zjawiska i opisania go w sposób zrozumiały dla odbiorcy. Tak też było i tym razem. To jest nawyk dziennikarski. Zagłębiam się w temat, i pracując nie myślę o tym komu się to spodoba, a komu nie, dążę do rzetelnego opisania rzeczywistości. Nie chce ani podlizywać się władzy, ani ją drażnić – tylko zrozumieć zjawisko i przekazać swoją wiedzę o tym. Władza totalitarna generalnie nie lubi podobnych głosów, nie lubi zmierzać się z rzeczywistością, woli narzucać swój punkt widzenia i zmuszać społeczeństwo do mechanicznego powtarzania propagandowych sloganów.
Idąc dalej, czy zakładasz, że on może Cię nie wpuścić na Białoruś, kiedy we wrześniu będziesz chciał wracać? Co wtedy?
– Pożyjemy, zobaczymy… We wrześniu się okaże jak będzie.
Niebawem, na zaproszenie Prymasa Polski arcybiskupa Wojciecha Polaka udajesz się do Gniezna. Będzie uczestniczył w Mszy świętej w intencji Polaków na Białorusi. Jak ten fakt odbierze wasza polska społeczność? Czy to ją umocni?
– Moim zdaniem będzie to jedno z ważniejszych wydarzeń jeżeli chodzi o Polaków na Białorusi. Wydarzenie, które podkreśla duchową łączność narodu polskiego ponad granicami, ale też wydarzenie mające wymiar symboliczny. Na pewno doda to otuchy Polakom, przede wszystkim tym dla kogo głos kościoła jest niezwykle ważny.
Jakich gestów i działań ze strony polskich władz oczekiwałbyś, aby sytuacja Polaków na Białorusi uległa widocznej poprawie?
– To, że Związek Polaków na Białorusi jest jedyną organizacja społeczną, niezależną od władz, która przetrwała fale represji 2021-2023 świadczy o tym, ze Warszawa nie tylko może ale i umie bronić swojej mniejszości narodowej nawet w skrajnie trudnych warunkach. Moim zdaniem główna lekcja tej naszej historii to przekonanie: żeby coś osiągnąć w takich warunkach jest potrzebna współpraca ponad podziałami i konsekwencja. Lekkich rozwiązań nie ma, jest ciężka praca w ciężkich warunkach, ale jeżeli być twardym, być konsekwentnym to ona przynosi efekty, przynosi wyniki.
Twoja determinacja musi budzi szacunek…
– Jeżeli masz cel i wiesz komu służysz, nic cię nie złamie.
Więc?
– Służę wolności moim rodakom. Z drogi nie zejdę
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Waldemar Piasecki, Nowy Jork
