27.06.2026
Zdanie odrębne

polski Kościół, tak wrażliwy na punkcie przykazań bożych (i własnych) nie napomina, nie potępia, nie zakazuje szerzenia nienawiści, poniżania, szczucia na drugiego człowieka – przez tych jego wiernych, którzy pełnią funkcje publiczne; są posłami, członkami partii, dziennikarzami, publicystami, stale powołują się na ‘wartości chrześcijańskie’ i bronią wiary? Dlaczego pozwala im – od ołtarza, w towarzystwie duchownych, z różańcem w ręku i modlitwą na ustach – sprowadzać drugiego człowieka do mikroba, pasożyta, zarazy – skąd tylko krok do jego unicestwienia? Dlaczego żaden biskup, proboszcz, wikary, katecheta nie odniesie się publicznie do słów Kaczyńskiego, Brauna, Nawrockiego, Kowalskiego i im podobnych?
Wierzących w Boga obowiązuje zasada ‘braterskiego upomnienia’. Przewiduje trzy kroki: w cztery oczy („idź i upomnij go”), która chroni godność; przy świadkach („jeśli nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch”); zgłoszenie wspólnocie („jeśli i tych nie usłucha, powiedz Kościołowi!”). Jaki autorytet ma wspólnota, która nie stosuje tej zasady? Czy jest to wspólnota chrześcijańska (katolicka), czy pogańska, narodowo-plemienna?
*
hierarchiczny Kościół, który powinien stać na straży symbolu chrześcijaństwa i znaku wiary, nie robi nic, by nie pomiatano krzyżem? Zarówno w roku 2010, kiedy grupa osób, wykorzystując katastrofę lotniczą, powołała do życia religię smoleńską? Wtedy bezradny okazał się arcybiskup warszawski; teraz, kiedy polscy chuligani jadą z krzyżem do Berlina i próbują ‘pod tym znakiem’ zrobić polityczną hucpę – nie reaguje nikt z duchowieństwa ani wierni?
*
nikt ze społeczności akademickiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego nie zaprotestuje przeciw obrzydliwym zachowaniom absolwenta i profesora tejże uczelni – Przemysława Czarnka? Kiedyś, zwłaszcza w czasach ‘komuny’, KUL był symbolem niezawisłości od ideologii, przyzwoitości naukowej i atmosfery, jakiej mogła mu pozazdrościć niejedna uczelnia państwowa… Wykształcił wielu wybitnych ludzi, którzy dobrze służyli Polsce w trudnych czasach. Teraz stał się jedną z wyższych szkół partyjnych PiS, której wychowanek i pracownik – nie bacząc na przeszłość – wystawia uczelni jak najgorsze świadectwo, ciągnąc ją w dół – do poziomu ‘akademii’ Rydzyka czy ‘zamojskiej’. Jak widać za zgodą, przyzwoleniem, a może tylko skutkiem obojętności absolwentów i kadry…
*
38-milionowy kraj średniej wielkości w centrum Europy, znany z „umiłowania wolności”, stale walczący o polityczną niezależność, wrażliwy na to, by wrogie mocarstwo za miedzą nie wybierało mu przywódców, godzi się na dyktat mocarstwa zza wielkiej wody? Zainstalowało ono w Warszawie swego namiestnika, a ten nieprzyzwoicie łasi się do protektora, naśladując jego gesty, miny a nawet kolor krawata…
*
człowiek ‘wybrany niewielką liczbą głosów’ na prezydenta Polski, w trakcie wizyty u ‘przyjaciela’ w Waszyngtonie dyskredytuje: własnego premiera, marszałka sejmu, ministra spraw zagranicznych i (z rozpędu) ministra finansów[1]? Twierdzi, że zniszczyli dobre relacje z Ameryką i tylko jemu udało się je naprawić „dzięki mądrości narodu polskiego, który wybrał prezydenta”[2]… Dlaczego nie przestrzega niepisanej zasady, że o własnym kraju i jego obywatelach nie mówi się źle za granicą? Nawet pani Dulska wiedziała, ‘swoje brudy trzeba prać we własnym domu’…
*
ludzie prawicy, a zarazem wierne dzieci polskiego Kościoła, nie kierują się Pismem św. gdzie jest napisane, że dla Boga: „Nie ma Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety (…)[3]? Dlaczego chcą szukać Ukraińców wśród urzędników administracji państwowej? Stale są wyczuleni na Żydów; za chwilę będą tropić Białorusinów, Litwinów, Niemców… W końcu zaczną szukać nieprawdziwych patriotów, bo tylko oni mają się za „prawdziwych”!
*
znany i lubiany red. Dariusz Szpakowski, wieloletni komentator i legenda dziennikarstwa sportowego, który onegdaj „nie zgodził się na współpracę ze służbami PRL”, dał się namówić do nachalnej reklamowy[4]? Wraz z dwójką krzykliwych celebrytów Marianem i Barbarą zagrzewa – ‘w duchu sportowym’ – do zakupów telewizora i tego co aktualnie na wyprzedaży w sieci Media Ekspert? Czyżby musiał dorabiać do niskiej emerytury? Może trzeba ogłosić zrzutkę dla osoby dwukrotnie odznaczonej krzyżem kawalerskim i komandorskim Orderu Odrodzenia Polski[5], i autora (podobno) poczytnej autobiografii…
*
kraj, który niedawno wysłał w kosmos swego obywatela, nie potrafi rozwiązać problemu opakowań z plastiku? Automaty przyjmują butelki po wodzie, ale po mleku już nie… Nie można zwrócić szklanych półlitrówek po wódce, nie mówiąc o ‘małpkach’, których wszędzie jest pełno. Minister odpowiedzialna za sprawę, ciągle zapowiada nowelizację ustawy.
*
Jarosław (niemądry) zwraca order Jarosława Mądrego? Może uznał, że mu nie pasuje? Wadzi? A może jest za duży, za ciężki, niewygodny w noszeniu…
*
świnie kwiczą? Odpowiedź na filmiku: https://www.facebook.com/reel/927502530273294
- ‘Sytuacja finansów państwa jest dramatyczna’. ↑
- Ludzie, którzy mentalnie nie dorośli do sprawowanych urzędów, zwykli używać trzeciej osoby liczby pojedynczej… ↑
- List św. Pawła do Galatów3:28↑
- Wcześniej reklamował zakłady bukmacherskie STS, piwo tyskie czy Mc Donald’s Polska ↑
Są to tzw. ordery chlebowe, których posiadanie wiąże się z finansowym dodatkiem do emerytury lub renty… ↑
JS

Idąc tropem {niezliczonych) pytań retorycznych, po wyczerpaniu egzystencjalnych, ziemskich problemów, doszłoby się do samego Boga. I wtedy nie byłoby to pytanie dotyczące jakiegoś przepisu, jakiejś procedury, czyjegoś zachowania czy losu.
To czy dopiero wtedy popełnione zostałoby bluźnierstwo?
Dlaczego…?
Też te pytania zadaje, już od dawna, a na pewno od 1989 roku kiedy instytucja broniąca braw człowieka stała się instytucją depczą a elementarne zasady demokracji. Niestety bardzo skutecznie.
Próbowałem sobie na te pytania odpowiadać przez większą część dorosłego życia. Najpierw z zapałem młodego idealisty, później z uporem człowieka w średnim wieku, a dziś już bardziej z doświadczeniem kogoś, kto wie, że świat rzadko daje odpowiedzi, za to bardzo chętnie produkuje kolejne pytania.
Może odpowiedź jest zresztą prostsza, niż chcieliby filozofowie.
Kościół często milczy nie dlatego, że nie widzi, lecz dlatego, że widzi aż za dobrze. Wie, że każde upomnienie swoich oznacza utratę części swoich. A instytucje, podobnie jak stare kamienice, najbardziej boją się remontów. Łatwiej zamalować pęknięcie farbą niż kuć fundamenty. Ewangelia pozostaje niezmienna, ale zarządzanie wiernymi coraz częściej przypomina zarządzanie elektoratem.
Krzyż? Od dawna przestał być wyłącznie symbolem wiary. W Polsce potrafi jednego dnia być znakiem zbawienia, drugiego elementem scenografii politycznej, a trzeciego rekwizytem w ulicznym spektaklu. Najbardziej cierpi na tym sam krzyż, który – gdyby miał nogi – pewnie już dawno uciekłby z tych wszystkich manifestacji.
Uniwersytety też mnie przestały dziwić. Przez lata wierzyłem, że profesor to człowiek, który zawsze zabierze głos, gdy dzieje się coś niestosownego. Dzisiaj wiem, że profesorowie, podobnie jak hydraulicy, mają swoje specjalizacje. Jedni od filozofii, inni od milczenia. A milczenie bywa najbardziej dochodową dyscypliną akademicką.
Dlaczego państwo średniej wielkości tak chętnie szuka starszego brata? Bo najwyraźniej od pokoleń cierpimy na narodową odmianę kompleksu sieroty. Raz szukaliśmy opiekuna w Moskwie, potem w Brukseli, dziś w Waszyngtonie. Zadziwiające jest tylko to, że wszyscy deklarują walkę o pełną suwerenność, najlepiej pod czyimś bardzo troskliwym parasolem.
Dlaczego politycy piorą polskie brudy za granicą? Bo od dawna bardziej zależy im na oklaskach zagranicznej widowni niż na szacunku sąsiadów z własnej klatki schodowej. Dawniej mówiło się: „Nie wynosi się śmieci z domu”. Dzisiaj wynosi się wszystko – byle tylko kamery zdążyły nagrać.
Dlaczego ludzie tak chętnie dzielą innych na swoich i obcych? Bo to najtańszy sposób budowania własnej wartości. Kiedy brakuje sukcesów, zawsze można znaleźć winnego. Historia pokazuje, że lista kandydatów zmienia się co kilka dekad, ale mechanizm pozostaje identyczny. Wczoraj byli jedni, dziś drudzy, jutro znajdą się kolejni. Kozioł ofiarny nigdy nie narzeka na bezrobocie.
Reklamy z udziałem ludzi, których kiedyś podziwialiśmy? Cóż… życie nauczyło mnie jednego. Nie oceniaj zbyt surowo cudzego portfela. Każdy ma swoją cenę, tylko nie każdy zdążył ją poznać. Jedni reklamują telewizory, inni partie polityczne, jeszcze inni własną nieomylność. To ostatnie wydaje mi się zdecydowanie najdroższą kampanią.
System kaucyjny? To już klasyka polskiej administracji. Potrafimy wysłać człowieka w kosmos, ale butelka po mleku okazuje się wyzwaniem cywilizacyjnym. Polska jest krajem, w którym inżynier skonstruuje satelitę, a ustawodawca przez trzy lata zastanawia się, czy korek powinien być przywiązany do butelki sznurkiem czy rozporządzeniem.
A sprawa orderów? Och, ordery są trochę jak znajomości na Facebooku. Łatwo je przyjąć, łatwo oddać, znacznie trudniej zachować twarz. Politycy kochają symbole do chwili, kiedy symbole przestają być politycznie opłacalne.
Po tylu latach doszedłem jednak do jednego wniosku.
Nie najbardziej martwią mnie ludzie, którzy mają błędne odpowiedzi. Oni przynajmniej próbują myśleć. Najbardziej niepokoją ci, którzy przestali zadawać pytania. Bo demokracja nie umiera wtedy, gdy ludzie się kłócą. Umiera wtedy, gdy przestają się dziwić.
A ja, im jestem starszy, tym częściej łapię się na tym, że najbardziej rozsądną odpowiedzią na wielkie pytania współczesności jest lekki uśmiech. Nie ten szyderczy. Taki trochę pogodny, trochę ironiczny. Bo życie nauczyło mnie jeszcze jednej rzeczy: świat niezwykle rzadko bywa logiczny, za to niemal codziennie bywa komiczny. Trzeba tylko uważać, żeby śmiejąc się z rzeczywistości, nie przeoczyć chwili, w której rzeczywistość zaczyna śmiać się z nas.
Tak było, jest i będzie. Wiele wskazuje na to, że największym wrogiem naszego Państwa są jego obywatele. Przez głupotę, prywatę i skłonność do samodestrukcji sami strzelają sobie gole. W wyborach głosują na patologię, później dziwią się, że sprawy nie idą we właściwym kierunku. Warcholstwo, przysłowiowe darcie gęby, to nasza wielowiekowa tradycja. A KK, cóż, w jego szeregach są synowie tej samej ziemi…
To nie są pytania retoryczne. Jeden z komentatorów felietonu przedstawia możliwe odpowiedzi, nie jedyne. Są one wynikiem jego przemyśleń i doświadczeń życiowych. Można przytaknąć lub zaprzeczyć.
Jest pytanie, jest odpowiedż i powinien być ruch…
I męczy mnie Tuwim :
” Poucz nas, że pod słońcem Twoim
Nie masz Greczyna, ani Żyda”
***************************************
JS mimo upałów w mistrzowskiej formie.
Kościół po polsku: dużo kadzidła, mało odwagi. Gdy trzeba upomnieć polityków wołających o „wartościach chrześcijańskich”, a jednocześnie siejących pogardę, hierarchia najczęściej wybiera ewangeliczną wersję pilota do telewizora: wyciszyć, przełączyć, nie przeszkadzać. W efekcie kazania brzmią jak lekcje moralności, ale tylko do momentu, kiedy moralność zahacza o własne szeregi.
Politycy od dawna odkryli, że w Polsce wystarczy krzyż w dłoni, różaniec w kieszeni i odpowiednio nabożna mina, by każdą bezczelność opakować w patriotyczny papier. Potem już można mówić o ludziach jak o zarazie, a o kraju za granicą jak o prywatnym folwarku, byle z powagą i najlepiej pod biało-czerwoną zasłoną.
KUL też dostał swoje pięć minut w tej paradzie pozorów. Z uczelni, która miała być symbolem niezależności i przyzwoitości, łatwo zrobić dekorację dla partyjnej kariery, a potem jeszcze zdziwić się, że akademicki autorytet wygląda jak rekwizyt po wyborczym wiecu. Najsmutniejsze jest to, że wszystko odbywa się przy zachowaniu miny ludzi głęboko zatroskanych o ład moralny.
Cały ten teatr najlepiej podsumowuje słynna polska tradycja: moralność na sztandarach – praktyka w kuluarach. Jedni krzyczą o narodzie, inni o wierze, jeszcze inni o racji stanu — i każdy jakoś przypadkiem mówi głównie o sobie.
„Dlaczego pozwala im – od ołtarza, w towarzystwie duchownych, z różańcem w ręku i modlitwą na ustach – sprowadzać drugiego człowieka do mikroba…
….hierarchiczny Kościół, który powinien”
W drugim akapicie Autor znalazł odpowiedź. na pytanie zadane w pierwszym. Hierarchiczność, to determinanta polityki korporacji. Inaczej być nie może, bo dobry i światły władca to mit. Jej „polityka” ma służyć jeno biurokratycznej strukturze zabiegającej o trwanie i wszechwładzę, w jej własnym interesie. Problem był tylko w zbudowaniu perswazji, że tak nie jest. Udało się. I gdzie tu nominalna powszechność?
Opisanie tego Kościoła kategoriami politologicznym, po zawieszeniu sądu o jego nadprzyrodzonym pochodzeniu, raczej by nie zaszkodził zrozumieniu jego fenomenu.
Bartula
Zło
Jestem bogaty, jestem piękny, jestem pachnący. Karmię hipokrytów, buduję nienawiści mosty, zjadam miłosierdzia porosty. Intencje mam czyste niczym łzy Boga, lecz kara za tekst Jana S. będzie sroga. Nikogo się nie boję, bo mam w Domu Pana trzy naboje: „ojca” „syna” „ducha św.”. Wybaczam tylko za pieniądze i proszę o Nie. O Tak!
Intelektualna i analityczna forma umysłu JS nie słabnie, i jest na najwyższym poziomie, pomimo nienajlepszych warunków jakie nas dotykają, nie tylko te atmosferycznych, ale też tych społeczno-politycznych. JS jest jak doświadczony młynarz z wieloletnim stażem, stosownie dobiera sita by kontrolowane przez niego, żadnej wielkości cząstka otręb dobrze była oddzielona od mąki. Wnikliwość śledzenia niemal wszystkich dziedzin naszego polskiego piekiełka jest tradycyjnie perfekcyjna. I niech mrużą oczy wszyscy ci, których JS szturcha – politycy, księża, itd. A ma za co, i niech każdemu wedle zasług się dostanie. Z radością czytałem połajankę KUL-u z najbardziej „słynnego” profesora. Z resztą nawet butelkomatom się dostało. Tak trzymać.
Pytania J. S. to, jak zawsze, pytania ważne i zasługujące na poważny namysł, to znaczy na próbę znalezienia na nie odpowiedzi. „Dlaczego polski Kościół…?”. Dość szybko oduczyliśmy się traktować marksizm jako przesłanie równości, braterstwa i wezwanie do walki o prawa klas pracujących. Bo w rzeczywistości była to formuła zniewolenia wielkich mas ludzkich przez „dyktaturę proletariatu”. Czas, byśmy przeczytali równie krytycznym okiem także Ewangelię. Chrześcijaństwo wyrasta z sekty, a więc społeczności poddanej bezwzględnej kontroli Proroka i jego Apostołów (w komunizmie Numeru Pierwszego i Polit-Biura), dyszącej wrogością wobec wszystkich, którzy nie podzielają jej wiary. Dlatego nie dziwmy się, że kontynuacja tej sekty godzi się na szczucie przeciwko najczęściej wyimaginowanym wrogom, którzy jak ów „lew” z 1 P 5,8-11 krążą jakoby wokół i patrzą, kogo by pożreć. Chrześcijaństwo i jego kościoły muszą mieć wrogów. Jeśli ich nie mają, muszą ich stworzyć. Bez nich zginą.
to ważny komentarz i warto go rozwinąć w oddzielny esej
Komu dziś w głowie eseje – to gatunek oświeceniowy… Polska żyje 'romantyzmem’ i 'mesjanizmem’, w których ton nadaje Trump i jego naśladowca Nawrocki.