Wszystkie działania opozycji politycznej – partii opozycyjnych w Sejmie, organizacji i stowarzyszeń pozaparlamentarnych aktywnych na scenie politycznej – mają charakter reaktywny wobec działań Rządu i jego parlamentarnego zaplecza jaką jest obóz Zjednoczonej Prawicy.
Wielotysięczne manifestacje Komitetu Obrony Demokracji (właśnie uzyskał status stowarzyszenia), wystąpienia posłów parlamentarnej opozycji, akcje obrońców – a to Puszczy Białostockiej, a to stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim i Michałowie – są odpowiedzią na posunięcia rządzącej partii lub administracji rządowej.
To naturalne, tak trzeba, takie są reguły walki politycznej w państwie liberalnej demokracji.
Jeżeli jednak ta walka ma przynieść zwycięstwo, a tylko taki cel jest jej warty, to reaktywność, odpowiadanie na posunięcia rządzących, nawet najbardziej spektakularne marsze i pochody będą tylko politycznym folklorem, opisywanym w niezależnych mediach, komentowanym i pozytywnie przeżywanym przez ludzi i tak przekonanych do potrzeby zmiany obecnej władzy.
Minęło pół roku od wyborów prezydenckich i parlamentarnych
W wyniku tych wyborów, w oparciu o obowiązujące prawo wyborcze i procedury ordynacji zwycięski obóz, mimo nieznacznej przewagi ilości głosów, uzyskał pełnię władzy – urząd prezydenta i większość sejmową, pozwalającą na samodzielne rządzenie przez kolejne cztery lata – po których, w myśl obowiązującego obecnie prawa, powinny odbyć się kolejne wybory parlamentarne, od których zależeć będzie kształt sceny politycznej, rząd i administracja rządową.
W ubiegłym tygodniu Zarząd Główny i Oddział Warszawski Polskiego Towarzystwa Socjologicznego zorganizowały konferencję – „Wybory Polaków”, na której przedstawione zostały subtelne analizy dotyczące wyborów samorządowych, wyborów prezydenckich i wyborów parlamentarnych w 2015 roku.
Chciałbym przedstawić swoje impresje jako aktywny uczestnik tej konferencji w odniesieniu do prezentowanych badań i analiz dotyczących wyników wyborów prezydenckich i parlamentarnych, bo to te wyniki mają decydujący wpływ na kształt życia politycznego w Polsce i wszystkie zawirowania na naszej scenie politycznej.
Profesor Andrzej Rychard w referacie wprowadzającym do konferencji – „Wybory Polaków. Czy mogą zmienić Polskę?” stwierdził, że wybory z 2015 roku postawiły dramatyczne pytanie o kierunek zmiany cywilizacyjnej, przed którą jesteśmy jako państwo i społeczeństwo.
Autorytaryzm, niechęć do Zachodu, koncepcje budowy Międzymorza, oparcie o tradycyjne wartości, władza personalna, a nie w oparciu o prawo – to niektóre z zagrożeń, jakie niesie koncepcja władzy prezentowana przez Premiera Rządu RP i Prezydenta RP realizujących wizje prawdziwego władcy, jakim jest prezes rządzącej partii.
Trafna wydaje mi się uwaga prof. Rycharda, że obecnie PiS wprowadza swoje wizje poprzez działania instytucjonalne, a nie w warstwie językowej. To istotna zmiana do lat 2005 – 2007, gdy ostremu językowi w debacie publicznej nie towarzyszyły ostre zmiany w sferze rzeczywistej, instytucjonalnej. Teraz obserwujemy demolowanie instytucji Państwa: – Trybunał Konstytucyjny, służba publiczna, wymiar sprawiedliwości, media publiczne, przy widocznym braku ofensywy w warstwie języka i sposobu komunikacji ze społeczeństwem.
Według prof. Rycharda przyczyny zwycięstwa wyborczego PiS-u są znane: politycy Prawa i Sprawiedliwości lepiej odczytali wyniki badań socjologicznych i diagnoz społecznych, jakie były do dyspozycji wszystkich sztabów wyborczych partii i koalicji wyborczych idących do wyborów w 2015 roku.
W raportach z badań i diagnoz zawarta była wiedza o zmianie postaw społecznych wobec fundamentów, na których budowaliśmy III RP – takich jak, Rynek, Europa, Demokracja liberalna; młode pokolenie Polaków ma inny, bardziej krytyczny niż afirmatywny stosunek do tych wartości.
Profesor Krzysztof Podemski w bardzo ciekawym referacie omawiającym wyniki wyborów prezydenckich w Domach Studenckich w kilku miastach Polski (Domy Studenckie tak jak szpitale czy więzienia tworzą zamknięte okręgi wyborcze) sformułował tezę, że młodzi Polacy są pierwszym od dawna pokoleniem pozbawionym szans na awans międzygeneracyjny; to znaczy, że mogą nie uzyskać wyższej pozycji, statusu niż ich rodzice. To może rodzić i rodzi frustracje społeczne i pragnienie zanegowania zastanego porządku społecznego.
Dobrą tego ilustracją są przytoczone przez prof. Podemskiego wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w Domach Studenckich w kilku miastach (Poznaniu, Krakowie, Gdańsku, Warszawie) – we wszystkich tych komisjach wyborczych studenci wybrali na Prezydenta RP Pawła Kukiza, którego program – najprościej mówiąc – sprowadzał się do zanegowania porządku i systemu politycznego.
Dobrą puentą do tego niech będzie również to, że w drugiej turze, gdy wybór był tylko pomiędzy B. Komorowskim i A. Dudą we wszystkich wygrał Andrzej Duda, który był zapowiedzią zmiany, a nie kontynuacji.
Taka zmiana postaw studenckich odnotowana była w badaniach już w 2014, w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Studenci akademika Akademii Medycznej w Poznaniu wybrali wtedy Janusza Korwina–Mikkego; przyszli lekarze wybrali w wolnych wyborach jako swojego reprezentanta do władz UE osobę, która głosi poglądy mające się nijak do misji zawodu lekarza; poglądy, które trudno mieszczą się w standardzie wartości europejskich.
Przytoczę jeszcze tylko jeden wynik z wielu jakie były prezentowane na konferencji „Wybory Polaków”.
Dr hab. Mikołaj Cześnik i dr. hab. Agnieszka Turska-Kawa prezentowali wyniki opisujące systemy wartości, jakie charakteryzują wyborców wygranych (to ci, którzy głosowali na zwycięską partię), przegranych (to ci wszyscy, którzy zagłosowali na partie niemające swojej reprezentacji w rządzie) i nieobecnych (to po prostu ci, którzy nie poszli do wyborów).
Z wielu subtelnych (czasem zbyt subtelnych) analiz wynikał wniosek taki oto, że gdyby PiS zaktywizował w następnych wyborach grupę niebiorących udziału – to, patrząc na systemy wartości absentowiczów i tych, którzy głosowali na PiS, mógłby liczyć na zwiększenie swojej przewagi.
To, jakie wartości są ważne dla elektoratu PiS i jakie wartości są ważne dla absentowiczów wykazuje relatywnie największą zgodność – zła to prognoza dla tych wszystkich, którzy sądzą, że wystarczy poczekać aż władza się zużyje (a zużywa się każda). Ta władza ma rezerwy.
Tyle prezentacji socjologicznych badań i analiz, konferencja przyniosła ich znacznie więcej, ale nie jest moim celem pełne ich omówienie
No to jeszcze raz, od początku.
Czy wystarczy reagować na posunięcia władzy?
Władza, patrząc na jej reprezentantów, ma się dobrze i sądzi, że będzie się miała jeszcze lepiej – wystarczy poczekać do maja, zaczną płynąć pieniądze do potrzebujących i niepotrzebujących (program 500 + nie ma bowiem górnego limitu dochodów, liczą się dzieci, a nie dochód w rodzinie), wystarczy jeszcze „dobra zmiana” w kolejnych instytucjach rządowych i samorządowych – a wzrośnie liczba beneficjentów tej „dobrej zmiany”.
Objęcie przez ministra sprawiedliwości funkcji prokuratora generalnego – wszystko zgodnie z prawem, z obowiązującą ustawą – gwarantuje, że w każdym momencie, gdy tylko pojawią się pierwsze oznaki znużenia lub zniecierpliwienia w obozie zwycięzców, minister Ziobro dostarczy tematów skutecznie ogniskujących uwagę i emocje ludzi, którzy nawet wtedy gdy się im nie polepszy zobaczą tych, którym się pogorszy.
Mój apel (bo tyle mi zostało) do partii opozycyjnych w Sejmie – czas na pozytywny program, na przedstawienie takiej listy spraw które poruszą Polaków, tak wielu Polaków, że przekroczony zostanie punkt krytyczny, że skończy się czas jedynie protestowania przeciw a zacznie się ruch za.
To oczywiste, że partie w Sejmie mają wszystkie przesłanki: trybunę sejmową, biura poselskie, pieniądze z dotacji, struktury i działaczy w terenie – to od nich przede wszystkim oczekiwać należy pozytywnych i aktywnych działań. Niech pojawi się temat, do którego będzie zmuszony odnosić się obóz rządowy, niech funkcja aktywny – reaktywny zadziała w drugą stronę.
To jasne, partie pozaparlamentarne, przy trudniejszym progu na starcie, mogą i powinny być aktywnym podmiotem politycznym; bycie poza parlamentem jest utrudnieniem, ale nie uniemożliwieniem działań politycznych.
Może na wiosnę pojawi się temat który będzie na transparentach, plakietkach jakie niosą uczestnicy KOD–owskich demonstracji, temat w stosunku do którego rządzący będą reaktywni?
Miało przecież być „zima wasza – wiosna nasza”!
polski socjolog i polityk, poseł na Sejm II kadencji



No i mamy kolejny tekst s serii: jak zrobić, żeby było lepiej?
Tyle, że jak na razie nikt nie ma niczego do zaproponowania.
Powrót do przeszłości, mimo wszystko, nie jest już atrakcyjny, nie tylko dla studentów.
j.Luk: masz rację. Ten tekst nie jest rażąco głupi, ale jałowy. Pora na powrót i wnioski z przyszłości, co zapowiada się nieciekawie. W realizacji przeciwieństwa swej nazwy PiS jest konsekwentny. Mamy już Bezprawie, które ma zapewnić bezkarność Niesprawiedliwościom, na które właśnie kolej nadchodzi. Wszystko w poszumie uspakajających wezwań do dialogu, i skarg, że opozycja nie chce się nadstawić, więc dialogu nie będzie.
Socjologów bardzo poważam, ale najpierw powinni sprawą zająć się psychiatrzy.
@hazelhard, jaką sprawą wg. Pana powinni zająć się psychiatrzy? Ma Pan kogoś ma myśli?
A Otto von Bismarck powiedział (ponoć?):
Dajcie Polakom rządzić a sami się wykończą.
Chleba i igrzysk.. stara rzymska maksyma.
Obecnie ci najliczniejsi dostaną trochę na chleb a i igrzyska będą wesołe i co zadba specjalista minister sprawiedliwości.
Ciągle słyszę te okrzyki z przeszłości prządek łódzkich, my towarzyszu pierwszy sekretarzu jesteśmy z wami!!
Obecnie jedynym sposobem na jakiekolwiek zmiany jest chyba trzęsienie ziemi aby nie został kamień na kamieniu.
Na gołym polu najlepiej się buduje ziemianki.