Motto:
„O ty małorolny
Prosty i oddolny
Nie siejesz, nie orzesz,
A odstawiasz zboże!”
Sławomir Mrożek
Gdy zastanawiamy się, skąd się lęgną niektóre pomysły nieszczęśliwie nam rządzących, mówimy o cynizmie, złej woli, spisku, ale najczęściej nie przychodzi na do głowy rozwiązanie najprostsze: z głupoty.
Pisałem już o projekcie (właśnie w Sejmie) nowej ustawy o ziemi rolnej. Myślę, że źródeł tego projektu leży najwyżej 2 % złej woli, a 98 % głupoty. Zła wola jest oczywista i jawnie deklarowana: aby, Niemcy, cudzoziemcy i mieszczuchy ziemi nie kupowały… Wszystko jasne, dalej już czysta niekompetencja i głupota.
Pomysł, by na wsi mieszkali i gospodarowali wyłącznie rolnicy, wyłącznie polscy i wyłącznie małorolni (o przepraszam: „indywidualni”), jest tak głupi, że aż nie chce się wierzyć. Kiedyś było powiedzenie, iż coś jest „tak głupie, że ustawa nie przewiduje”, a tu patrzcie państwo: przewiduje. Wyobraźmy sobie wieś z wizji Kaczyńskiego: mieszkają tylko rolnicy, i to tylko biedni. To jest wieś, na której nie ma sklepów, warsztatów, przychodni zdrowia, szkół… No nie ma, bo zgodnie z tym projektem ustawy nauczyciel, lekarz, geodeta, mechanik, sklepikarz i inny „nie rolnik” nie może kupić działki i się pobudować. To znaczy, że na wieś pracować nie przyjdzie, bo nie ma gdzie mieszkać. Proste jak konstrukcja cepa, ale chyba dla kogoś i ta konstrukcja jest zbyt skomplikowana.
Jakim trzeba być matołem i nieukiem, by nie rozumieć, że wieś na której mieszkają tylko przedstawiciele jednego zawodu, nie może funkcjonować. Nie da się na niej żyć. Nigdy w historii środowisko wiejskie nie składało się wyłącznie z rolników. Zawsze był jeszcze kowal, cieśla, agronom, kupiec, karczmarz, ksiądz… A teraz nawet ksiądz nie bardzo będzie miał gdzie zamieszkać, no chyba, że bezpośrednio przy kościele.
A więc wieś małorolnych, prostych i oddolnych, patriotycznych, nie uznających gender i głosujących na PiS ma się nie uczyć, nie leczyć, nie robić zakupów, nie naprawiać maszyn, nie chodzić do knajpy. No właśnie: panie Kaczyński, wieś sporo wytrzyma, drewno na opał będzie kradła z lasu (skoro nie może go kupić), leczyć się będzie u znachorów, jakoś tam się wyżywi, ale jak pan zlikwiduje knajpy! No to może być ostro! No oczywiście, można pędzić (i nie mówię o bieganiu), ale skąd brać butelki, gdy nie będzie sklepu? Pocztą się nie zamówi, bo listonosz też na wsi nie będzie miał gdzie mieszkać. Wot i problem.
I oczywiście ideologicznie słusznie: wygonić ze wsi wszystkich „miastowych”. Do miasta – sio!
Jest tylko jeden problem. Wokół wszystkich dużych miast, jak np. wokół Warszawy, w tych wszystkich Michałowicach, Książenicach, Opaczach, Czosnowach, mieszkają setki tysięcy ludzi pracujących w miastach. W skali kraju jest to parę milionów ludzi, kolejne kilka milionów to mieszkańcy wsi wykonujący zawody pozarolnicze, kolejne parę milionów to emeryci. Tak się składa, że na polskiej wsi obecnie najmniej jest stuprocentowych rolników, to znaczy takich, którzy nie wykonują równolegle jeszcze innego zawodu. Rolnictwo wytwarza tylko ok. 4 % PKB. A przecież jeszcze na wsi sporo polskich obywateli ma działki rekreacyjne, domy sezonowe. To ma wszystko iść pod buraki? Teoretycznie może i tak, ale ten kolejny chyba milion ludzi w zachwyt nie wpadnie.
No i skoro ziemia ma być wyłącznie rolna, to koniec z agroturystyką, stokami narciarskimi w górach, przystaniami na Mazurach. Pod buraki! Taki rozkaz! Cała Gubałówka, Bukowina, Białka – pod buraki.
Rozkaz to rozkaz.
A jak się ucieszą deweloperzy, którzy pobudowali całe osiedla domków na sprzedaż? Sprzedać przecież mogą – rolnikom! A ci górale, co postawiali pensjonaty w swoich Poroninach i Jaszczurówkach – pod buraki? Na pewno się zachwycą i pokochają Prezesa.
Ale to nie koniec „dobrej zmiany”, choć inna ustawa. Wymyślono (o ile ten proces można nazwać myśleniem), że przeglądy techniczne traktorów i maszyn rolniczych muszą być robione tylko w okręgowych stacjach kontroli pojazdów. Wyobraźmy sobie, jak to rolnik jedzie kombajnem 50 kilometrów na przegląd. A jaką radochę będą mieli na wąskich wiejskich drogach kierowcy? Nudzić się na pewno nie będą.
I pomysł kolejny: elektrownie wiatrowe muszą być bardzo daleko od zabudowań, tak daleko, że takich miejsc w Polsce prawie nie ma. A dlaczego? „Bo stawiamy na geotermię”. No i te wiatraki szumią, ponoć strasznie. Poszedłem pod pobliskie wiatraki, są trzy, po 110 metrów wysokości każdy. Niemałe. Słucham i słucham… ogłuchłem, czy co? Nic nie szumi. No ale wieść gminno-pisowska głosi, że wiatraki to sieją raka (podobno mózgu), aborcję i gender. Gendera wykrywać nie umiem, może sieją.
Gdy w czasach komuny snułem teorie, co też wymyślą rządzący, mój ojciec mawiał: – twoje rozumowanie jest błędne, bo jest logiczne. I to jest klucz do koncepcji Prezesa. Robimy wszyscy błąd analizując tak, jakby ten facet myślał racjonalnie.
Krzysztof Łoziński



Krzysztof Łoziński napisał:
„Nic nie szumi. No ale wieść gminno-pisowska głosi, że wiatraki to sieją raka (podobno mózgu), aborcję i gender.”
*
Trochę się Pan zagalopował. Protesty przeciwko wiatrakom zainicjowali ekolodzy (tzw. zieloni). Oni z całą pewnością nie mają nic wspólnego z PISem.
Do ekobatalii przeciw wiatrakom zaprzęgnięto naukowców oraz pseudonaukowców i w wyniku dociekliwych badań i analiz ogłoszono światu, że nie ma czegoś bardziej szkodliwego jak nowoczesne wiatraki. No, może poza elektrowniami wodnymi. Czyżby Pan nie wiedział, że taki wiatrak to samo anty-ekologiczne zło? Psuje krajobraz, emituje infradźwięki, zabija ptaki i nietoperze, rzuca cień i odbłyski. Ponadto jest bardzo korupcjogenny (handel drogocennymi działkami, na których stoją) i niesprawiedliwy, bo przynosi niezasłużony zysk właścicielowi i powoduje armię ludzi wykluczonych (tych, co nie mają wiatraków). A jeśli nie przynosi zysku, to tym gorzej dla wiatraka i jego właściciela.
Od kilkudziesięciu lat czyli od momentu kiedy zainteresowałem się dorobkiem i finansowaniem np „Pracowni na rzecz Wszystkich Istot” czyli reprezentanta na Polske „Głebokich Ekologów” „Zielonego Mazowsza” itp, wiem z absolutna pewnoscia ze polscy ekolodzy sa jeszcze głupsi od PIS i tego się będę trzymał. A działalność pana ministra Szyszko w Białowieży i przy budowie ekranów na szosach jest jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Rzadko polemizuję z autorem ale wiatraki ustawione na trasach przelotowych ptaków, po prostu te ptaki masakrują. Dowody (zdjęcia) w sieci można znaleźć.
@Woziwoda a mógłby pan nieco rozszerzyć ten wątek? Pytam serio, bo słyszę to od czasu do czasu, ale niewiele rozumiem, nie jestem ornitologiem.
Dlaczego tak się dzieje?
Czy to znaczy, że gdybyśmy w miejscu wiatraków postawili wieżowiec, ptaki masowo rozbijałyby się o niego? Lecą „na ślepo”?
Proszę wybaczyć może śmieszne pytania laika, ale serio chciałbym usłyszeć przekonująca odpowiedź.
@J. Luk. Trafił Pan w sedno. Tsk, ptaki rozbijają się o szyby wieżowców i nawet zwykłych domów. Sam zbieram ofiary swoich okien co jakiś czas…
O ile widzialem wiatraki, a widzialem niestety sporo, to one sie bardzo powoli kreca. Nie bardzo wierze w opowiesci o masakrze ptakow. Te opowiesci trzebaby poprzec badaniami ornitologow, a nie dzialaczy. Naukowcom wierze, a dzialaczom ani troche. Mozna na przyklad zadzwonic do Stacji Ornitologicznej w Gorkach Wschodnich (kolo Gdanska) i porozmawiac z nimi. To bardzo rozsadni ludzie. Kilku znam osobiscie i polecam ich jako glos rozsadku. Jest takze Zaklad Ekologii PAN w Warszawie. Jest doktor Kruszewicz z warszawskiego ZOO, o ile go jeszcze nie wymienili na jakiegos pisowca.
Zatrzymano się w komentarzach przy wiatrakach, tymczasem rzecz o obrocie ziemią. Wiatraki są z tej samej przyczyny mało sensowne co owa ustawa, gdyż są forsowane przez ideologię, a nie ekonomię (są nieopłacalne, istnieją dzięki subwencjom, nie przynoszą tego efektu ochrony środowiska, którego się spodziewano, powodują wzrost kosztów produkcji energii. Ustawa o obrocie ziemią jest absurdalna z podobnych powodów, będzie szkodzić rolnictwu, rozwojowi wsi i gospodarce kraju jako całości (a jedyny cel, żeby podbić nacjonalistycznego bębenka.)
@jmp eip, ma Pan rację. Problemów z wiatrakami jest kilka, ale to najbardziej rujnuje (tak właśnie) ludzkie zdrowie to infradźwięki. Nie słyszymy ich, ale doskonale wyczuwamy. Tę umiejętność zawdzięczamy ewolucji. Infradźwięki ostrzegały nas przed burzą, trzęsieniem ziemi, pędzącym stadem dzikich bawołów, etc. Wywołują one stan ciągłego niepokoju, napięcia nerwowego. Ich wyczuwanie mamy głęboko zapisane w naszym BIOSie.
To nie są wymyślone, lecz rzeczywiste problemy ludzi mieszkających w pobliżu wiatraków.
Aby przekonać się o tym na własnym organiźmie proponuję Autorowi przenocowanie w pobliżu wiatraka kilku dni, ale takich z odpowiednio mocnym wiatrem, kiedy to śmigi wirują z prędkością roboczą napędzając w pełni obciążony generator. Zamiast nocować w pobliżu wiatraka może Pan porozmawiać z tymi, którzy myśląc podobnie jak Pan zgodzili się na lokalizację wiatraka w pobliżu swoich zabudowań.
@narciarz2, problem z ptakami pojawia się nie wtedy, gdy śmigi wirują powoli na biegu jałowym, ale wtedy, gdy wirują znacznie szybciej z prędkością roboczą. Skoro, jak Pan twierdzi widział sporo wiatraków, to trudno nie zauważyć różnicy (choć może wtedy akurat nie było odpowiednio silnego wiatru).
Pozdrawiam – były entuzjasta wiatraków.
lepiej nie nadużywać słowa „nieuk”.
@koraszewski zatrzymano się przy wiatrakach ponieważ używane są one w argumentacji zarówno jednej i drugiej strony. A prawdziwość, bądź nie, argumentacji, co chyba pan przyzna, nie jest obojętna w rzeczowej dyskusji.
Chyba, że „oni są źli i głupi” jest aksjomatem i argumentacja jest obojętna. Tyle, że wtedy nie ma dyskusji. Jest wiara, a tej pan ponoć nie lubi.
Widać wyraźnie, że PiS chce mieć przeciw sobie szersze kręgi społeczeństwa związane ze wsią. I chłopów i usługodawców i mieszkańców pracujących w miastach a celowo mieszkających na wsi a także właścicieli działek rekreacyjnych i nie tylko rekreacyjnych. Kto im zabroni? Spowodują silny spadek cen ziemi i ograniczenie obrotu ziemią i zamiast rozwoju zapaść rolnictwa. W końcu „dobra zmiana”czymś się musi wyróżniać. Ale coś za coś, w końcu anegdota z czasów Gierkowskich o papierosach i komitetach może się teraz zmaterializuje.
Mi sie wydaje, ze pisowcy po prostu wszystko niszcza na pokaz. Zalewanie betonem Rospudy, a teraz wycinanie drzew, moim zdaniem maja na celu manifestacje siły. Oto jest cos, co mozna zniszczyc. Przeciez wandale, ktorzy tna w autobusach siedzenia, tez nie maja z tego zadnego pozytku. A jednak niszcza i sie ciesza nie tyle siedzeniami, ile poczuciem krzywdy innych pasazerow. Mi sie wydaje, ze pisowcy podobnie chca wyrazic swoja pogarde i agresje. Walic pałami po głowach (jeszcze) nie moga, to chociaz zniszcza cos cennego dla innych ludzi. To ich cieszy.
.
Pisowcow nie mozna zrozumiec tak samo, jak nie mozna zrozumiec „bojownikow” ISIS, ktorzy wysadzali zabytki. Moim zdaniem to podobna mentalnosc.
„Ale to nie koniec „dobrej zmiany”, choć inna ustawa. Wymyślono (o ile ten proces można nazwać myśleniemprzeglądy techniczne traktorów i maszyn rolniczych muszą być robione tylko w okręgowych stacjach kontroli pojazdów. Wyobraźmy sobie, jak to rolnik jedzie kombajnem 50 kilometrów na przegląd. ”
.
Bardzo prosiłbym pana Krzysztofa o rozwinięcie tematu.
„Tylko do końca tego roku podstawowe stacje kontroli pojazdów mogą przeprowadzać okresowe badania pojazdów o masie większej niż 3,5 tony. Prawo o ruchu drogowym wyznaczyło okres dostosowawczy dla stacji, po którym tylko stacje okręgowe będą mogły wykonywać badania techniczne pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony bez względu na rodzaj i przeznaczenie badanych pojazdów.
Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Komunikacji RP Oddział w Krośnie zauważa, że podstawowe stacje kontroli pojazdów – w szczególności te zlokalizowane na obszarach wiejskich – mogą mieć kłopot w dostosowaniu się do zmienionych przepisów i uzyskaniu uprawnień do kontroli. Rozbudowa stacji podstawowej na okręgową wymaga czasu i pieniędzy, na obszarach wiejskich może być nieuzasadniona ekonomicznie. W efekcie rolnicy zmuszeni będą jechać na badania do stacji okręgowych oddalonych od ich miejsca zamieszkania nawet o 100 km.”
(portal farmer.pl, 19.03.2015 – wtedy już była „dobra zmiana”?)
http://www.farmer.pl/prawo/przepisy-i-regulacje/od-2016-r-przeglad-ciagnika-tylko-w-stacji-okregowej,56292.html
.
W artykule mowa o piśmie wysłanym w związku z tą regulacją do Marii Wasiak. A Maria Wasiak była minister w rządzie Ewy Kopacz…
Ciężko stwierdzić o co chodziło autorowi z „dobrą zmianą” w kontekście przeglądów technicznych (zawsze warto najpierw sprawdzić „kto”, „kiedy” i „co dokładnie”), ale tutaj w miarę nowa (22.02.2016) informacja:
.
„Departament Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa poinformował, że aktualnie przeprowadzane są prace nad nowelizacją ustawy ” Prawo o ruchu drogowym” oraz aktów wykonawczych do niej. Celem implementacji do prawa polskiego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/45/UE, w sprawie okresowych badan zdatności do ruchu drogowego pojazdów silnikowych i ich przyczep oraz uchylającą dyrektywę 2009/40/WE, oraz realizacji 22 tez wypracowanych przez grupę roboczą ekspertów, powołaną przez resort transportu w celu wypracowania ,,Strategii działań w kierunku usprawnienia systemu badan technicznych pojazdów oraz poprawienia ich jakości.
Powyższe przepisy zakładają, że badania techniczne pojazdów o masie powyżej 3,5 t miałyby być wykonywane tylko w okręgowych stacjach kontroli pojazdów.
Tymczasem resort infrastruktury poinformował, że planowane jest wprowadzenie możliwości przeprowadzania badań technicznych ciągników rolniczych i przyczep rolniczych zarówno w podstawowej stacji kontroli pojazdów jak i poza stacją kontroli pojazdów.
Najprawdopodobniej w pierwszym kwartale 2016 roku projekt ustawy zostanie przekazany do zaopiniowania samorządu rolniczego w ramach konsultacji publicznych.”
http://www.tvagro.pl/PL-H16/13/2990/zmiany-w-zasadach-przegladow-maszyn-rolniczych.html
Dobrze, że @Dawny Kuba znalazł błędy związane z tymi przeglądami. Nie ma żadnego argumentu, aby te przeglądy nie miały by się odbywać w lokalnych stacjach. Cóż wszyscy robimy błędy, autor także „poleciał” po wiatrakach, jak widać bez przygotowania. Nie umniejsza to jednak problemu głównego – na prawdę idiotycznego projektu nowych przepisów związanych z obrotem ziemią rolną. Czytając takie rzaczy człowiek nie wie śmiać się czy płakać. Skąd ten nieudaczny ruch PiSowski się „ulung”. Za czyje grzechy Polska musi teraz płacić tak idiotycznymi rządami?
@andrzej Pokonos grzeszników znalazłoby się aż nadto, ale czy ich znalezienie coś zmieni?
W tekście pana Krzysztofa najważniejsza jest jedna rzecz: postrzeganie wsi przez ekipę rządzącą.
Często bywając na Kaszubach widzę jak wieś się zmienia, także pod kątem składu socjalnego. Powstają miejsca pracy zupełnie nie związane z rolnictwem, a mające na wsi powodzenie. Rozmaite ośrodki nauki jazdy konnej, kolega ma firmę zakładającą instalacje elektryczne w nowobudowanych domach, obsługa agroturystyki, dookoła Gdyni na wsiach mają siedziby firmy odprowadzające podatki m.in. do gminnego budżetu itd. I temu wszystkiemu dziś mówi się stop.
Nie wiem czy pan widział w sejmie posła PiS (podobno ze wsi), który bronił tej ustawy przed „bezprzykładowymi atakami opozycji”. Tam były tylko emocje, zero meritum. Facet darł się jak Pawlak na Kargula i tyle było z jego przemowy. Byłem zawiedziony bo liczyłem, że poznam choćby motywy tej decyzji.
Teraz już nie chcę (szczególnie po wypowiedzi ob. Jurgiela), ale ciekaw jestem czy – jeśli ten poseł naprawdę był ze wsi – co mu powiedzą sąsiedzi kiedy wróci do domu.
Na prośbę Autora Zacznijmy od wiatraków. Czy mogą panowie wskazać, w którym miejscu mojego artykułu jest mowa o szkodliwości (lub nie) wiatraków? O ile umiem czytać to pisałem tylko o idiotycznym uzasadnianiu zmian przepisów w tej sprawie (szumem i rakiem mózgu). Nic nie pisałem o ptakach, infradźwiękach itd. Mam wrażenie, że ta dyskusja dotyczy jakiegoś zupełnie innego tekstu.
Co do traktorów itp. Nowelizacje ustawy o ruchu drogowym były trzy: z 9 czerwca 2015 (nic o traktorach); z 5 sierpnia 2015 – weszła w życie 23 września 2015 (o badaniach traktorów nic w niej nie ma); i z 16 grudnia 2015 – weszła w życie 31 grudnia 2015 (i tam jest w bardzo zawiły sposób, trudno się doczytać [przyznaję] o „otrzymaniu brzmienia” odnośnika do odnośnika, czyli wejścia w życie od 1 stycznia 2016 tych nieszczęsnych traktorów. Czyli: nad tym pomysłem (idiotycznym) pracowano przed czerwcem 2015, ale nie nadano mu „wejścia w życie”. Zrobił to dopiero Sejm PiS w nowelizacji z 16 grudnia 2016, a podpisał Andrzej Duda – prezydent. Faktycznie w tych drukach sejmowych jest taki labirynt odnośników do odnośników, że trudno się połapać, bo wymieniane są jedynie numery artykułów (bez przytoczenia ich treści, których trzeba szukać gdzie indziej).
Faktycznie PO nad tym pracowała, ale zapewne po protestach (które przytacza Kuba), nie wprowadziła w czyn. Status wejścia w życie nadał dopiero PiS. Ale to wszystko jest opisane tak zawile, że w końcu niczego nie jestem pewien.
Z całą pewnością tylko można powiedzieć, że tekst jednolity (z 4 stycznia) obowiązuje po ostatniej nowelizacji, czyli z 16 grudnia 2016. A swoją droga duże piwo temu, kto zdoła ten labirynt druków sejmowych rozczytać.
Niezależnie kto ten pomysł spłodził, jest on durny jak but. I jeszcze jedno. Jak zwykle za wszystko co robi PiS winę ponosi PO. Ostateczny tekst nowelizacji powstał 16 grudnia, gdy rządził PiS. Jeżeli przepis o traktorach wchodzi w życie od 1 stycznia br., to jedyna nowelizacja, która wchodzi w życie od tego terminu to ta PiS-owska. To trochę tak jak z „ustawą naprawczą” o TK. PiS musiał ją uchwalić bo PO narozrabiała w 2015 roku i dlatego PiS po raz pierwszy skierował dokładnie tą „naprawczą” ustawę, dokładanie tej samej treści w 2007 roku, 8 lat wcześniej niż PO stworzyła potrzebę naprawiania. Jasnowidze, psia kuśka. 8 lat temu wiedzieli, że PO wybierze 5 sędziów zamiast 3.
Krzysztof Łoziński
„O ile umiem czytać to pisałem tylko o idiotycznym uzasadnianiu zmian przepisów w tej sprawie (szumem i rakiem mózgu)”
.
Z ciekawości – KTO tak uzasadnia zmiany przepisów?
Ja znalazłem tyle:
„Jak PiS uzasadnia potrzebę wprowadzenia zawartych w nowym projekcie regulacji?
– Od 2009 roku można zaobserwować w Polsce niezwykle dynamiczny rozwój energetyki wiatrowej. Niestety dotychczas nie zostały w dostatecznym stopniu sformułowane ramy prawne dla lokalizowania, budowy i eksploatacji elektrowni wiatrowych. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest lokalizowanie tych instalacji zbyt blisko budynków mieszkalnych. Stało się to powodem licznych konfliktów pomiędzy niezadowolonymi mieszkańcami a władzami gmin, gdyż urządzenia te emitują hałas, niesłyszalne dla ucha infradźwięki, powodują wibracje, migotanie światła, mogą stanowić także bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia w przypadku awarii, jak również oblodzenia łopat elektrowni wiatrowej zimą – czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych.
Autorzy projektu zwracają uwagę na „około 50 wystąpień i interpelacji oraz 23 petycje, w tym 20 wystąpień stowarzyszeń” w sprawie farm wiatrowych, których dotychczas adresatami byli parlamentarzyści i rząd, a także na wyniki raportu ws. wiatraków, który opublikowała w 2014 r. Najwyższa Izba Kontroli.”
http://m.gramwzielone.pl/energia-wiatrowa/20560/pis-zabiera-sie-za-farmy-wiatrowe-nowy-projekt-ustawy-juz-w-sejmie
W tym wszystkim brak mi jeszcze jednej informacji. Pan Krzysztof mieszka na wsi. Czy tam się to w ogóle komentuje? I jak?
Teoretycznie powinno to wywołać na wsi bunt, bo ograniczanie prawa własności (a na to chłopi bywają uczuleni) jest tu ewidentne, ale …
„pisałem tylko o idiotycznym uzasadnianiu zmian przepisów w tej sprawie (szumem i rakiem mózgu”
– czyli w końcu to nieprawdziwa informacja, tak?