Pozostałości epoki, która właśnie się kończy wciąż wydają się niektórym jedynym sposobem na życie, jedynym możliwym wyposażeniem człowieka chcącego uchodzić za kulturalnego, politycznie poprawnego, jednym słowem nowoczesnego Europejczyka, co przynajmniej we własnych oczach daje mu poczucie jakiej takiej wartości, o którą trudno gdy spojrzy na siebie z perspektywy większej, niż długość nosa.
Powtarza jak za panią matką, że mądry ustępuje głupiemu i nie daje się przekonać, że właśnie dlatego ten świat tak wygląda.
Wierzy w siłę zwycięstw moralnych, to one dają mu poczucie własnej wyższości nawet wtedy gdy musi je przywoływać leżąc na ziemi wdeptany w błoto butem zwykłego chama.
Ten schemat postępowania tak się przyjął, że mało kto już dziś zwraca uwagę na skuteczność swoich działań, a bardziej na ich estetykę i przychylne komentarze tej grupy odbiorców, na której mu zależy.
Ostatnie dni przynoszą przykładów aż nadto.
Prezes Kaczyński rozegrał opozycję jak małe dzieci proponując im spotkanie na temat zakończenia wojny polsko polskiej i choć z góry można było przewidzieć, że skończy się ono niczym, opozycja poszła, jak to się kiedyś mawiało, na lep i na dodatek spora jej część wydaje się być nim zachwycona.
Człowiek, którego należy sprawdzać nawet gdy mówi, że 2×2 = 4, który wielokrotnie dowiódł, że dane słowo nic nie znaczy, że własny cel waży dla niego więcej niż cokolwiek na świecie, złapał polityków amatorów w klatkę bez wyjścia.
Sama propozycja była majstersztykiem manipulacji. Odrzucić ją znaczyło, że jest się „totalną opozycją”, a z niewiadomych powodów wielu uważa to za hańbę.
Przyjąć ją, znaczy – co widać gołym okiem – grać według partytury napisanej przez Kaczyńskiego.
Jak nie patrzeć – prezydent zawsze z tyłu.
Zwiększone zainteresowanie Polską – szczyt NATO i wizyta Franciszka spowodowały, że prezes postanowił zmienić nieco wizerunek swoich rządów rozumiejąc, że będzie to z korzyścią dla niego. Zrobił to w swoim stylu, kłamiąc i oszukując nie wprost, ale za pomocą półsłówek, półhaseł, całych niedomówień i aluzji.
No a małe dzieci dały się na to nabrać. Dlaczego?
Między innymi dlatego, że jak już mówiłem, otwarte i nieustępliwe „nie” wobec tego co prezes zaproponuje byłoby „źle widziane” i ponoć świadczyłoby na niekorzyść ludzi uprawiających zawód polityka.
Ponoć, bo tak naprawdę nikt tego nigdy nie zbadał w wiarygodny sposób. Przyjęło się mówić, że Polacy lubią zgodę, spokój i są w stanie nagrodzić tych, którzy tak prowadzą politykę.
O bzdurności powyższych twierdzeń świadczy fakt dużego wciąż poparcia jakim cieszy się PiS, który nie widać, by prowadził politykę zgody i spokoju. Wręcz przeciwnie – sposób na rządzenie uprawiany przez tę partię to ciągła wojna, awantury, agresja wobec każdego nie składającego hołdów ich bóstwu.
I jakoś Polakom to się podoba.
Kiedyś za czasów słusznie minionych używało się dwóch określeń na polityków w zależności od ich postawy – jastrzębi i gołębi.
Nie będąc ornitologiem wiem, że czasem gołąb może ocaleć w przypadku ataku jastrzębia, ale nie dlatego, że sam potrafił się obronić, lecz z powodu zewnętrznych okoliczności jakie zaszły w trakcie.
Jastrząb mógł np. przypadkiem zawadzić skrzydłem o jakąś gałąź, np. brzozy, mogło wydarzyć się wiele innych tego rodzaju przypadków.
Mało jednak prawdopodobne, by ocalał odwracając się tyłkiem do atakującego i udając, że ten atak w ogóle nie następuje.
A tak zachowuje się nie tylko spora część społeczeństwa, ale i politycy, działacze społeczni, wszyscy ci, którzy już dawno powinni wszcząć alarm i szykować skuteczne środki obrony.
Skuteczne, to znaczy nie takie, od których jastrzębia zacznie boleć brzuch ze śmiechu, kiedy wyraża się nadzieję, że on się opamięta, cofnie, przeprosi i pogłaska.
Nawet lider KOD, który już kiedyś, nie wiem dlaczego, oświadczał, że nie walczy o odsunięcie PiS od władzy (w takim razie o co walczy – przestaję rozumieć, przecież demokracja i PiS to rzeczy nie dające się pogodzić) ostatnio oświadczył, że wśród jego współpracowników są „jastrzębie” (ciekawe, że użył akurat tego określenia), „ale kiedy ich pytać, to sami nie wiedzą co robić”.
Pozwolę sobie w to nie wierzyć, ale to oczywiście tylko moja opinia, nic więcej.
Istotne jest natomiast pytanie: co robić?
Otóż rzeczą podstawową jest złamać monopol prezesa na zagrywki. To doświadczony manipulator i zwykle gra w to w co wygrywa.
Tak długo jak cała opozycja, KOD i wszyscy święci będą jedynie reagowali na jego poczynania, on będzie wygrywał. To nie ulega wątpliwości. On rozpoczynając jakąś akcję konstruuje ją w taki sposób, że narzuca warunki i – czego jestem pewien – przewiduje reakcję, a to już właściwie sukces na samym początku.
Widać to choćby po demonstracjach, które już grają na jego korzyść, bo przewidując je narzucił społeczeństwu sposób ich postrzegania, a nawet określenia, poza które nie wychodzi większość komentujących. A więc mamy „oderwanych od koryta” z jednej strony, a „dowód na istnienie demokracji, bo wolno protestować” z drugiej.
I pozamiatane.
Inicjatywa wciąż jest po stronie władzy i tylko bardzo naiwni obywatele mogą jeszcze wierzyć, że ich kulturalne i pokojowe protesty cokolwiek zmienią.
Manewrowanie, że się jest „przeciw, ale…” doprowadzi tylko do umocnienia się ekipy kpiącej w żywe oczy z prawa, w tym praw obywatelskich, co już dziś widać po kilku projektach ustaw.
PiS będąc w opozycji nie miał takich skrupułów i publicznie afirmował wyczyny „Solidurności” z paleniem opon, awanturami ulicznymi, z blokadą sejmu włącznie. Nikt nikogo za łamanie prawa nie pociągnął do odpowiedzialności.
I co? No i Polacy to im oddali władzę. Ci podobno tak lubiący spokój i nagradzający szerzących go Polacy.
Kogoś to czegoś nauczyło? Nie widzę.
Aby cokolwiek z prezesem ugrać trzeba samemu wyjść z inicjatywą. Tak, by to on musiał się do niej odnieść, odwrotnie niż dotąd.
To akurat oczywiste.
Na razie nie zauważyłem ani jednego ruchu w tę stronę.
Mało tego, poza propozycjami p. Jacka Parola nie słyszałem o żadnym pomyśle tego rodzaju.
A okazji nie brakowało.
100 obywateli zawiadomiło sądy o możliwości popełnienia przestępstwa przez ob. Szydło Beatę, z.d. Kusińską, PiS-owski „odrzut z eksportu” (w 2005 roku starała się o miejsce na listach PO) polegający na odmowie publikacji wyroku TK.
Pytanie: dlaczego 100 a nie 100 000?
Przecież można to było łatwo zorganizować drukując gotowe pozwy i agitując obywateli do ich wypełniania. No, chyba, że ktoś się nie czuł na siłach.
A szkoda, bo w wypadku masowych zawiadomień ciekawa byłaby reakcja sądów będących póki co poza strefą wpływów prezesa.
Nepotyzm uprawiany przez PiS w sposób oczywisty zagraża funkcjonowaniu coraz większej ilości spółek Skarbu Państwa poprzez zatrudnianie na stanowiskach kierowniczych ludzi bez jakichkolwiek kompetencji.
Myślę, że przeciętny prawnik znalazłby parę paragrafów, pod które takie poczynania podpadają.
Ktoś… coś…? Nie.
Niezależnie od losów takich pozwów byłoby to wyzwanie, które prezes musiałby skomentować, a to już jest odwrócenie dotychczasowej sytuacji, że to on narzuca tematy do rozmowy. Dobre i to na początek.
Panowie Łoziński i Rachtan zaczęli tworzyć archiwum PiS-owskich łajdactw, ale wciąż jest ono trudno dostępny dla ogółu internautów. Jeśli się chce trafić do ludzi nie można czekać, aż sami znajdą, trzeba podać na tacy i to jaskrawo pomalowanej.
Strona internetowa antyPiSowska, konieczna na wczoraj, miałaby specjalny dział mieszczący ten rejestr.
Miałaby też jako jeden z głównych działów miejsce na satyrę, zawsze w takich wypadkach konieczną, a w tym bardzo potrzebną ponieważ rządząca ekipa od dawna pokazuje, że jest na tym tle wrażliwa i jeśli chodzi o poczucie humoru to jej podbrzusze jest wyjątkowo miękkie.
Ludzi uprawiających satyrę jest całkiem sporo, niechby podrażnili wybujałe ego prezesowych akolitów. To działa w każdych warunkach no i jest to też rodzaj „wyjścia” w tej grze.
Demonstracje. Pewnie, że nie namawiam nikogo do „aktywniejszego” uczestnictwa, nie dlatego, bym oszczędzał ludzi plugawiących sort do jakiego się zaliczam, ale dlatego, że nie wolno namawiać nikogo do czegoś w czym się samemu nie uczestniczy.
W demonstracjach KOD nie uczestniczę, bo mam wstręt do podróży, a liderom ruchu moje miasto wydało się zbyt małe, by w nim cokolwiek organizować.
Natomiast myślę, że zamiast organizować w jednym terminie demonstracje w różnych miastach pod tym samym hasłem, dobrze byłoby zorganizować kilkadziesiąt mniejszych z hasłami lokalnymi, co trochę zdezorganizuje plan reakcji prezesa, bo jednocześnie będzie miał kilka/kilkanaście tematów do odniesienia się.
W każdym mieście w Polsce da się wypracować hasło – temat całkiem miejscowy, za którym opowiedzą się ludzie. W takim wypadku trudniej będzie reagować wyświechtanym „oderwani od koryta”, bo sprawa będzie lokalna, na której zależy miejscowym.
A jeśli do tego będzie się to odbywało nie w jeden umówiony dzień, ale w różne i stosunkowo często, przeciwnik nie będzie miał chwili spokoju.
To w naszej przecież historii nieraz słabsze liczebnie wojska zamęczały przeciwnika nieustannymi manewrami. Tak działali słynni ongiś zagończycy. To nie nowość, a rzecz wypróbowana w praktyce.
Zbieranie podpisów pod referendum w sprawie skrócenia kadencji sejmu może nie znaleźć wsparcia u wiecznie różniących się autorytetów prawniczych, ale spowoduje, że sam temat będzie wybrzmiewał w przestrzeni publicznej i może zaowocować w przyszłości.
I tak można długo. Powtórzę – najważniejsze to wyjść z inicjatywą, nie zaś jedynie czekać co znowu prezes schrzani w naszym kraju i przeciw temu protestować.
Po drugie – pozbyć się w tej wojnie balastu szkodliwej elegancji, która śmieszy chama i pozwala mu lekceważyć politycznego przeciwnika, jako niegroźnego gawędziarza.
Cytując śp. klasyka – „Wersalu to tu już nie będzie”.
Ale potańczyć można.
Jerzy Łukaszewski


Problem w tym, Panie Jerzy Szanowny, że moim skromnym zdaniem jest już na lata pozamiatane. Prezes (jeśli to naprawdę on), w przeciwieństwie do polityków opozycji doskonale zrealizował swój plan. Tyle, że dopuścił do głosu (oczywiście w sferze decyzji, ale nie odpowiedzialności) poteżną siłę, która wiedzieć czemu uchowała się i ma takie wpływy w Polsce, mianowicie KK. Niemal wyłączność na polu edukacji społeczeństwa, mnożenie zakazów w sferze moralnej, oczywiście karanych w sferze całkiem fizycznej, czyli na wolność indywidualną pozostaje już niewiele miejsca.
Do tego całkiem wymierny wpływ na gospodarkę i tym samym politykę. Tworząc ustawowo największego w kraju latyfundystę, załatwiono też jedyną jeszcze nieopanowana przez PiS sferę, czy samorządy – ide o zakład, że nowe wybory samorządowe odbęda się na jesieni, a zwycięzca będzie jeden. PSL już nie ma, bo nie ma czego zaoferować, znaczy się pracy. A tę będzie miał posiadacz ziemi. Wygra więc PiS, a właściwie to wygrają ludzie KK, bo oni będą decydować o pracy. I to by było na tyle.
Z przykrością stwierdzam – mieszkając tu, gdzie mieszkam, czyli w Paryżu, i czytając także prasę niemiecką – że na zachodzie Europy, czyli za Łabą, mało kogo będzie obchodziło co się dzieje i dziać będzie w kraju między Odrą a Wisłą. Mają swoje problemy, poza tym kraj zdominowany przez KK budzić będzie tutaj najpierw zdumienie, a potem już tylko zniechęcenie. Do tej sytuacji doprowadziły błędy popełnione od roku ’89 (bo o wcześniejszych nie chce mi się wspominać, musiałbym bowiem sięgać do XVI w.) i później przez wszystkie bez wyjątku formacje polityczne.
I jeszcze jedno – człowiek ma zwyczaju utrzymywać kontakty z ludźmi nadającymi na tej samej lub podobnej fali, stąd może wynikać fałszywe wrażenie, jak wielu jest zwolenników koncepcji przez daną jednostkę uznawanych za słuszne. Może sie jednak okazać, że przeciwników jest więcej. I wtedy zaczyna działać statystyka: jeśli nas więcej, to tamci są szaleni (tu wstawić dowolne określenie typu głupi, wstecznicy etc.), jeśli jest ich choćby 50,01% to nas nas będą zamykać w „domach opieki” jako jednostki niedopowiedzialne, nieprzystosowane, idące wbrew woli większości itd.
@ wawrzyniec sawicki
„Tworząc ustawowo największego w kraju latyfundystę, załatwiono też jedyną jeszcze nieopanowana przez PiS sferę, czy samorządy – ide o zakład, że nowe wybory samorządowe odbęda się na jesieni, a zwycięzca będzie jeden. PSL już nie ma, bo nie ma czego zaoferować, znaczy się pracy. A tę będzie miał posiadacz ziemi.”
.
Jakoś nie wierzę, żeby po pierwsze ta ustawa była zgodna z Ustawą Zasadniczą. Po drugie, PiS, który odebrał PSLowi wieś, w zasadzie podłączył półtrupa PSL do respiratora. Wieś jest katolicka, ale liczyć umie i szybko dostrzeże ile traci. Jest się wokoł czego na nowo zebrać, o co walczyć. Kto, jeśli nie PSL, miałby ponownie przejąć większość głosów polskiej wsi?
Rzecz w tym Mr E., że PSL nie będzie miało już nic do zaoferowania wyborcom – zero posad czy innego wsparcia. Stanowiska przejmie PiS, który aż przebiera nózkami, by się do nich dorwać, bo niebawem zabraknie posad. Ciekawe jestem aktualnych i przedwyborczych treści kazań w wiejskich i małomiasteczkowych kościołach. Mało kto je analizuje.
A czy ta ustawa jest zgodna z Konstytucją? I o to przecież biega z całej aferze z Trybunałem Konstytucyjnym.
Pomysły są. Czy sensowne? Dzisiaj posłałem do recenzentki, (fizyczka-matematyczka, była w Dubnej, więc oczywiście wychowanka KGB (połowa rodziny zginęła w Gułagu). Jutro po południu zaprosiłem ją na obiad, przedyskutujemy, może po raz n-ty poprawię i pod wieczór mój pocztowy gołąb siądzie gołym tyłkiem na twojej skrzynce mejlowej. Byś mógł polemizować z namysłem, albo – naprędce – polepszyć skuteczność mojej akcji. Co – jak dla mnie – niezbędna. Pojutrze wrzucę do Studni Opinii. Miś wie, co z tego wyniknie.
Nie sądzę aby zachowywanie elegancji miało oznaczać brak skuteczności w publicznych konfliktach politycznych, chyba że miałoby w nich chodzić przede wszystkim o znajdowanie poparcia u na taki sposób selekcjonowanej publiczności. Posiada natomiast także walor edukacyjny, a uczyć się przecież warto, nawet jeżeli niepostrzeżenie dla siebie samego, co nie pozostanie bez wpływ na przyszłe możliwości takiej selekcji.
Na bandziora z cegłą nie potrzeba mieć cegły.
Wystarczy zdecydowanie i … paralizator.
Pomyślmy nad paralizatorem antypisowskim…
dobra dobra, zobaczymy co będzie z poparciem dla PiS jak ludziska dostaną kasę..
Obawiam się Panie Jerzy, że nikt w społeczeństwie nie będzie d.. nadstawiał w obronie odstawionych od cycka, jak mawia prezes.
Jakaś demokracja, jakiś TK, jakaś tam konstytucja łamana kołem..
A kogo to obchodzi?
Właśnie usłyszałem od ludu, przecież poprzednicy też mogli dać, wszyscy by ich poparli jakby dostali cokolwiek.
Trwa wojna rewersu z awersem, aby wygrać wojnę koszty się nie liczą,
ważna jest masa ludzka zapewniająca poparcie, poparcie się kupuje!
Od wieków, co Pan jako historyk dobrze wie.
Że gospodarka może rypnąć? a może nie?
I co wtedy?
ps.
Waldemar Łysiak swego czasu powiedział.
„stawiam niepopularna tezę, gdyby do kiloneczka zawsze była dostępna zagrycha to nie byłoby w PRLu żadnych zadym od Poznania poczynając.”
„W demonstracjach KOD nie uczestniczę, bo mam wstręt do podróży, a liderom ruchu moje miasto wydało się zbyt małe, by w nim cokolwiek organizować.”
…Serio Pan wierzy, że liderzy KOD organizują demonstracje wszędzie? W Ełku, Kielcach czy Sydney?
A może trzeba ruszyć własnego andrzeja ze stołka i coś zrobić, zamiast tracić czas przy klawiaturze? Choćby wybrać się na jakąś demonstrację i pomachać flagą lub choć tylko ręką?
Problem w tym, że łatwiej się pisze i analizuje, niż robi cokolwiek konstruktywnego…
Daawno temu, od momentu kiedy starsza siostra nauczyła mnie czytać a mama posyłała po Expres Wieczorny aby przeczytać opinię Wiecha na aktualny temat, czytałem, czytałem i czytałem..
A w prasie taniutkiej jak nigdy przedtem stało jak byk.
„Centralne uroczystości .. (tu wpisywano jakie) odbyły się w Warszawie”
W WARSZAWIE!! moi złoci, nie w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu czy Krakowie ale w Warszawie! krzywa! (postanowiłem używać polskiego odpowiednika łacińskiego curva!)
Stąd prosty wniosek Panie Jerzy, d.. w troki i do Warszawy! krzywa! Bo tak należy, krzywa!
Demonstracje z paleniem opon, do Warszawy, krzywa! pod sejm, zablokować miasto! krzywa!
Delegacje w sprawie.. do Warszawki, krzywa!
Rozróby kibolsko patriotyczne największe w kraju, no gdzie krzywa?
W Warszawce, krzywa. Pomniki gówniane o które cały narut za pejsy się szarpie (Wałęsa to grzeczniej ująć raczył, szarpaliśmy się za szczęki) w Warszawie, gdzie krzywa spędy autokarowe reliktów klasy robotniczej? W Warszawie krzywa!
Gdzie krzywa! najlepiej płacą? W Warszawie..
Najtęższe łby w każdej dziedzinie polityki, krzywa, są gdzie? No we Warszawie, krzywa!
A ja, krzywa, mam dość! Stale muszę brać poprawki na zamknięte ulice bo… marszobieg, masa krytyczna rowerowa, mecz na narodowym koszyku i blokada połowy miasta, demonstracje smoleńskie, centralne procesje i wszystko co obrzydza mi życie codzienne, krzywa! Musi być w Warszawce!
Jak dowiem się Panie Jerzy, że uczestniczy pan w spędzie jakimkolwiek w moim mieście, to, krzywa, przyniosę z domu największy słoik jaki znajdę w mojej kuchni.
Bez słoika przyjdę jak spotkamy się przy kawce, normalnie, jak ludzie.
Pozdrawiam ciepło.
ps. ale krzywa! napisałem, no nie?
@Magog : słowa mają swoją ekspresję. Ta
krzywa ze swoim erzetem, ygrekiem i wykrzyknikiem, wielokrotnie powtórzona przypomniała mi ten stary dowcip, co go pewnie znasz. Dwoje stwierdziło że dwoje ich partnerów ich zdradza, więc postanowili się zemścić, w wiadomy sposób. Ale ja tego nie mogę tak zostawić, powiedziała ta pani. To oburzające przecież! Zemścili się jeszcze raz. Ale tej pani to nie zaspokoiło. Jednakże ten pan się nie podłączył: – wie Pani, ja nie jestem aż taki mściwy. No więc ja też nie jestem aż taki krzywy. Wystarczy mi skromna „krówa”, zwykle w nawiasie.
.
Jeszcze z przeszłości, cytat:
Jak przygoda to, tylko w Warszawie, w Warszawie
.
Jak Warszawa to, w maju gdy kwitną bzy
.
A jak tańczyć to, tylko walczyka w Warszawie…
Właśnie! A tu marsze, biegi i palenie opon.
Natomiast będąc Cytatorem Pedantycznym zaznaczę że u Wałęsy myśmy się „targali po szczękach”.
Panie Magog, a światełko w tunelu też Pan ostatnio zobaczył?
@jmp eip
a światełko w tunelu też Pan ostatnio zobaczył?
………………
Oczywiście, coraz jaśniejsze, konie w renomowanej stadninie padają bo nowy szef zna stadninę od podszewki, był masztalerzem a to już kompetencja uprawniająca do rządzenia końmi..
I prezes coraz częściej jak chodzi to kołysze się jak kaczka, może zalewa robaka? A może ma kłopoty z błędnikiem bo chyba zbłądził? co do główki docierać zaczyna. A to już poświata w tunelu wyraźna.
Ciekawe czy ceny żarełka na rynku dalej będą rosły, ta pięćsetka na długo nie wystarczy a wtedy… przerabialiśmy..
Jak to było? chleba! i igrzysk!
Igrzyska trwają, dali chlebuś.. ciekawe kiedy piekarze się postawią.
Wyjście z inicjatywą zazwyczaj daje przewagę. Ale wydaje mi się, że to jeszcze nie jest dobry moment. Pod takie wyjście z inicjatywą warto przyszykować grunt. Inaczej inicjatywa nie uzyska znaczenia.
Demonstracje są bardzo potrzebne. Wryć się musi w świadomość, że rząd łamie prawo, a ludzie – tak zwani „zwykli ludzie” protestują. „Oderwani od koryta”? Coraz więcej ludzi pracujących w spółkach skarbu państwa będzie się z dnia na dzień przekonywać, kto traktuje ich zakłady pracy jak koryto właśnie.
Na własnej skórze trzeba odczuć, jaka to dobra zmiana przy korycie nastąpiła. Jeszcze trochę, a skutki dobrej zmiany boleśnie odczują rodzice trzylatków, dla których w przedszkolach nie ma miejsc, bo te są trzymane dla 6-latków. To jeden z przykładów.
Ponadto musi dotrzeć do świadomości, że nie da się już o wszystko obwiniać PO. PiS jest u władzy. Demonstracje oraz reakcje rządu i usłużnej TVP to uświadamiają.
Wrzesień, powrót z urlopów do szarej rzeczywistości, powrót do szkół, ciężar wydatków, już rok w zaokrągleniu dobrej zmiany – to byłby moim zdaniem dobry moment na wyjście z inicjatywą (niejedną). Na przejęcie „narracji politycznej”. Póki co, niech to PiS nadaje.
.
KOD i deklaracja, że nie walczymo o odsunięcie PiS od władzy. Jest moim zdaniem jak najbardziej słuszna. Tego, że PiS z demokracją ma niewiele wspólnego udowadniać nie trzeba. Nie mniej, przynajmniej deklaratywnie, trzeba wierzyć, że i PiS może się zmienić i zacząć szanować Konstytucję, prawo, zasady demokratyczne itd. Deklaracja, że chcemy odsunąć PiS od władzy, pociąga za sobą natychmiast pytanie – to kto w zamian? Odpowiedź „ktokolwiek” nie tłumaczy nic. Trzebaby sprecyzować, co dalej. A to znacząco osłabiłoby ten ruch obywatelski. Zresztą właśnie dlatego reżimowe media wmawiają KODowi bycie przybudówką PO lub Nowoczesnej. Demonstrującą przegraną partię opozycyjną bardzo łatwo zignorować. Demonstrujący ruch obywatelski trudniej. Nic dziwnego, że Kijowski z miejsca stał się wrogiem publicznym nr 1. Nie Petru, Schetyna czy Tusk w Brukseli.
Konstatacja Autora, ze opozycja, KOD, my wszyscy „serdecznie kochający” PiS wszystko robimy źle jest słuszna tak długo, jak długo PiS ma większość w sondażach. Jak przestanie mieć dobre notowania okaże się, że suma działań społecznych nie jest wcale taka głupia. Zgadzam się z większością uwag Autor dotyczących opozycji i KOD. Ale musimy tę fazę bezradności i błędów odrobić jako lekcję polityczną. Musi naprawdę JK i PiS dużo bardziej nam dać w skórę i dokuczyć niż dzisiaj abyśmy się wzięli ostrzej do działania. Abyśmy zaczęli od KODu i partii opozycyjnych wymagać więcej bądź założyli nowe partie i nowy KOD. Jacek Parol ma dużo racji ale zamiast patronować KOD PP powinien założyć odrębne stowarzyszenie z klarownymi celami. Idee zorganizowania referendum obywatelskiego z pominięciem struktur państwowych opisywał na SO Waldemar Sadowski i większość z nas pominęła te ciekawe propozycje. Tymczasem w nich tkwi źródło siły wielokrotnie większe niż demonstracje KOD. Ale M.Kijowskiemu bardziej na rękę jest być celebrytą i robić osobistą karierę w „sprywatyzowanym” KOD niż doprowadzić szybko do frontalnej konfrontacji z PiSem, którego starcia wyniku wcale nie można być pewnym. Tak więc na wszystko będziemy musieli cierpliwie poczekać. Ale się doczekamy, bowiem JK sam sprowokuje dużo bardziej radykalne działania społeczne. Jestem o to całkowicie spokojny. Działania rządu PiS będą otwierały coraz to nowe fronty konfrontacji ze społeczeństwem. Sposób „myślenia” tej sekty jest niezastąpiony. (Cudzysłów celowy.)
Jeśli pozwolicie – to zapytam. A na co komu to państwo zwane Polską? Parę milionów odpowiedziało nogami – wyniosło się stąd w Cywilizację.
znaczy – w cholerę.
„Pozbyć się […] balastu szkodliwej elegancji”… niepokoi mnie to. Jaka doza elegancji staje się balastem, w czym jest ona szkodliwa? Czy naprawdę tego niezrównoważonego człowieka, opluwającego podłymi epitetami wszelką opozycję, można zwalczyć tylko tą samą techniką?
Wątpię czy to działa. Rozpasana wulgarność jest w użytku z obu stron (czy zerkasz czasami na blog Moskwy Sadowej?) i nie wydaje się, by była skuteczną bronią w służbie demokracji. Ale wyobraźmy, że w ten sposób, twardo i brutalnie odsuniemy grupę psycholi od władzy. I ukłoni się nam wtedy Che Guevara, drwiąco mówiąc: 'hay que endurecerse, pero sin perder la ternura jamás’. Co zrobimy jeśli okaże się, że tej czułości zostało w nas tyle, co w dawnym wielbicielu Che Guevary, w Antonim Macierewiczu? Nie zamraża Cię wizja nas przekształcających się w jego kopię?
Gdy myślę o kilkunastu znanych mi życiorysach ludzi z „pokolenia styropianu” przygnębia mnie jak niewielu z nich pozostało (w takim najprostszym sensie) normalnymi ludźmi. Koszt stwardnienia był bardzo wysoki. I przypuszczam, że wielka część dzisiejszych problemów to efekt tamtego stwardnienia. Nie widzę tego np. u Karola Modzelewskiego i z tego, co czytałem, nie było śladu tego u Jacka Kuronia, ale to bardzo wyjątkowi ludzie.
Chciałbym widzieć wiele odmian w dotychczasowym sposobie prowadzenia ruchu oporu. Chciałbym, żeby przestano opowiadać banialuki o niesłychanej inteligencji J.Kaczyńskiego (chyba, że potrafi się potwierdzić to jakimiś konkretami), bo nie należy mieszać sprytu czy węchu politycznego z inteligencją. Chciałbym słyszeć bardziej stanowcze zwroty, które przemówią do mniej zadufanej w siebie frakcji PiS-u, by zrozumieli, że choć nikt nie ma zamiaru strzelać do nich, to serie procesów sądowych będą nieuniknione i to w przewidywalnej przyszłości. I myślę, że cenniejsze niż publiczne czytanie polskiej Konstytucji by było odczytywanie przeróżnych praw uchwalonych przez NSDAP, mających zdumiewające powinowactwa z pomysłami parlamentarzystów PiS-u. Bądźmy opanowani i dobrze wychowani, ale nie unikajmy słowa „faszysta” gdy widzimy osobników w brunatnych mundurach.
@andsol podskórnie czuję, że masz dużo racji. Z drugiej strony bywają sytuacje, gdy nadmierna elegancja staje się przyzwoleniem na ludzką krzywdę. Ona jest czasochłonna, a zanim zadziała, banda matołków może skrzywdzić jeszcze wielu ludzi.
W czasie „festiwalu Solidarności” Jan S. Stanisławski śpiewał taką piosenkę:
„mówiła mi mama
bym się nie bał chama,
bo cham to jest cham
i boi się sam.”
I to jest prawda, niestety. Cham i brutal zazwyczaj gdzieś głęboko podszyty jest strachem i język strachu do niego przemawia. Po PiSiorach to zresztą widać gołym okiem.
Tak, Guevara jest tu dobrym przykładem ostrzegawczym dla takich pomysłów jak moje, ale z drugiej strony człowiek źle znosi bezsilność, cóż – kwestia temperamentu.
Dam Ci przykład z własnych eksperymentów.
Jak wiesz, jestem dość sporych rozmiarów i zanim Haneczka mnie odchudziła ważyłem ponad 130 kg. Dodając do tego wzrost byłem niezłym czołgiem ulicznym.
Do domu wracam dość wąską uliczką, a gromadki młodzieży w Polsce nie mają ostatnio zwyczaju przepuszczać ludzi idących z naprzeciwka. Mamusie nie nauczyły.
Przyjąłem „metodę czołgową”. Kiedy widziałem, że grupka nie zamierza mnie minąć bez spychania na ulicę – przyspieszałem. I to działało 🙂
Perspektywa zderzenia się z taka masą najwyraźniej przemawiała do wyobraźni bardziej, niż jakakolwiek elegancko i grzecznie wygłoszona uwaga. No, a przede wszystkim szybciej przemawiała.
Nigdy nikogo nie uderzyłem, ba – nawet się nie zderzyłem. Sama świadomość, że mogę to zrobić wystarczała.
Dlatego nie namawiam nikogo do strzelania, bo tego jak powiedziałem chcąc być uczciwym robić nie wolno. O takich rzeczach każdy musi decydować sam.
Natomiast bardzo mi się podoba pomysł czytania w trakcie demonstracji tyle, że oprócz tego co proponujesz, czytałbym zarzuty wobec konkretnych osób z imienia i nazwiska z podaniem paragrafu, jaki łamie ze wskazaniem wysokości kary jaka mu grozi.
Może by to zadziałało jak moje „przyspieszenie” na chodniku?
A jeśli dałoby się zorganizować dyskusję prawniczą w jakimś medium z szerszym omówieniem tych przestępstw i ich konsekwencji karnych, to niewykluczone, że dotarłoby to nawet do osób tak ograniczonych jak Jejosoba Kempa czy Jajakoprezydenta.