Mamy wiosnę, w kalendarzu i w powietrzu, słońce grzeje, ptaki śpiewają, zielenią się krzewy, tylko patrzeć, jak zakwitną pierwsze drzewa. To przyroda; a jak polityka? Czy sprawdza się hasło – „Zima wasza – wiosna nasza”?
Nie trzeba być wytrawnym politykiem, nie trzeba żadnych subtelnych analiz zjawisk zachodzących na polskiej scenie politycznej, by dojść do wniosku, że to jeszcze nie ta wiosna…
Hasło „Zima wasza – wiosna nasza” powstało w pierwszych miesiącach stanu wojennego jako zwerbalizowana nadzieja na upadek władzy ciemiężców i zwycięstwo ciemiężonych. Hasło miało dodawać otuchy, budować poczucie więzi wśród tych, którzy czuli, że przegrali w pamiętnym 81 roku. Takich, którzy mieli poczucie przegranej nie było dużo; stan wojenny, zabici i ranni w akcjach pacyfikacyjnych, tysiące internowanych i jeszcze więcej represjonowanych – wszystko to razem nie przełożyło się na powszechne odrzucenie represyjnej władzy. W badaniach postaw Polaków wobec stanu wojennego akceptacja dla decyzji o jego wprowadzeniu przez generała Jaruzelskiego przez wiele lat była zdecydowanie wyższa niż jej negacja. Warto to sobie przypomnieć, aby nie wpaść ponownie w pułapkę myślenia o polskim społeczeństwie przez pryzmat doświadczeń i kontaktów z własnym wielkomiejskim środowiskiem, otwartym na świat i innych, korzystnie oceniających polską transformacje, aprobujących reguły rynku i zasady liberalnej demokracji.
Tamta wiosna po „ich zimie” przyszła – po ilu latach? Po 8? Po 9?
Trzeba było wielu zmian i w kraju i w jego otoczeniu, aby pojawiła się szansa na porozumienie ponad podziałami. Okrągły stół i czerwcowe częściowo wolne wybory zapoczątkowały trwającą ponad dwadzieścia lat nową III Reczpospolitą.
Zmiana władzy w wyniku zwycięstwa w wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2015 roku – zwycięstwa, opartego na niewielkich różnicach w ilości głosów, przy obowiązujących regułach ich przeliczania na ostateczny wynik wyborczy dała pełnię władzy obozowi Zjednoczonej Prawicy; a właściwie Prawu i Sprawiedliwości, a jeszcze bardziej dokładnie jej Prezesowi.
Jarosław Kaczyński – prezes PiS-u uzyskał władzę Prezesa Polski; i taka jest prawda, będzie bolało…
Od zwycięstwa PiS-u minęło pół roku; w tym czasie zdemolowano porządek konstytucyjny i instytucje państwa prawa, zawłaszcza się wszystko co było do zawłaszczenia pod hasłem „dobrej zmiany”.
Decyzje obozu rządzącego bardzo często przekraczają granice zwykłej racjonalności; wysocy urzędnicy sprawiają wrażenie ogarniętych amokiem, w opinii wielu obserwatorów życia politycznego w Polsce niektórzy ministrowie Rządu RP są ludźmi niezrównoważonymi psychicznie, na granicy szaleństwa… A to jest groźne – nie tylko dla tych ludzi; to groźne dla nas wszystkich, członków wspólnoty narodowej, zorganizowanych w polskie państwo.
We wszystkich sporach prawnych władze zawsze znajdują jakiś ludzi z tytułami naukowymi, których przedstawiają jako swoje autorytety, odpierając zgodne stanowiska wszystkich organizacji i instytucji, wszystkich czołowych polskich ośrodków akademickich, instytucji i organizacji międzynarodowych wypowiadających się o sytuacji w Polsce.
Ten teatr absurdu ma jednak sens: widzami w tym teatrze nie są tylko ludzie uczestniczący w sporze z rządem, rząd gra na swoich widzów, na tych wszystkich (a takich jest ogromna większość), którzy nie interesują się „kuchnią” władzy. Ich interesuje przede wszystkim to, co władza ma im do zaoferowania… a właśnie zaczęła się akcja składnia wniosków po pieniądze na każde dziecko, każde drugie dziecko…
Są jednak pola, na których wszechwładza prezesa Polski nie działa; to polityka zagraniczna, gdzie gracze są autonomiczni i silni. Trzeba tu być elastycznym, a nawet ustąpić (coś czego nie ma i nie będzie wewnątrz, na krajowej scenie).
Z dotychczasowych starć na międzynarodowym polu Prezes Polski wychodził z tarczą. Jak dotychczas nie przegrał w żadnej bitwie. Jego sojusznikami okazywali się niespodziewanie… oponenci krajowi ; opozycja parlamentarna jest zaś za słabym przeciwnikiem wobec tak zimnego i cynicznego polityka (zimny i cyniczny to plusy przy określeniu polityka).
Jedyna realna siła, jaka powstała na polskiej scenie politycznej –KOD – jak dotychczas nie przekroczyła progu skuteczności, którą jest sformułowanie i zaproponowanie tematu dla swoich zwolenników; tematu, który zmusiłby rząd do reakcji, do działań wtórnych wobec działań tego ruchu społecznego.
Propozycja organizacji Zespołu Projektowego i akcja przyjmowania zgłoszeń do tego zespołu (sam się zgłosiłem natychmiast po ogłoszeniu) to praca u podstaw. Zapowiedziana grupa na Facebooku to szansa na wirtualne więzi, potrzeba zaś czegoś więcej, działań w realu, kontaktów jak w konspirze, siatki współpracowników i sympatyków, liderów i członków.
Przecież mamy takie doświadczenia, nie zapomina się takich rzeczy tak szybko.
Jeżeli ktoś myśli, że teraz jest inna sytuacja – nie ma trupów i aresztowań, można się gromadzić i manifestować – to jest w błędzie. Zmieniły się warunki, czasy się zmieniły, ale problem jest taki sam. Albo większy.
Rząd ma wszystkie narzędzia wpływu, wszystkie instrumenty, może zagrać każdą muzykę i liczyć, że widownia będzie bila brawo. Gdy ta widownia zorientuje się w jakiej gra sztuce – będzie za późno; naprawa tego, co zostanie zniszczone, będzie długotrwała i bolesna.
KOD jako ruch społeczny nie powinien wchodzić w rolę partii politycznej, ale musi stworzyć szanse, stać się bazą do wyłonienia się nowej partii politycznej; takiej, która stanie się alternatywą dla PiS-u, który też ma przecież rodowód z czasów określanych jako „głęboko niesłuszne”, z czasów innego świata, innej Europy, innego… wszystkiego.
Na polskiej scenie politycznej rok 2015, rok tak brzemiennych w skutki wyborów, wyłonił też trzy nowe partie: „Kukiz15” Pawła Kukiza, „Nowoczesną” Ryszarda Petru i „Razem”. Tylko partia „Razem” wydaje się zapowiedzią potrzebnej zmiany; a to, że jest poza Sejmem, to jej zaleta.
KOD powinien stać się bazą do wyłonienia jeszcze innych nowych partii politycznych, w których znajdą możliwość artykulacji swoich interesów, celów, pragnień wszyscy ludzie, do których już dotarła skala zagrożenia, jakie zawsze niesie władza frustratów i szaleńców, ludzi niskich lotów i pobudek.
Piszmy programy, wymyślajmy formy plastyczne, filmowe i happeningowe, realizujmy badania ankietowe, wykorzystujmy social media… ale nie kończmy na tym programu KOD-u.
Apel o unikanie konfliktów, zawarty w piśmie jaki otrzymałem od KOD-u, rozumiem jako apel do wewnątrz; wielu uczestników projektu, to szansa na wiele konfliktów – to jasne. Ale nie zapominajmy, że uczestniczymy w konflikcie. Podstawą powołania KOD-u była właśnie świadomość zasadniczego i głębokiego konfliktu pomiędzy ekipą rządową, a znaczącą częścią społeczeństwa. Kto tego nie rozumie łatwo może okazać się „pożytecznym idiotą”, a tego nikomu nie życzę.
I jeszcze jedno – jednym z najgroźniejszych wrogów dla działań spontanicznych jest inercja, łatwość przyzwyczajania się do sytuacji, które kiedyś wydawały się nam nie do zaakceptowania – a po czasie, często po niedługim czasie, wydają się normalne, zwyczajne: tak już było, nie warto się przejmować, o co chodzi…
Jest zasadnicza różnica pomiędzy sytuacją obozu władzy i jej przeciwników – władza pracuje (nie za darmo), opozycja działa (społecznie).
Praca władzy ma oparcie w środkach państwowych (to dziwna nazwa na pieniądze); są to środki nieograniczone, pieniądze państwowe dla państwowej władzy, sprzęt, służby, urzędników, media – a w obecnej sytuacji w Polsce również instytucjonalny Kościół (bo przecież nie Kościół Pana Boga).
Działania opozycji oparte są o zdarzenia ulotne , sympatie, postawy ideacyjne (budowane na wartościach – coś bardzo nietrwałego, trudnego do zdefiniowania, a już niemożliwego do uchwycenia w garść, do schowania w kieszeń).
Porównanie tych dwóch sytuacji nie jest krzepiące, to prawda. Warto jednak przypomnieć, że tak już było, wtedy gdy powstawało znane hasło przywołane we wstępie tych notatek….
A pamiętacie jak to się skończyło?
Trzeba działać!
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk



Dobry tekst, choć nie ze wszystkim się zgadzam Panie Zbigniewie. Nie podoba mi się wniosek na temat społecznej percepcji przegranej Solidarności w i po stanie wojennym. Ostatnie miesiące przed stanem wojennym to była eskalacja napięcia ze strony zakładów pracy i związkowców. Stąd wielu ludzi założyło, że stan wojenny to mniejsze zło.
.
Dlaczego to wspominam? Bo tego błędu należy teraz unikać i wyciągać wnioski z tamtej sytuacji. Kaczyński jest skażony od stóp do głów tamtym systemem i buduje swoją wojenkę z Polakami w oparciu dokładnie o tamte schematy. Zatem nie cofnie się przed żadnym draństwem, aby zdusić opozycję. To oszołom taki sam jak Macierewicz, Ziobro i cała ta klika.
.
Pisząc o wyłania iu nowych tworów politycznych przez KOD Pan Szczypiński z góry zakłada, tak ja to odczytuję, odrzucenie obecnej opozycji parlamentarnej. A to chyba nie jest najlepsze myślenie. Dlaczego KOD ma coś wyłaniać, w końcu sam może zamienić się czasem w partię. Ale nie o to teraz chodzi. Pamiętajmy, że zmęczenie wyborców dotychczasowymi koalicjantami PO-PSL spowodowało niepójście masy wyborców do oddania swoich głosów i skończyło się wygraną czegoś, co wygrać nie powinno… Tu czerwona kartka należy się nie tyle rządzącemu obozowi (choć nie bez winy), co przede wszystkim WYBORCOM. Tym, którzy do wyborów nie poszli. To oni strzelili w stopę III RP! To nieobecni wyborcy nie zdali egzaminu z demokracji i państwa obywatelskiego!
.
Dlatego lepiej, aby teraz zjednoczyć wszystkie opozycyjne siły, obecne i w zalążkach i tak rozwinąć pracę u podstaw aby mieć razem siłę do stworzenia jednolitego frontu obywatelskiego nieposłuszeństwa. Im szybciej, tym lepiej. Obecne rządy trwają już o cztery miesiące za długo. Nie ma co czekać, aż się okopią i sami ubezwłasnowolnią opozycję.
A ja się zgadzam z Autorem niemal co do joty.
No, prawie, bo pomysł z Zespołem Projektowym odebrałem jako jakąś kpinę, szczególnie po tekście pani Kijowskiej jaki ukazał się na SO. Mówiąc skrótem ograniczał on się do nakazu uwielbiania lidera i nie zgłaszania niczego co jemu by się nie podobało.
W tym momencie położyłem na KODzie krzyżyk.
No bo o czym w tych warunkach (na tych warunkach) rozmawiać?
Natomiast zgadzam się co do obecnej opozycji parlamentarnej. Z nich nic się dobrego nie urodzi. Zawiodłem się na p. Petru, szczególnie po tzw. spotkaniu pokojowym.
Oni nie wychodzą poza dotychczasowy schemat gier, zabawy w politykę polegającą na gładkiej gadce bez żadnego sensu.
Podobnie nie wiąże szczególnych nadziei z partią Razem od czasu gdy zajęła się ona wojenka z innymi partiami zamiast tworzyć coś „mimo”, obok, budować alternatywę.
Nawet im nie wypominam, że to oni rozbijając przed wyborami lewicę stworzyli tę sytuację, jaką mamy. Trudno, stało się, ale niestety nie widzę, by potrafili stworzyć coś dużego. Ot, mała grupka radykałów, na których nie można polegać, bo nigdy nie wiadomo co im do głowy strzeli.
Proszę wybaczyć, to nie żadna głęboka analiza tylko wrażenie z zewnątrz, ale na takich wrażeniach budują swe sympatie i antypatie wyborcy.
Na to aby pojawił się ktoś nowy jest za wcześnie, miał szansę ruch Kukiza, ale jego lider zrobił wszystko dokładnie odwrotnie, niż powinien.
Wrzucałem już kilka razy propozycje takiej „pracy od podstaw”, bez szczególnego oddźwięku. Nie ma chętnych, bo na razie trwa jeszcze ta inercja i wciąż większość z nas myśli kategoriami dotychczasowymi, nie zauważając, że już się wszystko zmieniło i potrzebny jest inny język, inne metody działania i propozycje nie związane z tym co było. Powrotu do „ciepłej wody w kranie” nie ma i nie będzie.
Wyrosło w międzyczasie nowe pokolenie i to jego sposób odbioru rzeczywistości trzeba uwzględniać tworząc projekty na przyszłość.
A na to nie chce zwracać uwagi nikt, szczególnie ci, na których wydawałoby się – można liczyć ze względu na dotychczasowe życiowe dokonania.