2016-04-05.
ECHA WYDARZEŃ: Nie byłem, nie widziałem na własne oczy, ale kamera widziała i zanotowała. To działo się w Białymstoku, gdy piłkarze Jagiellonii przegrali ( ligowo- aż 0:3) z Podbeskidziem.
Posłużę się linkiem oraz opisem świadka.
„Po końcowym gwizdku piłkarze Jagiellonii i trener Michał Probierz tradycyjnie udali się pod młyn, by podziękować kibicom za przybycie na mecz. Zwykle zawodnicy dziękują w takiej sytuacji za doping, ale teraz kibice chcieli udzielić im „reprymendy”, co nie spodobało się trenerowi Probierzowi, który stanął w obronie swoich podopiecznych. Atmosfera była bardzo napięta i doszło nawet do bezpośredniego kontaktu szkoleniowca z krewkimi kibicami. Probierza musieli powstrzymywać jego asystenci i piłkarze Jagiellonii…
Na konferencji prasowej trener odniósł się do wydarzeń spod trybuny: – Apeluję do kibiców – fajnie się buduje pomniki, ale też łatwo je burzy. Robimy wszystko, żeby się dobrze zaprezentować. Przepraszam za swoje zachowanie tuż po spotkaniu. W stresie człowiek czasem robi za dużo…”
Ostatnie zdania – godne dżentelmena, wcześniejsze obrazy – trochę wiejące grozą. Taka temperatura, takie napięcie; iskra wystarczy, by apogeum emocji przekształcić w ognisko. Tak to dziś bywa na trybunach i boiskach, a ruch sportowy jakoś nie zawsze daje sobie radę z panowaniem nad nastrojami. Np. do dziś odnoszę wrażenie, że w kwestiach sędziowskich zainteresowanie ogranicza się do starań, by lepiej widzieć i słyszeć, zaś to, co wiąże się z dyrygowaniem widowiskiem i jednoosobową (nawet, jeśli sędziują zespoły) odpowiedzialnością za skutki wydarzeń- zostają na dalszym planie.
Nie krytykuję trenera, dzielę się ogólnym znakiem zapytania. Pana Michała nawet nie znam osobiście, ale… podziwiam za to, co robi na Facebooku. Nie tylko dzieli się refleksjami, lecz też przykładami ze swej wiedzy trenerskiej – jakie ćwiczenia, co-komu, żeby lepiej panować nad piłką; słowo, obraz…
Lekka atletyka, a w niej – w już ważnej roli – panna Ewa Swoboda. Najlepsza wśród juniorów w halowej 60-metrówce na świecie. 7,07! Na początku roku olimpijskiego, co może być, gdy przyjdą igrzyska w Rio? Ona mówi o półfinale setki, a jak szansę oceniają inni?
Przeczytałem rozmowę z Marianem Woroninem – 10 sekund na 100 metrów, w dorobku wiele medali, więc autorytet –dokonaniami i doświadczeniem. Potem jeszcze pogadaliśmy na temat tez zawartych w wywiadzie.
WORONIN:
„Nie jest łatwo przełożyć świetne bieganie „60” na świetne pokonywanie 100 metrów. Na 60 m biega się ogromnym talentem i szybkością, a do „100” trzeba mieć wytrzymałość szybkościową. Każde 10 metrów dołożone do 60 to już spory wysiłek. Trzeba dużo ciężkiej pracy, żeby błysk z hali pokazać na stadionie. … …Siłownia też jest ważna, trzeba się obudować mięśniami, ale przede wszystkim liczy się wytrzymałość szybkościowa. Cała rzecz polega na tym, by jak najdłużej utrzymać kolano jak najwyżej. Po 60 metrach siła ucieka i z każdym kolejnym krokiem jest o to coraz trudniej. Może się wydawać, że 100 metrów to niewielki dystans, ale daję słowo, że on bardzo męczy.
…Oczywiście wierzę, że Ewa sobie poradzi. Jest młoda, jeszcze nie jest rozbudowana siłowo jak najlepsze na świecie sprinterki, przy nich wygląda na drobną dziewczynę. W najbliższych latach będzie je doganiała. Mam tylko nadzieję, że siłą się nie zabije, że nie przesadzi. Widać, że niedawno nad nią popracowała, wygląda lepiej i dobrze, ale nie wolno z siłownią przesadzić, bo sama masa mięśniowa nie biega. Swoboda już z natury jest silna..
.. Na razie Ewa to jeszcze naturszczyk, który bardzo mi się podoba. Niestety, ma jeden minus. Jest za niska. Gdyby miała z 10 cm wzrostu więcej [ma 164 cm], to już wróżyłbym jej olimpijskie medale. A tak życzę jej wszystkiego najlepszego, naprawdę w nią wierzę, ale wiem, że już minęły czasy, kiedy dominował sprinter mający 177 cm. Jeżeli zestawimy Bena Johnsona z Usainem Boltem, który ma prawie dwa metry [195 cm], to zobaczymy, jaką przewagę mają ci wyżsi. Jedną z najlepszych sprinterek świata jest dziś biała Holenderka, ale to przecież maszyna, ma takie warunki, że dzięki nim może się postawić czarnoskórym rywalkom. Wróćmy do Bolta – ze stopami w rozmiarze 48 ma odbicie jak kangur. Schippers też jest wielka [179 cm]. Mniejsi zawsze muszą czymś nadrabiać. Ewa ma to coś, widać, że ma w sobie wielką siłę, jest zadziorna, ma ogromny talent. Mam nadzieję, że będzie walczyła o medale. Ale gdyby mogła jeszcze trochę urosnąć…”
…W męskim sprincie już przez tyle lat czekam na jakiegoś następcę, ale co się ktoś pokazuje, to zaraz znika. A tu chyba w końcu będziemy mieli następczynię Ireny Szewińskiej. Oczywiście trzeba jeszcze na to trochę czasu, ale czuję, że przez wiele lat Swoboda będzie reprezentowała nasz sprint w światowej czołówce”.
Urośnie, Marianie, w tym wieku centymetrów wciąż jeszcze przybywa, Urodzona przecież bardzo niedawno – 26 lub 27 lipca 1997 roku! Jeśli nie medalowe Rio, to kolejne igrzyska – na mur.
A może dzięki pannie Ewie i jej starszym koleżankom i kolegom medialne zainteresowanie lekką wzrośnie, bo dziś wciąż jest sztucznie maleńkie – wobec siły sportowej, tradycji oraz szans medalowych. Jak słusznie wytyka Adam Kszczot, wspaniały 800-metrowiec:
„ Widocznie lekka atletyka jest tak nieatrakcyjna dla dziennikarzy, że większość ciekawych informacji znajduję tylko na Facebooku. …Brakuje mi w polskich mediach takiego poziomu, jaki znajduję np. w Wielkiej Brytanii lub Francji, gdzie na lekkoatletów zwraca się znacznie większą uwagę. „. I dalej: „Znam swoją pozycję, ale boli mnie to, że lekka atletyka ma poważny problem. Ten sport będzie w Polsce umierać, dopóki kilka rzeczy nie zostanie poprawionych. Jednym z nich jest oczywiście wizerunek w mediach. Mówiąc bardzo delikatnie – jest na mocno słabym poziomie.”
Na dwa zdania powrót do futbolu, w aspekcie EURO: „Brytyjski „The Telegraph” przygotował ranking 24 reprezentacji, które zagrają na Euro 2016 i uszeregował ich od najmniej do najbardziej prawdopodobnych mistrzów Europy. Redaktorzy umieścili Polskę na 14. pozycji – Robert Lewandowski jest czymś w rodzaju jednoosobowej drużyny i całkiem w pojedynkę napędził Polskę do Euro 2016 paroma niesamowitymi występami kosztem Szkocji i niemalże Irlandii – czytamy przy opisie kadry biało-czerwonych. Uproszczenie, ale i wezwanie do skromności, prawda?
Dwa razy narty: Justyna Kowalczyk wygrała maraton – 63 kilometry! Pani doktor to ma siły oraz ochotę! Austriak Horngacher przejął opiekę nad skoczkami. Prezes Apoloniusz zażartował, że nowy pracownik PZN dostał bilet w jedną stronę – do Polski przyleciał samolotem, odjechał do domu służbowym autem. O tym, co dalej z trenerem Kruczkiem jakoś cicho… A jeszcze sezon temu chciano go nosić na rekach.
Coś o zdrowiu. Kolarz – wspaniały „czasowiec” Bodnar miał pecha. Gałąź wpadła między szprychy, upadek, złamana żuchwa, zabieg, minimum 6 tygodni leczenia… A sezon dopiero się zaczął, i dla sportu jest olimpijski… Pani Agnieszka Radwańska nie stanęła do turnieju w Katowicach. Przeszkodziła kontuzja – mam w pamięci serię występów w dodatkowym „kostiumie” z plastrów. Kropla przelała czarę? W każdym razie turniej został z góry czegoś ważnego pozbawiony. A że różne portaliki zaglądające za kurtyny, kulisy, a nawet do alkowy przebąkują, że może szykuje się dłuższa pauza – na macierzyństwo, to już inna bajka. Też byłaby jednak życiowa…
Andrzej Lewandowski

