Andrzej Lewandowski: Młodości, Ty nad poziomy…

bspo2016-04-14.

ECHA WYDARZEŃ: Jakiś leniwy się zrobiłem – światek sportowy pędzi ku piłkarskim EURO 2016, ku Igrzyskom Olimpijskim w Rio, a wpisy… jak na receptę. Na szczęście wyniki nie zależą od napisanych słów…

  • Szczypiorniści pojadą do Brazylii. Nie wygrali tej szansy w mistrzostwach, dali koncert w kolejnym turnieju kwalifikacyjnym. Nie mogło być inaczej! Faktem nie jestem zaskoczony, za to reakcją – mile popieszczony. Otóż obecny trener ( ten, który wygraną jakoś zafirmował) publicznie podziękował byłemu trenerowi, ( który brak wcześniejszego awansu skwitował dymisją), że tak drużynę poprowadził, iż szybko tak mogła zagrać, jak właśnie zagrała. Niby grzeczność nie kosztuje, ale zawsze obiektywizowanie recenzji jakoś cieszy… Jak dżentelmen, o dżentelmenie…
  • Odszedł Henryk Średnicki. Ledwie 61 lat. Ciężko musiał chorować, jeśli z smukłego 50 – parokilogramowca stał się pewnie około stukilogramowcem. Jest taka fotka – przy Rudkowskim ( niedawne pożegnanie), Pietrzykowskim ( też go już nie ma), Kasprzykiem ( choruje od dawna, ale podobno „wraca do formy”) i pan Jacek Handzlik, który zdjęcie opublikował…
  • Pan Henryk – jedyny na ringu mistrz świata z Polski rodem – w boksie olimpijskim. Wcześniej kończyło się na Igrzyskach oraz mistrzostwach kontynentu, więc wielcy poprzednicy szansy jak ON nie mieli…
    Obejrzałem zapis filmowy z dawnego turnieju Feliksa Stamma. Średnicki – mistrz świata walczy z ( wagę wyżej niż w mistrzostwach) z Kubańczykiem, mistrzem olimpijskim. Jakiż to był pokaz pięściarstwa! Taniec i dynamika, technika i taktyka… Sztuka ataku współgrająca ze sztuką samoobrony… Fascynujące, po dziś wielu stających ( to już sprawa mediów) do „walk stulecia” może w tym dawnym pokazie szukać lekcji dla siebie
  • Przewidywałem, że dopingowa (anty) afera z łotewskim („międzynarodowo” stosowanym) meldonium nie będzie miała łatwego finału. W postaci jasnych decyzji personalnych. Coraz to komuś kolejnemu laboratoria stawiają zarzut, mamy do czynienia z serialem, nie z incydentami. A tu – igrzyska za pasem. Już fachowcy kombinują, jak wyjść „z ciosem, albo z unikiem”. Zakaz – od 1 stycznia, spece jednak mówią, że pozbycie się śladów to kwestia pół roku, więc…
  • Nie pierwszy i nie ostatni w tej walce „anty” znak zapytania. Kiedyś długo stosowano np. środki moczopędne w sportach, w których ważna była waga osobista – i jakoś wszyscy widzieli sztuczność, a urzędowej reakcji nie było. Dopiero, gdy zobaczono, że taki np. Furosemid to także „wymywacz czegoś innego”, coś do maskowania i zacierania śladów – pojawił się zakaz.
    Kiedyś – pamięć coś podpowiada – karierę robiła krew własna. Pobrana w czasie treningu wysoko, zamrożona, a potem „oddana krwiodawcy” ponoć niebywale zwiększała wydolność. Kiedyś jednak podobno był szok, mimo że niby osobnik ten sam, krew ta sama. Po powrocie do organizmu miało się okazać, że był w niej też odmrożony ślad czegoś tam, co w chwili poboru dozwolone, a w czasie wstrzyknięcia – zakazane… Czyli – niby wszystko proste, da się wykryć, ale mądrze zobiektywizować nie tak ławo. Z tym na „m” już jest podobnie…
  • Ewa Swoboda – sprinterka, z którą wiążemy nadzieje na kilka okresów olimpijskich. Młodziutka, wdzięczna, szybka. I –wytatuowana, zgodnie z obecną modą młodzieżową. Wyznam, mnie to nie urzeka, wolę naturę w formie czystej, ale zgodnie z poczuciem rejestrowania faktów – zacytuję. Jako choćby tzw. ciekawostkę
    „Jej makijaż i tatuaże to sposób wyrażania siebie. Nam opowiedziała o czterech tatuażach. – Najstarszy jest ten na prawym udzie, powstał w marcu ubiegłego roku – wyjawiła. – Róże oznaczają, że ktoś jest piękny mimo swoich wad. Piękna róża znajduje się też na moim lewym przedramieniu. Na prawym przedramieniu mam angielski napis „Mamo i Tato, kocham Was”, co chyba nie wymaga wyjaśnień. A jeszcze mam kota wytatuowanego na żebrach, ale tego proszę nie fotografować (śmiech). Uwielbiam koty. W domu hoduję pręgowaną kotkę o imieniu Felicja. Całość jej wizerunku uzupełnia kolczyk wkłuty nad ustami i przedłużona kredką linia oczu. „ Prawo młodzieńczości i sposób pojmowania kobiecości… A bez tego – taka ładniutka… Ale – jeśli sama tak lubi, to…
    Z osobą panny Ewy wiąże mi się refleksja O sporcie dzieci i młodzieży.
    Kolejny minister sportu robi z mądrego hasła osobisty klucz do problemu. Znów jest wiele fajnych pomysłów oraz obietnic. I raduje się moje serce, gdy to słyszę.
    Powiem szczerze, że twardo trzymam za słowo a życzę powodzenia. Bo wiem dobrze ( jak minister), że kwestia powszechnego sportu dzieci i młodzieży to nie tylko sprawa stanu narodowego zdrowia i sprawności, lecz także przyszłość olimpijska. Slogan? Nie. Wystarczy z grubsza prześledzić kilka, wybranych na chybił trafił dróg do mistrzostwa…

Wspomniana panna Ewa. Uczniowski Klub Sportowy 4 w Żorach. Iwona Krupa, po dziś trenerka i sportowa przewodniczka sprinterki: „Ewę wypatrzyłam w czwartej klasie szkoły podstawowej. Szczupła, niepozorna, takie małe żywe srebro, wszędzie jej było pełno! …” I tak dalej. Szkoła, UKS – jeden z tych, które seryjnie i masowo powstały z pomysłu oraz upartej aktywności dr Stefana Paszczyka. Nie był ministrem z oficjalnego tytułu, bo ministerstwa sportu wtedy nie było, ale w imieniu administracji Państwa odważnie i praktycznie wziął się za odradzanie sportu dziecięco – młodzieżowego

Marian Woronin – 10,0, to do dziś rekord Polski w biegu na setkę. Mówi, że do 10,3 doprowadził go nauczyciel wf. Czyli…

Wielki skoczek Jacek Wszoła, kiedyś sensacyjny mistrz olimpijski. Z Technikum Łączności, z treningu prowadzonego przez tatę – nauczyciela…

Obecnie dostojny sekretarz generalny PKOl – p. Adam Krzesiński. Medalista w szermierce. Z CV: „Wywodzi się z rodziny o znaczących tradycjach sportowych, z której pochodzą m.in. tyczkarz Andrzej Krzesiński i zapaśnik Stanisław Krzesiński. Trenować szermierkę zaczął w szkole podstawowej, jego nauczycielka wychowania fizycznego, Renata Krzykalska – Popek, była florecistką.” Czyli – też: dom, rodzina, szkoła…

I tak dalej i tak dalej. Nie od dziś mamy taką diagnozę oraz głosimy, że taki jest obywatelsko – sportowy obowiązek.

Czasem, w podtekście – jakby wcześniej zaniedbywany… A prawda jest taka, jak przykładami przypomniana. Jak przywołana pamięcią o innych dawnych przedsięwzięciach. „Tysiąc szkół na Tysiąclecie”, a każda nowa szkoła z salą gimnastyczną oraz boiskiem. Jak akcja zdobywania w szkole odznak „Bądź sprawny do pracy i obrony”, czego jedyną wadą było to, iż pomysł wzięto ze „wschodniego importu”, a nie np. z międzywojnia, z jego Państwową Odznaką Sportową… Jak dziesiątki akcji medialnych, które przeradzały się nawet w system: Mały Wyścig Pokoju, „Czwórbój Lekkoatletyczny Świata Młodych”, „Czwartki Lekkoatletyczne – z napędem do dziś ogromnym itd. itp.

 A jeśli minister obiecuje, iż będzie lepiej – tylko raduje. Zawsze!

Ba, spodziewam się także, że wespół z MEN, za Jego sprawą Ministerstwo Sportu doprowadzi do zwiększenia liczby ( atrakcyjniejszych niż do teraz) godzin wf w procesie edukacji oraz znów choćby trochę ożywi sportem godziny pozalekcyjne… Bo z tym – wciąż kiepsko. Jest gdzie, nie bardzo towarzyszy szansie zbiorowa ochota!

Andrzej Lewandowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com