
Posłowie fotografują monitor pokazujący moment głosowania „na dwie ręce”. Źródło: Twitter, K. Gajewska
2016-04-14
Jak podaje TVN24, posłanka Zwiercan potwierdza, że zagłosowała za posła Morawieckiego. – Tak, głosowałam za Kornela – z tego względu, że źle się poczuł i rozmawialiśmy o tym wcześniej. Pan Kornel prosił mnie – stwierdziła posłanka.
– Prosiłem panią poseł, żeby zagłosowała za mnie – powiedział także sam Morawiecki. – Uważam, że nic specjalnego się nie stało. Większość sejmowa zagłosowała – stwierdził poseł. – Uważam, że jeśli kogoś poprosiłem, to jest wszystko moralnie w porządku – dodał.
– Wyjaśniamy tę sprawę. Jeśli rzeczywiście tak się stało, to pani Zwiercan powinna złożyć mandat – powiedział Paweł Kukiz.
Było to istotne nie tylko ze względów etycznych, a nawet – prawnych (podobne sytuacje w przeszłości powodowały wszczęcie postępowania przez prokuraturę z powodu „poświadczenia nieprawdy”): cała opozycja – PO, Nowoczesna, Kukiz’15 i PSL – umówiły się, że podczas wyboru sędziego TK nie będą głosować w ogóle. Żeby wybór sędziego był ważny, musi zagłosować co najmniej połowa posłów, czyli 230 – jednak na sali było tylko 227 posłów PiS. Czyli niegłosowanie przez opozycję doprowadziłoby do tego, że nie wybrano by sędziego.
Kilku posłów Kukiz ’15 wyłamało się. W tym – Kornel Morawiecki.
Marszałek Kuchciński, mimo żądań reasumpcji głosowania, ogłosił, że jest ono ważne i że prof. Zbigniew Jędrzejewski został prawidłowo wybrany.
Czy na pewno?
Komentatorzy skupiają się na liczbie głosów, posłance Małgorzacie Zwiercan i Kornelu Morawieckim. To jednak jest dyskusja o marginalnej wadze. Są sprawy fundamentalne, które każą postawić tytułowe pytanie.
I nie jest to także odrażająca awantura w przeddzień głosowania, w trakcie groteskowego przesłuchania kandydata w sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, podczas którego skandalicznie zachowywała się posłanka Krystyna Pawłowicz, nie dopuszczając, wspólnie z posłem – prokuratorem Piotrowiczem, przewodniczącym komisji do zadawania kandydatowi istotnych pytań. Posłanka PiS ostro zaatakowała polityków opozycji za to, że… zadają pytania kandydatowi PiS do Trybunału Konstytucyjnego. Kamilę Gasiuk-Pihowicz nazwała „Myszką-Agresorką”, mówiła też – co prawda po łacinie, ale wciąż – o atakowaniu „do us***ej śmierci (ad mortem defecatum).
Prawdziwie jednak fundamentalne zagadnienie spowodował wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca. Dlaczego?
W uznanej za zgodną z konstytucją ustawie z 25 czerwca 2015 o Trybunale Konstytucyjnym w rozdziale 3 „Sędziowie” znajduje się następujący przepis dotyczący wyboru sędziego Trybunału:
„Art. 19, ust. 2. Wniosek w sprawie zgłoszenia kandydata na sędziego Trybunału składa się do Marszałka Sejmu nie później niż 3 miesiące przed dniem upływu kadencji sędziego Trybunału.”
Przed 27 stycznia nikt o kandydacie Zbigniewie Jędrzejewskim nie słyszał. Jego kandydatura pojawiła się dopiero pod koniec marca. A zatem – z punktu widzenia obowiązującej ustawy, wybór jest nieważny. Profesor Zbigniew Jędrzejewski pozostaje nadal profesorem, ale nie sędzią.
Oczywiście, obóz rządowy będzie twierdzić, że ustawa „naprawcza” z 22 grudnia, według której rzeczywiście Sejm w terminie wybierał sędziego – obowiązuje. Bo choć 9 marca Trybunał uznał ją za niezgodną z konstytucją, to przecież była to jedynie „opinia kilku sędziów” wyrażona przy kawie i ciasteczkach, na dodatek nie ogłoszona w Dzienniku Ustaw, no i przyjęta wbrew woli ministra sprawiedliwości.
Może sobie Trybunał gadać co chce, jego prezes może wypowiadać się do woli w mediach, że ma rację, prezesi europejskich sądów konstytucyjnych mogą sobie pisać listy, jakaś Komisja Wenecka, grzecznie przecież zaproszona przez ministra spraw zagranicznych może coś sobie też jakieś aroganckie opinie pisać, jakiś Parlament Europejski może głupie i antypolskie uchwały przyjmować, mogą różne autorytety międzynarodowe i krajowe uważać, że wyrok TK z 9 marca wydany został prawidłowo, ale to premier nie musi ogłaszać wyroku, bo ma odmienną opinię, a marszałek Sejmu może łamać prawo – w tym konstytucję, bo właśnie tak uważa, nie mówiąc o prezydencie, który konstytucję złamał już w listopadzie. I co nam zrobicie?
No właśnie, dobre pytanie: czy prof. Zbigniew Jędrzejewski może na nie odpowiedzieć? Chyba wiadomo, jaka powinna być odpowiedź. Do takiego wyroku w ogóle by nie doszło, bo nie rozpoczęłaby się rozprawa, gdyż taki sędzia nie zostałby w ogóle do orzekania dopuszczony. W sądzie karnym, powszechnym. A w sądzie konstytucyjnym – może?
Ponawiam pytanie tytułowe: czy prof. Zbigniew Jędrzejewski jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego? Liczę na profesorską odpowiedź. Godną profesora prawa karnego, który rozumie co to jest chaos prawny. I który wie, gdzie jest tego chaosu przyczyna.
Może zdąży z odpowiedzią przed złożeniem ślubowania przed panem prezydentem, żeby uchronić głowę państwa przed recydywą.
Piotr Rachtan
Obserwator Konstytucyjny


A z krowami też próbuje Pan rozmawiać?
Autor ma rację. Wybór tego pana jest z mocy obowiązującego prawa nieważny. Mnie interesuje jednak psychika gościa, który będąc profesorem prawa pakuje się w takie szambo. W sam środek konfliktu politycznego. Gdzie honor, godność, duma – cechy bez których nie sposób być sędzia TK. Obawiam się, że wszyscy nominaci PiS są „anty sędziami” – stronniczymi nominatami jednej partii, którzy teraz klepną każdą głupotę PiS a potem, gdy władza się zmieni, będą kwestionować wszystkie ustawy.
„…Może zdąży z odpowiedzią przed złożeniem ślubowania…”
A w życiu! Prezydent D**a jest za szybki, to mistrz świata w składaniu podpisów. Potrzebne lata pracy i ciężkich treningów, aby go pokonać w tej konkurencji.
Jest tylko jedna możliwość wpłynięcia na tych bolszewików, niestety chyba niemożliwa do realizacji…
Otóż wszyscy sędziowie, wszystkich sądów w RP powinni zawiesić natychmiast wykonywanie obowiązków (rozpatrywanie spraw, wydawanie wyroków, przedstawianie uzasadnień) do czasu ogłoszenia i wejścia w życie wyroków Trybunału Konstytucyjnego.
Nie można bezczelnym łobuzom nadstawiać drugiego policzka, trzeba im oddać tak, żeby się nogami nakryli !!!
A który przepis przewiduje rygor nieważności za przekroczenie tego trzymiesięcznego terminu?
Już konstytucjonaliści zbadali sprawę
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Andrzej-Duda-z-przykroscia-patrzylem-na-to-co-dzialo-sie-w-Parlamencie-Europejskim,wid,18270435,wiadomosc.html?ticaid=116d58&_ticrsn=3
Obywatel Paszczak… ten z Muminków? bardzo go lubiłem. Ale był podejrzany genderowo, bo chodził w spódnicy. Pożyczałem (50 lat temu)te książeczki Tove Janson od dzieci Piotrka Topińskiego i czytywałem, na dobranoc, innym dzieciom. Bo umiem. W odróżnieniu od kilku dzisiejszych lektorów (pci męskiej, tylko jedna kobieta), co czytają teksty obcych filmów przyrodniczych, i innych, jak również części reklam. Ciekawi mnie, czemu słuchacze/oglądacze nie protestują masowo przeciw temu tonowi zlekka tylko hamowanej agresji, co płynie na nich z ekranu. Albo wyćwiczyli – w ułamku sekundy – wyłączanie dźwięku, albo stracili wrażliwość. Ale nie bardzo wierzę, bo ta szkoła lektorskiej perwersji pojawiła się w telewizji dopiero jakieś 10 lat temu, co nie mogło chyba tak prędko stłumić jakichś protestów. Wygląda na to, że mam nadwrażliwe ucho i to – tam – podwzgórze w baniaku.
„… Pan Kornel prosił mnie – stwierdziła posłanka.
– Prosiłem panią poseł, żeby zagłosowała za mnie – powiedział także sam Morawiecki. –
*
No i dziś już mówi, że nie prosił. Czy nie należałoby zaprowadzić w sejmie Pogotowia Psychiatrycznego?
@slawek „Mnie interesuje jednak psychika gościa, który będąc profesorem prawa pakuje się w takie szambo. W sam środek konfliktu politycznego. Gdzie honor, godność, duma – cechy bez których nie sposób być sędzia TK. ”
Pal sześć stanowisko sędziego. Mnie zastanawia jak taki człowiek patrzy w oczy żonie i dzieciom. I w lustro. Nie dotyczy to zresztą tylko jego. Zachowanie tego pana na komisji mówi wszystko.
A przecież znajdą się inni sędziowie, którzy nadal będą mu podawać rękę, uważać za dobrego znajomego itd. I on to wie.
@j.Luk wańkowiczowskie „skundlenie” jest procesem niezależnym od czasów. Jeżeli ten pan posługuje się podobnym sposobem odwracania wektorów jak JK to nic mu nie pomoże. Ale swoją pulę wstydu będzie musiał przełknąć. PiS to słabi, zakompleksieni i zagubieni ludzie. Nie mogą inaczej odreagować swojej małości, którą w pełni rozumieją, jak pychą, butą, arogancją i oszczerstwami pod adresem bliźnich. I może inni sędziowie będą mu podawać rękę, ale w głębi serca będzie doskonale wiedział, że to żadne uznanie a minimum kurtuazji i kultury osobistej. Już dzisiaj widać jak grudniowi nominaci PiSu w TK mogą liczyć wyłącznie na wzajemność uznania miedzy sobą. Pozostali sędziowie zachowują wobec nich należytą kurtuazję i kulturę. Ani grama więcej.
Mało prawdopodobne żeby pan dostał odpowiedź od sędziego/
nie sędziego/TK.Te ludziki u władzy czytają Konstytucję i nie
tylko w sposób wybiórczy, co im pasuje to jak najbardziej, a co nie to jak by nie było. A swoją drogą, to niezła wtopa z tym
trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Pani Pawłowicz próbowała to
zakrzyczeć na komisji? A dla czego myszka na komisji tego nie
powiedziała?
Z rozpaczą, bo nic mnie już nie jest w stanie zdziwić, stwierdzam, że nie tylko media „odzyskane” przez PiS zgodnie stwierdzają, że wybór tego osobnika z profesorskim tytułem, który w trakcie skandalicznego posiedzenia Komisji Sprawiedliwości był w stanie pokazać jedynie to, ze posiada kwalifikacje na dyskotekowego wykidajłę, BYŁ WAŻNY.
Jakież to ma znaczenie, jest czy nie jest sędzią taki czy inny profesor od prawa karnego, któremu polityczni towarzysze nie dali skompromitować się „wykazaniem” braku należytych kompetencji na sędziego Trybunału Konstytucyjnego?
Poprawnie postawione pytania powinny brzmieć:
1) ilu mamy aktualnie czynnych sędziów Trybunału konstytucyjnego, ilu z nich jest przepracowanych, ilu kompetentnych a ilu bierze pieniądze za nic?
2) po co komu ten DZIEWIĘTNASTY sędzia?
3) jakiemu celowi miało służyć wywołanie skandalu wokół głosowania?
Mój punkt widzenia powtarzam po raz siedemdziesiąty siódmy.
PiS potajemnie dąży do zmiany Konstytucji w celu usankcjonowania pełzającego antypaństwowego przewrotu polegającego na przekształceniu demokratycznego państwa prawnego opartego o trójpodział władz w katolicką narodowosocjalistyczną republikę z ustrojem bolszewickim o jednolitej władzy państwowej.
Zanim Jarosław Zbawiciel Kaczyński wyłoży karty na stół, władza ta musi zostać ugruntowana a jedynymi przeszkodami na tej drodze pozostały Konstytucja i Trybunał Konstytucyjny.