Andrzej Lewandowski: Quo vadis?

pacelt2016-04-22.

ECHA WYDARZEŃ: Przedstawiam, a właściwie przypominam: Zbigniew Pacelt, czterokrotny olimpijczyk w latach 1968 – 1980. Pływak, pięcioboista… W sumie, jako zawodnik i działacz był na 13 igrzyskach.

13 lat pracował jako trener pięcioboju nowoczesnego. Jego podopieczni zdobyli pięć medali MŚ w latach 1988 – 1991 (1 złoty, 2 srebrne, 2 brązowe) oraz dwa olimpijskie złota w Barcelonie. Były poseł, były wiceminister sportu.

Jeśli taki człowiek się wypowiada, znaczy – warto posłuchać. A Pacelt przypomniał na Facebooku dawny wywiad, którego udzielił po igrzyskach londyńskich. Jeśli przypomniał – znaczy uznał, że tezy są świeże. Zwłaszcza teraz, gdy meta olimpijska w Rio coraz bliżej.

Fragmenty:

„PAP: W Atenach, Pekinie i Londynie polska ekipa zdobyła identyczną liczbę medali – po 10. Jak pan ocenia występ biało-czerwonych w igrzyskach nad Tamizą?

Zbigniew Pacelt (n/z): Jeśli nie idziesz do przodu, to nie stoisz w miejscu, tylko się cofasz. Ta stagnacja ma tendencję spadkową. Cztery lata temu mieliśmy więcej srebrnych medali – sześć, a mniej brązowych – jeden. Teraz odpowiednio dwa i sześć. Sukces odniosło 12 osób spośród 218, czyli zaledwie sześć procent. Do grupy zawodników z udanym występem zaliczam także tych, którzy przed igrzyskami plasowali się poza czołową dziesiątką w mistrzostwach świata, Europy czy też w rankingach międzynarodowych federacji, a w Londynie byli w finałach. Ale jest ich niewielu. Pozostali zawiedli i jest to porażka, bądź, jak kto woli konsekwencja złego systemu przygotowań.

Łatwo jest krytykować… – Na pewno nie jestem i nie będę w tym odosobniony, jednak nie od dziś uważam, że trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Ale na ocenach nigdy nie poprzestaję, zawsze coś proponuję, sugeruję inne rozwiązania. Na przykład po igrzyskach w Pekinie, w październiku 2008 roku, zawarłem na 78 stronach program przygotowań do następnych.

Jaki był jego los?

 – Resort sportu nie był nim zainteresowany. Wymyślono Klub Polska – Londyn 2012, autorstwa byłego ministra Adama Giersza, koncentrując się na najlepszych zawodnikach, zapewniając im takie warunki, że nawet ptasiego mleka nie brakowało… Nie uwzględniono w tym programie zaplecza, utalentowanych juniorów i młodzieżowców. A to znajdzie swe odzwierciedlenie w następnych igrzyskach. Tym najlepszym musi ktoś deptać w kraju po piętach. …

 – A może na tak obszerny program nie było odpowiednich środków?

 – Nie sądzę. Było ich w ostatnich latach więcej. Na czterolecie między Atlantą 1996 a Sydney 2000 przeznaczono 400 milionów złotych, od Sydney do Aten 2004 było 325 milionów, natomiast na kolejne etapy, czyli do Pekinu 637 milionów i do Londynu 625 milionów. Należy zapytać, czy te środki zostały właściwie wykorzystane? Moim zdaniem – nie.”

I tak dalej. Eksposeł jeszcze sformułował tezy, że:

A) Igrzyska są tylko dla tuzów, sam fakt uczestnictwa to zaszczyt, ale obowiązkiem jest mierzenie wyżej. („Stoi pan na stanowisku, że na arenach olimpijskich powinni startować tylko najlepsi? – Tak uważam. W poprzednich igrzyskach krajowe minima były wyższe od międzynarodowych, natomiast na Londyn zostały zrównane. Ba, niektórzy sportowcy weszli nawet z list rezerwowych)”.

B) Obowiązkiem w obliczu Rio jest spożytkowanie nauk z przygotowań… średnioudanych, bo prowadzonych wedle wadliwej koncepcji.

Jeśli Pacelt dziś odwołuje się do przeszłości, wietrzę, że ma w głowie coś, o czym nie pisze i nie mówi. Jakieś znaki zapytania w kwestii obecnego stanu (może koncepcji) przygotowań olimpijskich. Albo komplementy i optymistyczna prognoza. Wyznam, że namawiałem go do publicznego odświeżenia poglądów i ocen. Obiecał, że… „Da się zrobić…” Czekam. Sport – też. …

Boks zawodowy. Krzysztof Głowacki obronił prymat na światowej liście w wadze lekkociężkiej. Wygrał jednogłośnie, walczył bardzo dzielnie. Ten młodzian jakby nie znał kryzysów; ma je – jak każdy – ale potrafi przezwyciężać trudne chwile. Tomasz Adamek kończy (zapewne) ładną (może przydługą) karierę w gorszym stylu. Prowadząc na punkty – przegrał przed czasem.

„Taki jest boks” – orzekł filozoficznie. Prawda, taki wciąż jest. Punkty – punktami, samoobrona – samoobroną, ale… wciąż jeszcze na czele jest podział na źle i dobrze trafionych…

… Piłka. Czyli…

A) Euro 2016. Za polskimi kulisami jakby wszystko biegnie jak należy. Komentatorzy bardziej fascynują nas niedyskrecjami niż rachunkami szans oraz planami. Pan Robert miał kraksę samochodową, ale nic mu się nie stało, za to wydał fortunę na nowe auto.

„W garażu napastnika Bayernu miał się pojawić niebieski Bentley Continental o mocy 625 koni, którym polski piłkarz może mknąć 325 km na godzinę. Jak czytamy w gazecie, na treningi monachijskiego klubu Lewandowski zmuszony jest jeździć służbowym audi RS7. Polak ma też w garażu ferrari”.

Mnie tam zazdrość nie goni – zarabia, dobrze grając – ma kasę, to wydaje wedle uznania. A że lepiej być piłkarzem niż noblistą – inny to temat.. Dla sportu i jego społecznych ocen ważny, ale inny… W końcu chodzi o największą w świecie – w czasach pokoju – fabrykę emocji, i o teatr najbardziej demokratyczny, z największą widownią.

Dalej – doniesienia i spekulacje sprawie klubowej przyszłości kogoś innego; że toczą się targi, i tak dalej. Będzie pamiątkowa moneta…

B) Prezes TVP ogłosił, że – tu cytat: ”: „ Nie ma wielkiej telewizji bez wielkiej piłki. Piłka nożna w TVP ma wymiar narodowy i polityczny”.

Wielka piłka będzie więc w jego telewizji spektaklem „narodowo-patriotycznym”, ale… od roku 2018. Jest takie porozumienie z UEFA.. Były pogłoski, że TVP pokaże trochę mistrzostw we Francji, ale… Prezes mówi, iż to plotki, nie rzeczywistość. „Na razie na ten temat nie mam nic do powiedzenia – rzekł mediom

Wielkie słowa zaczną obowiązywać później. Niby lepiej późno niż wcale, ale jeśli są już odpowiednie pieczątki, to… Bez nich nie byłbym taki pewny, jako że prezesa raczej poznałem jako destruktora niż konstruktora… Określenie – za Jackiem Gmochem, z jego „Alchemii futbolu”

…Wciąż doping. W jego różnorodności.

Farmakologiczny – … Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) podjęła decyzję: jest amnestia dla sportowców, w których organizmie znaleziono – przed 1 marca – meldonium w stężeniu 1-15 mikrograma na mililitr.

Jedni mówią, że to skandal oraz defensywa. Drudzy – że decyzję wymusiły „czynniki pozasportowe”, czyli polityczne. Jeszcze inni, że to ochrona Igrzysk Olimpijskich, a te w Rio za pasem.

Nie znam szczegółowej argumentacji, ale mogę pospekulować. Używanie specyfiku jest zakazane dopiero od 1 stycznia – więc co z tymi, którzy stosowali go wcześniej? Producent podobno twierdzi, że ślad w organizmie trwa pół roku, a nawet dzień sylwestrowy przyjęcia łotewskiego preparatu nie oznacza „grzechu śmiertelnego”? Czyżby WADA swoim dociekaniem specjalistycznym potwierdziła taką tezę? Tę o półrocznym trwaniu śladów? Być może…

Inna warstwa. Są doniesienia o stwierdzeniu środka dopingującego w organizmie rosyjskiej młociarki. W dawnych zawodach. Jeśli będzie kara – automatycznie skoczy ku górze klasyfikacji nasza Pani Anita. Sprawiedliwości stanie się jakoś zadość, ale co to za sprawiedliwość bez Mazurka oraz flagi na najwyższym maszcie…?

Doping mechaniczny. Np. ten w rowerach, jako schowany w nich silniczek. Federacja stwierdziła, że coś jest na rzeczy, (bo było) i wzięła się za bary z nowym kłopotem. A tu:

Podczas dwóch włoskich wyścigów, reporterzy “Corriere della Sera” zamaskowali w kamerze czujniki ciepła, by samodzielnie sprawdzić ramy kolarzy uczestniczących w obu imprezach. Według zebranych danych, silniczki zostały wykryte w 7 rowerach. Były one umieszczone w rurach podsiodłowych i tylnej piaście oraz kasecie. Dziennikarze nie chcą jednak publikować nazwisk kolarzy, których maszyny znalazły się na czarnej liście. Jednocześnie autorzy artykułu twierdzą, iż kontrole UCI są mało wiarygodne i niewiele dają”.

O rany, wielki sporcie – do jakiego punktu zmierzasz? Quo vadis?

Andrzej Lewandowski

 

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. j.Luk 2016-04-22
  2. hazelhard 2016-04-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com