Nie milknie wrzawa wokół wypowiedzi posłanki Mazurek. bardziej znanej jako rzeczniczka PiS, wypowiedzi odnoszącej się do stanowiska sędziów Sądu Najwyższego dotyczącej kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Sędziowie Sądu Najwyższego to osoby o najwyższym z możliwych autorytecie i dorobku kwalifikujących ich do zajmowania tych stanowisk. Stanowisko sędziego Sądu Najwyższego jest ukoronowaniem drogi zawodowej w zawodzie, to elita prawnicza kraju.
To o tych ludziach posłanka Mazurek, magister socjologii zresztą, powiedziała, że ich stanowisko w sprawie obowiązku kierowania się przez sędziów sądów powszechnych wyrokami Trybunału Konstytucyjnego nawet wtedy gdy urzędnicy rządowi odmawiają ich publikowania, to tylko stanowisko grupy „kolesi” broniących starego układu, układu który Polacy odrzucili w ostatnich wyborach.
No i zaczęło się, zewsząd dobiegają głosy pełne oburzenia, że przekroczona została kolejna granica bezczelności i chamstwa, że tak to nawet Jerzy Urban sobie nie pozwalał, że Prawo i Sprawiedliwość niszczy autorytet państwa polskiego, że…itd., itd.
No to zastanówmy się!
Wypowiedź rzeczniki PiS nie była spontaniczna, jej nic się nie wymknęło, to nie żaden lapsus językowy. To była oficjalna wypowiedź rzecznika na jego konferencji prasowej.
Użycie słowa „kolesie” było i świadome i celowe. To był przekaz czytelny dla wyborców PiS, a nie dla opinii społecznej elektoratów pozostałych partii opozycyjnych, nie dla mieszkańców wielkich miast, nie dla „wykształciuchów”, a dla politycznych analfabetów nie martwiących się o przestrzeganie zasad trójpodziału władzy, o przyszłość demokratycznego państwa prawa.
Deprecjonujące użycie słowa „kolesie” w odniesieniu do sędziów Sądu Najwyższego jest tylko wstępem do ataku na wymiar sprawiedliwości i sędziów jako grupy zawodowej. To dobrze wybrany cel sądy i sędziowie nie cieszą się wysokim uznaniem Polaków, w badaniach opinii społecznej obserwujemy stały spadek szacunku i zaufania społecznego.
Rząd, grając na maksymalnie populistycznych uczuciach, niszczy Trybunał Konstytucyjny, niszczy autorytet Sądu Najwyższego i zniszczyć jest gotów każdy organ władzy sądowniczej gdy spotka się z oporem z jego strony. Gra jest o dużą stawkę, gra jest o władzę, na drodze której nikt i nic może stanąć na przeszkodzie.
Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, wszystkie organizacje prawnicze takie jak Naczelna Rada Adwokacka, Rady Wydziałów Prawa najważniejszych uczelni wyższych w Polsce nie mają szans w starciu z doktorem prawa Jarosławem Kaczyńskim i magistrami Ziobrą, Kempą, Jakim – urzędnikami w jego rządzie teraz i może jeszcze przez następnych kilka miesięcy.
Żadne głosy oburzenia płynące ze strony różnych ośrodków krajowych czy zagranicznych nie będą miały wpływu na postępowanie władzy ogarniętej pasją rewolucyjnej zmiany („dobrej zmiany”). Zakres tej zmiany, po opanowaniu fundamentów państwa, zgodnie z logiką rewolucyjnego szaleństwa obejmie wszystkie aspekty życia społecznego, (ciekawe, czy pojawi się myśl o potrzebie wprowadzenia nowego kalendarza, stary zbyt kojarzyć się będzie ze starą władzą – czekam na pierwsze symptomy takiego myślenia).
Uczestnicząc i organizując różne formy oporu spotykamy się ludźmi, którzy jak my, mają podobne widzenie polskich spraw, podobnie definiujemy zagrożenia dla demokracji, demokracji tak jak my ją rozumiemy.
Warto jednak przypomnieć, że pani Beata Szydło, premier rządu Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc o liście byłych prezydentów Polski, którzy wraz z grupą znanych postaci zasłużonych w walce o demokratyczny kształt naszej ojczyzny, użyła określenia „ci panowie”: panowie, którym się wydaje, że to oni są demokracją a przecież demokracja to my, bo to my wygraliśmy wybory, my mamy demokratyczny mandat, a nie oni.
Jeżeli wierzyć sondażom (a nie ma przesłanek by nie wierzyć) to obóz rządzący może sądzić, że ma nadal mandat do rządzenia. Wybory, gdyby je zorganizować teraz, nie przyniosłyby zmiany na scenie politycznej. Rząd ma wszelkie środki, aby wybrać termin wyborów i jeżeli zdecydował by się na przyspieszone wybory, to tylko wtedy gdyby w ich wyniku mógł zwiększyć swój stan posiadania aż do większości konstytucyjnej.
Co może przynieść zmianę?
Nie ma, niestety, żadnych przesłanek na to, że nastąpi ona szybko.
Na scenie politycznej tasowanie się politycznych figur i figurek może dostarczać emocji tylko różnym obserwatorom i komentatorom politycznym; z potoku słów płynących codziennie z ekranów telewizyjnych i tekstów pojawiających się w sieci nic nie wynika.
Zmiany będą, gdy pojawią się nowe fakty, nowe zjawiska, nowe problemy.
Gdy mówię fakty, to mam na myśli wydarzenia w kraju jak i otoczeniu; ich rodzaj jest ogromnie zróżnicowany, od dymisji i pęknięć na dotychczasowej scenie krajowej po wydarzenia na scenie międzynarodowej. Ich wspólną cechą jest nieprzewidywalność.
Kategoria zjawisk społecznych dotyczy społeczeństwa „tu i teraz”, stan napięć i podziałów biegnących przez wszystkie środowiska z rodziną włącznie jest dynamiczny, występują procesy polaryzacji ale i adaptacji do warunków, życie społeczne podlega badaniu i obserwacji. Wyniki badań są i będą materiałem do decyzji odpowiadających na pytanie – co robić ?
Mówiąc o problemach mam na myśli wszystko to, co dotyczy wspomnianego już wyżej syndromu analfabetyzmu politycznego Polaków, ich niskiego – żenująco niskiego -poziomu wiedzy o otaczającym świecie, o mechanizmach politycznych i procedurach funkcjonowania państwa, o zależnościach wynikających z naszego uczestnictwa w organizacjach międzynarodowych.
Badania zjawiska analfabetyzmu politycznego Polaków prowadzone przez prof. Radosława Markowskiego uzasadniają prawdziwość cynicznego powiedzenia cynicznego posła (a obecnie prezesa Telewizji Polskiej) Jacka Kurskiego o ciemnym ludzie, co wszystko kupi co cyniczna władza mu wciśnie.
Obecna grupa rządząca ma wszystko co potrzeba; po pierwsze, ma żądzę władzy i nieprzebrane zasoby cynizmu w sposobie jej sprawowania, ma resorty i urzędy już obsadzone przez „swoich”, ma media publiczne zwane narodowymi z nowym, prostym sposobem ich finansowania, ma zdolność dysponowania publicznymi pieniędzmi tak, aby realizować cele dające jej dalsze wzrosty poparcia.
Dobrym tego przykładem jest zapowiedź odbudowy polskiego przemysłu stoczniowego, a konkretnie Stoczni Szczecińskiej i utworzenie nowej kompani węglowej podtrzymującej dalsze wydobywanie węgla kamiennego.
Nie będzie żadnych zahamowań w angażowanie pieniędzy publicznych gdy w grę będzie wchodziło tworzenie dobrego wizerunku rządu i ekipy rządzącej. Prezes Polski ma wizję nowego społeczeństwa, zbudowanego na nowych podstawach, gdzie obowiązywać będzie mit smoleński, mit zbrodni, w wyniku której zginął najlepszy Prezydent, gdzie na nowo zostanie napisana historia Polski z wymazaniem zdrajców i agentów a wyniesieniem na cokoły żołnierzy, co nie złożyli broni mimo rozkazu, gdzie obowiązywać będzie wzorzec prawdziwego Polaka-katolika.
Minęło pierwsze pół roku sprawowania rządów przez Prezesa Polski Jarosława Kaczyńskiego. Polska wygląda tak jak widać. Jak wyglądać może za następne pół roku?
To co rysuje się jako wniosek, to potrzeba przyspieszenia działań, zwiększenia zakresu oporu społecznego, wymyślenia nowych jego form.
Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem. Jeżeli nie zatrzymamy tej ekipy teraz, gdy jest na starcie, gdy nie opanowała jeszcze wszystkich ośrodków decyzyjnych w kraju, gdy otoczenie reaguje jeszcze z wrażliwością wynikającą z szoku wywołanego gwałtownością zmiany pozycji Polski z pozycji prymusa na pozycje „chorego człowieka Europy”, to im później, tym będzie trudniej, tym bardziej będzie bolało.
Majowe manifestacje pod hasłem naszej obecności w Unii Europejskiej muszą mieć swoje kontynuacje i nawiązywać do obrony praw podstawowych tu i teraz.
Maj i połowa czerwca to czas na społeczną ofensywę, później są wakacje, czas wizyt i wydarzeń międzynarodowych.
Nich się dzieje w maju!
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Zachęta na majowe manifestacje
https://www.youtube.com/watch?v=kQ663qOp_sU